— Rysia Łapo wcześnie dzisiaj wstałaś! Pora na trening! — mruknął Gronostajowy Taniec. Odwróciłam głowę i zobaczyłam go. Wyglądał na bardziej ożywionego niż zwykle. Przyjacielsko popchnął mnie w stronę wyjścia. Z uśmiechem na pyszczku, wyprzedziłam mentora.
— Co dziś będziemy robić? Wspinać się na drzewa?— dociekałam.
— Dziś będziemy polować! — oznajmił.
— Polować, serio? — jęknęłam. Kremowy kocur przytaknął. Nie byłam do końca zadowolona. Wolę polować na jagody. "Chwila... A może to jest test?" - zastanowiłam się. Nie mogłam marudzić, bo nie bym nie zdała. Pełne skupienie!
— Zacznij beze mnie, zaraz do ciebie dojdę! — mruknął. Kiwnęłam głową i ruszyłam w głąb lasu. Zadowolona chwilą spokoju, nie traciłam czasu. Powąchałam powietrze i doszłam do malutkiej norki. Z niej wylatywał świeży zapach, więc podążyłam za nim. W mgnieniu oka znalazłam mysz, która chowała się pod liśćmi. Widać było jej malutki, cienki ogonek. Napięłam mięśnie i kucnęłam. Skoczyłam na ofiarę, łapiąc ją za ogonek. Wbiłam w nią kły, pozbawiając ją przy tym życia. Czułam czyjąś obecność. Ciekawiło mnie, gdzie podziewał się Gronostajowy Taniec. Nie mogłam czekać! Musiałam pochwalić się tymi zdobyczami przed nim! Wykopałam malutki dołek i zakopałam w niej mysz. Musiałam później po nią wrócić. Ruszyłam dalej, w końcu wydostałam się z lasu. Znalazłam się na polanie, nie było na niej drzew. Przyniosło to dla mnie korzyść, mogłam łatwiej zobaczyć zwierzynę. Nie czekałam długo, ku moim oczom ukazał się ptak. Bardzo tłusty ptak! Kucnęłam, zaczęłam skradać się do pierzastego zwierzęcia. Cały czas byłam sztywna i napięta. "A co jeżeli mi odleci? Nie mogę do tego dopuścić!" - obawiałam się. Skoczyłam w stronę ptaka, jednak on zdążył mnie zobaczyć. Wysunęłam pazury i udało mi się go złapać. Wbiłam w niego pazury. Ptak skrzeczał, ćwierkał. Chciał się wydostać, jednak nic nie mógł zrobić. Zatopiłam w nim kły, a z jego oczu upływało życie. Było to przykre, a jednocześnie ekscytujące. Zrobiłam z ptakiem to samo co z myszą. Znowu poczułam dreszcz, znowu ktoś się mnie przyglądał. Czy to znajomy? Czy wróg? Chwilę patrzyłam na krzewy, jednak po chwili odwróciłam wzrok. Pomaszerowałam dalej szukać zwierzyny. Niestety, przez mróz i śnieg, dalsze poszukiwanie nie było sensowne. Wróciłam odkopać zwierzynę. Odkopałam ptaka i chwyciłam go w pysk. Rozciągnęłam się. Wróciłam do miejsca, gdzie zakopałam mysz. Wypuściłam na chwilę ptaka i zaczęłam rozgrzebywać ziemię.
— Przepraszam, że to tyle trwało! — Usłyszałam. Odwróciłam się i zobaczyłam mentora.
— Nic nie szkodzi! — zapewniłam.
— Jakie piękne zdobycze! Chodźmy odłożyć je na stertę zdobyczy — odrzekł. Przytaknęłam i chwyciłam zwierzynę. Popchnęłam mentora i przyjacielsko musnęłam go ogonem. Wiedziałam, że był moim mentorem, ale nadal mogłam sobie żartować. Kiedy weszłam do obozu, odłożyłam zwierzynę na miejsce. Co za przypadek... Głupia Łapa poszła coś zjeść.
"My jesteśmy twoją rodziną!", "Ona to tylko niewdzięczny pomiot kota" Wciąż odzywały się we mnie głosy. Niepokojące głosy. Musiałam się przypodobać! Zbezcześciła miano mojej siostry. Ona nie jest moją siostrą, to tylko pomiot kota. Zauważyłam, że Sosnowa Gwiazda siedziała na polanie. To była moja szansa! Kiedy Głupia Łapa przechodziła koło mnie, podstawiłam jej łapę. Ona przewróciła się i upadła na pysk. Odwróciła głowę i jej wzrok skierował się na mnie. Spojrzałam na nią z wyższością.
"W Klanie Wilka nie ma miejsca dla takich, jak ty" Pomyślałam. Odwróciłam wzrok i na twarzy liderki, zobaczyłam uśmiech. O to chodziło! Pokierowałam się w stronę legowiska uczniów. Byłam zmęczona... Potrzebowałam odpoczynku.
* * *
Zapadła noc. Ja cały czas, od kiedy wróciłam do obozu, wierciłam się w legowisku. Zasługiwałam na taki odpoczynek. Należał mi się! Kiedy usłyszałam kroki, wzdrygnęłam się. Każdy leżał w legowiskach... Kto chciał zawracać sobie głowę, kiedy powinien już spać? Wstałam z legowiska i wyjrzałam zza niego. Zobaczyłam kremowe futro, które znikało w legowisku lidera. Kto to mógł być? Blade Lico? Nie... Nie miał kremowego futra! Może Makowy Nów? Też nie! Ona miała liliowe... Chwila! To był Gronostajowy Taniec! Mój mentor. Co on miałby tak porabiać? Wyszłam z legowiska, żeby podsłuchać rozmowę.
— Jest gotowa — Usłyszałam głos nauczyciela.
— Dobrze. Zatem o zmierzchu niech będzie gotowa. — Usłyszałam, jak mentor wstaje. Prędko wycofałam się, wróciłam do legowiska. "O rany!! O rany, o rajuśku! Zostałam wybrana... Nie mogę tego spaprać! Muszę to wygrać za wszelką cenę!" - myślałam. Położyłam się w legowisku, musiałam zasnąć! Musiałam! Zamknęłam oczy.
Pustka... Miałam nadzieję, że dziś mnie ominie. Oby była krótka, może te pogardliwe stworzenia miały coś mądrego do powiedzenia.
— Tu jesteś Rysia Łapo! — powiedział kot. Tym razem przyszedł sam.
— Gdzie są twoi przyjaciele? — zapytałam. Kot zmarszczył brwi. Widać, że to go nie cieszyło, czyżby coś się stało? Nie byłam pewna, ale wyglądał na takiego, któremu mogłoby się coś przytrafić.
— To był niefortunny wypadek. W ogóle nie powinien mieć miejsca — szepnął kot. Ja tu byłam od słuchania jego zmartwień? Nie wydaje mi się...
— Słuchaj! Chciałeś mi coś powiedzieć? Czy tylko kłapiesz pyskiem jak najęty — burknęłam
— A no tak... Świetnie zrobiłaś, że upokorzyłaś ten pomiot kota! Niestety nic więcej nie mam ci do przekazania — pochwalił. Tak podejrzewałam, nie powiedział mi wszystkiego. Trudno, musiałam wracać. Kiedy otworzyłam oczy, usłyszałam ćwierk ptaków. Sen wygląda na chwilę, a może zajmować całą wieczność. Wstałam z legowiska. Rozciągnęłam się. Wygram to z zamkniętymi oczami!
"Trochę sobie pospałam" Pomyślałam. Zmierzch zbliżał się szybkimi krokami. Niestety, ale musiałam być gotowa! Ze stresu usiadłam koło drzewa. Oparłam się o nie i zaczęłam myśleć.
— Rysia Łapo! — Usłyszałam.
— Tak? — odpowiedziałam. To był głos Gronostajowego Tańca. Czy to już? Nie byłam gotowa...
— Chodź na polanę, szybko! — pośpieszył. Musiałam iść... Uznaliby mnie za tchórza, gdybym się nie pojawiła. Prędko wyszłam na polanę; tam stała Sosnowa Gwiazda i reszta klanu. Przełknęłam ślinę. "To musi być teraz? A nie za księżyc?!" Liderka kiwnęła do mnie głową, przytaknęłam jej. Z kotów na środku polany zrobił się okrąg. Wystąpiłam do niego, a naprzeciwko mnie znalazła się Iskrząca Łapa. "Nie, nie, nie! Przegram to!"
— Zaraz rozpocznie się walka, pomiędzy Rysią Łapą i Iskrzącą Łapą, o tytuł wojownika! Gotowe? — zapytała. Kiwnęłam głową wraz z Iskrzącą łapą.
— Dobrze! Zaczynajcie! — powiedziała liderka.
Nie chciałam czekać i przystąpiłam do ataku. Miałam zamiar to zrobić podstępem. Po co miałam się męczyć? Iskrząca Łapa podbiegła do mnie, też nie chciała czekać. Jednak to błąd biegać tak wolno. Błyskawicznie kucnęłam i wślizgnęłam się pod jej brzuch. Kopnęłam ją tylnymi łapami, żeby nie mogła mnie uderzyć, wydostałam się spod jej podbrzusza.
"Bolało, prawda? Zaraz będzie koniec walki" Pomyślałam. Kotka spróbowała tej techniki ponownie, nie uczyła się na błędach! Tym razem podcięłam ją, a ona upadła przed moimi łapami. Przygniotłam ją do ziemi, by ta nie mogła się ruszyć. Sosnowa Gwiazda, widząc to, wystąpiła do przodu i zabrała głos.
— Ja, Sosnowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika.
Rysia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam.
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Rysia Łapo, od tej pory będziesz znana jako Rysi Trop. Klan ceni twoją pracowitość i odwagę oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Wilka.
To się nie działo... Wygrałam! Wygrałam i jej pokazałam! Jestem silna, mądra i odważna!
— Rysi Trop, Rysi Trop! — wiwatowali. Tak, to było moje nowe imię i nowa ja.
[1198 słów + Test wojownika]
[przyznano 24%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz