— Jako, iż mam czas oraz chęć do edukowania ciebie, z chęcią zaprezentuje ci kilka kluczowych rzeczy, o których musisz pamiętać podczas skradania się.
— Super! — miauknął do mnie. Jego futro zdawało się aż jeżyć z ekscytacji.
Najpierw przykucnęłam przy ziemi, starając się, aby mój brzuch o się o nią nie ocierał. Pamiętałam coś ze słów mentora o łowieniu zwierzyny, która nie jest rybą, choć niczego takiego jeszcze nie złapałam.
— Wojownicy uczą się stawiać łapy delikatnie na ziemi, by nie wydać dźwięku, który mógłby spłoszyć zwierzynę. — Udało mi się postawić kilka kroków naprzód, by zademonstrować.— Musisz jeszcze mieć dobrą równowagę, aby móc zmienić kierunek, w którym podążasz.
Powoli przyzwyczajałam się do pozycji łowieckiej, choć nie często jej używałam. Miałam nawet wrażenie, że idzie mi całkiem nieźle, dlatego skręciłam ostro w bok. Cóż, skutki mojego postępowania nie były najlepsze, bo straciłam równowagę, zachwiałam się i padłam na twardy grunt. Szałwik wyciągnął w moją stronę pomocną łapę, jednak ja wstałam bez jego pomocy. Choć nie byłam zadowolona z tego, co się stało, to mruknęłam:
— Właśnie dlatego należy uważnie stawiać łapy na gruncie i nie wykonywać gwałtownych ruchów. Nigdy nie wiesz, ile zwierzyny może spłoszyć jakiś głupi wybryk.
— A kiedy ja mogę spróblować? — spytał, gdy tylko otrzepałam się z brudu.
Zmierzyłam go spojrzeniem dość zakłopotanym. Nie pokazałam mu nawet wszystkiego, a on już chce mnie naśladować! Cóż, nie mogłam mu pozwolić na popełnienie jakiegoś błędu! W końcu co by inni pomyśleli, gdyby ustrzegli, że tak słabo go wyuczyłam?
— Jeszcze chwila, dobrze, Szałwiku? — Zdobyłam się na delikatny ton, pod którym maskowałam całe moje niezadowolenie.
— Ech... W porządku. Wybacz, jeśli byłem dla ciebie nie grzecznly.
Zrobiło mi się trochę głupio, bo nie miałam na celu wydobyć od niego przeprosin. Kocię wbiło we mnie swe ślepka, czekając na moment, w którym ponownie przedstawię mu pozycję łowiecką. Zrobiłam więc to, a następnie otworzyłam pyszczek, by powiedzieć:
— Wojownicy muszą być bardzo czujni oraz skoncentrowani na swojej ofierze. Nie możesz się rozkojarzyć, bo jest szansa na to, że ucieknie ci sprzed nosa. Oczywiście, należy mieć też możliwość wykonywania szybkich, zwinnych ruchów, ale tego jeszcze nie opanowałam, więc nie mam jak ci tego pokazać.
— Co dalej?
— Sprawdź, w jakim kierunku wieje wiatr. Jeśli wieje w twój pysk, to zwierzynie będzie łatwiej ciebie wyczuć. Jeśli wieje w drugą stronę, zapach celu będzie nie tylko dokładniejszy, ale i twój zapaszek pozostanie dla nich niedostępny.
Postawiłam kilka kroków w tył, a następnie usiadłam. Dałam Szałwikowi znak, by zaprezentował mi, czego się dowiedział.
— Super! — miauknął do mnie. Jego futro zdawało się aż jeżyć z ekscytacji.
Najpierw przykucnęłam przy ziemi, starając się, aby mój brzuch o się o nią nie ocierał. Pamiętałam coś ze słów mentora o łowieniu zwierzyny, która nie jest rybą, choć niczego takiego jeszcze nie złapałam.
— Wojownicy uczą się stawiać łapy delikatnie na ziemi, by nie wydać dźwięku, który mógłby spłoszyć zwierzynę. — Udało mi się postawić kilka kroków naprzód, by zademonstrować.— Musisz jeszcze mieć dobrą równowagę, aby móc zmienić kierunek, w którym podążasz.
Powoli przyzwyczajałam się do pozycji łowieckiej, choć nie często jej używałam. Miałam nawet wrażenie, że idzie mi całkiem nieźle, dlatego skręciłam ostro w bok. Cóż, skutki mojego postępowania nie były najlepsze, bo straciłam równowagę, zachwiałam się i padłam na twardy grunt. Szałwik wyciągnął w moją stronę pomocną łapę, jednak ja wstałam bez jego pomocy. Choć nie byłam zadowolona z tego, co się stało, to mruknęłam:
— Właśnie dlatego należy uważnie stawiać łapy na gruncie i nie wykonywać gwałtownych ruchów. Nigdy nie wiesz, ile zwierzyny może spłoszyć jakiś głupi wybryk.
— A kiedy ja mogę spróblować? — spytał, gdy tylko otrzepałam się z brudu.
Zmierzyłam go spojrzeniem dość zakłopotanym. Nie pokazałam mu nawet wszystkiego, a on już chce mnie naśladować! Cóż, nie mogłam mu pozwolić na popełnienie jakiegoś błędu! W końcu co by inni pomyśleli, gdyby ustrzegli, że tak słabo go wyuczyłam?
— Jeszcze chwila, dobrze, Szałwiku? — Zdobyłam się na delikatny ton, pod którym maskowałam całe moje niezadowolenie.
— Ech... W porządku. Wybacz, jeśli byłem dla ciebie nie grzecznly.
Zrobiło mi się trochę głupio, bo nie miałam na celu wydobyć od niego przeprosin. Kocię wbiło we mnie swe ślepka, czekając na moment, w którym ponownie przedstawię mu pozycję łowiecką. Zrobiłam więc to, a następnie otworzyłam pyszczek, by powiedzieć:
— Wojownicy muszą być bardzo czujni oraz skoncentrowani na swojej ofierze. Nie możesz się rozkojarzyć, bo jest szansa na to, że ucieknie ci sprzed nosa. Oczywiście, należy mieć też możliwość wykonywania szybkich, zwinnych ruchów, ale tego jeszcze nie opanowałam, więc nie mam jak ci tego pokazać.
— Co dalej?
— Sprawdź, w jakim kierunku wieje wiatr. Jeśli wieje w twój pysk, to zwierzynie będzie łatwiej ciebie wyczuć. Jeśli wieje w drugą stronę, zapach celu będzie nie tylko dokładniejszy, ale i twój zapaszek pozostanie dla nich niedostępny.
Postawiłam kilka kroków w tył, a następnie usiadłam. Dałam Szałwikowi znak, by zaprezentował mi, czego się dowiedział.
<Szałwiku?>
[455 słów]
[przyznano 9%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz