Przeszłość, początek Pory Nagich Drzew
Pietruszkowa Łapa nigdy nie poznała zmarłej, jednak czuła smutek, szczególnie widząc pusty wzrok jej rodziny.
W końcu koty wyruszyły z obozu, poruszając się w ciszy w kierunku granicy z Klanem Wilka i Klanem Burzy. Ich zadaniem było polowanie. Zwinnie pokonały rzekę, skacząc po dużych kamieniach. Na ziemi delikatnie osiadł śnieg – niewielka warstwa, ale już sam jej widok budził w kotach niepokój. Pora Nagich Drzew nie była łaskawym okresem dla dzikich zwierząt.
Członkowie patrolu rozproszyli się w lesie przy granicy z Klanem Wilka. Pietruszkowa Łapa odbiegła jednak dość daleko, zwabiona zapachem zająca. W okolicy były bliższe zapachy, ale nimi zajęli się już inni członkowie patrolu. Tak duża zdobycz, jak zając była teraz bezcenna dla klanu. Czekoladowa uczennica nie mogła pozwolić, by zdobycz trafiła w ręce wroga!
Pietruszkowa Łapa przylgnęła do piachu, cicho i ostrożnie. W oddali dostrzegła zająca, który powoli poruszał się po otwartej przestrzeni. Przez chwilę zastanawiała się, co zwierzę robi w takim miejscu, ale szybko skupiła się na zadaniu – musiała go złapać. Polowanie na otwartym terenie było trudne, ale dla niej nie istniało słowo „niemożliwe”. Powoli skradała się do ofiary, delikatnie stawiając łapy na sypkim podłożu. Kiedy uznała, że nadeszła właściwa chwila, wybiła się z piachu i rzuciła na zająca. Po krótkiej walce udało jej się go zabić. Zachwycona swoimi umiejętnościami ukryła zdobycz pod piaskiem.
Mimo sukcesu coś ją niepokoiło. Wyraźnie wyczuwała zapach Klanu Burzy. Znała go już dobrze – to był smród! Smród rudej uczennicy z tego klanu, którą raz spotkała i której imienia nadal nie znała. Nie miała jednak wątpliwości, że jej nie lubi. Czekoladowa przygotowała się na ewentualną kłótnię – nie zamierzała być miła! Była przekonana, że ruda uczennica również nie powstrzyma się od kąśliwych uwag na temat Pietruszki czy jej klanu. Czekoladowa nie miała zamiaru tolerować takich zachowań – w jej oczach były to dziecinne zagrywki.
Ruda uczennica zauważyła ją dopiero po chwili, wyczuwając jej zapach. Spojrzała w jej stronę z wyraźnym gniewem i niechęcią.
— To znowu ty? — odezwała się ostro Pożarowa Łapa, strosząc ogon. Pietruszkowa Łapa spojrzała na nią tak, jakby zaraz miała zwymiotować. „O co jej znowu chodzi?” pomyślała zirytowana.
— Tak jakoś wyszło — mruknęła, mrużąc oczy w irytacji i co jakiś czas wąchając powietrze. Rudzielec przez chwilę stał w ciszy. „Czyżby jednak znormalniała?” pomyślała z nadzieją Pietruszkowa Łapa.
— Boisz się? — zapytała nagle członkini Klanu Burzy z najohydniejszym uśmieszkiem na pysku. „Jednak nie” mruknęła w myślach Pietruszka, po czym westchnęła głośno.
— Czego mam się bać? — odpowiedziała, zawijając ogon w kształt pytajnika — Ciebie? — dodała z uniesioną brwią i rozbawieniem w głosie.
Pietruszkowa Łapa nie czuła strachu wobec Pożarowej Łapy, choć ta wywoływała w niej irytację. Dlatego wolała unikać takich spotkań. Ruda uczennica natychmiast po tych słowach cofnęła uszy w złości i machnęła ogonem, jakby chciała ostrzec rywalkę. Po chwili jednak zaśmiała się pod nosem, wyprostowała się i spojrzała na Pietruszkę z góry.
— Nie wiem — prychnęła, spoglądając na nią z wyższością — Wy, Klifiaki, ciągle kręcicie się przy naszej granicy — dodała, kręcąc łapą po piachu — Boicie się nas? — zapytała, udając poważny ton.
Pietruszkowa Łapa zrobiła minę, jakby właśnie połknęła coś kwaśnego. „Co ona wygaduje?” pomyślała, unosząc brew i mrugając ze zdziwieniem.
— Dlaczego mielibyśmy bać się klanu, który ma niewyuczonych uczniów? — odparła pewnym głosem, unosząc ogon wysoko.
Rudzielec przechylił głowę, jakby chciał zapytać o coś więcej, ale nie zdążył, bo Pietruszka nie dała mu dojść do słowa.
— Jako uczeń chyba już wiesz, że granice należy patrolować raz, a nawet dwa razy dziennie — powiedziała, patrząc na nią z chłodnym spokojem — Poza tym jestem tu z patrolem łowieckim, ale oddaliłam się za zapachem zająca — dodała, zerkając z dumą na martwe zwierzę ukryte pod piachem.
Ruda kotka oburzyła się na te słowa. Jej ogon strzepnął gwałtownie, jakby chciała w ten sposób zademonstrować swoją frustrację.
— Niewyuczonych? — warknęła Pożarowa Łapa, wykonując gwałtowny ruch, jakby za chwilę miała przekroczyć granicę — Wręcz przeciwnie. Ja przewiduję możliwe przyczyny — stwierdziła, prostując się dumnie — Zawsze trzeba być o trzy kroki do przodu, gołębi móżdżku — wysyczała, patrząc na Pietruszkową Łapę.
Czekoladowa uczennica jedynie otarła ślinę, którą rudzielec omal nie splamił jej pyska, i mocno się skrzywiła. Prychnęła rozbawiona.
— No to tobie akurat coś nie wyszło — rzuciła z przekąsem — Przewidywanie a snucie własnych, niestworzonych faktów to zupełnie różne rzeczy, koteczku — miauknęła, uśmiechając się ironicznie i podchodząc bliżej. Kotki niemal stykały się pyskami, choć każda wciąż stała na swoim terytorium. Po chwili Pożarowa Łapa cofnęła się o dwa kroki, jakby chcąc zachować dystans.
— Niestworzone, tak? — zaśmiała się rudzielec, przestępując z łapy na łapę — Coś czuję, że stąpasz po cienkim lodzie — wywarczała, strosząc futro na karku. Pietruszkowa Łapa w milczeniu obserwowała kotkę z Klanu Burzy, zastanawiając się, co mogło sprawić, że jest aż tak agresywna i złośliwa.
— Hm? To mi grozisz? — miauknęła, mrugając niedbale. Klifiaczka wyraźnie okazywała brak szacunku do rudej — No cóż, ja na lodzie radzę sobie całkiem dobrze i z łatwością uniknę upadku do wody — powiedziała, podskakując i gładko lądując na piachu tak lekko, że nie wzburzyła nawet odrobiny pyłu — A ty chyba już dawno tkwisz w lodowatej wodzie, a teraz, marznąc, próbujesz się ogrzać, prowokując innych — dodała, unosząc brew w triumfującym geście.
Czekoladowa z zadowoleniem zauważyła, że trafiła w czuły punkt. Pożarowa Łapa skrzywiła się mocno, a jej gniew był wyraźnie widoczny.
<Pożarowa Łapo?>
[962 słów; trening wojownika]
[przyznano 19%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz