Pamiętał ich pierwsze spotkanie tuż po tym, gdy wyczekiwał ponownego spotkania na granicy z Mątwim Marzeniem, a wtedy jeszcze Mątwią Łapą. Pamiętał dzień, w którym Burzowe Chmury oficjalnie stał się członkiem Klanu Burzy i został uczniem samego Słonecznego Fragmentu. Pamiętał, jak kocur bez wahania ruszył na pomoc przewodnikowi, kiedy doszło do nieporozumienia między nim a Dryfującym Fluorytem. Przez większość czasu u jego boku znajdował się Burzowe Chmury, tak również było teraz. Mimo konfliktów niebieski trwał u jego boku, nie chcąc, aby to, co zbudowali przez tyle księżyców, straciło na znaczeniu przez jedną rzecz.
Nawet nie zwrócił uwagi na to, że zaczęli zmierzać w kierunku Upadłego Potwora. W trakcie drogi Burza zaczął narzekać na Słodką Dziewannę i jej decyzje w związku z samotnym rodzicielstwem.
— ...proszę bardzo! Wcale nie muszę się nimi zajmować, ale nie będę krył przed nimi umowy, jaką zawarłem z ich matką! Poczciwy Dziwaczek mógł sobie być jej partnerem, ale to ja jestem ojcem kociąt; dwójki czy może nawet całej trójki... — Dymny, dostrzegając, że towarzysz wcale go nie słucha, zwolnił kroku, dostosowując swoje tempo do jego. Następnie lekko szturchnął go barkiem. — Powiesz mi, kto cię tak urządził? — miauknął, zatrzymując się. Niebieski nie odrywał zmartwionego spojrzenia od pyska przewodnika, który przyozdobiony był śladami po pazurach samotniczki. Słońce strzepnął zdrowy uchem, nie decydując się na wyjawienie faktu, że został tak urządzony przez samotniczkę, która teraz śmiało poruszała się po klanowych terenach, jak i wygadywała dziwne rzeczy. Była szurnięta! Zwyzywał go, zaatakowała bez powodu i mówiła coś o jakiejś siostrze... Że niby ją zabili. Wspominała również, że jest ich panem, a oni marnymi pionkami. Czyim była panem i które koty były pionkami?
Chyba ze wszystkich kotów, jakie miał okazję spotkać na swojej drodze, ta samotniczka miała najbardziej nie po kolei w głowie. Przy niej nawet Nagietkowy Wschód wydawał się normalny! A jednak, Słońce pomógł jej wydostać się z tuneli, mimo że kocica była realnym zagrożeniem dla starszych kotów i młodych uczniów. Od tamtej pory kocur starał się towarzyszyć patrolom, w których skład wchodziły słabsze, bądź niedoświadczone jednostki, mogące z łatwością zostać zranione przez dziwną kocicę czy innego samotnika, który nie miał dobrych intencji. W końcu jakby nie patrzeć był odpowiedzialny za jej czyny, bo nie poinformował nikogo o jej obecności, a także wypuścił ją w świat.
— Słoneczny Fragmencie. Martwię się o ciebie, wiesz?
— Mhm... — mruknął, obrzucając spojrzeniem wrzosowisko, które sąsiadowało z Upadłym Potworem.
Nie chciał o tym myśleć, nie chciał o NIEJ myśleć, a jednak wszystko sprawiało, że pamięć o zmarłej wciąż pozostawała żywa. Burzowe Chmury. Słodka Dziewanna. Strzępotkowa Łapa. Pozostałe koty, z którymi wspólnie spędzał czas. Cały Klan Burzy sprawiał, że nie potrafił zapomnieć o swojej drugiej miłości, która wywróciła jego życie do góry nogami nim odeszła. Nawet gwieździste niebo, pod którym razem siedzieli, przypominało mu o zdradzie, której doświadczył na własne życzenie.
Podobno pierwsza miłość jest niewinna, co by się zgadzało; niewinne zauroczenie w księżniczce tylko to potwierdzało. Trzecia podobno była na całe życie, jednak kocur miał nadzieję już nigdy więcej nie popełnić błędu przeszłości i już w nikim się nie zakochać. Nie potrzebował nikogo, kto kolejny raz wywróciłby jego spokojnie życie do góry nogami.
— Niepotrzebnie. U mnie... wszystko jest w porządku. Naprawdę...
— W porządku to jest u mnie, a ty... — Urwał, wpatrując się w kocura ze współczuciem. Przyspieszył kroku i swym tonem głosu próbował poprawić humor przyjaciela. — Mam nadzieję, że uda mi się chociaż na chwilę wywołać na twoim pysku uśmiech. Wiesz, chciałem z tobą porozmawiać, bo uważam, że mamy sobie wiele rzeczy do wyjaśnienia... Ale myślę, że to może poczekać, przynajmniej do momentu, aż moja niespodzianka zostawi nas samych... Ach, ależ to słońce dziś grzeje! Chyba Pora Zielonych Liści się zbliża — miauknął, a na dźwięk jego głosu Słoneczny Fragment mimowolnie parsknął. Jeśli niespodzianką miała być królicza kryjówka, i to każdemu dobrze znana, to nie musieli zwlekać z rozmową. Przewodnik, kręcąc głową, ruszył za kocurem, który nagle się zatrzymał.
Dobry nastrój przewodnika, jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął, gdy dostrzegł znajomy pysk wyłaniający się zza jednej ze ścian Upadłego Potwora. Kocur zatrzymał się, wpatrując się w burą samotniczkę, która również zamarła, gdy rozpoznała pysk Burzaka; z resztą sama go upiększyła. Przewodnik wysunął pazury, obawiając się, że dojdzie do powtórki z rozrywki sprzed kilku wschodów słońca, jednak tym razem to on miał przewagę, nie samotniczka. Nawet jeśli walka nie będzie fair, bo w końcu będzie dwóch na jedną, to najważniejszym było przepędzić intruza, który zbyt pewnie czuł się na nie swoich terenach.
— Hej, uspokój się! Pamiętasz o niespodziance, o której ci mówiłem? Właśnie stoi przed tobą — miauknął Burzowe Chmury, całkowicie zbijając kocura z tropu. Nie tego spodziewał się usłyszeć z jego pyska, a tym bardziej nie spodziewał się, że wojownik stanie pomiędzy kocurem a kocicą, która również przybrała pozycję do odparcia potencjalnego ataku.
Wojownik wypuścił powietrze z płuc, przybierając rozluźnioną pozycję, po czym wyprostował się dumnie, wyglądając przy tym jak przywódca, mający zaraz wygłosić coś z mównicy.
— Słoneczny Fragmencie, poznaj Pacynkę. Pacynko, poznaj Słoneczny Fragment. Należy do tego samego klanu, co ja. Jest moim przyjacielem i był moim mentorem. To właśnie jego chciałem ci przestawić... — Posłał uśmiech burasce, by chwilę później obdarować nim również samca. — A skoro już się wszyscy znamy, może schowacie pazury? Dziękuję!
Oboje posłusznie schowali pazury, czekając na rozwój wydarzeń, których dyrygentem tym razem został niebieski wojownik. Gdyby nie on, najprawdopodobniej doszłoby do kolejnej walki; tym razem Słońce nie miałby zamiaru odpuścić kocicy, której cały pysk zdobiła biel. Upewniłby się, że nie postawi swej łapy na terenach Klanu Burzy już nigdy więcej.
Niebieski zetknął się czołem z kocicą na przywitanie, pozwalając jej oprzeć głowę o jego szyję oraz bark, tym samym potwierdzając przypuszczenia przewodnika na temat tego, że znali się od kilku księżyców, a ich zażyłość, cóż, była spora. Słoneczny Fragment przyglądał się dwójce w ciszy, starając się na spokojnie zrozumieć łączącą ich relację. Chyba Burzowe Chmury nie zdecydował się związać z jakąś samotniczką tylko po to, aby pokazać Słodkiej Dziewannie, co straciła, gdy po raz kolejny mu odmówiła na pytanie o partnerstwo? Prawda?
— Hej. Nie patrz się tak na niego... — Burzowe Chmury skarcił burą kocicę, która ani na moment nie oderwała spojrzenia od pyska młodego przewodnika. — Kiedyś wyglądał przyjaźniej i przystojniej, nim ktoś postanowił przejechać pazurami po jego mordce i oderwać kawałek jego wywiniętego uszka... — Mimo że dymny silił się na szept, kocur był w stanie wyłapać każde ze słów, które opuściły jego pysk.
— Naprawdę? — Pacynka uniosła spojrzenie na kocura, by zaraz ponownie skupić wzrok na kremowym. — Przykro mi z powodu twojej straty. Mam nadzieję, że pomimo tego, co ci się przytrafiło, nadal potrafisz odnaleźć radość w życiu.
Słoneczny Fragment nie potrzebował rozmowy z Klanem Gwiazdy, aby wiedzieć, że obecność burej kocicy na terenach Klanu Burzy, jak i jej relacja z Burzowymi Chmurami, oznaczała kłopoty. Masę kłopotów. Każdy kolejny samotnik naruszający granicę oznaczał kłopoty, a Klan Burzy już więcej ich nie potrzebował.
Kocur milczał, obserwując każdy, nawet ten najmniejszy, ruch kocicy czy zmianę w jej mimice. Starał się zapamiętać ton jej głosu, mając nadzieję, że wyłapie jakiś fałsz, dzięki czemu mógłby przestrzec kocura przed kontaktami z nią, jednak nic takiego się nie stało. Zabawne było to, że ledwie parę wschodów słońca temu, kocica mało co nie pozbawiła życia przewodnika. Nic a nic nie wskazywało na to, że Burzowe Chmury zadawał się z niedoszłą morderczynią jego przyjaciela, jak i mentora.
Na pysku przewodnika pojawiła się skwaszona mina, gdy Pacynka otarła się łbem o pysk niebieskiego. Zachowywała się tak, jakby sytuacja sprzed kilku wschodów słońca nie miała miejsca i po raz pierwszy stanęli twarzą w twarz. Najwyraźniej znajoma Burzy nie poinformowała niebieskiego o ataku na przewodnika, tak samo, jak nie zrobił tego Słońce; oboje ignorowali fakt, iż nie było to ich pierwsze spotkanie.
— Miło mi cię poznać, Pacynko — odezwał się w końcu, siląc się na uprzejmy ton wobec brązowookiej, która lekko skinęła łebkiem. — Czyli to ty byłaś powodem, dla którego Burzowe Chmury wystawiał mnie podczas patroli Porą Opadających Liści i Porą Nagich Drzew? — spytał, wpatrując się w wojownika, który odbierając pytanie kocura jako przyjacielską zaczepkę, postanowił opowiedzieć o tym, jak przypadkowo wpadł na Pacynkę, i to na długo przed morderstwami mającymi miejsce w klanie.
Nawet nie zwrócił uwagi na to, że zaczęli zmierzać w kierunku Upadłego Potwora. W trakcie drogi Burza zaczął narzekać na Słodką Dziewannę i jej decyzje w związku z samotnym rodzicielstwem.
— ...proszę bardzo! Wcale nie muszę się nimi zajmować, ale nie będę krył przed nimi umowy, jaką zawarłem z ich matką! Poczciwy Dziwaczek mógł sobie być jej partnerem, ale to ja jestem ojcem kociąt; dwójki czy może nawet całej trójki... — Dymny, dostrzegając, że towarzysz wcale go nie słucha, zwolnił kroku, dostosowując swoje tempo do jego. Następnie lekko szturchnął go barkiem. — Powiesz mi, kto cię tak urządził? — miauknął, zatrzymując się. Niebieski nie odrywał zmartwionego spojrzenia od pyska przewodnika, który przyozdobiony był śladami po pazurach samotniczki. Słońce strzepnął zdrowy uchem, nie decydując się na wyjawienie faktu, że został tak urządzony przez samotniczkę, która teraz śmiało poruszała się po klanowych terenach, jak i wygadywała dziwne rzeczy. Była szurnięta! Zwyzywał go, zaatakowała bez powodu i mówiła coś o jakiejś siostrze... Że niby ją zabili. Wspominała również, że jest ich panem, a oni marnymi pionkami. Czyim była panem i które koty były pionkami?
Chyba ze wszystkich kotów, jakie miał okazję spotkać na swojej drodze, ta samotniczka miała najbardziej nie po kolei w głowie. Przy niej nawet Nagietkowy Wschód wydawał się normalny! A jednak, Słońce pomógł jej wydostać się z tuneli, mimo że kocica była realnym zagrożeniem dla starszych kotów i młodych uczniów. Od tamtej pory kocur starał się towarzyszyć patrolom, w których skład wchodziły słabsze, bądź niedoświadczone jednostki, mogące z łatwością zostać zranione przez dziwną kocicę czy innego samotnika, który nie miał dobrych intencji. W końcu jakby nie patrzeć był odpowiedzialny za jej czyny, bo nie poinformował nikogo o jej obecności, a także wypuścił ją w świat.
— Słoneczny Fragmencie. Martwię się o ciebie, wiesz?
— Mhm... — mruknął, obrzucając spojrzeniem wrzosowisko, które sąsiadowało z Upadłym Potworem.
Nie chciał o tym myśleć, nie chciał o NIEJ myśleć, a jednak wszystko sprawiało, że pamięć o zmarłej wciąż pozostawała żywa. Burzowe Chmury. Słodka Dziewanna. Strzępotkowa Łapa. Pozostałe koty, z którymi wspólnie spędzał czas. Cały Klan Burzy sprawiał, że nie potrafił zapomnieć o swojej drugiej miłości, która wywróciła jego życie do góry nogami nim odeszła. Nawet gwieździste niebo, pod którym razem siedzieli, przypominało mu o zdradzie, której doświadczył na własne życzenie.
Podobno pierwsza miłość jest niewinna, co by się zgadzało; niewinne zauroczenie w księżniczce tylko to potwierdzało. Trzecia podobno była na całe życie, jednak kocur miał nadzieję już nigdy więcej nie popełnić błędu przeszłości i już w nikim się nie zakochać. Nie potrzebował nikogo, kto kolejny raz wywróciłby jego spokojnie życie do góry nogami.
— Niepotrzebnie. U mnie... wszystko jest w porządku. Naprawdę...
— W porządku to jest u mnie, a ty... — Urwał, wpatrując się w kocura ze współczuciem. Przyspieszył kroku i swym tonem głosu próbował poprawić humor przyjaciela. — Mam nadzieję, że uda mi się chociaż na chwilę wywołać na twoim pysku uśmiech. Wiesz, chciałem z tobą porozmawiać, bo uważam, że mamy sobie wiele rzeczy do wyjaśnienia... Ale myślę, że to może poczekać, przynajmniej do momentu, aż moja niespodzianka zostawi nas samych... Ach, ależ to słońce dziś grzeje! Chyba Pora Zielonych Liści się zbliża — miauknął, a na dźwięk jego głosu Słoneczny Fragment mimowolnie parsknął. Jeśli niespodzianką miała być królicza kryjówka, i to każdemu dobrze znana, to nie musieli zwlekać z rozmową. Przewodnik, kręcąc głową, ruszył za kocurem, który nagle się zatrzymał.
Dobry nastrój przewodnika, jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął, gdy dostrzegł znajomy pysk wyłaniający się zza jednej ze ścian Upadłego Potwora. Kocur zatrzymał się, wpatrując się w burą samotniczkę, która również zamarła, gdy rozpoznała pysk Burzaka; z resztą sama go upiększyła. Przewodnik wysunął pazury, obawiając się, że dojdzie do powtórki z rozrywki sprzed kilku wschodów słońca, jednak tym razem to on miał przewagę, nie samotniczka. Nawet jeśli walka nie będzie fair, bo w końcu będzie dwóch na jedną, to najważniejszym było przepędzić intruza, który zbyt pewnie czuł się na nie swoich terenach.
— Hej, uspokój się! Pamiętasz o niespodziance, o której ci mówiłem? Właśnie stoi przed tobą — miauknął Burzowe Chmury, całkowicie zbijając kocura z tropu. Nie tego spodziewał się usłyszeć z jego pyska, a tym bardziej nie spodziewał się, że wojownik stanie pomiędzy kocurem a kocicą, która również przybrała pozycję do odparcia potencjalnego ataku.
Wojownik wypuścił powietrze z płuc, przybierając rozluźnioną pozycję, po czym wyprostował się dumnie, wyglądając przy tym jak przywódca, mający zaraz wygłosić coś z mównicy.
— Słoneczny Fragmencie, poznaj Pacynkę. Pacynko, poznaj Słoneczny Fragment. Należy do tego samego klanu, co ja. Jest moim przyjacielem i był moim mentorem. To właśnie jego chciałem ci przestawić... — Posłał uśmiech burasce, by chwilę później obdarować nim również samca. — A skoro już się wszyscy znamy, może schowacie pazury? Dziękuję!
Oboje posłusznie schowali pazury, czekając na rozwój wydarzeń, których dyrygentem tym razem został niebieski wojownik. Gdyby nie on, najprawdopodobniej doszłoby do kolejnej walki; tym razem Słońce nie miałby zamiaru odpuścić kocicy, której cały pysk zdobiła biel. Upewniłby się, że nie postawi swej łapy na terenach Klanu Burzy już nigdy więcej.
Niebieski zetknął się czołem z kocicą na przywitanie, pozwalając jej oprzeć głowę o jego szyję oraz bark, tym samym potwierdzając przypuszczenia przewodnika na temat tego, że znali się od kilku księżyców, a ich zażyłość, cóż, była spora. Słoneczny Fragment przyglądał się dwójce w ciszy, starając się na spokojnie zrozumieć łączącą ich relację. Chyba Burzowe Chmury nie zdecydował się związać z jakąś samotniczką tylko po to, aby pokazać Słodkiej Dziewannie, co straciła, gdy po raz kolejny mu odmówiła na pytanie o partnerstwo? Prawda?
— Hej. Nie patrz się tak na niego... — Burzowe Chmury skarcił burą kocicę, która ani na moment nie oderwała spojrzenia od pyska młodego przewodnika. — Kiedyś wyglądał przyjaźniej i przystojniej, nim ktoś postanowił przejechać pazurami po jego mordce i oderwać kawałek jego wywiniętego uszka... — Mimo że dymny silił się na szept, kocur był w stanie wyłapać każde ze słów, które opuściły jego pysk.
— Naprawdę? — Pacynka uniosła spojrzenie na kocura, by zaraz ponownie skupić wzrok na kremowym. — Przykro mi z powodu twojej straty. Mam nadzieję, że pomimo tego, co ci się przytrafiło, nadal potrafisz odnaleźć radość w życiu.
Słoneczny Fragment nie potrzebował rozmowy z Klanem Gwiazdy, aby wiedzieć, że obecność burej kocicy na terenach Klanu Burzy, jak i jej relacja z Burzowymi Chmurami, oznaczała kłopoty. Masę kłopotów. Każdy kolejny samotnik naruszający granicę oznaczał kłopoty, a Klan Burzy już więcej ich nie potrzebował.
Kocur milczał, obserwując każdy, nawet ten najmniejszy, ruch kocicy czy zmianę w jej mimice. Starał się zapamiętać ton jej głosu, mając nadzieję, że wyłapie jakiś fałsz, dzięki czemu mógłby przestrzec kocura przed kontaktami z nią, jednak nic takiego się nie stało. Zabawne było to, że ledwie parę wschodów słońca temu, kocica mało co nie pozbawiła życia przewodnika. Nic a nic nie wskazywało na to, że Burzowe Chmury zadawał się z niedoszłą morderczynią jego przyjaciela, jak i mentora.
Na pysku przewodnika pojawiła się skwaszona mina, gdy Pacynka otarła się łbem o pysk niebieskiego. Zachowywała się tak, jakby sytuacja sprzed kilku wschodów słońca nie miała miejsca i po raz pierwszy stanęli twarzą w twarz. Najwyraźniej znajoma Burzy nie poinformowała niebieskiego o ataku na przewodnika, tak samo, jak nie zrobił tego Słońce; oboje ignorowali fakt, iż nie było to ich pierwsze spotkanie.
— Miło mi cię poznać, Pacynko — odezwał się w końcu, siląc się na uprzejmy ton wobec brązowookiej, która lekko skinęła łebkiem. — Czyli to ty byłaś powodem, dla którego Burzowe Chmury wystawiał mnie podczas patroli Porą Opadających Liści i Porą Nagich Drzew? — spytał, wpatrując się w wojownika, który odbierając pytanie kocura jako przyjacielską zaczepkę, postanowił opowiedzieć o tym, jak przypadkowo wpadł na Pacynkę, i to na długo przed morderstwami mającymi miejsce w klanie.
~~~
Obecność Burzowych Chmur i Pacynki sprawiła, że, mimo że nie chciał tego przyznać, sam wyczekiwał możliwości spędzenia czasu z nimi w trójkę, nawet jeśli na dobrą sprawę robił za piąte koło u wozu podczas spotkań.
— Myślisz, że Królicza Gwiazda oraz Zawodzące Echo zgodziliby się ją przyjąć do klanu? Nie wygląda na wygłodzoną, w końcu podkrada nam zwierzynę, ale przez te ostatnie sytuacje mogą być do niej uprzedzeni. Zresztą nie tylko oni. Pozostali również, w końcu jest samotniczką. Niby ten stan wyjątkowy został odwołany, ale... ech. Gdyby nie była sama, tylko towarzyszyłby jej jakiś schorowany kot, starszy lub kocięta... albo sama by ich oczekiwała, to sprawa byłaby prostsza... — tu urwał, by następnie mruknąć:
— Hej! Chyba mam pomysł!
Na dźwięk słów kocura, Słoneczny Fragment pokręcił głową.
— Obawiam się, że Pacynka to nie Słodka Dziewanna, zresztą to ona chciała kociąt, nie ty — mruknął sceptycznie Słoneczny Fragment, rozumiejąc, co kryło się za tym "chyba mam pomysł!". Było to dobre rozwiązanie, umożliwiające kocicy łatwe dołączenie do ich grupy, ale czy Pacynka właśnie tego chciała? Gdyby zależało jej na dołączeniu do klanu, zrobiłaby to dwie pory temu. Najwyraźniej życie samotnika żyjącego na "kocią łapę" na terenach klanu w pełni jej wystarczało. No i lider, jak i zastępca, wcale nie musieli jej przyjmować; mogliby zasugerować udanie się w domniemanym stanie do sojuszniczej społeczności.
— No właśnie, Pacynka to nie Słodka Dziewanna! — zawołał kocur, oddalając się od Słonecznego Fragmentu, gotów złożyć propozycję burej.
Przewodnik odprowadził spojrzeniem wojownika, mając nadzieję, że kocur nie oberwie po pysku od samotniczki, gdy przedstawi jej swój sprytny plan. Na miejscu Pacynki sam by to zrobił, jednak miał nadzieję, że kocica będzie dla niebieskiego wyrozumiała.
W drodze powrotnej kocur dołączył do powracającego patrolu, w którym znajdował się jego własny uczeń: Śniąca Łapa, wraz z Ciernistą Łapą, jego matką i mentorką: Jagodowym Marzeniem, Modliszkową Ciszą oraz Śnieżycową Chmurą.
— Wychodziłeś z obozu razem z Burzowymi Chmurami — zauważyła ruda kocica, zrównując kroku z przewodnikiem. — Gdzie go zgubiłeś?
— Zaraz wróci. Postanowił zapolować dla Słodkiej Dziewanny i ich kociąt. Uparł się, że musi zrobić to sam. Sama rozumiesz... — nie skłamał, ale również nie powiedział całej prawdy.
— Nie, nie rozumiem. — Śnieżycowa Chmura zamrugała, kręcąc głową. Jej wyraz pyska zdradzał jednak, że wszystko rozumiała, jednak pragnęła szczegółów. Słoneczny Fragment jednak milczał. — Królik, dwa, a nawet pięć, nie sprawią, że Słodka Dziewanna powie mu "tak". Ile razy mu odmówiła? Dwa? Jak nie więcej! Po trzecim razie powinien dać sobie spokój i spróbować szczęścia z kimś innym... No i powinien dać sobie spokój z tymi samotnymi spacerami, chyba że życie mu niemiłe. Stan wyjątkowy został anulowany, ale pamiętasz, czego dowiedział się twój uczeń... — ściszyła głos, tak, aby tylko pręgowany ją słyszał — ...podobno Wieleni Szlak miała wspólnika, chyba że nawet przed śmiercią zdecydowała się zasiać niepokój między nami. Może to był jakiś silny kocur, którego zdołała omamić słodkimi słówkami, jak ciebie...
Ruda odskoczyła, gdy udało jej się sprowokować kocura na tyle, że wysunął pazury.
— Może wciąż nadal jest w okolicy i czai się na takich przygłupów, poruszających się samopas. A może to... Hmph! Wystarczy, że te kocięta straciły jednego z ojców, nie muszą stracić kolejnego. Nie mam zamiaru znaleźć kolejnego ciała przy Drodze Grzmotu!
Słoneczny Fragment prychnął. Schował pazury i zarzucił swoją gęstą kryzą, która została rozwiana przez letni wiatr. Przyspieszył kroku, decydując się porozmawiać o jutrzejszym treningu razem ze Śniącą Łapą, gdy nagle...
Nagle go olśniło. Wytrenowana w walce, silna samotniczka, pojawiająca się chwilę przed tym, nim Porą Nagich Drzew zostali zamordowani Rozkwitająca Szanta oraz Kozi Przesmyk. Czy to mógł być zbieg okoliczności? Oczywiście. Jednak kocica zbyt pewnie i niezauważalnie poruszała się po terenach Klanu Burzy; tak jakby ktoś poinformował ją o tym, gdzie najczęściej poruszają się wojownicy, a gdzie znajdują się martwe punkty terenów. Gdyby nie jej atak, Słoneczny Fragment najpewniej po raz pierwszy spotkałby ją przy Upadłym Potworze. Burzowe Chmury raczej nie zdradziłby sektorów klanu byle jakieś samotnicze, nawet jeśli łączyło ich coś więcej niż przelotna przyjaźń...? A co jeśli jednak bazując na jego informacjach, kocica zaplanowała atak na Słoneczny Fragment, bo... No właśnie, po co? Dlaczego zaatakowała go, a nie kogoś innego?
Był nieuważny. Był przygnębiony. Był rozkojarzony. Był słaby. Był łatwym celem w oczach kolejnego kota.
Pamiętał słowa kocicy, które wypowiedziała, gdy go zaatakowała i gdy znaleźli się w tunelach. Pacynka ma siostrę. Miała, bo została zabita. Zabita przez grupę kotów, najpewniej. Jedynymi kocicami, które zginęły w ostatnim czasie była Rozkwitają Szanta oraz Wieleni Szlak; przynajmniej jeśli chodziło o Klan Burzy, co do innych klanów kocur nie był na bieżąco z nowinkami. Zresztą kocica raczej upewniłaby się, kto zabił jej siostrę, nim pałając chęcią zemsty, zdecydowałaby się na atak pierwszego lepszego kota. Przynajmniej starałaby się dowiedzieć, co to była za grupa.
Pierwsza ze zmarłych nie mogła być siostrą Pacynki, to było pewne. Szanta miała tylko trójkę rodzeństwa, o czym każdy w klanie wiedział, natomiast druga z nich... To właśnie Klan Burzy wydał na nią wyrok, dzięki dedukcji Śniącej Łapy. Kremowy przymknął oczy, składając modlitwę do Gwiezdnych, zdając sobie sprawę, że nie wiedział nic a nic o zmarłej; pokochał nie ją, lecz swoje własne wyobrażenie o niej, które stworzył w głowie. Obłudną projekcję szylkretki, z którą uznał, że coś go łączyło. I faktycznie, łączyło ich coś. Tym czymś były kłamstwa. Nie widział nic o jej życiu w Betonowym Świecie; kocica nigdy nie wdawała się w szczegóły, nie mówiła o rodzinie; matce, ojcu czy rodzeństwie. A skoro nie mówiła, to wcale nie znaczyło, że była jedynaczką!
— W-wiesz co? Masz rację, Śnieżycowa Chmuro! — zawołał, obracając się gwałtownie, omal nie zderzając się pyskiem z młodszą. — Wracajcie do obozu, a ja upewnię się, czy Burzowym Chmurom nie grozi żadne niebezpieczeństwo! Nie daj Klanie Gwiazdy, wlezie i utknie w tunelu... Śniąca Łapo, jutro o wschodzie słońca udamy się do tuneli przy Grocie Pamięci! — poinformował srebrzystego o jutrzejszym treningu i czym prędzej zaczął się kierować w okolicę Upadłego Potwora; miejsca, gdzie zazwyczaj spotykali się w trójkę z kocicą.
~~~
— Słoneczny Fragment?
Poderwał głowę do góry, gdy z wnętrza Upadłego Potwora dobiegł znajomy głos, a wśród mroku błysnęły dwa małe ogniki. Pacynka zeskoczyła tuż obok przewodnika niczym najprawdziwsza akrobatka. Zmrużyła oczy, badawczo wpatrując się w kocura, który starał się nie dać po sobie poznać, że być może odkrył prawdziwą tożsamość Pacynki i jej powiązania nie z jednym, lecz z dwoma kotami.
— To drugi raz, gdy spotkamy się całkowicie sami — miauknęła przyjaźnie, zbliżając się do kocura, jednak w połowie kroku się zatrzymała, dostrzegając zmianę w jego rysach pyska. — Wszystko w porządku? Jeśli szukasz Burzowych Chmur, to chwilę temu odszedł, kierując się w stronę Martwego Szlaku...
— Twoja siostra... — zaczął, jednak słowa utknęły mu w gardle.
Nastała kolejna pora; nastała Pora Zielonych Liści, a jednak sprawy mające swój punkt kulminacyjny Porą Nagich Drzew, nadal nie były zakończone. Być może w końcu teraz uda się je wszystkie domknąć, przynosząc tym samym pełne bezpieczeństwo Klanu Burzy.
— Czy twoją siostrą była Wieleni Szlak?
Na dźwięk imienia kocicy pysk Pacynki ledwo zauważalnie drgnął, potwierdzając tym samym przypuszczenia przewodnika. Kocur wysunął pazury, wpatrując się wrogo w samotniczkę, której pysk z przyjaźnie nastawionego przybrał obojętny wyraz.
— No proszę. Nie jesteś jednak aż taki głupi, jak sądziłam. Trochę czasu ci jednak zajęło poznanie tożsamości mojej siostry. — Oczy kocicy zwęziły się w szparki, jednak nie zdecydowała się wysunąć pazurów. Pokonała dzieląca ich odległość jednym susem, znajdując się przy boku kocura. Powoli zaczęła zataczać wokół niego kręgi, uważnie mu się przyglądają, od łap do uszu. — Jakiś czas temu Burzowe Chmury wyznał mi, że darzyłeś ją szczególnym uczuciem, nim twój własny uczeń skazał ją na śmierć. Podobno wciąż trudno ci się pogodzić z jej śmiercią, nawet jeśli wiesz, że była morderczynią — mówiąc to, usiadła, nie odrywając spojrzenia od kocura. — Czy właśnie tym jest to, co nazywacie miłością?
Maska opadła i w tym samym momencie pojął, dlaczego z każdym kolejnym spotkaniem zaczął się przekonywać do kocicy. Przypominała mu o burej szylkretce; ich podobieństwo w wyglądzie, w zachowaniu, jak i w sposobie poruszania się i walki, nie było zwykłym urojeniem, a pragnieniem wypełnienia pustki po zmarłej. Nie chciał tego; umysł krzyczał jedno, lecz serce drugie.
— Masz krew na łapach... Krew starszego, królowej i nienarodzonych kociąt! — wytknął kocicy, mając nadzieję, że ruszy ją sumienie. — Dlaczego odebrałyście im życie... Jaki miałyście w tym cel...
Czyżby chodziło o zniszczenie od środka ich klanu? Tylko po co? Czy kocice należały do jakieś większej i wrogiej samotniczej grupy? A może działały tylko we dwie, jeśli wierząc słowom zmarłej, które wypowiedziane zostały dzień przed jej egzekucją?
— Trzymaj się z dala od Burzowych Chmur!
<Pacynko?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz