BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

15 grudnia 2025

Od Pacynki CD. Słonecznego Fragmentu

— Trzymaj się z dala od Burzowych Chmur! — rozległo się po polanie z ust Słonecznego Fragmentu. Kocur miał całe zjeżone futro i spięte mięśnie; zdawało się, że cały drżał. Pacynka mimowolnie się uśmiechnęła, bo choć nawet polubiła tego pionka, była w stanie wywołać w nim tyle negatywnych, sprzecznych emocji. Wiedziała dobrze, że zasiała w jego główce ziarenko niepewności i strachu. Od tego spotkania stanie się najpewniej kłębkiem nerwów, niepewnym tego, co powinien zrobić z własnym życiem.W tym momencie kremowy miał wybór. Mógł powiadomić wszystkich o tym, że po terenach Klanu Burzy szlaja się mordercza samotniczka. Znał jej imię i wygląd – opisanie jej pobratymcom nie byłoby trudne. Prędzej czy później by ją znaleźli, zabili; ale czas Pacynki nie dobiegł jeszcze końca. Musiała działać, musiała się ratować.
Zatrzymała się, wlepiając spojrzenie brązowych oczu w przewodnika. Był zły, może przerażony, zakłopotany. Pięknie. Przełknęła ślinę, zastanawiając się, co powie. By przekonać go, żeby trzymał pysk na kłódkę, musiała użyć… manipulacji. Musiała sterować jego emocjami, bo groźby fizyczne w tym przypadku by nie zadziałały. Mogła równie dobrze też go… zabić?
— Wiesz, że Burzowe Chmury wybierze mnie, prawda? Nie jesteś dla niego istotny. To ja jestem mu najbliższa, to mnie… kocha. A miłość jest ważniejsza od przyjaźni — wyjaśniła spokojnie, strzygąc uszami.
Kremowy fuknął oburzony.
— A co ty wiesz o miłości! — warknął, poruszając nerwowo ogonem. Widać było, że słowa Pacynki do niego dotarły, choć sam nie chciał dać po sobie poznać, że coś go ukłuło.
— Wiem tyle, ile przekazał mi Burzowe Chmury. A powiedział mi, że jestem dla niego całym światem — kontynuowała, szczerząc się coraz bardziej. — Czy tobie też kiedyś powiedział, że jesteś dla niego wszystkim? Czy może tylko ja mam taki przywilej, z racji tego, że się we mnie zabujał?
Słoneczny Fragment zmarszczył brwi, zagryzając zęby.
— Ja… Burzowe Chmury to mój przyjaciel! Znamy się od wielu księżyców, a ciebie? Ty pojawiłaś się w jego życiu dopiero jakiś czas temu! To mi prędzej zaufa, nie tobie. Jeśli mu powiem, że… że próbowałaś mnie zamordować, to natychmiast się od ciebie odwróci! — mruknął pewnie, postępując krok do przodu.
Pacynka pokręciła głową.
— Na pewno? A co, jeśli uzna, że jesteś tylko zazdrosnym dupkiem? W końcu to tobie umarł obiekt westchnień. To ty czujesz pustkę po stracie Wieleniego Szlaku i to ty możesz czuć zazdrość o to, że twój przyjaciel znalazł sobie kogoś godnego zaufania — przypomniała mu, na co kremowy parsknął śmiechem.
— Godnego zaufania? Czy mordująca samotniczka na pewno jest taka godna zaufania, jak mówi? — podważył jej słowa, delikatnie przekręcając głowę.
Pacynka na moment zamilkła. Czy Burzowe Chmury musiał wiedzieć o tym, że skłamała nie raz, nie dwa? Nie. Jeszcze nie był na tyle mądry, by połączyć kropki. I lepiej, aby tak pozostało. Łatwiej będzie nim sterować, a także manipulować Słonecznym Fragmentem.
— A przypomnisz mi, dlaczego ON miałby mi nie ufać? — zapytała nagle, skrzywiając się nieco, jakby mówiła do małego, głupiutkiego kocięcia.
— Lepszym pytaniem byłoby, dlaczego miałby ci ufać! — rzucił szybko, co jednak jeszcze bardziej rozbawiło buraskę.
— Czyli twierdzisz, że… nie masz już argumentów? — podsumowała, znów zaczynając go okrążać. Przewodnik pokręcił głową, choć jego postawa wskazywała na to, że stracił już tę pewność siebie, którą jeszcze kilka uderzeń serca temu wręcz emanował. — Może zaprzestańmy już tego bezsensownego kłócenia się, co? Po prostu udawaj, że o niczym nie wiesz; no, chyba że chcesz stracić przyjaciela… a może nawet coś więcej? I nie chodzi mi o to, że sekretnie jesteś zauroczony w Burzowych Chmurach. Mam na myśli to, że nie zawaham się pozbyć i większej liczby kotów w twoim życiu, jeśli tylko zaczniesz protestować — oznajmiła, subtelnie się uśmiechając. Tym razem wyglądała łagodnie, niemal niewinnie. — To dobrze, że mam przy sobie takiego pachołka, jakim jest Burza. Wszystko mi sprzeda, jeśli tylko kiwnę palcem. Biedak… on też ma w sercu pustkę, dokładnie taką samą jak ty…

* * *

Następnego dnia

Siedziała na granicy, dokładnie tam, gdzie na spotkanie umówiła się z Burzowymi Chmurami. Wokół niej szumiały wrzosy, a za nią rozpościerała się Droga Grzmotu, po której raz za razem przebiegały Potwory Dwunożnych. Ich ogromne, czarne łapska na pewno byłyby w stanie zmiażdżyć czaszkę niejednego kota – Pacynka uważała je za przydatne. W razie czego mogłaby tu kogoś przyprowadzić i wrzucić go na szorstką drogę, by te niezniszczalne stworzenia same się z nim uporały.
Gdy tak o tym myślała, na myśl przyszedł jej Słoneczny Fragment. Wtedy go oszczędziła, lecz czy zawsze tak będzie? Może pewnego razu przyjdzie jej pozbawić go życia, tak samo, jak zrobiła to z Prążkowaną Kitą i tą dwójką kotów z Klanu Burzy – choć ich nie zabiła bezpośrednio. To był bardziej… wypadek, ale nie do końca, bo finalnie i tak nie czekało na nich nic innego, jak śmierć.
Pacynka nie musiała jednak o tym rozmyślać zbyt długo, gdyż w końcu przed jej oczami pojawił się dymny kocur, w pysku trzymając bukiecik wrzosów. Otarł się głową o policzek buraski i położył kwiaty pod jej łapami, uśmiechając się ciepło.
— Hej, Pacynko — przywitał się spokojnie.
W jego oczach lśniły nieskończone pokłady ciepła i miłości. Może i starał się zgrywać kozaka, ale zdecydowanie miał czuły punkt dla samotniczki. To było tak… piękne. I ohydne jednocześnie. Przy niej wojownik wydawał się taki słaby, bezbronny. Gdyby chciała go zabić, pewnie nawet by nie protestował…
— Cześć, Burzo. Miło cię znowu widzieć — odparła, trochę bez emocji, i chwyciła jednego z wrzosów. Włożyła go sobie w futro, a potem to samo zrobiła z następnym i jeszcze następnym.
— Tak, tak… I, och… nie wiesz może, dlaczego Słoneczny Fragment jest taki nieswój od wczoraj? Wygląda, jakby zobaczył jakąś zjawę! — zaśmiał się nerwowo.
Pacynka spięła się na wzmiankę o kremowym kocurze, ale dymny chyba na szczęście tego nie zauważył.
— Nie. Nie mam pojęcia, a co? Jest aż tak źle? Możemy z nim pogadać, jeśli się o niego martwisz, ale ja uważam, że o cokolwiek chodzi, Słońce sam sobie z tym poradzi. Chociaż mogę z nim pogadać twarzą w twarz… — zaproponowała, specjalnie próbując wywołać u Burzy zazdrość.
Kocur od razu pokręcił głową.
— Nie trzeba! Może masz rację… Słoneczny Fragment pewnie sam upora się ze swoim problemem. Kim ja jestem, by mu pomagać? — miauknął, lecz w jego głosie krył się cień niepewności. Zaraz zmienił temat:
— Nieważne. Może się gdzieś przejdziemy? Może mi pokażesz, gdzie żyjesz? Chodzenie w pobliżu terenów Klanu Burzy jest bardzo ryzykowne. Boję się, że pewnego dnia nas przyłapią i rozdzielą, a tego bardzo bym nie chciał, bo… — urwał, otwierając szerzej oczy. Gdyby nie miał futra, pewnie by się zarumienił. — Bardzo cię lubię, wiesz?
Samotniczka zachichotała, podnosząc się z miejsca.
— No jasne, że wiem! — mruknęła i zaraz się odwróciła, podchodząc bliżej Drogi Grzmotu.
Wojownik podszedł do niej ostrożnie, patrząc raz w lewo, raz w prawo. Oboje, jak na sygnał, ruszyli przed siebie. Nawet nie musieli się porozumiewać słownie, by rozumieć się nawzajem.
Udało im się bezpiecznie przejść przez most i dotrzeć do skrawka terenu, który nie należał do żadnego klanu i na którym osiedliła się Pacynka. Tam bura wraz z wojownikiem zaczęła przemierzać gęsty las, szukając wejścia do nory, w jakiej przyszło jej mieszkać. Nie była ona zbyt duża, ale przynajmniej na tyle przytulna, by brązowooka mogła w niej żyć bez problemu i martwienia się o to, że zamarznie przy pierwszej lepszej Porze Nagich Drzew.

* * *

Po jakimś czasie Pacynka wraz z Burzowymi Chmurami zdecydowali się na powrót na tereny Klanu Burzy. Szli ramię w ramię, stykając się ciałami, śmiejąc się i żartując. Niebieski był całkowicie rozluźniony przy samotniczce – nie podejrzewał, że to właśnie ona była wspólniczką Wieleniego Szlaku. Był taki głupi, niczego nieświadomy. Myślał, że wreszcie znalazł kogoś, kto będzie go kochał, kto zostanie przy jego boku już na zawsze.
— Fajną masz tę norę, ale czy naprawdę nie chciałabyś dołączyć do Klanu Burzy? Czy przemyślałaś już moją propozycję? O… wiesz czym — mruknął, nieco rozbawiony.
Pręgowana uśmiechnęła się, tępo wpatrując się w punkt przed sobą, jakby nie do końca skupiała się na słowach Burzowych Chmur.
— Byłbym doprawdy uradowany, gdybyś się zgodziła…
Wtedy brązowooka się ocknęła. Zamrugała kilkukrotnie i zwróciła spojrzenie na kocura, który z iskrą w oczach wpatrywał się w jej pysk.
— Wiesz co… twój plan nie brzmi tak źle — stwierdziła, kłamiąc.
Chodziło mu o miot. Chciał, by Pacynka posiadała kocięta, aby ten cały Zawodzące Echo musiał przyjąć ją do klanu. W rzeczywistości bura wcale nie planowała miotu – nie chciała go z Burzowymi Chmurami ani z nikim innym – ale robienie nadziei temu biednemu ciołkowi sprawiało jej satysfakcję. Widząc, jak jego pysk się rozjaśnia, czuła się tak… dobrze; lecz nie dlatego, że chciała, by był szczęśliwy. Wiedziała, że prędzej czy później ta sielanka się skończy, a Burza tylko się zawiedzie. Wiedziała, że do niczego między nimi nie dojdzie. A przynajmniej… tak jej się wydawało.
— Rety! To… to świetnie! — miauknął, po czym wyprzedził Pacynkę i stanął przed nią, zagradzając jej drogę.
Przez jakiś czas stali tak w ciszy, aż nagle dymny spuścił wzrok, zawstydzony.
— A skoro… skoro już przystałaś na moją propozycję, to… — zaczął, po czym podniósł na nią spojrzenie. — Chciałem cię spytać, czy nie zostałabyś moją… partnerką!
Bura momentalnie zamarła.
— Wiem, że nie znamy się zbyt długo, ale nasza więź jest… prawdziwa! Tak wiele nas łączy, tak przyjemnie mi się z tobą spaceruje, rozmawia… Jesteśmy dla siebie wręcz… stworzeni! Czy ty też tak nie uważasz? Jesteśmy jak dobro i zło! Biel i czerń! Dopełniamy się, Pacynko! Bez jednego nie istniałoby to drugie! Nie sądzisz? — rozgadał się, pełen nadziei.
Gdyby go teraz spławiła, straciłaby przewagę nad Słonecznym Fragmentem. Jeśli zgodzi się być jego partnerką, będzie miała na niego większy wpływ. Odpowiedź wydawała się jasna.
— Och, Burzo! — miauknęła, przykładając łapę do pyszczka. — Ależ ty jesteś romantyczny! I szczery! — kontynuowała, robiąc krok w jego stronę. — Byłabym przeszczęśliwa, gdybym mogła nazywać cię swoim… partnerem!
Ostatnie słowo ledwo przeszło jej przez gardło, lecz w końcu udało jej się je wykrztusić. Burza od razu czule polizał ją po czole, co tylko sprawiło, że miała ochotę rzucić się na niego tu i teraz. Ach, gdyby mogła, rozszarpałaby go… i to nie ze szczęścia.
— Nie mogę się doczekać, aż po obozie Klanu Burzy będą biegać nasze małe wersje! — stwierdził, odsuwając się nieco od burej. — Słoneczny Fragment mi nie uwierzy, jak mu powiem, że wreszcie jesteśmy razem! Nie uwierzy mi też, jak mu powiem, że zgodziłaś się na miot! Próbował mnie odciągnąć od tego pomysłu, rozumiesz to? Ja mam wrażenie, że on po prostu próbuje sabotować naszą relację… — miauknął półżartem, półserio.
I właśnie na to liczyła Pacynka. By Burza myślał, że to kremowy jest tym złym, że to on jest w tej historii czarnym charakterem.
— To straszne! Na pewno jest po prostu zazdrosny, ale zazdrość to zwykła, kocia emocja… Nie musisz go od razu pouczać. Ważne jest to, byś nie dał się przez niego omamić… — westchnęła, spuszczając nieco głowę.
— Ależ w życiu! Słoneczny Fragment jest moim przyjacielem, ale to nie znaczy, że dam mu ingerować w moje życie miłosne! Zresztą, to nie ja zakochałem się w morderczyni — prychnął, delikatnie kręcąc głową.
Tak. To nie on zakochał się w morderczyni.
Bo Pacynka wcale nie miała krwi na łapach. Wcale nie miała na sumieniu już kilku żyć. Ona? Była niewinna. To Słoneczny Fragment miał coś nierówno pod kopułą.

* * *

Kolejny dzień. Kolejne spotkanie. Tym razem nie we dwójkę, lecz w trójkę. Koty, jak zwykle, umówiły się przy Upadłym Potworze, gdzie spotkali się po raz pierwszy.
Pacynka przybyła tam najwcześniej, a niedługo później na miejsce spotkania dotarł także Burzowe Chmury wraz ze Słonecznym Fragmentem u boku. Kremowy wyglądał dosyć niemrawo, ale cóż – trudno się dziwić. Pewnie miał wiele na głowie odkąd poznał prawdę. Codziennie bił się z myślami, zastanawiał się nad tym, co powinien uczynić. A przynajmniej tak zgadywała Pacynka.
— Burzo! — zawołała, gdy dostrzegła dymnego. W kilku susach znalazła się przy nim, delikatnie odtrącając od niego przewodnika. — Nareszcie jesteś!
Brązowooki polizał ją w policzek.
— Długo musiałaś czekać? — zapytał, delikatnie kładąc po sobie uszy, jakby z zawstydzenia.
— Nie, niedługo. Przyszedłeś zgodnie z czasem — oznajmiła, uśmiechając się ciepło do wojownika.
Przez moment patrzyli sobie nawzajem w oczy, aż nagle Burza drgnął i spojrzał na swojego towarzysza.
— Ach! Przepraszam, Słoneczny Fragmencie. Chciałem tylko… coś powiedzieć — miauknął, a na jego lico wślizgnął się szeroki uśmiech. — To spotkanie nie jest zwykłym spotkaniem; jest jednym z ważniejszych. Ja… pragnę ogłosić, że Pacynka jest moją oficjalną partnerką od wczoraj! Nie, nie żartuję i nie – nie przesłyszałeś się! W dodatku zgodziła się też na to, by założyć ze mną rodzinę i dołączyć do Klanu Burzy, gdy tylko będzie gotowa! Czy to nie wspaniałe?

<Słoneczny Fragmencie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz