W końcu nadeszła pora opadających liści, która była istnym zbawieniem po upałach. Horyzont mimo wszystko nie narzekała na wysokie temperatury, mogąc się, jak inne Wilczaki, schować w cieniu drzew. Gorzej miały koty żyjące na otwartych terenach, jak wojownicy z Klanu Burzy, którego granica ciągnęła się wzdłuż linii lasu, leżącego na terenie mało lubianego klanu. Choć teraz już mieli łatwiej, a opady deszczu były ulgą dla nagrzanych sierści. Kotka dbała o swoją rudą szatę, lecz całkowita pielęgnacja zajmowała trochę czasu, dlatego najczęściej robiła to już wieczorem, o ile nagle Makowy Nów nie stwierdziła, że postawi ją na nocnej straży.
Wojowniczka nie przepadała za tymi wartami, mając wrażenie, że jej cętkowana sierść zbyt rzuca się w oczy każdemu drapieżnikowi lub wrogowi, nawet w cieniu chmur lub drzew. Choć musiała przyznać, że wtedy futro lekko lśniło w łunie światła księżyca, kiedy te padały idealnie na nią. Jakby to sami przodkowie nad nią czuwali całą noc, aż do wschodu słońca i początku nowego dnia. Wtedy też wyruszał poranny patrol, a ona mogła iść nadrobić bezsenną noc samotnie w legowisku wojowników.
Takiego trybu funkcjonowania nie lubiła najbardziej, głównie z racji tego, iż się mijała z rodzeństwem lub niektórymi uczniami, jak Dębowa Łapa. Na samą myśl tego kocura na jej pyszczku zawsze pojawiał się lekki uśmiech, podczas gdy ta kiwała głową na boki, nie dowierzając temu, jak ten mały uczeń potrafił przegonić czarnego solida. Było dla niej zaskakujące to, jak ten kocurek jest zaborczy w danych kwestiach: rozmowa z nią, wybrana zdobycz. Nadal pamięta, gdy zabrała ostatnią lub nawet jedyną wiewiórkę ze stosu, gdy niespodziewania obok niej pojawił się Dębowa Łapa, by ta podzieliła się z nim zwierzyną.
Wojowniczka właśnie wyszła na światło dzienne z legowiska po nocnej straży, w międzyczasie odgarniając przydługą grzywkę na bok pyska. Miała wrażenie, że sierść na jej głowie rosła w zawrotnym tempie, niczym młoda roślina nawożona jakimś magicznym specyfikiem. Choć w sumie to chyba rodzinne, ponieważ Mglisty Sen miał podobny problem, tylko że z sierścią na brodzie. Przeciągle ziewając, udała się do stosu, by wziąć niewielką piszczkę z możliwego wyboru. Kątem oka zauważyła swego kochanego braciszka, który oddelegował Wilgową Łapę, pozostając samotnie na polanie. Jako dobra siostra, wojowniczka wzięła w sumie dwie nornicę, by zaproponować wspólny posiłek.
— Witaj bracie. Jak szkolenie własnego ucznia? — spytała i nim dała mu dojść do słowa, wystąpiła z propozycją: — Co powiesz na dzielenie się językiem? Plus może mi coś doradzisz z tą grzywką, bo tak jak dawniej nie przeszkadzała, tak obecnie już jest uciążliwa... — poskarżyła się w drodze do bardziej odosobnionej części obozu, by w spokoju spędzić czas z bratem. Tak jak za dawnych czasów. Może nie tak dawnych, ale jednak trochę minęło, gdy ostatnim razem mogli spokojnie przeprowadzić rozmowę na błahe tematy.
<Braciszku, czas najwyższy na fryzjera>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz