I jak na złość, właśnie w tej chwili przypomniały mu się zamglony obraz matki cytującej słowa starszej kotki, która przepowiedziała przyszłość maleńkiemu Słońcu, gdy ten nie miał skończonego księżyca.
— Byłem natarczywy. Bardziej niż zazwyczaj... Właściwie, jestem pod wrażeniem, że tak długo wytrzymała moje towarzystwo i pytania, którymi ją zasypałem w ciągu dzisiejszego dnia, nim mnie zaatakowała... — parsknął, starając się to jakoś odreagować. Jego umysł wciąż żył ostatnimi wydarzeniami. Położył po sobie uszy, przenosząc spojrzenie na ucho kotki, na którym w promieniach słońca mieniła się pajęczyna. O ironio, jemu nic się nie stało. — Wieleno... — zaczął, jednak nie potrafił wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Przełknął ślinę, spojrzenie utkwiwszy na wejściu do legowiska wojowników. Burzowe Chmury zaszył się w norze, jednak nim kocury rozdzieliły się, w spojrzeniu niebieskiego kocura było coś, co nie dawało spokoju Słonecznemu Fragmentowi. Musiał z nim pomówić, o ile Perseusz będzie chętny na rozmowę. Ponownie przeniósł spojrzenie na kocicę, która jak gdyby nic, pałaszowała mysz.
— Ja... Przepraszam. To moja wina, że zostałaś ranna. Gdybym nie zdecydował się działać na własną łapę, ty i Burzowe Chmury nie musielibyście interweniować... Twoje ucho byłoby całe — Język mu się plątał. Utkwił spojrzenie w swojej myszy i zdał sobie sprawę, że nie będzie w stanie przełknąć ani kęsa mięsa, nawet najmniejszego okruszka. Odsunął od siebie zwierzynę w stronę szylkretki, po czym wziąwszy głęboki wdech, oznajmił: — Rezygnuję z poznania prawdy na temat śmierci Pajęczej Lili. Przekażę reszcie, aby zaprzestali poszukiwań informacji i zapomnieli o całej tej sprawie... — Poderwał się z ziemi, jednak słowa z trudem przeszły mu przez gardło. Nie chciał doświadczać podobnych sytuacji. Co, jeśli między kotami w trakcie poszukiwania informacje doszłoby do przepychanek, jednak zamiast utraty fragmentu ucha kolejnym razem ktoś przypłaciłby życiem. Postanowił więc odpuścić. Podczas rozmowy z Króliczą Gwiazdą doszedł do wniosku, że może przecież zapytać się o to Klanu Gwiazdy i nie musiał nikogo żywego obarczać własnymi problemami. Może nawet sama ciotka zechce podzielić się z nim informacją, czy jej śmierć to był wypadek, czy może jednak ktoś pomógł jej odejść z tego świata, a może sama z żalu po utracie sióstr zdecydowała się zakończyć swój żywot? Musiał się wybrać do Sadzawki, sam, na własną łapę, albo razem z medykami. Albo... — Nim jednak pójdę z nimi porozmawiać, chciałabym się dowiedzieć, jak mógłbym wynagrodzić ci te wszystkie nieprzyjemności, których doświadczyłaś przez moje egoistyczne zachcianki... — miauknął łagodnie, wręcz prosząco, mając nadzieję, że Wielenia nie puści mimo uszu jego prośby. Nie ważne co to miałoby być, oddanie dziennego przydziału zwierzyny, a może częściowe przejęcie obowiązków kocicy w obozie, był gotów spełnić każde jej żądanie, nieważne co to by było. Stanu ucha sprzed walki nie mógł jej zwrócić, ale mógł zrobić coś innego.
<Wieleno? Czy zechcesz przyjąć jedno z uszu Słoneczka na pocieszenie? Na klej i ślinę przyczepi się, nikt nie zauważy ubytku>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz