Smętne promienie słońca wpadały nieubłaganie do środka żłobka, pokrywając całe ciało Morszczyna w świetle. Nie było to dla sierściucha przyjemnym uczuciem, gdyż on nie jest takim typem kocura. Żółtooki woli zimno, ciemność, samotność, a ta jasność oznaczała, iż cały klan wracał do życia. To nie tak, że nienawidził swoich towarzyszy, gdyż się to zmieniło od czasów narodzin. W tej chwili dla Morszczyna większość kotów była obojętna. Nie ruszało go nic, co inni robili i mu to nie przeszkadzało.
Dzisiejszy dzień się różnił od wszystkich innych. Tego ranka Morszczyna rodzeństwo przygotowywało się od rana na ceremonię mianowania na uczniów. Pręgus nie myślał nad tym zbyt wiele. Jedyne co zrobił, to po przebudzeniu wymył swoje futro sam, gdyż nienawidzi, kiedy ktoś robi to za niego i czekał bacznie na odpowiedni moment, by wyjść ze żłobka.
Minuta za minutą przemijały, a tu nagle cały klan się zebrał na polanie za kazaniem liderki. Szczerze mówiąc pręgus, dotąd przenikliwy i bardzo spostrzegawczy, tego dnia wstał najwidoczniej lewą łapą. Stanął tam, gdzie musiał i nawet nie przyglądał się, jak jego rodzeństwo staje się uczniami Klanu Nocy. Kocur wrócił na ziemię, kiedy to jego liderka, Spieniona Gwiazda poprosiła o wystąpienie. Tak też uczynił niepewnym krokiem.
Liliowa pręgowana klasycznie kotka, o najważniejszym stanowisku tego klanu, oznajmiła kocurkowi przy całym klanie, iż od teraz zwać się będzie Morszczynowa Łapa, będzie się szkolił na wojownika klanu Nocy, a jego mentorem zostanie rudy wojownik o imieniu Tojadowa Kryza. Morszczyn zbadał zielonookiego, skrzywionym spojrzeniem tak by wiedział, że łatwo nie będzie, ale ten nie odpowiedział żadnym gestem. Nowy uczeń dotknął się nosem z mentorem. Po chwili wiwatów wszyscy się rozeszli. Morszczyn podbiegł do rudzielca.
— Ze mną nie będzie łatwo, chcę, byś wiedział, że mam wysokie standardy — rzucił wprost Tojadowej Kryzie.
— Spokojnie nie zawiodę cię hahahah — odpowiedział wysoki wojownik rozbawionym głosem.
Morszczyn lekko się oburzył, ale postanowił to zignorować i prawił dalej, lecz rudzielec się wtrącił i rzekł:
— Jutro rano o wschodzie słońca spotkajmy się przy wejściu do obozu.
— Czemu teraz nie pójdziemy na trening… — odpowiedział uczeń.
— Musisz się integrować i oswoić z nowym miejscem do spania.
— Nie potrzebuje tego! — krzyknął sierściuch.
— Ale to jest ważne, więc idź i bez dyskusji.
Rudzielec odszedł, a wściekły Morszczyn został sam na polanie, nic innego mu nie zostało tylko załatwić sobie nowe posłanie z dala od innych. Ruszył więc we wte i tak spędził resztę dnia.
(390 słów)
[przyznano 8%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz