BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

02 lutego 2026

Od Kalinki (Kalinowej Łapy)

Szerokie, gęsto pokryte gałęzie drzew iglastych szeleściły na wietrze, wtórując ostrym, mroźnym szponom wiatru, próbującym dostać się do legowisk w azylu. Kalinka przewróciła się na drugi bok, wtulając w ciepłe łapy Trzcinniczkowej Dziupli. Nieco przerywany i chrapliwy oddech starszego działał na nią kojąco. Ostatnio miała dużo stresu i potrzebowała wtulić się w kogoś, przy kim czuła się bezpiecznie. A najbezpieczniej czuła się właśnie przy swoim ukochanym wujku. Jej bok unosił się, a potem opadał spokojnie. Wujek opowiedział jej dzisiaj historyjkę, podczas której szybko usnęła, właśnie tego jej brakowało.
Kalinka otworzyła oczka. Do jej nosa dopłynął ostry, ziemisty zapach. Zakręciło jej się w nosie. Po chwili kichnęła, pociągając cichutko nosem. Dźwięk ten poniósł się echem po wgłębieniu, głucho odbijając od ścian i wracając do nadawcy ze zdwojoną siłą. Rozejrzała się dookoła – nie mogła dostrzec nic, oprócz czystej ciemności. Wyciągnęła łapkę, którą po chwili dotknęła jednej z twardych, zbitych ścian ziemi. Rozszerzyła ślepia nawet bardziej, jakby w próbie dojrzenia czegokolwiek, aczkolwiek nic nie dopływało do jej głowy. Postanowiła iść przed siebie spokojnym, czujnym krokiem, nasłuchując jakichkolwiek dźwięków. Nie odstępowała ściany nawet na krok, myślała, że dzięki temu szybciej odnajdzie wyjście, jeśli po prostu będzie trzymać się jednej. Kiedyś musi stąd wyjść, prawda? Z jakiegoś powodu nie czuła głodu, pragnienia, ani żadnej formy niedosytu – jedynie lekkie zagubienie, chociaż coś podpowiadało jej, że znajdzie drogę. Po niedługiej chwili jej uwagę przykuło cichutkie skapywanie wody gdzieś nieopodal, było regularne i po którymś razem stało się do przewidzenia, narastało z każdym jej kolejnym krokiem. Koteczka nie wyczuwała tu nikogo, wydawało się, że stoi sama w jakiejś norze. Czy śniła? Czy zaniesiono ją już w las? Może siedziała w bezpiecznym schronie i czekała na świt, dobrze schowana przed wszelkiego rodzaju nieprzychylnymi podmuchami Pory Nagich Drzew?
Poczuła, jak ktoś trąca ją delikatnie w grzbiet. Zamrugała, zakrywając sennie łapką nos, jakby próbowała jeszcze wrócić do snu. Szeroka szczęka podniosła ją za kark. Kalinka zerknęła na Trzcinniczkową Dziuplę, który z niepokojem wymalowanym na mordce spoglądał na nią, zabieraną teraz przez któregoś z wojowników. Miała ochotę pisnąć i wyrwać mu się z uścisku, jednak wiedziała, że nie mogła tak postąpić. Nie, jeśli chciała dalej istnieć w Klanie Wilka i mieć kontakt z wujkiem.
Zerknęła w dół, widząc kątem oka białe łapy. Nie wiedziała, ile kotów w Klanie Wilka takowe posiadało, nie żeby miało to większe znaczenie, kto ją niósł. Chociaż pewnie, gdyby to Trzcinniczkowa Dziupla tego dokonał, czułaby większą otuchę. To, co dostała pod wieczór, musiało jej zatem wystarczyć. Nadszedł wreszcie dzień, od którego zależało całe jej życie. Nie mogła nikogo zawieść, a najwięcej, u kogo mogła stracić, to u siebie. Nie mogła siebie zawieść. Śnieg chrupał pod poduszkami Bladego Lica. Kalinka przymrużyła oczka, co jakiś czas widząc różne elementy lasu. Miały wiele wspólnego – w każdym z nich występowało jakieś drzewo iglaste. Nawet gdyby vanka próbowała, nie była pewna, czy zdołałaby sama wrócić do obozu. Szli dość długo. Ciekawe, czy ktoś po nią z rana przyjdzie, czy raczej zostanie pozostawiona sama sobie i będzie musiała jakimś cudem wrócić? Jeśli to drugie, to… dobrze, gdyby bursztynooki wysadził ją gdzieś nieopodal, miałaby dużo łatwiej i jej szanse na przeżycie zwiększyłyby się diametralnie.
Poczuła, jak wojownik rezygnuje z uścisku, odkładając ją powoli na miękki śnieg. Żółtooka owinęła drobny ogonek wokół łap, czując, jak lodowate szpony garściami odbierają jej ciepło. Momentalnie zaczęła drżeć, podmuchy wiatru absolutnie nie były dla niej litościwe. Blade Lico kiwnął jej łbem, jego wyraz pyska był pozbawiony jakichkolwiek konkretnych emocji. Koteczka zmarszczyła odrobinę nos. Liczyła, że chociaż i on ją poinstruuje. Okazało się, że wcale nie. Więc musiała polegać na tym, czego zdążyła dowiedzieć się do tej pory. No nic… musiała sobie poradzić. Musiała… Jakoś.
Zerknęła na kruczoczarne niebo nad sobą. Przyzdobione było wieloma białymi punkcikami, układającymi się w konkretne wzorki. Ognikowa Słota zdążyła opowiedzieć jej już, że to były koty Klanu Gwiazdy, a przynajmniej w to wierzyły koty. Chociaż sama Kalinka nie była pewna, które dokładnie. Nie, żeby miało to większe znaczenie.
Rozejrzała się po pustej polanie, nastała cisza tak wielka, że delikatnie rozbolała ją głowa. Postawiła uszy czujnie, przedzierając się teraz ciężkim krokiem przez wysokie zaspy śnieżne. Każdy jej krok zapadał się w gęstym puchu, a krótkie łapki nie ułatwiały jej zadania. Oddech palił ją w gardle, a w brzuchu narastała niepewność. Nasłuchiwała wszelkich dźwięków oprócz tych należących do niej, co jakiś czas zatrzymując się niczym zwierzyna łowna rozglądająca się za swoim najgorszym koszmarem. Koteczka dotarła do jednego z wysokich drzew, wielkimi oczkami wypatrując sów czy ptaków drapieżnych. Czuła ból przy każdym oddechu, z jej pyszczka wydobywała się drobna, mleczna chmurka, porwana od razu przez wiatr, odbierając od młodej ciepło. Poduszki łap szczypały ją potwornie, krzywiła się przy każdym kontakcie ze śniegiem, jednak parła naprzód dalej. Jeśli teraz by się poddała, już nigdy nie doświadczyłaby tej monotonnej codzienności, przykrości, radości i cenności każdej spędzonej chwili w Klanie Wilka u boku bliskich. Zbliżyła się do krzewu, przyglądając się mu dokładnie. Nie znała się na nich, wyglądał jak typowy krzew, jednak…
Weszła nieco głębiej, czując, jak zapada jej się łapka. Po chwili z hukiem spadła do wydrążonej nory, lądując na miękkim brzuchu. Poczuła ukłucie dyskomfortu, na szczęście nie zrobiła sobie wielkiej krzywdy. Łapkami sprawdziła miejsce, upewniając się, iż na pewno się nie uszkodziła. Do jej nosa dotarł intensywny, ziemisty zapach, a wraz z nim jakaś inna zwietrzała woń, wskazująca na poprzedniego lokatora. Kalinka zaczęła węszyć, otwierając przy tym pysk, żeby zapachy owiały jej policzki. Ignorowała chłód, który próbował odebrać jej wszystkie możliwe ścieżki zapachowe. Wydawało się, że jest tu dość bezpiecznie. Wytężyła słuch, doszukując się czegokolwiek innego niż świstu mroźnych podmuchów wiatru, które dostawały się cienkimi strużkami do nory. Kalinka wyczuła łapkami małą odnóżkę. Zaczęła kopać ile sił w łapkach, tworząc dla siebie nową, małą, w której zamierzała schować się na resztę nocy. Bała się, że – cokolwiek tu mieszkało – wróci tu niefortunnie akurat dzisiaj. W końcu czemu by miało nie? Ten teren należał do tego stworzenia, więc miało pełne prawo.
Kalinka zamknęła oczy, jednak mimo przytłaczającego zmęczenia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego, sen nie chciał nadejść. Czuła się tak, jakby okrążyła obóz paręnaście, nie… paręset razy, powieki same jej się zamykały, aczkolwiek gdy już im pozwalała na to, by opadły całkowicie, a nawet barki poluzowały się czy uszy położyły po małej główce, nie mogła oddać się w objęcia snu, nawet jeśli bardzo chciała. Mięśnie paliły ją z bólu, płuca bolały z powodu niezwykle mroźnego wiatru, a umysł, zdawało się, krążył wokół tego, co mogło się wydarzyć oraz tego, co działo się obecnie, co było niezwykle wyczerpujące. Vanka nakryła nos drobnym ogonkiem, wsuwając pod siebie brudne od ziemi łapki. Może dyskomfort związany był, z tym że ziemia za nią była lekko wilgotna? Chociaż nie była pewna, czy miało to aż tak wielkie znaczenie, skoro chłód nie docierał tu tak łatwo, jak ponad norką. Sen naszedł ją niespodziewanie, otulając małe kocie ciepłą łapą, niczym tą należącą do Trzcinniczkowej Dziupli.
Kalinkę obudziło nagle postukiwanie. Otworzyła oczy szeroko, walcząc ze sobą, żeby nie wydać nawet najcichszego szmeru. Nie rozumiała, skąd dobiegał dźwięk, jednak spodziewała się najgorszego. Przez gałązki krzewu wpadało blade, jasne światło, oświetlające lwią część nory. Zawęszyła, nie podnosząc łba – zamiast kuny, borsuka czy chociażby lisa, wyczuła ptaka. Odetchnęła z ulgą, gdy zorientowała się wreszcie, że nie groziło jej niebezpieczeństwo. Chociaż zależało, jaki konkretnie gatunek postanowił się zjawić nieopodal. Wstała ze swojego łoża i zaczęła wspinać się niezgrabnie w kierunku wyjścia ze wgłębienia. Przednimi łapami chwyciła się najwyższego punktu, po czym tylnymi podrzuciła, drapiąc ziemistą posadzkę. Wychyliła łeb, czując, jak chłodne liście dotykają jej łebka. Ptak, usłyszawszy szmer, poderwał się do lotu, wydając z siebie ostrzegawczy dźwięk. Vanka schowała się cała pod gałązkami rośliny i gdy okazało się względnie bezpiecznie, podreptała po zimnym śniegu w miejsce, w którym zostawił ją Blade Lico. Przysiadła wygodnie na miękkim śniegu, czując ogromną ulgę i narastającą dumę z siebie. Rozejrzała się jeszcze po okolicy uważnie, wypatrując jakichkolwiek niedogodności czy niebezpieczeństw – jedyne, co rzuciło jej się w oczy, to bursztynowe ślepia, które zmierzały prosto w jej stronę. Blade Lico stanął nad koteczką, mierząc ją wzrokiem bez wyrazu. Po chwili podniósł Kalinkę za grzbiet, prowadząc ją teraz do obozu. Koteczka poruszyła wąsami, nie mogąc doczekać się już, aż zobaczy minę swojego wujka. Z pewnością będzie z niej ogromnie zadowolony!
Gdy dotarli do obozu, koty Klanu Wilka zaczęły się zbierać w centrum. Zadowolone pyski spozierały na koteczkę, której pomyślnie udało się zdać test na ucznia. Jakiś czas temu taki sam musieli zdać Chudy, Gruby oraz Noc. Dostali mentorów, byli nawet po jednym z pierwszych treningów. Dobrze, że vance także się udało, chociaż była to jedna z najstraszniejszych nocy jej życia, nawet jeśli nic jej nie porwało ani nie musiała z nikim walczyć.
— Niech wszystkie koty na tyle dorosłe, żeby polować, zbiorą się na zebranie klanu! — zawołała Zalotna Gwiazda, dumnie wbijając pazury w korę pnia pod sobą. Kalinka podniosła łeb, patrząc na wysoką przywódczynię. — Kalinko, jesteś z nami już od sześciu księżyców, rozpoczniesz dzisiaj swoją naukę jako uczennica Klanu Wilka. Od dzisiaj, aż do czasu, kiedy zdobędziesz imię wojownika, nazywać się będziesz Kalinowa Łapa — doszukała się w tłumie któregoś z kotów i kiwnęła do niego łbem. — Twoim mentorem będzie Krucze Pióro. Krucze Pióro, na pewno przekażesz Kalinowej Łapie całą swoją wiedzę — głos przywódczyni poniósł się echem po obozie. Przed krótkołapną koteczką wyrósł niczym z ziemi dymny wojownik, który spoglądał na nią ze swego rodzaju determinacją wymalowaną na pysku. Patrzył na nią także z góry, jakby w pewnym sensie wyśmiewał młodszą. Schylił łeb, dzięki czemu zetknęli się nosami. Kalinowa Łapa nie przejmowała się za bardzo tym, jak z oczu patrzyło starszemu. Poczuła dumę, wielką dumę, w końcu niecodziennie dostawało się zastępcę jako swojego mentora. Pewnie reszta uczniów bardzo jej zazdrościła, jeśli przykładali temu jakąkolwiek wagę. Coś podpowiadało żółtookiej, że czekały ją naprawdę ciężkie czasy, chociaż nie była nawet pewna dlaczego. Może powinna bardziej pozytywnie do tego wszystkiego podchodzić.
— Nie zawiedź mnie — miauknął Krucze Pióro, posyłając młodszej ostrzegawcze spojrzenie, jakby mówiące: “a tylko spróbuj”. Kalinowa Łapa pokiwała głową, podnosząc mały ogon do góry. Skoro nie zawiodła siebie, to nie zamierzała zawieść nikogo innego. Siedzące nieopodal wrony zaczęły donośnie krakać, zanim wzbiły się w powietrze po to, by przybliżyć się trochę do zebranych kotów. Żółtooka nie mogła za bardzo zrozumieć, dlaczego, jednak nie to było priorytetem teraz. Teraz powinna skupić się raczej na tym, aby się nie zapracować podczas treningów i dawać z siebie wszystko, ale nie kosztem siebie.
— Nie mam takiego zamiaru — odparła spokojnie i szczerze.
Po obozie poniosło się radosne skandowanie. Kalinowa Łapa doszukiwała się w tłumie własnego wujka. Kocur siedział w grupce, wiwatując chyba najgłośniej ze wszystkich Wilczaków – przynajmniej tak jej się wydawało, właśnie w taką wersję zdarzeń chciała wierzyć. Malutka vanka odczuła ogromną ochotę wtulenia się w futro Trzcinniczkowej Dziupli, chciała dalej móc słuchać jego opowieści do późna, bez większych zobowiązań następnego dnia. Jednak teraz jej życie miało się zmienić i będą wymagać od niej z wiekiem coraz to więcej i więcej, aż dołączy kiedyś do starszyzny, jeśli się tej rangi dorobi. W tłumie dostrzegła też Ognikową Słotę, z typowo napuszoną sierścią na piersi. Patrzyła na żółtooką z determinacją, a także dumą. Kalinowa Łapa czasami zastanawiała się, skąd się brało u szylkretki coś identycznego. Może vanka naprawdę znaczyła dla niej wiele? W zasadzie sama szara także uważała Słotę za swoją koleżankę lub swego rodzaju starszą siostrę, która często gadała od rzeczy, niekoniecznie jako coś złego, tylko takiego coś typowo jej… Koteczka nie mogła dostrzec nigdzie Gąsiorkowego Trzepotu. Poczuła lekkie ukłucie smutku. Liczyła na to, że chociaż dzisiaj matka będzie świętować razem z nią jej sukces.
— Kalinowa Łapa! Krucze Pióro!
— Kalinowa Łapa! Krucze Pióro!
— Zacznijmy trening już teraz. Chyba że masz coś przeciwko? — zapytał kocur, podnosząc jedną brew do góry. Skandowanie do tego czasu zdążyło umilknąć, koty rozeszły się, a samej niebieskiej także zdarzyło się odrobinę odpłynąć myślami. Kalinowa Łapa miała ochotę paść tu i teraz, przed nim, na śnieg – tak, jak robił to Gruby jeszcze w żłobku. Łapki rozjeżdżały się pod nim, jak odpoczywał. Kalinowa Łapa nie mogła, przynajmniej nie teraz, nie tutaj. Musiała wykaraskać z siebie, chociaż iskrę energii, żeby starczyło na jeszcze trening. Ciekawe czy uda jej się wstać jutro z legowiska? Pewnie, jeśli dymny jej rozkaże, to będzie musiała. Mimo dyskomfortu, mimo ogromnej niechęci, którą dało się już teraz przewidzieć.
— W porządku, nie mam nic przeciwko… — powiedziała, machając końcówką ogona nerwowo na boki. Na jej kufie wymalowane było czyste zmęczenie po ciężkiej nocy, aczkolwiek wydawało się, że wojownika to nieszczególnie ruszało. Patrzył na nią jedynie chłodno, z mrozem takim, jakiego nie spodziewałaby się nawet po płatkach śniegu. Ciekawe czy związane było to z jej budową? W końcu nie była wysoka, raczej z metra cięta, aczkolwiek pod jej futerkiem malowały się mięśnie, nawet jeśli nie były jakoś szczególnie wyrobione, ponieważ nie miała jeszcze takiego poważnego treningu, to już teraz można było powiedzieć, że zapowiadała się na porządną wojowniczkę.
Krucze Pióro kiwnął głową, ruchem ogona nakazując jej pójście za sobą. Już po chwili przeszli przez cały obóz, docierając do tunelu. Kalinowa Łapa czołgała się za nim, ciągnąc ogonek, ze zwieszonym łebkiem. Na szczęście dymny nie patrzył na nią tak często, więc mogła pozwolić sobie na coś identycznego. Normalnie musiałaby się pewnie prostować i udawać wyższą niż była w rzeczywistości.
Leśna ściółka chrupała pod łapami kotów, gdy zmierzali w stronę polanki. Krucze Pióro ustanowił żwawe tempo, do którego Kalinowa Łapa się dostosowała, chociaż myśl, że zaraz się przewróci, była bardziej zachęcająca, niż ta, że musiałaby iść dalej. Chociaż gdyby nie zmrużyła oka wcale, to byłaby najprawdopodobniej bardziej zmęczona. Poczuła nagłą dawkę energii, po wyobrażeniu sobie co będzie, mogła robić, jak tylko wróci do obozu. Mentor ruchem ogona nakazał kotce usiąść. Vanka posłusznie wykonała jego rozkaz, spozierając na mordkę starszego. Ciekawe co będą dzisiaj robić? Może oprowadzi ją po terenach Klanu Wilka? Pozna każdy zakątek samego serca azylu?
— Kalinowa Łapo, chcę, żebyś wiedziała, że twoja sielanka skończyła się dziś. Nie próbuj nawet się obijać czy nie słuchać — kocur podniósł pysk ku górze, spoglądając na nią znowu nieprzychylnie. Żółtooka obserwowała jego zachowanie, zastanawiając się jaka odpowiedź najbardziej by go ucieszyła. Może jeśli będzie zachowywać się tak, jak by tego mógł oczekiwać dymny, to miałaby lżej albo zaplusowałaby sobie u niego. — Nie zostaniesz wojowniczką, dopóki nie powiem, że jesteś gotowa. Jeszcze daleka droga przed tobą i dopóki nie sprawisz, że będę dumnie wypowiadał się o tobie pobratymcom, będziesz szkolić się pod moim czujnym okiem. Zrozumiano? — zapytał chłodno, po czym owinął ogon szczelnie wokół swoich łap.
— Tak jest, Krucze Pióro — miauknęła poważnie, wytrzymując kontakt wzrokowy, jaki narzucił kocur. Fałdy śniegu rozłożyły się nierównomiernie, a ziemia została skuta śliskim lodem. Mroźne podmuchy targały futrami dwójki Wilczaków, wyjąc jak po stracie kogoś ważnego.
— Dobrze. W takim razie dzisiaj zaczniemy od oprowadzenia po terenach i jeśli wystarczy czasu, pokażę ci wstępnie polowanie lub wspinaczkę po drzewach. Chyba że wolisz tunele? — zaproponował, chociaż po chwili pokręcił głową. — Nie, ja wybiorę. Zobaczymy, ile nam to zajmie.
Kalinowa Łapa w odpowiedzi jedynie kiwnęła głową, nie żeby miała jakikolwiek wybór. Nie podobało jej się to, ale nie zamierzała się z nim wykłócać. Może dzięki temu szybciej mianują ją na wojowniczkę i będzie mieć spokój od wymagającego mentora. Gdy Krucze Pióro nie patrzył, miała ochotę przewrócić oczami, chociaż coś podpowiadało jej, że nawet jeśli wydawało się, iż nie zwraca na niej aż tak szczególnej uwagi, to i tak w pewnym sensie ją obserwuje. Widzi cały czas. Jakby miał oczy z tyłu głowy i ponadprzeciętny słuch. Była to dość absurdalna myśl.
Wędrując za zastępcą, rozglądała się po lesie, który widziała poprzedniego dnia nocą. Wszystko wydawało się takie straszne i pourywane. Długie gałęzie drzew próbowały sięgnąć nieba, wyciągając się do niego ile miały sił. Obecnie wyglądały dużo łagodniej i przychylniej, co w pewnym sensie cieszyło vankę. Mokry śnieg lepił się do jej poduszek, topiąc się na nich momentalnie. Za każdym razem, kiedy czuła pieczenie i mrowienie, krzywiła się. Było to dość nieprzyjemne, dalej nie zdążyła przywyknąć do takich temperatur. Gałęzie drzew mieniły się w bladych, żółtych promieniach słońca, padających na grzbiety dwójki. Ptaki śpiewały w najlepsze, obwieszczając każdemu wokół swoje urywane, donośne melodie. Do nosa Kalinki, oprócz bolesnego chłodu, ogarniającego jej płuca i lekko dygoczących na wietrze łapach, dotarł nowy zapach, którego nie było jej dane nigdy wcześniej wyczuć. Spojrzała pytająco na swojego mentora, który, wydawało się, czekał na odpowiedź z jej strony. Czyżby umknęło jej pytanie? Niemożliwe, że odpłynęła myślami tak bardzo, iż całkowicie zignorowała jego słowa. Zmarszczyła nos, patrząc na swoje łapy.
— Kalinowa Łapo, powiedz mi, co czujesz? — zapytał, strzepnąwszy uchem, gdy kawałek śniegu spadł mu prosto na łeb z pobliskiego drzewa. Puch pozostawił po sobie mniejsze drobinki, spadając wreszcie na glebę. Koteczka miała ochotę zachichotać, aczkolwiek miała świadomość, że gdyby to zrobiła, kocur prawdopodobnie urwałby jej uszy, a wcale tego nie chciała… uważała je za jedną z bardziej urokliwych cech swojego wyglądu, w końcu Gąsiorkowy Trzepot czy Trzcinniczkowa Dziupla także takie mieli. Musiało zatem to być rodzinne.
— Czuję ostry, duszący zapach. Oprócz chłodu… — rozejrzała się. Przed nią rozciągały się gęste lasy iglaste, przecięte w pewnym momencie przez długą, ciemną drogę, po której przejeżdżały potwory dwunożnych. Słyszała o nich już co nieco od swojego wujka. Były podobno groźne i dobrze, gdyby trzymała się od nich z daleka. Potrafiły z zimną krwią pozbawić życia dorosłego kota, a nawet więcej, niż tylko jednego. — Czy jesteśmy na granicy? — dopytała, przenosząc wzrok z powrotem na swojego mentora. Kocur pokiwał głową, chociaż wyglądał na dość zirytowanego, jakby vanka zapytała o coś tak banalnego, że wiedziały o tym nawet kocięta ze żłobka, już w momencie narodzin.
— Tak. Jesteśmy przy granicy z Klanem Burzy. Pasmo, które widzisz przed sobą, to droga grzmotu. Uważaj na nią i nie wchodź tam, bo jest niebezpiecznie. Chyba że jesteś zapchlonym tchórzem i planujesz ucieczkę z Klanu Wilka i to już niebawem. Wiedz jednak, że nawet jeśli cokolwiek identycznego przeszło ci kiedykolwiek przez myśl, nikt ci na to nie pozwoli. Nie wrócisz z takiej przechadzki żywa, sama nie poradzisz sobie w lesie pełnym drapieżników i niebezpieczeństw. Oprócz Klanu Wilka i Klanu Burzy, są także inne klany. Przykładowo Klan Klifu, Klan Nocy, jak i również Owocowy Las. Każdy pachnie inaczej na swój sposób i od razu rozpoznasz linie zapachowe, gdy tylko znajdziesz się blisko. Nie graniczymy jednak z Klanem Nocy, chociaż mamy sojusz. Owocowy Las oddzielony jest od nas właśnie drogą grzmotu, więc nie widzę większego powodu, dlaczego miałabyś ją przekraczać. Klan Klifu, ze względu na swoje położenie, pachnie niczym świeża morska bryza, słona, gryząca w płuca podobnie co obecne chłody. Możesz od nich wyczuć także intensywną, ptasią woń, jeśli są pokryci piórami, najczęściej tymi należącymi do mew — zaczął opowiadać. Kalinowa Łapa spojrzała na niego ze zdziwieniem. Niesamowite, że ich sąsiedzi mieli dostęp do morza. Mieli tam z pewnością tak wiele rzeczy, o których ona sama nie miała pojęcia jako Wilczaczka. Krucze Pióro patrzył na nią przez cały czas, kiedy mówił, nie pozwalając młodej nawet na chwilę odpoczynku od jego paplaniny. Zastanawiała się, co sprawiło, że starszy pomyślał o ucieczce z jej strony. Nie planowała niczego podobnego. Może i było momentami dość ciężko w Klanie Wilka, jednak miała najtrudniejszy test już za sobą, chyba… chyba że tym następnym ciężkim miała być ocena przez mentora. W każdym razie nie zamierzała stąd zwiewać, miała tu rodzinę. To było niedorzeczne. Czy w grupie uciekinierów, o których usłyszała co nieco z plotek, był ktoś dla niego ważny? — Klan Nocy ma dość identyczne tereny, co Klan Klifu, chociaż pachną zupełnie inaczej. Od nich mogłabyś spodziewać się mokrej, intensywnej, dla niektórych duszącej wręcz woni. Rybi zapach to z pewnością coś, czego nie zdążyłaś jeszcze poznać, jednak za niedługo się to zmieni, bardzo możliwe. W zasadzie, zamiast gadać może ci po prostu pokażę — kocur ruszył przed siebie, nie czekając nawet na żółtooką. Kalinowa Łapa pobiegła prosto za nim, zdziwiona nagłą zmianą, chociaż nie powinna być taka zaskoczona.
Gdy dotarli do kolejnych terenów należących do Klanu Wilka, dostrzegła w oddali Potworną Przełęcz. Wielkie, uszkodzone narzędzie dwunożnych leżało wbite w ziemię, porośnięte wysokimi kamieniami oraz gęstym mchem. Prawdopodobnie, gdyby pogoda była bardziej sprzyjająca, mogłaby się tutaj spodziewać królików podjadających wysokie kłosy trawy. Żwawym krokiem dotarli do Czarnych Gniazd. Do nosa koteczki dopłynął zapach, o którym wcześniej wspominał mentor. Rozejrzała się po granicy, próbując dostrzec morze, jednak niestety jedynym, co zauważyła, były to jedynie blade, gęste białe połacie, piasek zbity w ostre, grube były lodowe. Westchnęła pod nosem cichutko. Krucze Pióro kiwnął nerwowo ogonem, jakby jej zachowanie wybiło go z rytmu. Wilczaczka wyprostowała się, wpatrując prosto na pysk mentora.
— To granica z Klanem Klifu. Linie zapachowe są świeże, oznacza to, że musiał tędy przechodzić niedawno jeden z ich patroli. Chodźmy dalej — zażądał i już po chwili jego ogon zniknął w jednym z krzewów. Żółtooka zanurkowała prosto za nim, próbując nadążyć za niezbyt przyjemnym tempem. Wydawało się, że kocur bardzo się spieszył, jakby chciał w krótkim czasie przedstawić jej jak najwięcej. Miała tylko nadzieję, że takie tempo nie zaburzy jej szybkości nauki i że znajdzie w głowie miejsce na tak nagłą i wielką ilość informacji, jakie jej zaczął przekazywać kocur.

***

Po zwiedzeniu pozostałych granic

Słońce chyliło się ku zachodowi, wspinając po niebie z malowniczą, przyjemną dla oka plejadą barw. Błękitne niebo przecinały różowe, gęste chmury wymieszane z pomarańczowym, a może nawet i złotym, jeśli by się uparła. Kalinowa Łapa spojrzała na swojego mentora spod przymrużonych powiek, czując, jak zmęczenie coraz bardziej jej się udziela. Poślizgnęła się na lodzie, idąc za nim – na szczęście, gdy wysunęła pazury, chwytając się pobliskej zmarzniętej trawy, udało jej się zachować równowagę. Serce zaczęło bić jej dużo szybciej, a mięśnie spięły się, jakby była gotowa do ataku. Atak na lód. Krucze Pióro przysiadł przy jednym z drzew, patrząc na nią z niecierpliwością.
— Długo zamierzasz się jeszcze wygłupiać? — syknął, gdy oparł łapę o korę wiekowej rośliny.
— Nie! Przepraszam! — miauknęła. Znalazła się szybciutko u boku mentora, obserwując każdy jego ruch.
— Słuchaj się i nie rozkojarzaj tak bardzo, bo sobie połamiesz łapy i będziesz wtedy tyle przydatna i potrzebna, co te durne wietrzysko, które nie chce dać sobie spokoju — powiedział gniewnie, uderzając ogonem o lodową posadzkę. Chwycił się drzewa mocno, napinając mięśnie i wysuwając pazury. Zaczął zwinnie wspinać się po nim i przysiadłszy na najniższej gałęzi, patrzył na uczennicę. — Spróbuj to powtórzyć — powiedział, spoglądając na nią niczym ptak drapieżny.
Może o takie sowy im chodziło — pomyślała niechętnie, opierając łapy o pień. Wbiła pazury w korę, zastanawiając się, jak należało się podciągnąć tak, żeby nie spaść. Po chwili wskoczyła na drzewo, niemal nie spadając. Położyła po sobie uszy, gdy małymi kroczkami pięła się coraz wyżej. Gdy znalazła się tuż obok gałęzi, jej ogon się zatrząsł, a ona sama zadygotała na wietrze, kurczowo trzymając się drzewa łapami. Wzrok kocura z każdym uderzeniem serca stawał się coraz bardziej chłodny i surowy. Kalinka pomyślała, że w razie, gdyby spadła, może Krucze Pióro złapałby ją za kark w porę i wciągnął na górę, chociaż nie sądziła, że tak by mu zależało na jej bezpieczeństwie. Cały dzień szwendała się za nim, oglądając drzewa i krzaczki, ślizgając się na lodzie niczym mokra ryba, wyjęta prosto z wody. Jednym konkretnym ruchem wspięła się na gałąź wreszcie i usiadła obok mentora. Krucze Pióro kiwnął do niej głową, po chwili zeskakując sprawnie z konara, lądując na czterech łapach bez żadnych obrażeń. Strzepnął z siebie drobinki kurzu, patrząc teraz z dołu na swoją uczennicę.
— To teraz zejdź — miauknął, mrużąc oczy.
Koteczka wysunęła pazury, wbijając je w gałąź. Mentor z takiej wysokości wydawał się trochę mniejszy, niż był normalnie. Jego grzbiet był pokryty jasną okrywą, jednak nie tak jasną, jak śnieg. Kalinowa Łapa chwyciła się kory, z rozpędem schodząc z drzewa. Prawie wpadła na wojownika, który tylko prychnął z rozgniewaniem, aczkolwiek nie sądziła, by miało to jakieś wielkie znaczenie. Skoro udało jej się zejść i przy okazji nie zabić siebie ani jego, to nie powinno być to aż takim kłopotem.

***

Po powrocie do obozu

Kalinowa Łapa ułożyła się wygodnie w łapach Trzcinniczkowej Dziupli, wysuwając do przodu łapki i rozciągając się. Tak bardzo chciała mu opowiedzieć, co dzisiaj robiła, jednak czuła, jak zmęczenie samo zmusza ją do milczenia. Słyszała głośne bicie swojego serca w uszach, ciepły oddech kocura ogrzewał jej zimne ciałko, które – pewnie, gdyby została jeszcze na noc – po prostu odmówiłoby posłuszeństwa i oddałoby się w lodowe objęcia mroźnych pazurów poza azylem. Starszy kocur zaczął wylizywać jej głowę między uszami, mierzwiąc szarawą grzywkę. Żółtooka zaczęła głośno pomrukiwać, niedługo po tym do pomruków doszło także głośne chrapanie, jej bok unosił się, a potem opadał spokojnie. Była wykończona i gdyby mogła, przespałaby następne dwa dni. Krucze Pióro przeciągnął ją po terenach, a potem jeszcze kazał nauczyć się wspinaczki na drzewa. Mięśnie paliły ją z bólu, w głowie kręciło się z powodu przemęczenia, jednak koteczka mogła wreszcie pozwolić sobie na zasłużony odpoczynek.

[4063 słowa, umiejętność wspinaczki na drzewa]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz