Ruda koteczka siedziała w legowisku medyka, gdzie przypominała sobie ostatnie treningi ze swoją mentorką Ćmim Księżycem. Sporo wiedziała, ale w niektórych kwestiach nabywała nowej wiedzy. Zwłaszcza odnośnie położenia ziół, które rosły w miejscach, gdzie nie było jej dane dotrzeć. Pod okiem bladookiej miała możliwość zapamiętania ich położenia. Musiała przecież wiedzieć, gdzie dojść, gdyby się okazało, że czegoś zabrakło. Szczególnie gdyby Ćmi Księżyc była zajęta i by nie mogła. Oczywiście domyślała się, że samej jej nikt nie puści. Szczerze mówiąc, w ogóle jej to nie przeszkadzało. Wolała nie podróżować samotnie. Nie była przecież dobra z samoobrony, a jakby tego było mało, brakowało jej pazurów. Niewątpliwie mogłaby przez to skończyć pyskiem w piachu. Chociaż gdyby tak się stało, najpewniej mało kto w ogóle by zwrócił na to uwagę. Pokręciła lekko łebkiem, pozbywając się zbędnych myśli.
— Przepraszam, jest tu ktoś? — rozległ się cichy głos jednego z wojowników. Jagnięca Łapa podniosła łebek, a następnie wstała. Odwróciła się do wejścia, a widząc tam dwa koty, domyślała się, w jakiej sprawie przyszli.
— Tak, w czym mogę pomóc? — spytała niebieskooka. Jej wyraz pyszczka ukazywał spokój, ale i zatroskanie. Podeszła parę kroków do ucznia i jego mentora, by następnie przystanąć blisko nich.
— Podczas treningu Skrzydlatą Łapę ugryzł szczur — zaczął jasny kocur. Przyszły wojownik wysunął się nieco naprzód. Jagienka przeniosła na niego wzrok. Nieprzyjemna sprawa. Zdecydowanie wymagała natychmiastowej reakcji.
— Czy możesz mu pomóc? — dokończył kocur. Rudofutra skinęła leciutko łebkiem.
— Oczywiście, podejdź bliżej Skrzydlata Łapo. Szybko się z tym uporamy — zapewniła młodszego. Kocurek zawahał się na moment, ale podszedł do kocicy. Jagnięca Łapa z kolei poszła po dziki czosnek. Kiedy wróciła do ucznia, ten się skrzywił.
— Wiem, że nie pachnie zbyt pięknie. Jednak wytarzanie się w tym pomoże z ugryzieniem szczura — miauknęła ze spokojem. Brązowooki jeszcze przez kilka uderzeń serca się nie poruszył.
— Dawaj, nie wymiękaj Skrzydlata Łapo. Przecież nie takie rzeczy znosiłeś — rzekł jego mentor. Najwidoczniej słowa trafiły celnie, bo już po chwili, uczeń zaczął się tarzać. W międzyczasie Jagnięca Łapa sięgnęła po korzeń łopianu. Po dokładnym przygotowaniu przeżuła zioło na papkę w celu dodatkowego nałożenia na miejsce ugryzienia. Kiedy kocurek skończył, Jagienka nałożyła papkę na jego uraz. Po czym owinęła go delikatnie pajęczyną w celu zabezpieczenia przed spadnięciem.
— Dobrze, to powinno pomóc — wymruczała koteczka.
— Dziękuję Jagnięca Łapo — miauknął wojownik, a następnie wraz ze Skrzydlatą Łapą pożegnali się z nią i wyszli z lecznicy, ponownie zostawiając Jagienkę samą ze sobą.
[391 słów]
[przyznano 8% + 5%]
Wyleczeni: Skrzydlata Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz