Jeden z asystentów już mu polecił, by jak najszybciej wracał do legowiska, żeby przypadkiem się nie przeziębił – wiatr nikogo nie oszczędzał, mogło go bardzo łatwo przewiać.
Miał ochotę wetknąć główkę w wejściu do nory, bardzo go ciekawiły pyski Wilczaków. Czy w tłumie dostrzegłby prędko Szczawiowe Serce albo Gąbczastą Łapę?
Myliły mu się imiona każdego innego kota. Nie miał wcześniej styczności z tak długimi nazwami, musiał naprawdę sporo zapamiętać. No i bardzo na siebie uważać, bo jeśli nie dopadłaby go choroba, to pewnie zainteresowałaby się nim jakaś sowa albo lis. Pręgus nie miał na szczęście okazji dowiedzieć się, jak wielkie są, jednak z opowiadań kotów na zewnątrz wnioskował, że były przynajmniej większe od niego. Na pewno spotkanie z nimi nie byłoby przyjemne.
Wrócił do posłania, zawijając ogonek wokół tylnych łap. Nagle do legowiska wszedł brązowy wojownik. Zielonooki postawił uszka czujnie, śledząc wzrokiem swojego opiekuna.
— Szczawiowe Serce! — pisnął uradowany, czując ulgę. Czuł się przy nim bezpiecznie. Odkąd znaleziono Łezkę i jego, młodziak niezwykle ufał tym dwóm kotom.
— Stroczku! Jak się czujesz? — zapytał, patrząc też chwilę na Łezkę. Koteczka podskoczyła, gdy bursztynowooki powiedział to nieco za głośno. Przeprosił ją pospiesznie, pocieszając szybciutko.
— Dobrze! Wiesz, że miałem okazję zjeść wiewiórkę? — pochwalił się z uśmieszkiem. — Była… dobra! Nie miałem pojęcia, że tak smakują — zamruczał, strzygąc wąsami.
<Lubisz wiewiórki, Szczawiowe Serce?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz