Promyk wstała tego dnia i zdecydowała, że nie będzie siedzieć bezczynnie! O nie! Jeszcze jakby w jakikolwiek inny dzień siedziała bezczynnie, to postanowienie mogłoby być jakkolwiek wyjątkowe. Ale nie. Promyk codziennie robiła coś w żłobku, co niekoniecznie wiązało się z siedzeniem na tyłku. Najczęściej Promyk biegała lub kopała dziurki. Zdarzało się że przenosiła mech z miejsca na miejsce. I wyglądała ze żłobka, ale nie daleko. Na długość wąsa, bo tata byłby zły.
I teraz Promyk wstała z drzemki. Tata spał jeszcze, podobnie jak jej rodzeństwo i Promyk musiała znaleźć sobie zajęcie, które ich nie obudzi. Postanowiła więc wstać i zacząć chodzić w kółko, licząc swoje kroki. Stawiała je uważnie, delikatnie i w jednej linii. Chwiała się na tych swoich kocięcych łapeczkach jak flaga na wietrze, ale dzielnie szła dalej. Aż się jej nie znudziło po chwili. Tata dalej spał, Słońce też. Nie miała się z kim przepychać.
– Hmm… – mruknęła do siebie i rozejrzała się wokół. Wejście do żłobka stało otworem. Hmm… – Wychodzę – oznajmiła cichutko. Zawsze oznajmiała tacie, że wychodzi, a on jej przypominał, że nie może iść za daleko! I zawsze szła tylko na długość wąsa! Tylko tak daleko! Ale tata spał, więc jej nie przypomniał. Promyk wiedziała jednak, że zasady się nie zmieniają, nawet jak tata śpi.
Kotka wyszła ze żłobka i spojrzała na klan. Było tu bardzo ładnie. Fajnie, że urodziła się tutaj, bo tutaj było najlepiej!
Promyk siedziała chwilę na tyłku i obserwowała wszystko wokół. Jakie to było fajne! Tak dużo kotów! O!
Promyk zauważyła jednego kota, który był wyjątkowo interesujący! Był cały czarny z taką śmieszną plamą na pysku i białą końcówką ogona. Ale śmiesznie! Promyk trochę bez większego pomyślunku ruszyła w jego kierunku.
– HEJ! – wydarła się, jak tylko podbiegła wystarczająco blisko. Oj! HAMULCE! Promyk zapomniała zahamować i wpadła w kotkę. Jej pyszczek uderzył z czarne futro, ale to nie szkodzi. Promyk usiadła sobie, podrapała się po pyszczku, żeby sprawdzić, czy nie złamała nosa, po czym spojrzała na kota nad nią. Ten spoglądał na nią wielkimi oczami pełnymi zaskoczenia. – Śmiesznie wyglądasz! Ładna plamka! Kto ci ją namalował! O! Ale masz ładne oczy! Co robisz? Mogę porobić z tobą?! Och. Uciekłam ze żłobka, niedobrze. Ale przypilnujesz mnie, żeby tata nie był zły?! Nie powinnam tak odbiegać, tata pozwala mi wyjść tylko na długość wąsa, wiesz. W ogóle nazywam się Promyk. Przepraszam, że w ciebie wpadłam. Ja szybko biegam, ale słabo hamuję. Tata mówi, że to dlatego, że jestem ciężka jak na takiego małego kociaka, ale ja nie uważam, żebym była gruba. Ale on mówi że jestem też duża, więc to normalne że jestem ciężka, ale przez to hamuję jak … jak … em… – W końcu Promyk musiała się zamknąć, bo nie wiedziała co powiedzieć. Tata porównywał jej hamowanie do jakiegoś zwierzaka, ale nie pamiętała jakiego. Co to było? Borsuk? Nie. Chyba nie. Chociaż… może?
<Psotka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz