Nieco zmieszany słuchał z uwagą słów Czerwca, który zdecydowanie czuł, że brak interakcji z Borowikiem to nie wszystko, co go trapi. Uczeń jednak nie był młodszy czy na pewno powinien się wszystkim dzielić z mentorem — wolał samemu stawić czoła własnym zmartwieniom, jednak może pomoc kogoś starszego podsunie mu rozwiązanie, którego nie dostrzega przez młody wiek?
— Nie rozmawiałem z nim, choć bardzo chce to zrobić — mruknął w odpowiedzi, udając, że zwiadowca nie dopytywał o nic więcej. — Jednak nie mogę go w ogóle złapać… Zawsze się mijamy, nie wiem, czy przypadkiem, czy specjalnie to robi, lecz jak mam z nim porozmawiać, skoro nie mam takiej możliwości?
— A ktoś nie mógłby mu przekazać, że chcesz z nim pogadać?
— W teorii Kurka mógłby, lecz nie chce go w to mieszać… Czy moglibyśmy wrócić do tej rozmowy jutro lub kiedy indziej? Nie czuje się dobrze — mruknął, podnosząc się na łapy i nie czekając na odpowiedź kocura, oddalił się w stronę kasztanowca, zostawiając po sobie nietkniętą mysz. Po chwili zniknął w przerzedzonej koronie drzewa, gdzie uczniowie mieli swoje legowiska.
Kocur ciężko opadł na swoje posłanie, czując się coraz bardziej przytłoczony tym wszystkim. Zaczął mieć wrażenie, że Wszechmatka musi naprawdę za nim nie przepadać, skoro tak źle się czuje w ostatnich księżycach. Odetchnął od tego tylko na chwilę, kiedy to na wczorajszym treningu jakoś poczuł się lepiej, lżej i wszystko zaczynało nabierać sensu. To uczucie jednak minęło wraz z nastaniem kolejnego dnia, a Czajka czuł się, jakby uzależnił się od tego jednorazowego momentu. W końcu stwierdził, że może jak utnie sobie krótką drzemkę, to obudzi się ze świeżą głową i gotowym rozwiązaniem. Jednak nie przewidział tego, że jego umysł nie czuł się w żadnym stopniu zmęczony, podobnie ciało, także chyba po setnej zmianie pozycji podniósł się sfrustrowany z posłania. W głowie miał tylko jeden cel i to bardzo głupi. Niby nie powinien tego robić, lecz czuł, jak go łapy mrowią na samą myśl ponownego uczucia wolności.
Nawet nie zauważył, gdy łapy samego go poniosły do wyjścia z obozu i zdziwiony bez problemu opuścił bezpieczne miejsce otoczone gęstymi drzewami i krzewami. Mimo tego, że był tylko raz w Dębowej Ostoi, to doskonale wiedział gdzie się kierować, łapy same go prowadziły w odpowiednim kierunku. Podróż do wyznaczonego przez siebie celu także nie trwała długo, choć to zapewne z racji tego, iż niemal całą drogę przebył biegiem. Ciało, jak i umysł były spragnionego tego uczucia błogości, kiedy biega i skacze po gałęziach wysoko nad ziemią, nie bojąc się upadku z wysokości — na tyle ufał swoim umiejętnością i własnemu ciało, że nie obawiał się tego.
Był tak pochłonięty dotarciem do Dębowej Ostoi, że nawet nie zauważył, że ktoś cały ten czas podążał za nim.
<Czerwiec?>
[443 słowa]
[przyznano 9%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz