Ostatnie zgromadzenie
To było pierwsze zgromadzenie kotki, ale nie wydawała się z tego powodu najszczęśliwszą. Niektóre kotki nosiły w swoim futrze kwiaty i liście...Mordor z kolei w swoje półdługie futro, także w ogon wczepiała mech, gałązki, zaplątywała trawę, czasem też nanosiła błoto. Bez swojego ekwipunku postanowiła nawet nie ruszać się z terenów Owocowego Lasu. Z kolei, gdy ktoś próbował jej odebrać jej własność, wrzeszczała wniebogłosy i chcąc nie chcąc musieli się zgodzić, aby uczennica przyniosła swój śmieszny ekwipunek na zgromadzenie. Mordor szybko stwierdziła, że w razie czego przynajmniej może komuś wysmarować błotem pysk, gdyby zdenerwował ja podczas zgromadzenia. Usiadła gdzieś na uboczu, lepiąc coś z mchu i błota, jak miała w zwyczaju, gdy nagle ktoś ustał w jej figureczkę. Na skalę rozległ się pisk, który prawdopodobnie było słychać na całych terenach klanów…
— TY MASZ TRAWĘ! A tu jej nie ma! Więc to chyba nielegalne ją wnosić! — miauknęła obca kotka niczym rasowy strażnik miejsca zgromadzeń.
— AAAAAHH! — wrzasnęła zdenerwowana i rzuciła drugą uczennicę kupą błota prosto w pyszczek. — Ucisz się!!! Przeszkadzasz mi! — dodała jeszcze, piszcząc jak świnka morska, jak to miała w zwyczaju.
Zadrżała nerwowo i pokazała zęby w krzywym, wyraźnie niezadowolonym uśmiechu.
— Dostałam pozwolenie! I co telaz? Krzyczysz na mnie! Mało tego, gałązki też mam! — zawołała coraz bardziej wzburzona.
— Ooooh? Co to za błotko? Skąd się tu wziąłeś, błotny pocisku? I jak teraz wrócisz do rodziny? — miauknęła zaskoczona, kiedy łapą ściągała z siebie maź.
Nocniaczka spojrzała na kotkę, widząc, że na jej sierści znajduje się więcej błota.
— Oh, tam jest twoja rodzinka! — podeszła do obcej i oddała jej z powrotem porcję błotka, które dostała. Wtarła w i tak brudne już futro kolorowej kotki ekstra porcję.
— Oooo masz pozwolenie? Więc ja też mogę przynieść tutaj trawę? A myślisz, że uda się tu zasadzić trawę? — zapytała, jakby nie słysząc tego, co mówiła wcześniej jej rozmówczyni. — Woooow masz gałązki! Daj!
Słysząc słowa kotki, została nieco zbita z tropu. Spojrzała na druga uczennicę pytająco, a serducho karpati nadal kotłowało się zdenerwowane. Nie miała zielonego pojęcia jak zachować się w takiej sytuacji, ale bardzo chciała, żeby kotka zeszła już z jej figurki. Była wściekła, że pozwoliła jakiejś brudnej łapie zdeptać jej piękny mech!
— T-Ty jesteś jakaś głupia?! Tak nie wygląda konwersacja — miauknęła oburzona Mordor.
W końcu sama rozplanowywała sobie, jak może przejść każdą możliwą interakcję z innym kotem. Głupoty w odpowiedzi do przemocy błotnej niestety nie była w stanie przewidzieć. Gdy kotka wtarła błoto w jej futro, odskoczyła nagle jak oparzona. Zjeżyła mocno futro i zmarszczyła brwi w niezadowoleniu.
— Głupol! — zawyła zdenerwowana. — Teraz możesz sobie to błoto wsadzić w zadek! — dodała za chwilę, kołysząc nerwowo ogonem.
Strzepnęła uchem i odsunęła się jeszcze bardziej, od jak jej się wydawało, nocniaczki.
"Wszystkie koty takie są?" pomyślała, mrużąc oczy w zastanowieniu. Słysząc jej słowa, prychnęła cicho.
Przechyliła głowę na wybuch koteczki.
— Jak mam wsadzić błoto w zadek? Nie wejdzie, widzisz? — pokazała jej swoją tylną część. Usiadła ponownie i spojrzała na skałę, na której byli. Wesoła Łapa posmutniała.
Słysząc słowo klucz “widzisz”, odwróciła się gwałtownie.
"Nie wierzę! Jaki bezmóżdżek! Mam dość, chce już wyjść z tego zgromadzenia" pomyślała, piszcząc cicho.
— Przecież to skała mysi móżdżku... — odparła opryskliwie, przewracając oczami.
— Ale czemu mnie wyzywasz... — mruknęła żałośnie Rzekotka.
Odepchnęła kotkę od zdeptanej figurki, a widząc okropnie wyglądający mech, w jej oczach zakręciły się łezki.
— Ale ej, no nie... nie płacz! Nie płakusiaj, przeplasiam! Nie chciałam! Naprawię to…
— Zepsułaś mój mech... Głupia, głupia!! Nie dam cię gałązek, spadaj! — zawołała, nerwowo gryząc się w brudny od błota ogonek.
Płakała dalej, brzmiąc przy tym, jak przerażający gryzoń.
— Nie mów mi co mam lobić yyyy — rzuciła wściekłe, uświadamiając sobie nagle, że nawet nie wie, z kim właśnie chce się kłócić. — Głupku! Każdy nocniak nie ma żadnych myśli? — zapytała, kładąc uszy po sobie.
— Ale ja mam myśli! Zobacz! — miauknęła, wyglądając tak, jakby bardzo się na czymś skupiała.
Niebieska przybiła sobie piątkę z czołem.
— Dlaczego ja… — mruknęła cicho.
<Głupia nocniaczko?>
[640 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz