Końcówka Pory Nowych Liści
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ .
Malinka leżała na brzuchu, a jej łapki zawinięte były pod bure futerko. Wieczna Karmicielka opowiadała trójcę kociaków, kim mogą zostać w przyszłości. Burka słuchała opiekunki, choć jej wzrok niemal od razu powędrował do wejścia, w którym stanął inny kot. Czuła na sobie spojrzenie nieznajomej, jakby wbijało się w jej wnętrzności. Sama kotka nie widziała jednak, że młodsza, mimo iż z boku, tak uważnie ją obserwuje. Nie robiła nic szczególnego. Po prostu usiadła przy wejściu, nie przerywając niebieskiej w opowieści, jednak w pewnym momencie Poziomka ujrzała burą szylkretkę, kiedy na jej pysku pojawił się uśmiech.
— Pani Krokus! Dzień dobry! Przyniosła nam Pani jedzenie? — zawołała, kiedy błękitnooka starała się sobie przypomnieć, czy ta wojowniczka (ponieważ taką rangę obstawiała po jej zapachu) już kiedyś je odwiedziła. W końcu skąd czarna mogła znać jej imię? A przynajmniej jego część? Chyba że mawiało się na nią „Pani Krokus” lub jako (chyba) jedyna z dorosłych kotów nosiłaby imię jednoczłonowe.
— Dzień dobry — odmiauknęła, schylając się do jej siostry na niebezpiecznie bliską odległość. A przynajmniej w mniemaniu istotki.
— Wam i waszej opiekunce. Dzień dobry, Dryfujący Fluorycie. Zmiana roli naprawdę ci służy — uśmiechnęła się do wiecznej królowej, która odwzajemniła uśmiech.
— Zaczynam rozumieć, dlaczego Rozkwitająca Szanta oraz jej babcia, Brzęczkowy Trel, chodziły ciągle uśmiechnięte, nawet wtedy, gdy kocięta o mało co nie rozniosły w trakcie zabawy kociarni. Daj, pomogę ci. — Mówiąc to, sięgnęła po dużego królika, którego przytargała Krokus.
Burka w tym samym czasie powoli podniosła się do pozycji siedzącej, nie spuszczając spojrzenia z szylkretki ani na chwilę. W końcu mogła okazać się zagrożeniem dla którejś z jej kochanych siostrzyczek.
— Sama go upolowałaś?
— Nie. Pomógł mi Oskrzydlony Ognik i Żywiczna Łapa. Właściwie... ja nic nie zrobiłam. — kocica, mówiąc to, położyła po sobie uszy, wlepiając spojrzenie w kamienne podłoże.
— To im należą się podziękowania — dodała, gdy Poziomka uczepiła się łapy starszej. W tym samym czasie Porzeczka już dobrała się do uszatego stworzonka, wbijając w nie swoje małe kiełki.
— Zostaniesz i zjesz z nami? — spytała Fluoryt, na co przyozdobiona w kwiaty kotka odparła:
— W sumie... czemu nie.
No tak więc została tam jeszcze chwilkę, czasem rozmawiając o czymś z królową, po czym wyszła, żegnając się.
Malinka podczas spotkania chodź tak krótkiego, nie odniosła żadnego złego wrażenia o wojowniczce. Miała wręcz wrażenie, że jest ona krucha i za wszystko obwinia swoją osobę. Błękitnooka postanowiła, że kiedy już zostanie uczennicą, to kiedyś spróbuje ją lepiej poznać.
Aktualnie
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁
Nieboskłon otworzyła oczy, czując, jak coś ściska się w jej żołądku. Choć lubiła wychodzić na treningi i rozmawiać z innymi kotami, tak bardzo brakowało jej kochanych siostrzyczek i boku. Czuła się bez nich okropnie. Nie dość, że gdyby coś im się stało, to nie miałaby jak ich bronić, ale w dodatku… Po prostu miała wrażenie, że są jej nieodłączną częścią i przebywanie gdziekolwiek bez nich, było dla niej okropne. Mimo to bura wstała, nie chcąc dostać po uszach od kogokolwiek, że nie wstała na czas. Udała się do sterty zwierzyny, mając zamiar tam poczekać na Lotosowy Pąk, kiedy ujrzała cztery koty idące wzdłuż tunelu wyjściowego. Malinka niekoniecznie zwróciła uwagę na pozostałych, skupiając się na burej, która niosąc w pysku dwie myszy, zmierzała w jej kierunku. Kiedy jedna z nich wylądowała na stercie, młodsza odezwała się, swoimi ślepiami w kolorze lodowca wpatrując się w wojowniczkę.
— Dzień Dobry… Jak Cię zwą? Wybacz, lecz siostry me zdradziły mi jedynie część imienia twego, same nie znając całego. Ja jestem Nieboskłonna Łapa.
Szylkretka sama zaskoczyła się swoją wypowiedzią, nie wiedząc, jak w jej głowie ułożył się ry, choć jej pysk, pozostawał niezmienny. Nie miała zamiaru pokazać nic, dopóki nie upewni się, że Krokus nie stanowi zagrożenia.
< Krokus? >
[618 słów, trening kronikarza Nieboskłonnej Łapy]