Pewnego dnia do nory zajrzał rudy kocur, który już jakiś czas temu się tu zjawił przy przynoszeniu zwierzyny i przedstawił się jako Tygrysia Noc, wspominając coś, że to on będzie jej mentorem. Kotka zastrzygła uszami, zaintrygowana odwiedzinami.
— Witaj Kasjopejo, dziś twój dzień! — rzekł. — Wreszcie stąd się uwolnisz. Chodź za mną.
Pręguska pierwszy raz od dawna westchnęła z radością. Wstała, a gdy kocur wyszedł, ona za nim. Gdy wreszcie znalazła się na otwartej przestrzeni po raz pierwszy od dawna, przeciągnęła się, zginając grzbiet w łuk, po czym wyciągnęła łapy przed siebie, zaczepiając się pazurami o ziemię, a jej ogon zadrżał z ulgi. Gdy skończyła, zamrugała parę razy, by dostosować swoją wizję do świata zewnętrznego. Tygrysiej Nocy zadrżały wąsy z rozbawienia, gdy widział, jak Kasjopeja delektuje się swoim pierwszym pobytem poza norą po tak długim czasie. Oboje się uśmiechnęli i spokojnym krokiem podeszli pod pień, na którym prawdopodobnie odbędzie się mianowanie. Ciekawe, czy pozostawią jej imię, czy zmienią? Dzień był cudowny, można by rzec, że idealny. Nie było gorąco, lecz przyjemnie ciepłe powietrze dawało ulgę. Gdzieniegdzie widać było kolorowe listki opadające z drzew, pozostawiając nagie gałęzie. Nieba Kasjopeja niestety nie widziała przez gęste gałęzie znad obozu, lecz mogła się spodziewać, iż było ono upstrzone chmurami.
Ułożyła swoją sierść jeszcze prędko, zanim dojrzała gdziekolwiek panią lider. Jej futro było bardziej splątane niż zwykle, gdy się pokazuje innym kotom. Wynikało to z faktu, że nie spodziewała się mianowania będącego zaplanowanego na dziś.
— Nie musisz się stresować — zabrzmiał koło niej głos Tygrysiej Nocy, na co liliowa się wzdrygnęła. — Zalotna Gwiazda lada moment ci nada imię i będziemy mogli się zabrać za przedstawienie tobie wszystkiego. — Położył łapę na barku kotki, okazując wsparcie.
— Dziękuję — mruknęła i dokończyła porządkowanie futra. Wreszcie pozbyła się najbardziej wpadających w oko kołtunów i brudu z ziemi, na której była zmuszona leżeć taki kawał czasu. Dokładniej oczyści się potem, teraz już czasu mogło być niewystarczająco.
Wyprostowała się i przybrała dumną i pewną siebie postawę. Ogon owinęła wokół łap, a oczy utrzymywała półprzymknięte. Niedługo po tym przywódczyni nadeszła. Tak długo Kasjopeja musiała znosić siedzenie w jednym miejscu właśnie by dojść do tego momentu. Po zostaniu uczniem będzie miała wystarczająco dużo do roboty. Tyle że nie będzie się już jej nudziło. Zalotna Gwiazda stanęła na pniu i zawołała:
— Niech wszystkie koty na tyle dorosłe, żeby polować, zbiorą się na zebranie klanu! — Kocica zmierzyła byłą samotniczkę wzrokiem w czasie gdy inne koty dopiero się zbierały. Kasjopeja pozostawała wyprostowana, jakby nietknięta obecnością masy kotów i przeszywającym wzrokiem szylkretowej arlekinki. W środku jednak gotowała się od stresu. Nie powinna się tak bać, bo niby jaki był ku temu powód? Była przecież stawiana w gorszych sytuacjach. Gdyby mogła, westchnęłaby, ale musiała pozostać niewzruszona i czujna. Straciłaby wtedy w oczach innych kotów potencjał do bycia jednym z nich, a nie mogła do tego dopuścić. Gdy koty już się zebrały, wreszcie uniosła wzrok z powrotem na przywódczynię, strzygąc uszami. Stanęła wyprostowana, napuszając lekko sierść na klatce piersiowej.
— Kasjopejo, minęły dwa księżyce, odkąd postawiłaś łapę w naszym obozie, a teraz będziesz mogła wykazać, że jesteś godna, by pozostać w naszych kręgach. Od dziś, aż do dnia otrzymania imienia wojownika będziesz znana jako Jesionowa Łapa, a twoim mentorem będzie Tygrysia Noc. Tygrysia Nocy, na pewno przekażesz Jesionowej Łapie całą swoją wiedzę. — Głos Zalotnej Gwiazdy rozległ się w obozie.
Kasjopeja — a raczej Jesionowa Łapa — rozszerzyła oczy na dźwięk jej nowego imienia. Powtórzyła sobie je kilka razy w głowie, dostosowując się do jego brzmienia. Tygrysia Noc lekko szturchnął ją w ramię i sięgnął do niej głową, po czym zetknęli się nosami. W międzyczasie rozległo się skandowanie jej imienia. Nie było pokaźne czy tak entuzjastyczne, jakie byłoby w przypadku prawdziwego członka klanu, lecz wciąż nowo mianowana poczuła dumę i się uśmiechnęła. Gdy obóz ucichł, koty się zaczęły rozchodzić. Jesionowa Łapa westchnęła i spojrzała na Tygrysią Noc.
— Jeśli chcesz, możemy natychmiast się zająć przedstawieniem tobie terenów. — Kocur posłał jej ciepły uśmiech.
— Oczywiście. Wreszcie ruszę zad i trochę rozchodzę zesztywniałe nogi — zaśmiała się, na co rudy zachichotał i wstał, kierując kotkę w stronę wyjścia z obozu.
Gdy wyszli, Jesionowa Łapa miała szansę zobaczyć niebo w miejscach, gdzie gałęzie się rozrzedzały. Białe chmury mozolnie ścigały się pod popołudniowym niebem, jednak nie przeszkadzały one zbytnio w tym, by do ziemi doszły promienie słońca, które wciąż ocieplały ziemię, lecz w przyjemny sposób. Teraz gdy lato się skończyło, taki spacer był relaksujący i błogi.
Pręguska węszyła raz po raz, bliżej poznając zapachy lasu. W końcu teraz to tu będzie jej dom. Ponownie zatęskniła za zapachem lawendy i rumianku, toteż zaczęła się rozglądać za choć najmniejszymi kępkami tych kwiatów.
— Musisz poznać najpierw granice, żebyś nam przypadkiem nie wymaszerowała do innego klanu — rzekł nagle Tygrysia Noc. Nowo mianowana stanęła i zamrugała dwa razy.
— Racja — odparła i dostosowała krok do kocura.
Resztę dnia Jesionowa Łapa zwiedzała terytorium, poznając wszystkie najważniejsze punkty orientacyjne i dowiedziała się od mentora, jak ogólnie prezentują się inne klany. Dzień kotka zakończyła jeszcze roznoszeniem zwierzyny do starszyzny i do żłobka. Nigdy nie widziała takich drobnych kociąt z bliska jak tego wieczoru. Liliowa znalazła w legowisku uczniów miejsce na swoje posłanie i zrobiła je z resztek mchu, jakie znalazła. Gdy się w nim ulokowała, ze zmęczenia zasnęła niedługo po tym, zapominając o kolacji i wieczornej pielęgnacji.
— Witaj Kasjopejo, dziś twój dzień! — rzekł. — Wreszcie stąd się uwolnisz. Chodź za mną.
Pręguska pierwszy raz od dawna westchnęła z radością. Wstała, a gdy kocur wyszedł, ona za nim. Gdy wreszcie znalazła się na otwartej przestrzeni po raz pierwszy od dawna, przeciągnęła się, zginając grzbiet w łuk, po czym wyciągnęła łapy przed siebie, zaczepiając się pazurami o ziemię, a jej ogon zadrżał z ulgi. Gdy skończyła, zamrugała parę razy, by dostosować swoją wizję do świata zewnętrznego. Tygrysiej Nocy zadrżały wąsy z rozbawienia, gdy widział, jak Kasjopeja delektuje się swoim pierwszym pobytem poza norą po tak długim czasie. Oboje się uśmiechnęli i spokojnym krokiem podeszli pod pień, na którym prawdopodobnie odbędzie się mianowanie. Ciekawe, czy pozostawią jej imię, czy zmienią? Dzień był cudowny, można by rzec, że idealny. Nie było gorąco, lecz przyjemnie ciepłe powietrze dawało ulgę. Gdzieniegdzie widać było kolorowe listki opadające z drzew, pozostawiając nagie gałęzie. Nieba Kasjopeja niestety nie widziała przez gęste gałęzie znad obozu, lecz mogła się spodziewać, iż było ono upstrzone chmurami.
Ułożyła swoją sierść jeszcze prędko, zanim dojrzała gdziekolwiek panią lider. Jej futro było bardziej splątane niż zwykle, gdy się pokazuje innym kotom. Wynikało to z faktu, że nie spodziewała się mianowania będącego zaplanowanego na dziś.
— Nie musisz się stresować — zabrzmiał koło niej głos Tygrysiej Nocy, na co liliowa się wzdrygnęła. — Zalotna Gwiazda lada moment ci nada imię i będziemy mogli się zabrać za przedstawienie tobie wszystkiego. — Położył łapę na barku kotki, okazując wsparcie.
— Dziękuję — mruknęła i dokończyła porządkowanie futra. Wreszcie pozbyła się najbardziej wpadających w oko kołtunów i brudu z ziemi, na której była zmuszona leżeć taki kawał czasu. Dokładniej oczyści się potem, teraz już czasu mogło być niewystarczająco.
Wyprostowała się i przybrała dumną i pewną siebie postawę. Ogon owinęła wokół łap, a oczy utrzymywała półprzymknięte. Niedługo po tym przywódczyni nadeszła. Tak długo Kasjopeja musiała znosić siedzenie w jednym miejscu właśnie by dojść do tego momentu. Po zostaniu uczniem będzie miała wystarczająco dużo do roboty. Tyle że nie będzie się już jej nudziło. Zalotna Gwiazda stanęła na pniu i zawołała:
— Niech wszystkie koty na tyle dorosłe, żeby polować, zbiorą się na zebranie klanu! — Kocica zmierzyła byłą samotniczkę wzrokiem w czasie gdy inne koty dopiero się zbierały. Kasjopeja pozostawała wyprostowana, jakby nietknięta obecnością masy kotów i przeszywającym wzrokiem szylkretowej arlekinki. W środku jednak gotowała się od stresu. Nie powinna się tak bać, bo niby jaki był ku temu powód? Była przecież stawiana w gorszych sytuacjach. Gdyby mogła, westchnęłaby, ale musiała pozostać niewzruszona i czujna. Straciłaby wtedy w oczach innych kotów potencjał do bycia jednym z nich, a nie mogła do tego dopuścić. Gdy koty już się zebrały, wreszcie uniosła wzrok z powrotem na przywódczynię, strzygąc uszami. Stanęła wyprostowana, napuszając lekko sierść na klatce piersiowej.
— Kasjopejo, minęły dwa księżyce, odkąd postawiłaś łapę w naszym obozie, a teraz będziesz mogła wykazać, że jesteś godna, by pozostać w naszych kręgach. Od dziś, aż do dnia otrzymania imienia wojownika będziesz znana jako Jesionowa Łapa, a twoim mentorem będzie Tygrysia Noc. Tygrysia Nocy, na pewno przekażesz Jesionowej Łapie całą swoją wiedzę. — Głos Zalotnej Gwiazdy rozległ się w obozie.
Kasjopeja — a raczej Jesionowa Łapa — rozszerzyła oczy na dźwięk jej nowego imienia. Powtórzyła sobie je kilka razy w głowie, dostosowując się do jego brzmienia. Tygrysia Noc lekko szturchnął ją w ramię i sięgnął do niej głową, po czym zetknęli się nosami. W międzyczasie rozległo się skandowanie jej imienia. Nie było pokaźne czy tak entuzjastyczne, jakie byłoby w przypadku prawdziwego członka klanu, lecz wciąż nowo mianowana poczuła dumę i się uśmiechnęła. Gdy obóz ucichł, koty się zaczęły rozchodzić. Jesionowa Łapa westchnęła i spojrzała na Tygrysią Noc.
— Jeśli chcesz, możemy natychmiast się zająć przedstawieniem tobie terenów. — Kocur posłał jej ciepły uśmiech.
— Oczywiście. Wreszcie ruszę zad i trochę rozchodzę zesztywniałe nogi — zaśmiała się, na co rudy zachichotał i wstał, kierując kotkę w stronę wyjścia z obozu.
Gdy wyszli, Jesionowa Łapa miała szansę zobaczyć niebo w miejscach, gdzie gałęzie się rozrzedzały. Białe chmury mozolnie ścigały się pod popołudniowym niebem, jednak nie przeszkadzały one zbytnio w tym, by do ziemi doszły promienie słońca, które wciąż ocieplały ziemię, lecz w przyjemny sposób. Teraz gdy lato się skończyło, taki spacer był relaksujący i błogi.
Pręguska węszyła raz po raz, bliżej poznając zapachy lasu. W końcu teraz to tu będzie jej dom. Ponownie zatęskniła za zapachem lawendy i rumianku, toteż zaczęła się rozglądać za choć najmniejszymi kępkami tych kwiatów.
— Musisz poznać najpierw granice, żebyś nam przypadkiem nie wymaszerowała do innego klanu — rzekł nagle Tygrysia Noc. Nowo mianowana stanęła i zamrugała dwa razy.
— Racja — odparła i dostosowała krok do kocura.
* * *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz