I tak właśnie depcząc po nich, wracała ze spaceru z Topolą. Kocur wydawał się nieco nerwowy, więc kotka szturchnęła go barkiem.
— Wypluj to z siebie.
— Oh-? Co? Ja nic… — miauknął jakby wyrwany z głębokich przemyśleń.
Odchrząknął po chwili.
— Piękna moja, czy… — uciekł niezręcznie wzrokiem w bok. — Myślałaś kiedyś nad posiadaniem gromadki kociąt?
Figa przystanęła w szoku. Otworzyła szerzej oczy, po chwili je mrużąc. Dlaczego kocur o tym wspominał?
— Raczej nie — przyznała szczerze.
— Ojej, rozumiem — odparł. Zdawał się… zawiedziony?
Ruszyli dalej, jednak Figę mocno gnębił obraz przybitego partnera. Czekoladowa poruszyła wąsami w zamyśleniu. Topola myślał o dzieciach, pomimo niemłodego wieku.
— Dlaczego pytasz? — odezwała się w trakcie marszu. — Czy dzieci Jeżyny nie są wystarczające?
Figa chyba zbyt ostro ujęła swoje myśli, gdyż Topola spochmurniał. Kotka zganiła się w myślach.
— Znaczy…
— Jest w porządku, skarbie — mruknął. Wahał się chwilę, nim na jego pyszczek wstąpił delikatny uśmiech. — Bo wiesz… kocham dzieci mojej siostry. Nawet jej wnuki! Ale mam takie marzenie… o moich własnych kociętach. O słodkich kuleczkach, które mógłbym tulić każdego wieczora do snu, opowiadać o Wszechmatce, przynosić rozmaite zabawki, a gdybym patrzył w ich mordki, widziałbym swoje geny lub mojej wspaniałej ukochanej.
Figa poczuła się nieswojo, gdy prawił jej te komplementy. Może nie celowo, ale czuła jakby chciał ją urobić. Przekonać, by spróbowali. W końcu… Co szkodzi? Najwyżej się nie uda.
Lecz problem leżał gdzieś indziej. Figa nigdy nie była dobra z dziećmi, nie potrafiła się nimi zająć tak, jak trzeba, wbić do głowy potrzebnych nauk. Nawet z Czerwcem jako uczniem ciągle szukała zwady. Jak miałaby spełnić się w roli matki? Przecież po jej naukach te dzieci wyrosłyby na małe demony.
Wahała się dłuższą chwilę, nim postanowiła odpowiedzieć.
— Nie myślisz… że jest trochę późno? N-Na takie decyzje… — mruknęła nieswojo. Dziwny temat, w końcu dopadł i ją.
— Oh! Tak, przeszło mi to przez myśl, jednak wciąż nie jest za późno. Po prostu powoli się robi. Nie chciałbym też Cię zmuszać, bo to w końcu Twoje ciało.
— Oh przestań, Topola, doskonale wiesz, że Ci ulegnę, jeśli mnie odpowiednio poprosisz — warknęła, będąc nieco zirytowaną. — Ja po prostu… Nie widzę się w roli matki. Przecież nie dam rady ich wychować na dobre koty! Spójrz na mnie!
— Patrzę cały czas — posłał jej uśmiech. — I jesteś najpiękniejszą istotą w tym lesie. Twoje futro jest najmiększe, a charakterek ognisty, palący jak słońce Pory Zielonych Liści.
— Weź… — spaliła buraka, odwracając głowę.
— Figo, moje serce należy do Ciebie — oznajmił. — Kocham Cię i chciałbym mieć z Tobą kocięta, jeśli się zgodzisz.
— Ale ja nie dam rady ich wychować! — miauknęła przejęta. — Boję się, że zrobię im przypadkiem krzywdę… albo nie nauczę tego, co trzeba! I co wtedy? Cały Owocowy Las będzie wytykać ich palcami!
Topola zatrzymał się, ogonem gładząc jej bok. Otarł się o partnerkę, mrucząc głośno, pomagając ukoić nerwy zwiadowczyni.
— Jeśli… jeśli Ty je wychowasz, to możemy spróbować… — szepnęła skrępowana. Posiadanie, wychowywanie kociąt to był trudny temat, zupełnie obcy dla przebojowej Figi. Dereńka nie miała swoich, a Szakłak zmarł dawno temu. Tak naprawdę… po niej ich ród by się zakończył. Malinek nie miałby wnuków, które mógłby oglądać gdzieś tam, latając pod swą ptasią postacią.
Oczy Topoli rozbłysły.
— Naprawdę? — zapytał.
— N-No tak! A-Ale nie wiem, czy się uda! — miauknęła. — Więc nie nastawiaj się zbytnio… uhh zrobię, co mogę, ale nie wiem, czy są jakieś zioła na płodność i w ogóle…
— Nie martw się, skarbie! Będzie dobrze — wymruczał.
~*~
Od tamtej pory przynosił jej najdorodniejsze piszczki, a wieczorami snuł domysły. Czy urodzą się córeczki, a może synowie? Być może będzie jedynakiem? Czy odziedziczy po Fidze klapnięte uszka, a po nim czarno białe futro?
Zwiadowczyni była nieco przytłoczona tym wszystkim. Zamknęła się w sobie, leżąc na posłaniu, wychodząc codziennie na spacery, odwiedzając groby Malinka i Muchy. Opowiadała im wszystko, przynosiła kwiaty, dekorowała groby.
W tym samym czasie w Owocowym Lesie zapanowała epidemia. Zabierała kolejne koty. Rokitnika, który na koniec okazał się mordercą Osetka. Żmiję, Żagnicę… Figa obserwowała wszystko, a jej brzuch rósł. Stworzono oddzielne miejsce dla zakażonych i robiono wszystko, by choróbsko nie dotknęło innych kotów. Topola bardzo się martwił, bardzo. Niemal kazał wszystkim stróżować przy swojej ciężarnej partnerce, co Figa skutecznie przerywała. Nie potrzebowała ochroniarzy, doskonale umiała o siebie zadbać i unikać zakażenia. Ona, pomimo że nie mówiła głośno, też chciała urodzić zdrowe dzieci. Chociaż chodzenie w ciąży było dla niej abstrakcją, nie zamierzała pozwolić tym zarazkom dostać się do jej wnętrza.
Z czasem czuła kopnięcia, ruch, a jej organizm miał coraz to nowsze problemy. Bóle stawów od ciężkiego brzucha, trudności z szybkim chodzeniem, zachcianki. Topola stawał na wąsach, by zdobyć różne dziwactwa, których akurat tym razem zachciało się kotce. Figa warczała na uczniów, którzy nieumiejętnie rozkładali mech, dając im lekcje wychowania. Nawet Czereśnia czasem wpadał, by z nią pogadać. Chyba poniekąd był dumny z uczennicy, w końcu tyle osiągnęła. Była ważnym członkiem społeczności, a teraz w tym trudnym czasie wspomoże ich, rodząc kocięta. Figa mocno trzymała kciuki za nienarodzone dzieci, by okazały się nową nadzieją dla nękanych katastrofami Owocniaków.
Wieczorami, gdy Topola czyścił jej futro i pielęgnował, ona głaskała swój brzuch. Rozmawiali o tym, jakie imiona im nadadzą, ale też o zasadach, które chcieli wprowadzić.
— Jak tylko zaczną jeść mięso, przejmujesz wychowanie — oznajmiła któregoś wieczora Figa.
— Zamierzasz wrócić do swoich obowiązków? — zapytał łagodnie, liżąc ją po szyi.
— Tak — odparła. — Wykarmię je i zadbam tak, jak najlepiej umiem… Jeżyna mi trochę opowiadała, Miodunka też więc nieco wiem co mam robić… ale nie zamierzam tu siedzieć, aż zostaną uczniami, bo osiwieję!
— Haha, w porządku, piękna — zgodził się. — Zadbam o ich naukę oraz edukację, a Ty będziesz mogła chodzić na przygody!
— A żebyś wiedział! — odparła hardo z uśmiechem. — Będę wam przynosić zabawki, które znajdę. O!
— Haha. Nie mogę się doczekać.
I tak mijały im dni. Pełne snucia planów na przyszłość, pomimo niepokojącej sytuacji Owocowego Lasu. Starali się myśleć pozytywnie, szukając inspiracji do imion, albo gdy Figa wyciągała informacje od swoich znajomych matek. Była zaskoczona ich otwartością i chęcią pomocy, ale również wdzięczna, co mogła nieco pokracznie okazywać. Niemniej, chyba wszyscy w Owocowym Lesie czekali na te kocięta. Figa jedynie trzymała kciuki, by wdały się charakterem w ojca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz