– Te paskudy Kminkowego Szumu wrzuciły mi obślizgłą salamandrę do legowiska – poskarżyła się Ognista, narzekając na "dzisiejszą młodzież". Na słowo "salamandra" Szafirkowy Wiatr przeniosła spojrzenie na śpiącą Czuwającą Salamandrę. – Niewychowana hałastra, ale to nic dziwnego, skoro ich matka jest samotniczką, a ich ojciec, mimo że był synem burzaka, urodził się w dziczy. Gdyby Rozkwitająca Szanta żyła, nie pozwoliłaby, aby kocięta wprowadzały chaos w obozie i dokuczały starszym, a tym bardziej nie pozwoliłaby im się wymknąć na zgromadzenie... co prawda ona była jego siostrą, ale potrafiła się zachować i była wieczną królową. Gdyby to były moje kocięta, chyba bym się zapadła pod ziemię. Wstyd.
– Jestem pewna, że jeszcze parę księżyców i wyrosną z tych psot. Chociaż, jakby spojrzeć na to z drugiej strony, są całkiem mądre na swój sposób i odważne, skoro nie bały się w takim młodym wieku udać się na Bursztynową Wyspę. Nie chcę ich usprawiedliwić, ale to są przecież jeszcze kocięta... Większość z nich ma głupie pomysły, głównie z nudów.
– Niewychowane kocięta. I raczej nie wyrosną z tego, a z wiekiem będzie tylko gorzej. Wiem to. Skoro nie czuły respektu przed obliczem liderów to będą z nimi kłopoty. Nie będą chcieli polować, nie będą słuchać starszych, a może nawet wyrosną na zdrajców. Klanie Gwiazdy, miej nas w opiece! – jęknęła dramatycznie, przyciskając łapę do czoła.
Wełnista Mszyca westchnęła. Wątpiła, czy kociętom Kminkowego Szumu jest pisana taka przyszłość. Była pewna, że z tego wyrosną, a póki były kociętami, można było im przecież pozwolić na trochę więcej. Ona jedynie raz zrobiła coś głupiego za młodu, a było to wymknięcie się nocą z obozu. Jednak gdyby tego nie uczyniła, nie spotkałaby Mglistego Snu. To znaczy, być może spotkałaby go później, ale czy udałoby im się rozwinąć w taki sposób relację? No i nie miałaby przecież czego wspominać na stare lata.
– Znam to spojrzenie – zamruczała Ognista Piękność, a na jej pysk wkradł się uśmiech. – Jakiś kocur zaprząta twoje myśli. Mam nadzieję, że to nie Oskrzydlony Ognik. Hm, Księżycowy Odłamek?
– N-nie. To znaczy, tak, pomyślałam przed chwilą o pewnym kocurze, ale on nie należy do naszego klanu. Jest, to znaczy był, bardzo miły, kiedy miałam przyjemność z nim porozmawiać... na zgromadzeniu. Na dwóch ostatnich go nie było i zastanawiałam się, czy u niego jest wszystko dobrze. – Położyła po sobie uszka. Ognista Piękność nie musiała wiedzieć, że spotykali się na granicy, a tym bardziej nie musiała znać jego tożsamości.
– Miejmy nadzieję, że tak właśnie jest. Skoro ostatnio się nie pojawił, być może jest kontuzjowany. Bądź dobrej myśli, jestem pewna, że na kolejnym uda się wam spotkać.
Ognista Piękność, gdy tylko miała na to ochotę, potrafiła być miła i wspierająca. Może dlatego, że Wełna zrobiła dla niej ten olejek? Możliwe.
Wełnista Mszyca, kończąc swojej obowiązki wobec starszyzny, skierowała się przed powrotem do Skruszonej Drzewa, zajrzała jeszcze do Brzozy i jej kociąt. Maluchy jak zwykle rozpierała energia. Albinoska minęła trójkę braci i podeszła do ich matki. Zaproponowała kocicy udanie się z synami do Łapkowa, aby kocięta mogły spożytkować nieskończoną ilość swojej energii. Zresztą, na pewno by się ucieszyły, mogąc brodzić w basenie pełnym pierza i poruszać się po sensorycznej ścieżce.
~~~
Krokusowa Kruchość była częstym gościem w legowisku medyków, głównie za sprawą swego wątłego zdrowia. Kotka miała trudności z oddychaniem i prawdopodobnie dochodziło coś jeszcze, co uniemożliwiało kotce dorównania sprawnością do swoich sióstr czy wojowników. Wełnista Mszyca, wpatrując się w córkę Poczciwego Dziwaczka, w jej szmaragdowe oczy, nie miała żadnych wątpliwości, że buraska jest pamiątką po zmarłym wojowniku. Jako jedyna z miotu miała jego oczu, kolor jego futra, jak i również słabe ciało. Oboje byli krusi.
Wełnista Mszyca przyniosła świeży mech pacjentce, która po przeżuciu kory i zejściu opuchlizny z policzka, była w stanie w końcu normalnie się napić, a tym bardziej coś zjeść.
Przypomniała sobie o tym, jak kiedyś zapytała się kotki, gdy ta była świeżo mianowaną uczennicą, czy nie chciałaby może szkolić się na uczennicę medyka. Chciała oszczędzić burej częstych wizyt u medyków jako pacjentka, jak i napadów kaszlu po treningu biegów. Krokus, mimo, że wydawała się zaciekawiona opcją, jaką była zmianą roli, pokręciła głową i poinformowała albinoskę, że chce zostać wojowniczką. Tak jak jej mama i jej tata.
Wyleczeni: Krokusowa Kruchość
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz