Przeszłość
— Nie najlepiej — przyznała cicho. — Ale wspięłam się na pierwszą gałązkę. To nie dużo, ale jak na pierwszy raz… — mruknęła speszona, a potem znów westchnęła, spuszczając wzrok, który wcześniej miała utkwiony w sylwetce brata. — Ale mnie też Fruczak musiał ściągać.
— Chyba wolę budować legowiska z Kasztanką… Albo pomagać uzdrowicielom — stwierdziła po chwili. — A ty, co najbardziej w sumie lubisz w treningu? — Zerknęła ponownie na brata.
— Czyli w sumie oboje mieliśmy raczej kiepski dzień treningowy — podsumował, kończąc powoli konsumpcję myszy, którą wybrał ze stosu, kiedy tylko wrócił z pechowego treningu. — W sumie to nie wiem, co lubię najbardziej. Choć na pewno nie przepadam za Konającym Bukiem… Ale tak to chyba nie mam ulubionej części treningu — przyznał lekko zamyślony, aż niespodziewanie go olśniło. — A nie, jednak wiem! Lubię drażnić Żagnicę i z nim walczyć, każdy sparing z nim jest bardzo wartościowy — wyjaśnił, powoli podnosząc się z dotychczasowego miejsca.
— Już idziesz? — spytała kotka z lekkim smutkiem w głosie, sprawiając wrażenie, jakby kompletnie zignorowała samą wypowiedź brata.
— Niestety, ale musimy częściej rozmawiać — odparł, a następnie zebrał resztki po piszczce, by nie zaśmiecać nimi centrum obozu.
«★»
Obecnie
— Dobrze, ale spróbuj użyć więcej siły — poinstruował van, stojąc nad powalonym na ziemię uczniem.
— Daje Ci fory, rozlazły ślimaku — rzucił zaczepnie, dusząc w sobie fakt, iż nigdy nie będzie tak silny, jak inni wojownicy w Owocowym Lesie. Nie ważne jak będzie się starał, to jego fizjologia mu na to nie pozwoli — może i miał coraz bardziej widoczny zarys mięśni, lecz one nigdy nie będą pełnić tej samej funkcji, co u innych. Czekoladowy nigdy nie będzie tak potężnie zbudowany, by móc walczyć w ofensywie, jednakże to nie skreślało go całkowicie jako przyszłego wojownika Owocniaków. Głównie ze względu, iż mimo wszystko jego kończyny były bardzo wytrzymałe, podobnie jak cały organizm, więc toczenie długich potyczek nie było niemożliwe.
— Te fory to możesz sobie wsadzić pod zapchlony ogon. Wstawaj, chyba że mam przekazać Pieczarce, że jednak nic z ciebie nie będzie jako wojownik naszej społeczności. — Jak na zawołanie Smuga podniósł się z ziemi. Jego oddech był nieco bardziej niż lekko przyspieszony, sierść zakurzona i brudna od ziemi, jednak nic więcej nie wskazywało to, by już od jakiegoś czasu niemal bez przerwy odbywał sparing z mentorem.
— Mysi móżdżek z ciebie. Nie pozwolę, by tyle księżyców treningów poszło na marne, więc walczmy dalej! — oznajmił hardo, napinając mięśnie.
Wyćwiczonym do perfekcji ruchem, Żagnica zaatakował młodszego potężnym machnięciem łapy, jednakże ta jedynie przecięła powietrze, lądując twardo na ziemi w miejscu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej stał gotowy do potyczki młodzieniec. Żółtooki dużo czasu nie potrzebował, by wykorzystać swoją zadziwiającą zwinność i szybkość, aby ulotnić się z dotychczasowego miejsca i znaleźć się prawej stronie wojownika. Następnie skoczył na jego grzbiet, zębami uczepiając się skóry w miejscu, za które łapała kotka swoje młode. Kiedy tylko Smuga miał pewność, że Żagnica tak łatwo go nie zrzuci, zaczął go kopać silnymi tylnymi łapami w grzbiet. W tym czasie van próbował go dosięgnąć, lecz był poza zasięgiem jego zębów oraz pazurów, więc po chwili przetoczył się po ziemi, chcąc zmiażdżyć ucznia swoim ciężarem. Ten jednak twardo się trzymał, nawet kiedy oddech opuścił jego zgniatane płuca.
Kocur musiał przyznać, że jego podopieczny zdecydowanie rozwinął się w walce pod jego skrzydłami, dlatego też z coraz większym trudem udawało mu się młodszego, którego porażki nie zniechęcały, a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej nakręcały do działania — dlatego też wojownik czasem musiał go stopować z intensywnością treningów, by ten sobie nic nie zrobił.
Starszy ponownie padł plecami na ziemię, tym razem skutecznie i już po chwili zwisał nad czekoladowym, który starał się go kopnąć tylnymi łapami w odsłonięty brzuch. Nic jednak z tego nie wychodziło, gdyż Żagnica swoimi przednimi kończynami mocno trzymał Sumgę przy ziemi. Długo to nie trwało, ponieważ ten niespodziewanie, zamiast walczyć z oporem, to wykorzystał to, zrzucając z siebie mentora, by prześlizgnąć się kawałek po ziemi i wymierzyć silne kopnięcie w bok vana. Srebrny nie był gotowy na takich ruch, więc niestety przyjął na siebie cały impet ataku i musiał przyznać, że był on dotkliwy. Młodszy wykorzystał zataczającą się pozycję wojownika — podniósł się z ziemi, aby mocno się od niej odbić i skoczyć wręcz do gardła mentorowi. W borsuczym uścisku trzymał Żagnice za newralgiczne i delikatne miejsce, zmuszając żółtookiego do poddania się.
— Nie spodziewałem się, że nadejdzie taki moment — przyznał wojownik nieco ochrypłym głosem przez niedawny chwyt na szyi. — Myślałem, że będę mógł się jeszcze długie księżyce męczyć — dodał, sugerując Smudze, co może zaraz powiedzieć.
— Czy to znaczy?
— Tak, w najbliższym czasie zostaniesz pełnoprawnym wojownikiem Owocowego Lasu.
«★»
Wraz z nadejściem Wysokiego Słońca następnego dnia, odbyła się ceremonia mianowania bicolora na wojownika. Pieczarka nie zwlekała ze zwołaniem Owocniaków, więc już po chwili zainteresowani stali wokół topoli, z której przemawiała liderka.
— Smugo, wystąp. — Wywołany wyszedł z zebranego tłumu, by stanąć samotnie przed obliczem starszej. — Najwyższy czas, abyś dołączył do grona wojowników. Wykazałeś się determinacją i niezłomnością. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i walczyć za jej dobro?
— Przysięgam.
— A zatem witamy cię jako nowego wojownika Owocowego Lasu! — Reszta kotów zaczęła skandować jego imię, a on dumnie spoglądał na rodzinę oraz Żagnicę, który stał tuż obok nich.
Kolejny ważnym wydarzeniem dla Smugi było przejście rytuału Poznania Oblicza Swego Mienia, podczas którego otrzymał dwa nacięcia na prawym uchu, które oznaczały jego nową rangę. Natomiast jego Imię Duszy brzmiało Samotna Turnia Rzucająca Cień o Zmierzchu.
<Kroplo?>
[877 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz