dawno, dawno temu, jeszcze w żłobku
Coś go szturchnęło, jednak nie obudził się. Zamiast jego coś jęknął i jeszcze bardziej zaślinił posłanie, wciskając się w miękki mech. Zagłębiony był w swój sen, w którym to przemierzał zamglone zarośla, wysokie tataraki...
— No Księżyyyc — miauknął znów cicho głos szturchając go jeszcze bardziej agresywnie niż wcześniej. Tym razem zląkł się we śnie... ktoś go wołał. Jakaś dusza zamigotała wśród trzcin, wołając jego imię... jednak, czy na pewno należało ono do niego? Zdawało się jakieś obce. Duchy zaczęły migotać, jakieś potężne żaby wydawały obrzydliwe dźwięki za każdym razem, gdy skakały. Nie widział ich a jednak wiedział, że to one i że musi uważać. Robił teraz za całkiem dobry przysmak, w dodatku coś go szturchnęło, więc zląkł się nieco... a potem trochę wybudził. Przynajmniej był świadom, że otacza go realny świat. Nie pomogło to jednak wcale Śniakowi.
— Nie... Mamo zostaw mnie, jeszcze chwila... — przekręcił się na drugi bok, chowając głowę w łapach.
— Nie uwierzysz co mi się przyśniło!! — Śniątko się nie poddawał, i teraz mówił trochę głośniej, szturchając niebieskiego wręcz w furii. Tak, to zdecydowanie wystarczyło, by malca rozbudzić całkowicie.
— Co ty chcesz — wstał w końcu, jeszcze w pół śnie, mocno poirytowany, z głową ciążącą na boki. A jak się Śniakowi przeszkadzało, jeszcze do tego w dzień, to był taki zły! A teraz co! — Daj mi spać, miałem taki fajny sen... coś o rybach chyba... rybach? — mamrotał, przecierając oczy. Nie, to były żaby... jeszcze przez chwilę miał obrazy w głowie, chociaż szybko zniknęły w ślepych oczach.
— Wiesz że istnieją ptaki o lisich uszkach?! Są całe rude i porywają kocięta takie jak my!!
— Co.... — teraz już całkiem zbity z tropu, wciąż z ciężką głową, skierował głowę w stronę dźwięku, mrużąc oczy bardziej by wyrazić swoje niezadowolenie niż z konieczności i rozdziawiając nieco pyszczek. Wyglądał przy tym, jak roztrzepana kura! Rozumiał co drugie słowo a całość i sens tego, co mówił Śniątko... tak, cóż, nie było ich. Zniknęły. Może mówił coś innego, a Księżyc przez zaspanie źle zrozumiał? Często się to zdarzało, więc... dobra, postanowił lecieć z wiatrem, to może brat pozwoli mu znowu zasnąć. — Skąd wiesz.
— Widziałem je! — odpowiedział tamten nieświadomie półprawdą, widocznie samemu będąc jeszcze nie do końca wybudzonym, siedząc we własnym śnie. — Nazywały się Lisowiczki! Były taaakie duże — pokazał łapką ogrom ich cielska, czego oczywiście Księżyc nie mógł zobaczyć.
— Szeczywiście, ogromne — burknął z wymownym wyrazem na pysku — I co, nie porwały cię jeszcze? — wymamrotał dennie, wciąż w śnie.
— Byłem wtedy Srebrnym Futrem!! — pochwalił się tamten. — Wojownikiem Klanu Czernuszkowego Wąwozu!!
Usiadł i po prostu tak siedział. Bez głosu, bez ruszania uszami, bez komentowania, aż minęła chwila ciszy, podczas której spróbował wyraźnie zrozumieć, jak się teraz czuje, po dostaniu tylu informacji. Był niemal pewien, że jego brat zmyśla i chciał wytknąć mu w pysk, że jest z niego beznadziejny kłamca, z dwóch konkretnych powodów.
a) rzeczywiście niezbyt wierzył w to, co Śniątko mówił i mogło mu się to tylko przyśnić albo wszystko zmyślił, tylko, że gdyby to jednak była prawda...
b)... to jakoś nie mógł przeboleć tego, że Śniątko mógł mieć super przygody, a on nie, więc to by znaczyło, że jego głupi brat jest fajniejszy i jakoś tego nie mógł przełknąć ani przyznać. Więc wolał uznać, że po prostu wszystko jest zmyślone. Proste.
— Ale pszeciesz takiego klanu nie ma... — zauważył po chwili, przeszukując swój umysł w poszukiwaniu informacji jakie zdobył od innych kotów. Całej reszty nie negował. Jego naiwny móżdżek w tym wieku był w stanie w to uwierzyć.
— Jest ukryty na terenie atakowanym przez jeleniówki! To takie koty ale z raciczkami jakie mają jelonki! A pyszczki mają takie jak wilki!!
— I oni mają kłopoty? — spytał, wnioskując po słowie ,,atak", chociaż wciąż się nie obudził do końca.
— Tak! Klan Jastrzębia i Orła próbują zniszczyć ich magiczną sadzawkę dzięki której mogą kontaktować się z przodkami.
— Oh... może powiemy mamie? Albo medykom... ale nie wiem jak wyjść — jęknął, trochę spanikowany, czując się jak w jakimś gorączkowym śnie. Tak, mama to załatwi albo medycy a on będzie mógł spać. Nie chciał mieć na karku jakiejś poważnej sprawy i dodatkowego obowiązku! Odpowiedzialność za ratowanie jakichś obcych klanów? Nie, dzięki.
— Oni nie pomogą! Oni są wierni Klanowi Burzy i Klanowi Gwiazd — mruknął trochę przestraszony z jakiegoś powodu. Czyżby bał się, że Księżyc mógłby coś odkryć? Na przykład małe kłamstewko, które unosiło się w powietrzu od czasu, gdy go brutalnie obudził?
— Ale to nie znaczy, że nie mogą pomóc — szepnął głośno, bardzo desperacko nie chcąc brać w tym udziału. Może gdyby był to czas gdy nie spał i miałby wtedy dobry nastrój i by wiedział, że trzeba gdzieś się ruszać. A tak to był nastawiony na siedzenie w żłobku i spanie. — Przecież mama mówiła, sze trzeba pomagać.
— Nie o to chodzi, Ksieżycowa Łapo!! A co jeśli zdradzą nasze informacje Klanowi Jastrzębia i Orła? Wiem gdzie jest obozowisko Klanu Czarnuszkowego Wąwozu, nei chcę aby ta informacja wypłynęła do tamtych Klanów!!
— A czy jak im pomoszemy po cichu to dasz mi potem iść spać? — spytał płaczliwie, czując się wyciągany za nogi z ciepłego posłania, ignorując fakt, że został nazwany Łapą.
— Jasne że tak! Ale chyba oni też teraz śpią... — mruknął jakby sam do siebie. — Może rzeczywiście będzie lepiej jakbyśmy to przenieśli na jutro.
— To dobsze — ziewnął szeroko — Nikt by nie atakował wroga niewyspany... — nie czekał zbyt długo, szybko zwijając się w wygodny kłębek. Nie pamiętał jednak już nad ranem, co mu się śniło.
Coś go szturchnęło, jednak nie obudził się. Zamiast jego coś jęknął i jeszcze bardziej zaślinił posłanie, wciskając się w miękki mech. Zagłębiony był w swój sen, w którym to przemierzał zamglone zarośla, wysokie tataraki...
— No Księżyyyc — miauknął znów cicho głos szturchając go jeszcze bardziej agresywnie niż wcześniej. Tym razem zląkł się we śnie... ktoś go wołał. Jakaś dusza zamigotała wśród trzcin, wołając jego imię... jednak, czy na pewno należało ono do niego? Zdawało się jakieś obce. Duchy zaczęły migotać, jakieś potężne żaby wydawały obrzydliwe dźwięki za każdym razem, gdy skakały. Nie widział ich a jednak wiedział, że to one i że musi uważać. Robił teraz za całkiem dobry przysmak, w dodatku coś go szturchnęło, więc zląkł się nieco... a potem trochę wybudził. Przynajmniej był świadom, że otacza go realny świat. Nie pomogło to jednak wcale Śniakowi.
— Nie... Mamo zostaw mnie, jeszcze chwila... — przekręcił się na drugi bok, chowając głowę w łapach.
— Nie uwierzysz co mi się przyśniło!! — Śniątko się nie poddawał, i teraz mówił trochę głośniej, szturchając niebieskiego wręcz w furii. Tak, to zdecydowanie wystarczyło, by malca rozbudzić całkowicie.
— Co ty chcesz — wstał w końcu, jeszcze w pół śnie, mocno poirytowany, z głową ciążącą na boki. A jak się Śniakowi przeszkadzało, jeszcze do tego w dzień, to był taki zły! A teraz co! — Daj mi spać, miałem taki fajny sen... coś o rybach chyba... rybach? — mamrotał, przecierając oczy. Nie, to były żaby... jeszcze przez chwilę miał obrazy w głowie, chociaż szybko zniknęły w ślepych oczach.
— Wiesz że istnieją ptaki o lisich uszkach?! Są całe rude i porywają kocięta takie jak my!!
— Co.... — teraz już całkiem zbity z tropu, wciąż z ciężką głową, skierował głowę w stronę dźwięku, mrużąc oczy bardziej by wyrazić swoje niezadowolenie niż z konieczności i rozdziawiając nieco pyszczek. Wyglądał przy tym, jak roztrzepana kura! Rozumiał co drugie słowo a całość i sens tego, co mówił Śniątko... tak, cóż, nie było ich. Zniknęły. Może mówił coś innego, a Księżyc przez zaspanie źle zrozumiał? Często się to zdarzało, więc... dobra, postanowił lecieć z wiatrem, to może brat pozwoli mu znowu zasnąć. — Skąd wiesz.
— Widziałem je! — odpowiedział tamten nieświadomie półprawdą, widocznie samemu będąc jeszcze nie do końca wybudzonym, siedząc we własnym śnie. — Nazywały się Lisowiczki! Były taaakie duże — pokazał łapką ogrom ich cielska, czego oczywiście Księżyc nie mógł zobaczyć.
— Szeczywiście, ogromne — burknął z wymownym wyrazem na pysku — I co, nie porwały cię jeszcze? — wymamrotał dennie, wciąż w śnie.
— Byłem wtedy Srebrnym Futrem!! — pochwalił się tamten. — Wojownikiem Klanu Czernuszkowego Wąwozu!!
Usiadł i po prostu tak siedział. Bez głosu, bez ruszania uszami, bez komentowania, aż minęła chwila ciszy, podczas której spróbował wyraźnie zrozumieć, jak się teraz czuje, po dostaniu tylu informacji. Był niemal pewien, że jego brat zmyśla i chciał wytknąć mu w pysk, że jest z niego beznadziejny kłamca, z dwóch konkretnych powodów.
a) rzeczywiście niezbyt wierzył w to, co Śniątko mówił i mogło mu się to tylko przyśnić albo wszystko zmyślił, tylko, że gdyby to jednak była prawda...
b)... to jakoś nie mógł przeboleć tego, że Śniątko mógł mieć super przygody, a on nie, więc to by znaczyło, że jego głupi brat jest fajniejszy i jakoś tego nie mógł przełknąć ani przyznać. Więc wolał uznać, że po prostu wszystko jest zmyślone. Proste.
— Ale pszeciesz takiego klanu nie ma... — zauważył po chwili, przeszukując swój umysł w poszukiwaniu informacji jakie zdobył od innych kotów. Całej reszty nie negował. Jego naiwny móżdżek w tym wieku był w stanie w to uwierzyć.
— Jest ukryty na terenie atakowanym przez jeleniówki! To takie koty ale z raciczkami jakie mają jelonki! A pyszczki mają takie jak wilki!!
— I oni mają kłopoty? — spytał, wnioskując po słowie ,,atak", chociaż wciąż się nie obudził do końca.
— Tak! Klan Jastrzębia i Orła próbują zniszczyć ich magiczną sadzawkę dzięki której mogą kontaktować się z przodkami.
— Oh... może powiemy mamie? Albo medykom... ale nie wiem jak wyjść — jęknął, trochę spanikowany, czując się jak w jakimś gorączkowym śnie. Tak, mama to załatwi albo medycy a on będzie mógł spać. Nie chciał mieć na karku jakiejś poważnej sprawy i dodatkowego obowiązku! Odpowiedzialność za ratowanie jakichś obcych klanów? Nie, dzięki.
— Oni nie pomogą! Oni są wierni Klanowi Burzy i Klanowi Gwiazd — mruknął trochę przestraszony z jakiegoś powodu. Czyżby bał się, że Księżyc mógłby coś odkryć? Na przykład małe kłamstewko, które unosiło się w powietrzu od czasu, gdy go brutalnie obudził?
— Ale to nie znaczy, że nie mogą pomóc — szepnął głośno, bardzo desperacko nie chcąc brać w tym udziału. Może gdyby był to czas gdy nie spał i miałby wtedy dobry nastrój i by wiedział, że trzeba gdzieś się ruszać. A tak to był nastawiony na siedzenie w żłobku i spanie. — Przecież mama mówiła, sze trzeba pomagać.
— Nie o to chodzi, Ksieżycowa Łapo!! A co jeśli zdradzą nasze informacje Klanowi Jastrzębia i Orła? Wiem gdzie jest obozowisko Klanu Czarnuszkowego Wąwozu, nei chcę aby ta informacja wypłynęła do tamtych Klanów!!
— A czy jak im pomoszemy po cichu to dasz mi potem iść spać? — spytał płaczliwie, czując się wyciągany za nogi z ciepłego posłania, ignorując fakt, że został nazwany Łapą.
— Jasne że tak! Ale chyba oni też teraz śpią... — mruknął jakby sam do siebie. — Może rzeczywiście będzie lepiej jakbyśmy to przenieśli na jutro.
— To dobsze — ziewnął szeroko — Nikt by nie atakował wroga niewyspany... — nie czekał zbyt długo, szybko zwijając się w wygodny kłębek. Nie pamiętał jednak już nad ranem, co mu się śniło.
┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----
— (...) I wtedy Gwiezdni, widząc jak okropnie stworzenie ich zmarniało, nie będąc już w stanie bronić swoją mocą biedny Klan Burzy, postanowili rozdzielić go na trzy części które się w was przemieniły. A przepowiedziane są wam wielkie rzeczy, o tak, tak, w końcu jesteście, bądź co bądź, moimi dziećmi — Alba, korzystając z okazji, że Leszczynowa Wiązka wyszła rozprostować łapy, zajmował się swoim ulubionym hobby pod nazwą pranie dzieciom mózgów. — Będziecie w stanie zwalczyć najgorsze zło pełzające po ziemi, chronić nas przed złymi klanami, przepowiadać przyszłość! — napuszył się — A być może odkryjecie nawet coś, co na zawsze odmieni los biednych burzaków i poprowadzi ich ku lepszej przyszłości, wskazanej przez sam Klan Gwiazdy...
Księżyc gdzieś w tle wraz z braćmi słuchał tej opowieści, co prawda pochłonięty w nią całkiem, jednak niezbyt wierzący w znalezienie czegoś przez pawie dzieci. Przynajmniej nie zewnętrznie. W środeczku jednak zawsze znajdowało się małe i ciche ,,a czemu nie?". W końcu było tyle możliwości i dróg do wyboru w grze zwanej życiem, że była możliwość odkrycia czegoś wspaniałego a patrząc na to, jak wspaniała była trójka albinosów, nie mógł w to za bardzo wątpić i był zafascynowany magicznymi, gwiezdnymi możliwościami. Co mogli ukryć przodkowie? Wielkie skarby? Przepowiednie? Kwiaty? Chciwość kocurka nie znała granic, a jeśli Wróżka by coś odkryła, to przecież na pewno by się z nim podzieliła! W to właśnie wierzył. No a Lotos widział aury! To może znajdzie jakąś aurę czegoś niezwykłego...? Z jego pyska jednak wyszło coś zupełnie innego.
— Ta, może odkryją kim jest nasz stary. — mruknął ciszej do swoich braci. Potem pójdzie spytać Lotosa, czy coś widział i czy może go zabrać na gwiezdną misję.
— A co takiego mielibyśmy odkryć? Co to może być?
— Bo ja wiem? Jakaś druga Gwiezdna sadzawka albo kamień czy drzewo? Zawsze możemy zapytać jeszcze medyków, w końcu to ich rola, by odczytać wasze powołanie. A ostatnio chyba niezbyt sobie z tego zdają sprawę.... — mruknął Alba, wyraźnie z czegoś niezadowolony.
— Druga gwiezdna sadzawka? — powtórzył jak echo Śniątko, powodując, że Księżyc drgnął. Całkowicie zapomniał o istnieniu swojego brata tuż obok. — Taka jak ta od klanu pyłu? — zapytał Śniątko Albę. Oho, zaczyna się. Kocurek nastawił uszy, ciekawy odpowiedzi.
— A i bardzo możliwe, kto wie! — rzucił starszy, przenosząc spojrzenie na młodsze kocię, widocznie zadowolony, że reszta dzieci słucha jego wywodów — Z jakiegokolwiek klanu by ona nie była, pewnie jeszcze jakaś istnieje. W końcu nie może być tylko jedna, wtedy moim dzieciom nie pozostawałoby nic do odkrycia.
— A znasz może Klan Jastrzębia? Albo coś o Klanie Czernuszkego Wąwozu? — zapytał Śniątko, od razu bardziej zaciekawiony.
— O czy znam, oczywiście — napuszył się, chełpiąc się swoją popularnością i "wiedzą". Cóż, przynajmniej kociaki dają się na to łapać, starsi członkowie klanu natomiast... cóż, mają trudności z wierzeniem we wszystkie bajki które opowiada. — W końcu i im trzeba było niegdyś pomóc. Kiedyś poprosili mnie o radę w zakresie rośliny, która to miała im pomóc z jakąś pandemią, a ja, oczywiście, ekhm, skromnie przyjąłem ich prośbę.
— Chodzi o pandemię jeleniówki, prawda? Tą która zmienia koty w jeleniówki? Wiesz, w te koty o wilczych pyskach I jelenich raciczkach — Śniątko jakby dostał zastrzyku energii. Aż dziwnie się tego słuchało w momencie, gdzie zazwyczaj był swoim sennym sobą.
— Hooo? Pewnie tak, głuptaki wcale nie potrafią sobie z niczym poradzić — Alba pokręcił zrezygnowany głową, z lekkim uśmiechem.
— A wiesz o Lisowiczkach i Hrubieżach?!
— Nie ma rzeczy, o których nie wiem chłopcze.
Księżyc w tym momencie poczuł szturchnięcie w bok. Coś pokroju ,,A nie mówiłem?!". W odpowiedzi tylko coś odburknął, przecierając łapą miejsce po szturchnięciu.
— A wiesz może gdzie Klan Jastrzębia i Klan Orła mają swoje gniazdo? Oni przecież próbują zniszczyć Magiczną Sadzawkę!!
Kociak zaczął odpływać, natomiast Alba kontynuował swoją grę, niezbyt myśląc o konsekwencjach.
— Jeden wśród drzew oczywiście, a drugi wśród klifów. W końcu nie mają swoich nazw bez powodu.
— Potrzebujemy zniszczyć ich legowiska!!! Ale nie pozwolą nam wyjść spoza obóz... — mruknął niechętnie.
— Cóż, w takim razie będziecie musieli zaczekać — rzekł obojętnie — Z resztą wątpię, żebyście w ogóle byli w stanie wejść na jakieś drzewo.
— Ale co jeśli zniszczą Magiczną Sadzawkę?! Wystarczy że ominiemy lisowiczki i Hrubieże... Przecież to nie będzie tak niebezpieczne!!!
— Cóż, wtedy wybrańcy klanu gwiazdy znajdą inną! — zaśmiał się gardłowo — Dobrze mówię? — tu zwrócił się ku Białemu, który zdawał się niezbyt zainteresowany, przynajmniej Księżyc odniósł takie wrażenie. Żadna odpowiedź nie nadeszła, jednak nie było żadnego pomruku niezadowolenia od strony Alby, więc zgadywał, że starszy kolega się zgodził ze swoim ojcem, jakimś... kiwnięciem głowy, ogona czy czymś.
— Alba ale tak nie można!!! Klan Pyłu się wtedy rozpadnie i zmieni w... w... w pył! Nie będzie już nic!!
— Ohh, cóż, nie moja wina, że nie zostali pobłogosławieni przez Klan Gwiazdy — rzucił starszy kocur — Kto umrze ten umrze i trudno, co możemy z tym zrobić? Widocznie taki ich los. Chcesz narzucać swoją rolę ich gwiezdnym przodkom?
— Ale tak nie może być!! Musimy ich uratować! — Śniatko, zaaferowany strasznie zaczął się ze starszym wykłócać, podczas, gdy jego mniej zaaferowany brat całkiem dobrze się bawił. W końcu dramy były fajne, jeśli nie były jego.
— To idź i ratuj, kto ci broni? Powinieneś się bardziej skupić na bezpieczeństwie własnego klanu. Z Gwiezdnymi posłańcami jesteście całkowicie bezpieczni! — czyżby starszy zaczął się lekko już bulwersować upartością kociaka Szanty? Nie byłoby to szczególnie dziwne, w końcu od swoich pociech wymaga całkowitego posłuszeństwa, a tutaj trafił mu się dość uparty i stojący na swoim okaz.
— Ale nam nic nie grozi, prawda? A biedny Klan Czernuszkowego Wąwozu cierpi!
— Jesteś strasznie upierdliwym kociakiem — prychnął Alba, potwierdzając myśli Księżyca — Ciesz się swoim dobrem i doceniaj jakie błogosławieństwo wam przyniosłem.
— A jak zostaniesz wojownikiem weźmiesz nas za obóz? Proszeee?
— Pmh, nie zawracaj mi głowy takimi pierdołami — machnął łapą — Weź sobie jakiegoś innego kota, który ma czas by go marnować.
— Ale nikt inny nie wie gdzie jest obóz Klanu Jastrzębia i Orła!!
— Nie bój głowy młody kocie, poprowadzę was z daleka, dzięki mojemu sokolemu, wewnętrznemu oku.
— Masz sokole, wewnętrzne oko?! — tu nawet Księżyc się zaciekawił bardziej. Ma coś takiego? Serio? W takim razie może jego dzieci też coś takiego mają! Wtedy gwiezdna przygoda wybrańców byłaby możliwa i miałby swoją osobną misję, w której nie ma Śniątka i jego klanów jeleniówek czy czegoś... Znaczy, fajnie jest iść z nim na przygodę, ale jednak to nie byłaby jego własna, prawda? Chociaż, jeśli się wybierze z albinosami, to też będzie tylko dodatkiem do grupy. Strasznie mu się to nie spodobało. Może powinien iść do swoich ślimaków i być smutnym, aż ktoś zauważy i powie, żeby nie był? A on wtedy dramatycznie wyjawi w czym problem. Też chciał być specjalnie wybrany na misję! On, on sam!
— Oczywiście niedowiarku, myślisz, że po kim moje dzieci odziedziczyły taką wspaniałość? Są tak samo wyjątkowe jak ja — humor mu się wyraźnie poprawił, a zaraz się zaśmiał pod nosem — Oczywiście, jestem daleko z moimi umiejętnościami za Pawimi dziedzicami, brońcie gwiezdni, jeszcze czego... żebym się porównywał — machnął łapą na swoje usprawiedliwienie.
— Pawi dziedzice... — skrzywił się Śniątko na samą myśl o Lotosie i reszcie kociaków. Taaak, Księżyc doskonale wiedział, że brat ma mały beef z Lotosem i ma po dziurki w nosie jego mówienia o aurach i innych takich. Doskonale słychać to było w tonie jego głosu, a jednak nie do końca mógł zrozumieć, dlaczego tak jest. Przecież Lotos był fajny, jak taki cool starszy kolega! No i była Wróżka jeszcze i Biały... chociaż z tym ostatnim nie miał zbyt dużo kontaktu, ale Wróżka była super! — A wie Pan może o jakiś jeszcze zagrożeniach na drodze do Magicznej Sadzawki? Bo są już Lisowiczki i Hrubieże, ale... Podobno jest bardzo niebezpieczna.
— Cóż, o niczym z czym bym sobie nie poradził nie słyszałem — stwierdził.
— A nauczyłbyś nas jak sobie z nimi poradzić? — poprosił Śniątko
— Hm, ekhm, no, oczywiście! Skoro tak bardzo nalegasz...
Księżyc znów poczuł szturchnięcie, przez które kiwnął się nieco na bok. Gdyby tylko mógł rzucić w stronę Śniaka zirytowanie spojrzenie, to by to zrobił. Naburmuszył się jednak, jego pysk przybrał zdenerwowany wyraz i po raz kolejny przetarł szturchnięte miejsce, wycierając zaraz łapę w bok Śniaka, który zdawał się zbyt pochłonięty mową Alby, żeby coś zauważyć, czy się przejąć.
— Patrz, patrz!! Alba nauczy nas jak poradzić sobie w drodze do Magicznej Sadzawki!! Może uda nam się tam dotrzeć zanim Klan Jastrzębia i Orła to zrobią!!
— He? Chcesz tam iść? — czy to było daleko?
— Trzeba tam pójść jeśli chcemy zapobiec zniszczeniu Klanu Pyłu!!
— Ale gdzie ,,tam".
— No do Magicznej Sadzawki!! Alba powiedział że nas pokieruje swoim wewnętrznym okiem!!
Niebieski zmarszczył brwi, ścisnął wargi, pobył trochę w ciszy po czym uniósł łebek nieco w górę.
— MAMOOOOO! — zawołał głośno, chociaż akurat mama w tej chwili była na zewnątrz. Nie wiedział po co wyszła ani na ile, ale jeśli będzie się wystarczająco głośno drzeć, to na pewno go usłyszy prawda?
— Ale czemu wołasz mamę?! Przecież ona nie może wiedzieć!! — jakaś łapa wylądowała na jego pysku, wchodząc nieco do nosa. Księżyc zmarszczył brwi, próbując się uchylić od hamującej go łapy, gdy go uciszono.
— No żeby z nami poszła — zdawało mu się to całkiem naturalne, gdy już oswobodził się z wyciszacza (obślinił powstrzymującą go od mówienia łapę) — Przecież musimy się jeszcze spytać czy możemy.
— Ale mama na pewno uzna że nie powinniśmy tam pójść!
— Ale nie możemy jej nie powiedzieć... — odpowiedział nieco niespokojnie, trochę przestraszony. To było wbrew zasadom! Nikt inny nie musiał wiedzieć, ale mama powinna!
— Albaaa, powiedz mu coś! — jęknął Śniątko.
— Cóż, ekhm, bohaterstwo nie zawsze musi wymagać zgody — powiedział swoim ,,jestem autorytetem" tonem. — No i jesteście już chyba dużymi chłopcami prawda? Nie potrzebujecie o wszystko pytać mamę. — nie wiadomo czy nie myślał jednak o powiedzeniu wszystkiego kotce, czy może jednak był tak bezmyślny, by tego nie zrobić, mimo to Księżycowi niezbyt się to spodobało. Był trochę uspokojony, to prawda, ale wciąż....niezbyt mu się to podobało. Ta nielegalność, robienie czegoś w tajemnicy... może w przyszłości przestanie być tak przylepiony do mamy, na pewno rozwinie się jego indywidualność i chęć odcięcia się od rodzicielki, a buntownicza natura nieco rozkwitnie, w końcu kto by nie chciał robić czegoś fajnego w tajemnicy przed rodzicem? Ale to kiedyś. Jego moralność jednak na chwilę obecną zjadała go od środka. Nic nie powiedział, chociaż ściągnął wargi, wyraźnie z czymś walcząc i okazując tym swoje niezadowolenie.
— Widzisz, widzisz?? — zapytał brata Śniątko. — tylko musimy znaleźć kogoś kto z nami by wyszedł poza obozowisko... A mama nam na pewno nie pozwoli
— Nie widzę — odparł kartonowo Księżyc, wciąż niezbyt przekonany, chociaż lekko podekscytowany — Może się kogoś spytamy? Pewnie Wróżka kogoś zna, tak, na pewno zna. Może z nami pójdzie?
— Dobra!!! A może Alba, wiesz kto mógłby z nami wyjść??? — jeszcze skorzystał z okazji aby zapytać kocura.
— Hmmm, jestem pewien, że jeśli spytacie Barszczową Łodygę, Kozi Przesmyk... albo... albo Rudą Lisówkę, być może z wami pójdą.
— Znam pana Barszcza — odezwał się Księżyc cicho, przypominając o swoim istnieniu.
— Pan Barszcz pójdzie z nami?? — ucieszył się Śniątko.
— Może, jak spytamy... ale nie wiem gdzie jest — wyjaśnił, bawiąc się swoimi łapami.
— Chodź, poszukajmy go!! — zachęcił Śniątko
— Ok... — mruknął tylko słabo, wstając niemrawo i czekając. W końcu nie wiedział za bardzo gdzie iść ani co robić, więc musiał czekać, aż to Śniak wykona pierwszy ruch, by mógł chwycić się jego ogona i spokojnie liczyć na to, że nie wejdzie w jakąś dziurę, pociągając za sobą brata kalekę.
┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----
— O, tam! — oznajmił Śniątko gdy po chwili znalazł kota, którego szukali — Wujku!! — podbiegł do niego, ciągnąc za sobą swojego brata, który człapał szybko, próbując nadążyć i przy okazji się nie potknąć. Gdzieś z tyłu głowy zauważył, że włosy z ogona Śniaka nie smakują najlepiej.
,,Fu"
— To on jest też twoim wujkiem? — zdążył się zdziwić, zanim chwycił zębami koniec ogona brata, by za nim podreptać. Dopiero na miejscu z ulgą wypluł swojego przewodnika.
— No jasne! — głos z góry potwierdził, najwyraźniej słysząc pytanie Księżyca zanim kociaki podbiegły bliżej. — Mówiłem Ci Księżycu, że możecie mieć dużo wujków!
— Przecież jesteśmy z tej samej matki, Księżyc!! — zauważył Śniak. — To normalne że twój wujek to również mój wujek
— To pan jest bratem mamy...? — zdziwił się jeszcze bardziej, gdy już wypluł z siebie wszystkie włosy z ogona brata, wspomagając się łapą.
— Akurat nie jestem — odparł. — Ale przyniosłem wam kilka zabawek, więc mogę być takim dodatkowym wujkiem.
— Przecież nie trzeba być spokrewnionym, aby można kogoś nazywać rodziną — odpowiedział, jakby cokolwiek wiedział, Śniątko. — Wujek Barszcz zasługuje na bycie rodziną nawet jeśli nie jest bratem naszej mamy!
— No przecież nie mówię, że nie — odparował w stronę Śniaka na swoją obronę.
— Dobrze, dobrze już spokojnie — miauknął. — Tooo na co macie ochotę? Chcecie się pobawić szyszką albo może wolicie piórami?
— Mamy bojowe zadanie!! — odpowiedział entuzjastycznie Śniak. Najwyraźniej nie dało się go przekupić piórami. — Bo wiesz, istnieje coś takiego jak klan pyłu...
Niebieski jedynie kiwnął głową i siadł, nie odzywając się i dając pole do popisu bratu. Widocznie Barszcz poszedł za jego przykładem, kładąc się na ziemi, by być na poziomie malców.
— Oooh? Zamieniam się w słuch!
— To taki klan gwiazd ale oddzielony od niego. Mają własną magiczną sadzawkę! I to tylko przodkowie jednego klanu, klanu czernuszkowego wąwozu... No i klan Jastrzębia i Orła chcą zniszczyć Magiczną Sadzawkę!!!
— Ah tak? — miauknął. — I co teraz musimy zrobić?
— Musimy powstrzymać te dwa klany! — odpowiedział z dużym przejęciem.
Barszcz był przejęty tak samo jak kociak. Zrobił wielkie "Oh?!" Po czym zapytał:
— Damy radę sami ich powstrzymać?
Śniątko się zawahał.
— Ale jak my nie pomożemy to nikt inny tego nie zrobi. Alba ledwo co wychodzi z obozu...
— A macie jakiś plan? — zapytał. — Potrzebujemy zaplanować całą akcję!
— Ummm... Nie — mruknął Śniątko niechętny do przyznania się z własnej niekompetencji. — Ale wiemy, że musimy uważać na Hrubieże oraz Lisowiczki!
— Dobrze, to już coś — pochwalił kociaka. — Czy macie tutaj jeszcze jakieś koty do pomocy? Gdzie znajduje się obóz Klanu Czernuszkowego Wąwozu?
— Tylko Alba wie gdzie jest obóz Klanu Czernuszkowego wąwozu! Ale nie chcę nam powiedzieć...
— Pokłóciliście się?
— Alba mówi, że ma trzecie oko i nas nim poprowadzi — odezwał się do tej pory milczący Księżyc, który nie czuł zbyt wielkiej potrzeby na udzielanie się w konwersacji. Pozostała dwójka świetnie sobie radziła w wymianie zdań na temat przeprowadzania akcji, a on chętnie się dostosuje.
— Tak, właśnie! Że będzie nami przewodzić z obozu swoim trzecim sokolim okiem!
— Dobrze, już dobrze. On nie ma trzeciego oka, koty maja tylko dwoje oczu. — oznajmił. — Jak miałby was poprowadzić, skoro go nie ma?
— Swoim umysłem, wiadomość ma wysłać czy coś... — znów odezwał się Księżyc, który postanowił wyjaśnić czym jest trzecie oko. W końcu to nie tak, że żeby istnieć, to musi być coś widać, prawda? On na przykład nic nie widział, a wiedział, że koty dookoła niego istnieją, że jest mech, ziemia, niebo... A inni podobno nie widzieli powietrza, a jednak wiedzieli, że jest! (Wiedział, że go nie widzą, bo wymaltretował kiedyś mamę o odpowiedź, czy jest coś, czego inni nie mogą zobaczyć tak samo jak on).
— Może dopytamy go o szczegóły? Skoro wie gdzie jest to może nam po prostu wytłumaczyć krok po kroku jak znaleźć Magiczną Sadzawkę Klanu Czernuszkowego Wąwozu!
— To jest bardzo dobry pomysł! — powiedział Barszcz. — Przyprowadzę go, co wy na to?
— Dobrze! — odpowiedział entuzjastycznie Śniątko. Księżyc był już mniej podekscytowany. O ile dzieci Alby lubił, tak sam kocur z jakiegoś powodu potrafił przebić się przez dziecięcą naiwną bańkę srebrnego i sprawić, że ten czasem czuł się nieswojo. Jakby był niechciany, na nieodpowiednim miejscu. Nie minęła chwila, jak oprócz odgłosu łap Barszcza, zaczęły się również zbliżać jakieś inne, należące do nieco cięższego kota. Już teraz można było stwierdzić, że niebieski kocur nie jest chętny na zabawy z kociakami, można to było łatwo odczytać po jego krokach i Księżyc trochę źle się z tym poczuł. Nie lubił się narzucać, a wyglądało na to, że właśnie to robią.
— Możemy zaczynać? Albo, słyszałem że masz troje oczu?
— Oczywiście — mruknął tamten, nieco zbity z tropu z powodu nagłego zebrania — Moje trzecie oko jest ukryte, mistyczne i może wskazać wam drogę, już wam to przecież mówiłem. Te kocięta w tych czasach nic nie pojmują... — zdawało się, że nie chciał koniecznie przekonać do tego Barszcza, a utrzymać bajkę przed kociętami.
— W takim razie poprosimy o Twoją pomoc Albo — odezwał się Barszcz.
— Przecież już mówiłem, że pomogę moim trzecim okiem. Stąd. — wyrzucił tamten, zniecierpliwiony.
— To poproszę! — Barszcz wstał, czekając widocznie na prezentację.
— Ale jak to będzie wyglądać? — zapytał Śniątko trochę zmieszany.
— No, teraz to nie ma sensu, bo jesteście blisko mnie. W taki sposób to nie działa. Po prostu będziecie musieli szukać wskazówek które wam pozostawię. — Alba wyraźnie zaczynał tracić nerwy. Nie dość, że został wplątany w jakieś kocięce widzi-mi-się to jeszcze ma na karku starszego wojownika, który najwidoczniej lubił bawić się wraz z kociakami w głupie zabawy.
— Odsuniemy się i czekamy na pierwsze wskazówki! — oznajmił Barszcz, wstając wesoło i zabierając kocięta kilka kroków w tył. Księżyc został w miejscu, siedząc i się nie ruszając, nie bardzo wiedząc, co robić. Alba był zirytowany, Śniak niczego nie widział a Barszczowa Łodyga zdawał się dobrze bawić. Może powinien przeprosić?
— Przecież już wam mówiłem — bliżej niego rozbrzmiał znów głos, bijący się z rosnącym zniecierpliwieniem. — Że musicie poszukać klifów i drzew. W końcu gdzie indziej mógłby być Klan Jastrzębia. — ,,Przecież to oczywiste, czego jeszcze matoły nie rozumiecie?" Zdawał się przy tym mówić. — Tam, za skruszonym drzewem. Widzicie? Nie widzicie? Te skały o tam, to pozostałości po klifach. Wiem, bo w końcu tam byłem, po prostu nie chciałem wam mówić, że tereny klanów Jastrzębia i tego...no, tego drugiego, uległy drastycznym zmianom przez zagładę jaka nadciągnęła, gdy obrazili potężnych przodków gęsi. Tak, cóż, przenieśli się. Jeśli chcecie szukać wskazówek to tam — pluł i mielił językiem, próbując wykaraskać się z misji, szybko używając swojego talentu kłamania i Księżyc zaczynał gubić się w słowach. Zagłada? Ale co ma zagłada do klifów? Przeniosły się i zmalały?
— No, więc powodzenia, na pewno coś tam znajdziecie.
Zbierał już się do odejścia, zadowolony z tego, jak ładnie wybrnął z sytuacji, jednak Barszczowa Łodyga zagrodził mu drogę.
— Ależ drogi Albo, bez ciebie wędrówka nie będzie taka sama, a to tylko kilka skoków stąd — zagderał — Na pewno będziesz dla nas wielką pomocą przy szukaniu wskazówek w pozostałościach klifu...
c.d.n może
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz