— Wyczuwam tu smród Wilczaków — warknął Bluszczyk, cytując dumny z siebie słowa Pylistego Czoła.
Miodek wczuwając się w rolę, prychnął i splunął na ziemie.
— Lisie bobki! Nie pozwolimy im porwać naszych kociąt! — oznajmił starszy kociak, wypinając dumnie pierś.
Kocurki spojrzały oczekująco na Żywice. Ten zerknął na kolegów przestraszony. Przełknął twardą gulę i otworzył pysk. Skoro się bawił także musiał wygłosić heroiczną mowę.
— N-niegrzeczne-e z n-nich ko-koteczki — pisnął kociak niepewnie, kładąc po sobie uszy.
Miodek zaśmiał się cicho, by po chwili przybrać ponownie poważną minę. Jego brat spojrzał na niego rozczarowany i wywrócił oczami, powstrzymując się od jakichkolwiek komentarzy. Żywica opuścił zasmucony ogonek. Jak zwykle wszystko schrzanił. Znów kogoś zawiódł. Był taki beznadziejny.
— Gińcie przeklęte Klifiaki! — krzyknęła Jarzębinka, korzystając z nieuwagi wrogów i wyskoczyła z krzaków.
Arlekinka nie przejmując się, że liczebnie nie ma szans, rozpoczęła atak. Bluszczyk dostał kopniaka w brzuch, a Miodek śmiercionośne pacnięcie w łebek (na szczęście udało się go odratować). Gdy dwójka z trzech już poległa koteczka odwróciła się w stronę liliowego. Kociak wiedział, że nie może zawieść jeszcze bardziej kolegów. Przybrał pozycje bojową i zmarszczył pyszczek. Jarzębinka widząc, że z Klifiaków został tylko Żywica, wyskoczyła liliowemu na grzbiet,, powalając go przy tym. Kociak rozpłaszczył się pod ciężarem siostry na ziemi.
— Nie żyjesz — oznajmiła dumna z siebie.
Kociak spojrzał się na siostrę zdezorientowany i jak na zawołanie poczuł niesamowity ból w przedniej łapie.
— Aaauu — pisnął przeraźliwie, zrzucając z siebie kotkę.
Spojrzał na swoją łapę, z której wystawał kolec. Serce zabiło mu mocniej, gdy zauważył sączącą się z niego czerwona substancja. Nim zdążył jakkolwiek zareagować przed oczami zrobiło mu się ciemno.
***
Obudził się w nieznanym mu miejscu. W powietrzu unosił się znajomy zapach ziół i kwiatów. Kociak podniósł łebek, by spojrzeć na swoją łapę. Ta owinięta pajęczyną prezentowała się nie najgorzej. Przynajmniej nie ciekła z niej już ta czerwona substancja, przez którą na samą myśl o niej Żywica dostawał dreszcze. Kociak wstał niepewnie, nie chcąc przeciążać chorej kończyny i rozejrzał się po legowisku. Na skalnych pólkach zobaczył leżące rozmaite i nieznane mu rośliny. Żywica poczuł się jak w raju. Już dawno nie widział tylu pięknych kwiatów i listków. Chciał podbiec do nich i obejrzeć wszystkie z bliska, ale cichy pomruk uświadomił go, że nie jest tutaj sam. Odwrócił się w stronę źródła dźwięku, modląc się do Klanu Gwiazd, by nie okazał się to być żaden potwór. Niedaleko niego na posłaniu leżał liliowy kocur, wpatrujący się w wyjście z legowiska. Wyglądał na smutnego. Żywica pomimo, że znał większość współklanowiczów, głównie dzięki wpychającej wszędzie swój nosek Jarzębince, tego akurat nie kojarzył za bardzo.
— K-kim jesteś? — spytał niepewnie kociak, przyglądając się nieznajomemu.
— K-kim jesteś? — spytał niepewnie kociak, przyglądając się nieznajomemu.
<Zlepiona Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz