Minęły dwa księżyce. Dwa księżyce pełne ciężkiej harówki, wstawania bladym świtem, bólu zmęczonych łap i ciągłych złośliwości Błotnistej Gwiazdy.
Wilcza Łapa nigdy nie czuł się tak żywy.
Nie dostrzegł nawet mięśni, rysujących się teraz pod jego skórą przy każdym ruchu ani niebezpiecznej gracji, z którą stawiał każdy kolejny krok. Nie zauważył, że przestał się zamartwiać, zbyt zmęczony żeby myśleć o czymkolwiek niezwiązanym z zadaniami, jedzeniem i spaniem. Zupełnie nieświadomie odpowiadał na pozdrowienia innych kotów, które do tej pory miał za wrogów, uśmiechał się (krzywo bo krzywo) do Wróblowego Śpiewu, nawet o tym nie wiedząc. Wszystko pod czujnym okiem lidera, w którym coraz częściej błyskała zagadkowa iskra.
Znów był sobą. Nie uciekającym przed samym sobą, zwiniętym gdzieś pod drzewem kłębem rozpaczy. Był upartym, dumnym kocurem, spędzającym dnie na pracy dla klanu. Uśmiechającym się krzywo do napotkanych kotów, zapewniającym im codzienną dawkę ironicznego humoru.
Nawet nie zauważył, gdy to wszystko się stało.
Jak co dzień wstał o wschodzie Złotego Wilka. W pośpiechu zjadł pierwszą zdobycz ze stosu, spodziewając się w każdej chwili mentora i jego złośliwości. I nie przeliczył się, Błotnista Gwiazda przybył z kolejną porcją zadań.
- Widzę, że stałeś się prawdziwym fanem rześkiego powietrza. - Powitalne złośliwości czas zacząć. Kolejny wschód słońca mógł powitać ich opadami białego zimna, noce były coraz zimniejsze, poranne promienie słońca nie od razu osuszały rosę.
- Nic tak dobrze nie budzi - uśmiechnął się sarkastycznie. Szczerze? Przepychanki słowne z mentorem sprawiały mu przyjemność. W końcu trafił na godnego przeciwnika, władającego ironią równie sprawnie co on.
- Zacznij od polowania. Zaopatrz starszyznę i Gęsie Pióro. I zrób wszystko przed Szczytowaniem Słońca.
Wilczej Łapie przypomniał się pierwszy dzień treningu. Wtedy też miał zdążyć… Oczywiście było to niewykonalne, a teraz miał szansę, że sobie poradzi.
Ruszył do lasu. Błotnista Gwiazda odwrócił się i przez chwilę śledził ucznia wzrokiem. Uśmiechnął się sam do siebie.
I tym razem faktycznie zdążył. Skończył polowanie, rozdzielił zdobycz i ruszył do legowiska lidera. Nie dotarł tam jednak - mentor zaczepił go po drodze.
- Chodź - rzucił tylko. Wilczej Łapy to nie zdziwiło. W ogóle nic w zachowaniu Błotnistej Gwiazdy nie było w stanie go zdziwić. No, chyba że kocur nagle zrobiłby się dla niego miły i to w nieironiczny sposób, ale wtedy raczej wzbudziłby jego czujność.
Dopiero po chwili dotarło do niego co się dzieje. Błotnista Gwiazda zwołał zebranie klanu.
No, tej kupie kłaków jednak udało się go zaskoczyć. Poczuł jak jego serce przyspiesza. Obok niego stała bura, pręgowana kotka, z którą dzielił legowisko uczniów. Wyglądała na równie rozkojarzoną.
- Ja, Błotnista Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika.
- Północna Łapo - zwrócił się bezpośrednio do niej - czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam - powiedziała powoli.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Północna Łapo, od tej pory będziesz znana jako Północny Wiatr. Klan Gwiazdy ceni twoją wytrwałość i cierpliwość w dążeniu do celu, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Lider dotknął pyszczkiem jej głowy, kotka odpowiedziała dotykając jego barku. Rozległy się radosne okrzyki zgromadzonych kotów. Lider spojrzał na Bucka, odczekując parę uderzeń serca.
- Wilcza Łapo - zielone oczy spoglądały na niego z cieniem złośliwości - Ja, Błotnista Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
- Wilcza Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Buck przypomniał sobie tamten moment. Oczy, które wtedy na niego patrzyły, błyszczały ciepłym błękitem. Pamiętał, jak czekał na swoje nowe imię, jak wcześniej żartował, że zabije Borsuka, gdy będzie głupio brzmiało. I dostał je. Imię, z którego może być dumny. Imię, które zawsze będzie przypominało mu to kim był i jest. Dzięki któremu jego alfa jest zawsze przy nim.
- Przysięgam - powiedział pewnie, patrząc w oczy lidera.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Wilcza Łapo, od tej pory będziesz znany jako Wilcze Serca. Klan Gwiazdy ceni twój upór i honor, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
To co dostrzegł w zielonych oczach… Czy to mogła być duma?
Dotknął barku lidera, dopełniając rytuału.
Czuwanie zdawało mu się być tylko chwilą, w porównaniu z tym, które odbył za pierwszym razem. Patrzył w gwiazdy rozmyślając. Czy potrzebował drugiego mianowania żeby zrozumieć, że co by się nie działo, należy do Klanu Wilka? Że to jest jego miejsce, jego rodzina? Chyba tak - parsknął, śmiejąc się z własnej głupoty.
Był Wilkiem i nic nie mogło tego zmienić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz