– Co jeszcze? A tak… Zlep to przygłup jakich mało i naprawdę dziwie się, że ci na nim zależało. A tak gadka z samotnikiem? Nie wiem dlaczego, ale jak na moje mniemanie Żywica zbytnio przypomina Zlepka – dokończyła uśmiechając się lekko.
To przerosło cierpliwość Sroki. Zdenerwowana wysunęła pazury i napuszyła sierść, patrząc na siostrę z pod łba. Oczywiście, że była zła na Zlepka i nawet nie miała ochoty bronić jego honoru, ale za wszelką cenę nie chciała przyznać siostrze racji. Gdy te wszystkie absurdalne wymysły i teorie jakie opowiadała jej Zimorodek spełniły się, kotka jeszcze bardziej nie miała ochotę rozmawiać, czy widywać się z pointką. Fakt, że nie posłuchała się jej i na dodatek pokłóciły się przez to, bolał ją tak samo jak odrzucający ją Zlepiona Łapa. Gdyby tylko wtedy posłuchała Zimorodkowej Pieśni, zamiast się jej buntować, pewnie biegałaby teraz po lesie, a nie siedziała uwięziona w kociarni. Widząc liliową mordkę, która przypatrywała im się z wejścia do żłobka, Sroka prychnęła, by odstraszyć podsłuchiwacza. Zimorodek wywróciła oczami i odwróciła się w stronę kocięcia.
— Widzę, że odwagę też odziedziczył po ojcu — mruknęła Zimorodek, patrząc na uciekającego malucha.
— Zamknij się — warknęła Sroka, podchodząc do kotki. — Nic nie wiesz! Nic a nic! I nawet nie wyobrażasz sobie jak trudno mi było przez ten cały czas! — krzyczała nic niewzruszonej pointce prosto w pysk. — Straciłam dwie najważniejsze osoby w moim życiu, najlepszą przyjaciółkę i ukochanego. Brzuch miałam jak skałę i ledwo chodziłam, kiedy to ty wesoło latałaś sobie na patrole, nawet nie zerkając na mnie... — dodała zasmucona, spuszczając głowę.
Zimorodek westchnęła i spojrzała na siostrę. W jej niebieskich oczach malowała się obojętność.
— Sama się o to prosiłaś latając z tą ciamajdą po krzakach — stwierdziła pointka, myjąc futro na piersi. Widząc jak siostra otwiera pysk, by zaprotestować, kontynuowała. — Odpuść sobie tą gadkę o samotniku, na gołe oko widać podobieństwo pomiędzy Zlepą a Żywicą
Sroka podniosła gwałtownie łeb i warknęła na siostrę. Nie mogła pozwolić, by ktokolwiek się dowiedział, czy domyślił kto ojcem jej pociech.
— Może Żurawinowe Bango też jest synem Zlepka, co? Przecież są tacy podobni — warknęła sarkastycznie Sroczy Żar. Zrezygnowana pokręcił łbem. — Wiesz co? Wyjść, nie muszę ci się z niczego tłumaczyć — mruknęła smutno, wypychając kotkę ze żłobka.
Zimorodkowa Pieśń, ku zdziwieniu cętkowanej, nie ruszyła z miejsca. Jedynie wpatrywała się w kotkę, jakby czegoś oczekiwała. Sroka odwróciła łeb, denerwując się tylko zachowaniem siostry i spojrzała w stronę wyjścia z kociarni. Widząc patrzących na nie Poplamione Piórko i kociaki, westchnęła rozgoryczona.
— Albo zostań, rób co chcesz — rzuciła obojętnie, wychodząc ze żłobka.
Pognała do mamy, jak gdyby nigdy nic, by zająć się kociakami i zwolnić starszą wojowniczkę wykończoną przez swoje wnuczęta. Podziękowała Poplamionej za opiekę nad maluchami i machnęła ogonem na pożegnanie. Widząc odchodzącą babcię Jarzębinka i Bluszczyk podbiegły wesoło do Sroczego Żaru nie mogąc doczekać się wspólnej zabawy z mamą. Kotka ujrzawszy pędzące do niej pociechy, usiadła, by namyślić się nad jakąś niewymagającą jej udziału grą. Kochała je, ale kociaki zdawała się mieć niekończące się energię do zabawy, podczas której wojowniczka nie raz padała z sił. Widząc dwójkę z swoich kociąt, rozejrzała się orientacyjnie za Żywicą, który jak zwykle pewnie izolował się w jakimś kącie. Sroczy Żar zauważyła liliowy kocurek siedzącego koło legowiska starszych. Zafascynowany malutkimi stokrotkami, nawet nie zauważył leżącego niedaleko od niego dziadka. Sroka westchnęła, gdy kociak zerwał kwiatek i złożył go sobie za ucho. Nawet Zlepiona Łapa wydawał się przy Żywicy ociekającym testosteronem i krwią swoich wrogów samcem alfa. Kotka nie wiedziała co począć z malcem. Kocurek zachowywał się zupełnie jakby... nie był kocurkiem.
— Mamo, mamo! No i w co się bawimy? Mamoo~ — wolała wesoło Jarzębinka, szturchając energicznie kotkę w łapę. — Kto to jest, co? No kto, no kto to? — spytała zaciekawiona tajemniczą postacią, która siedziała w żłobku.
Sroka zamarła słysząc pytanie córki. Spojrzała na arlekinkę i uśmiechnęła się nerwowo. W środki biła się w myślach, zastanawiając się jak odpowiedzieć koteczce na to pytanie. Nie wiedziała, czy w ogóle Zimorodek będzie chciała zostać ciocią dla jej kociaków. Maluchy wychowywały się już bez ojca, więc czy miała prawo zabierać im ciocie, tylko dlatego, że nie umiała przyznać się do błędu? Pewnie nie, ale nie wiedziała też czy zdobędzie się na przeprosiny.
— To twoja ciocia — odpowiedziała w końcu kotce, wstając. — Jarzębinko, zajmij się braćmi, może pobawicie się z Miodkiem i Orzechem w chowanego?
Koteczka kiwnęła radośnie łebkiem i pobiegła wesoło do przyniesionych przez Niezapominajkę maluchów. Sroka obserwowała oddalającą się postać córki, aż w końcu weszła do kociarni. Pointka spojrzała wnikliwie na kotkę, jakby próbowała wyczytać z pyska jej zamiary.
— H-hej — mruknęła Sroka niepewnie, podchodząc do kotki. — Miałaś rację — rzuciła nieco pewniej, owijając łapy ogonem.
Zimorodkowa Pieśń podniosła brew pytająco, udając, że nie wie o co chodzi siostrze.
Sroka zamarła słysząc pytanie córki. Spojrzała na arlekinkę i uśmiechnęła się nerwowo. W środki biła się w myślach, zastanawiając się jak odpowiedzieć koteczce na to pytanie. Nie wiedziała, czy w ogóle Zimorodek będzie chciała zostać ciocią dla jej kociaków. Maluchy wychowywały się już bez ojca, więc czy miała prawo zabierać im ciocie, tylko dlatego, że nie umiała przyznać się do błędu? Pewnie nie, ale nie wiedziała też czy zdobędzie się na przeprosiny.
— To twoja ciocia — odpowiedziała w końcu kotce, wstając. — Jarzębinko, zajmij się braćmi, może pobawicie się z Miodkiem i Orzechem w chowanego?
Koteczka kiwnęła radośnie łebkiem i pobiegła wesoło do przyniesionych przez Niezapominajkę maluchów. Sroka obserwowała oddalającą się postać córki, aż w końcu weszła do kociarni. Pointka spojrzała wnikliwie na kotkę, jakby próbowała wyczytać z pyska jej zamiary.
— H-hej — mruknęła Sroka niepewnie, podchodząc do kotki. — Miałaś rację — rzuciła nieco pewniej, owijając łapy ogonem.
Zimorodkowa Pieśń podniosła brew pytająco, udając, że nie wie o co chodzi siostrze.
— Miałaś rację we wszystkim, powinnam Cię była posłuchać... Byłam głupia i zbyt zaślepiona Zlepkiem, by zauważyć, że tak naprawdę cały czas martwiłaś się o mnie — wymamrotała niechętnie Sroczy Żar, wbijając spojrzenie w podłoże.
Czuła się tak niesamowicie głupio, przepraszają kotkę. Nienawidziła przyznawać się do błędu, a tym bardziej przepraszać, ale wiedziała, że już dawno powinna to zrobić. Że Zimorodkowi należały się przeprosiny o ile nawet nie więcej.
— Więc... M-mogłabyś mi przebaczyć i zostać ciocią dla moich kociąt? — poprosiła kotkę, wbijając w nią niepewne spojrzenie.
< Zimorodku, czy dostąpisz mi tego zaszczytu?>
— Więc... M-mogłabyś mi przebaczyć i zostać ciocią dla moich kociąt? — poprosiła kotkę, wbijając w nią niepewne spojrzenie.
< Zimorodku, czy dostąpisz mi tego zaszczytu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz