Nie sądziła, że poród aż tak ją wykończy. Kolejne skurcze przeszywały jej ciało.
- To był chyba ostatni - krzyknął Burzowe Serce, odciągając od Błękit trzeciego kociaka. Niebieska położyła głowę na ziemi, oddychając szybko. Była wykończona. Gdy zamknęła oczy ogarnęła ją cudowna ciemność i spokój, które już po chwili zostały zakłócone przez masywnego medyka.
- Błękit, obudź się. Musisz je wylizać i nakarmić.
Zastępczyni poruszyła się lekko, nie otwierając oczu.
- Błękitku, wiem że jesteś wykończona, ale to powinna zrobić ich mama...
- Właśnie mianuję cię ich matką zastępczą.
Burza szerzej otworzył ślepia.
- Jak ja mam je nakarmić?!
- Póki co zajmij się wylizywaniem, a potem... Możesz je przystawić do mojego brzucha i tyle.
Mówienie było takie męczące! Cętkowana machnęła ogonem. Było jej niewygodnie, ale była zbyt zmęczona by zmienić pozycję.
- Co za głupota - parsknęła wrogo Zajęcza Łapa, zerkając na zastępczynię. - Co prawda to powinna robić matka, ale skoro nie chce...
Błękitna Cętka uchyliła powieki dokładnie w momencie, gdy Zajączek kładła na swoich łapach niebieskiego kocurka, idealną kopię Błękit, jeżeli nie liczyć pręgowania. Poczuła coś w środku. Instynkt. Jak pradawny lew, budzący się na słońcu. Nie, ona była lwem. Lwicą, gotową do obrony dzieci! W ułamku sekundy była przy Zajęczej Łapie, wysuwając pazury. Oddychała płytko, z wściekłością, zmęczenie niemal całkowicie zniknęło. Na, Klan Gwiazdy, co właśnie robiła?! Przestraszona i zakłopotana własnym zachowaniem, schwyciła dzieciaka i przygarnęła go do siebie. Przeciągnęła językiem po łebku kociaka, pod włos, by pobudzić je do samodzielnego oddychania. Burzowe Serce uśmiechnął się delikatnie, obserwując młodą matkę. Błękit przeniosła wzrok na kocięta. Dzieci. Jej dzieci. Łza zakręciła się w kąciku jej oka. Starła ją szybkim ruchem łapy.
- Przepraszam, Zajęcza Łapo - mruknęła cicho, z zakłopotaniem. - Nie wiem co we mnie wstąpiło...
Kotka prychnęła i wyszła ze żłobka. Burza pokręcił łebkiem.
- To naturalne Błękitku. Matka zawsze broni swoich młodych.
Ach, a więc to był ten osławiony instynkt macierzyński? Ułożyła kocięta obok swojego brzucha. Same znalazły drogę do mleka. Zastępczyni z zachwytem obserwowała jak piją, sama przeżuwając liście ogórecznika.
- Jak je nazwiesz? - słowa przyjaciela wyrwały ją z zadumy.
Ogarnęła wzrokiem swoje dzieci. Najstarszy kocurek pchnął siostrę, usiłując zgarnąć najlepsze miejsce.
- On będzie... Będzie miał na imię H-hiacynt.
- H-hiacynt? - Burzowe Serce uśmiechnął się szeroko.
Nie wiedziała dlaczego akurat ten kocurek. Po prostu to... Poczuła.
Przypomniała sobie partnera, ich ostatnią rozmowę. Jego prośbę.
- To będzie Narcyz.
"Mam nadzieję, że się cieszysz, skarbie" pomyślała gorzko zastępczyni, mrużąc ślepia. (Jeżeli kogokolwiek intryguje ta kwestia, na dniach zmienię ostatnią wolę Hiacynta Seniora - Uschniętego na Narcyza).
Zerknęła na ostatnią kotkę, która ułożyła się wygodnie pod jej barkiem. Jej córeczka. Błękit otarła łzy i przygryzła wargi.
"Wymyślisz coś ł-ładnego". Tak właśnie powiedział jej martwy już partner.
- To będzie Chaber.
Bury kocur przesunął łapą po ziemi.
- Chciałbym, żebyś wiedziała że możesz na nas liczyć. Na mnie, na Czaplę, twoją mamę... Więc... Możesz mi śmiało powiedzieć kim jest ojciec kociąt.
Błękitna Cętka spuściła wzrok, nie bardzo wiedząc co na to odrzec.
- Oprócz mnie wie jedna osoba. I... To chyba i tak za dużo.
Medyk zmrużył oczy i kiwnął głową.
"Pomyślał o Czapli"przemknęło przez łebek Błękit. Zamruczała rozbawiona. Była z bratem bardzo blisko, niewykluczone że kiedyś zdradzi mu tą tajemnicę. Burzowemu Sercu najprawdopodobniej nawet na myśl nie przyszła pewna niepozorna, wyobcowana wojowniczka. Świetlisty Potok. I lepiej niech tak pozostanie. Pręgowany otworzył pyszczek, by zadać więcej pytań. Przerwał mu jednak dźwięk cichych kroków.
- To był chyba ostatni - krzyknął Burzowe Serce, odciągając od Błękit trzeciego kociaka. Niebieska położyła głowę na ziemi, oddychając szybko. Była wykończona. Gdy zamknęła oczy ogarnęła ją cudowna ciemność i spokój, które już po chwili zostały zakłócone przez masywnego medyka.
- Błękit, obudź się. Musisz je wylizać i nakarmić.
Zastępczyni poruszyła się lekko, nie otwierając oczu.
- Błękitku, wiem że jesteś wykończona, ale to powinna zrobić ich mama...
- Właśnie mianuję cię ich matką zastępczą.
Burza szerzej otworzył ślepia.
- Jak ja mam je nakarmić?!
- Póki co zajmij się wylizywaniem, a potem... Możesz je przystawić do mojego brzucha i tyle.
Mówienie było takie męczące! Cętkowana machnęła ogonem. Było jej niewygodnie, ale była zbyt zmęczona by zmienić pozycję.
- Co za głupota - parsknęła wrogo Zajęcza Łapa, zerkając na zastępczynię. - Co prawda to powinna robić matka, ale skoro nie chce...
Błękitna Cętka uchyliła powieki dokładnie w momencie, gdy Zajączek kładła na swoich łapach niebieskiego kocurka, idealną kopię Błękit, jeżeli nie liczyć pręgowania. Poczuła coś w środku. Instynkt. Jak pradawny lew, budzący się na słońcu. Nie, ona była lwem. Lwicą, gotową do obrony dzieci! W ułamku sekundy była przy Zajęczej Łapie, wysuwając pazury. Oddychała płytko, z wściekłością, zmęczenie niemal całkowicie zniknęło. Na, Klan Gwiazdy, co właśnie robiła?! Przestraszona i zakłopotana własnym zachowaniem, schwyciła dzieciaka i przygarnęła go do siebie. Przeciągnęła językiem po łebku kociaka, pod włos, by pobudzić je do samodzielnego oddychania. Burzowe Serce uśmiechnął się delikatnie, obserwując młodą matkę. Błękit przeniosła wzrok na kocięta. Dzieci. Jej dzieci. Łza zakręciła się w kąciku jej oka. Starła ją szybkim ruchem łapy.
- Przepraszam, Zajęcza Łapo - mruknęła cicho, z zakłopotaniem. - Nie wiem co we mnie wstąpiło...
Kotka prychnęła i wyszła ze żłobka. Burza pokręcił łebkiem.
- To naturalne Błękitku. Matka zawsze broni swoich młodych.
Ach, a więc to był ten osławiony instynkt macierzyński? Ułożyła kocięta obok swojego brzucha. Same znalazły drogę do mleka. Zastępczyni z zachwytem obserwowała jak piją, sama przeżuwając liście ogórecznika.
- Jak je nazwiesz? - słowa przyjaciela wyrwały ją z zadumy.
Ogarnęła wzrokiem swoje dzieci. Najstarszy kocurek pchnął siostrę, usiłując zgarnąć najlepsze miejsce.
- On będzie... Będzie miał na imię H-hiacynt.
- H-hiacynt? - Burzowe Serce uśmiechnął się szeroko.
Nie wiedziała dlaczego akurat ten kocurek. Po prostu to... Poczuła.
Przypomniała sobie partnera, ich ostatnią rozmowę. Jego prośbę.
- To będzie Narcyz.
"Mam nadzieję, że się cieszysz, skarbie" pomyślała gorzko zastępczyni, mrużąc ślepia. (Jeżeli kogokolwiek intryguje ta kwestia, na dniach zmienię ostatnią wolę Hiacynta Seniora - Uschniętego na Narcyza).
Zerknęła na ostatnią kotkę, która ułożyła się wygodnie pod jej barkiem. Jej córeczka. Błękit otarła łzy i przygryzła wargi.
"Wymyślisz coś ł-ładnego". Tak właśnie powiedział jej martwy już partner.
- To będzie Chaber.
Bury kocur przesunął łapą po ziemi.
- Chciałbym, żebyś wiedziała że możesz na nas liczyć. Na mnie, na Czaplę, twoją mamę... Więc... Możesz mi śmiało powiedzieć kim jest ojciec kociąt.
Błękitna Cętka spuściła wzrok, nie bardzo wiedząc co na to odrzec.
- Oprócz mnie wie jedna osoba. I... To chyba i tak za dużo.
Medyk zmrużył oczy i kiwnął głową.
"Pomyślał o Czapli"przemknęło przez łebek Błękit. Zamruczała rozbawiona. Była z bratem bardzo blisko, niewykluczone że kiedyś zdradzi mu tą tajemnicę. Burzowemu Sercu najprawdopodobniej nawet na myśl nie przyszła pewna niepozorna, wyobcowana wojowniczka. Świetlisty Potok. I lepiej niech tak pozostanie. Pręgowany otworzył pyszczek, by zadać więcej pytań. Przerwał mu jednak dźwięk cichych kroków.
<Narcyz? Chaber? Wiem że trochę późno, ale jeżeli odpiszecie to możecie zrobić time skip, bo w obecnej sytuacji niewiele zrobicie c: Albo w sumie to może odpisać ktokolwiek, odwiedzając Błękit w kociarni. Błędy niewątpliwie są, pisane z telefonu >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz