Jednak to nie był etap, w którym Noc stwierdził, że kotka go jednak nie za bardzo lubi. Jeszcze, kiedy byli uczniami, zaraz przed mianowaniem, spuściła mu łomot stulecia. Walczyli ze sobą i Nocny Śpiewak nie spodziewał się zostać wyobracanym jak lis przez borsuka. No ale tak się też stało. I po tym wszystkim kotka nawet nie uraczyła go spojrzeniem. Może była zagłębiona w myślach, może po prostu nim gardziła, ale Noc nie wiedział jak interpretować jej zachowanie. Był szczęśliwy, że się mianował, bo to pozwoliło mu to oderwać odrobinę myśli od bycia uczniem i mierzenia się z tymi dziwnymi treningami, jakie miał czasami z innymi.
Trzecią instancją, która sprawiła, że Nocny Śpiewak zaczął prawdziwie wierzyć, że Zwęglona Kukułka go nie cierpi, była ostatnia sytuacja gdzie w klanie, kiedy się z nią przyjaźnie przywitał, zwyczajnie minęła go szybkim tempem, jedynie rzucając mu przelotne spojrzenie. Nocny Śpiewak nie wiedział co o tym sądzić, ale w końcu pogodził się z faktem, że nie wszyscy będą go lubić. Albo kotka miała po prostu ważne sprawy do wykonania i nie miała czasu na zbędne pogawędki. Odrobinę nadziei zawsze warto było mieć. W każdym razie… Noc się trochę poddał z próbami zaprzyjaźnienia się z kotką. Nie widział większego sensu spierania się z rzeką, kiedy zwyczajnie mógł dać się jej ponieść i dryfować obok wszystkich. Nie było co się męczyć niepotrzebnie i może kiedyś Zwęglona Kukułka się po prostu do niego przekona.
A w międzyczasie Nocny Śpiewak skupił się na swoim własnym życiu. Zaczepił tego dnia swojego brata, Grubą Rybę.
– Co tam u ciebie? – zagadnął kota, który podniósł na niego płaski pysk i odetchnął.
– Jak zawsze. Kręcę się to tu… to tam. – mruknął kot, podnosząc się z trudem. – Ciężko jak zawsze. Kości mnie bolą.
– To idź do Chudego niech ci coś na nie. – Noc pacnął brata w bark delikatnie. Ten rzucił mu zmęczone spojrzenie.
– Nie ma co. To tylko od polowania dzisiejszego. Przejdzie mi do wieczora. A co u ciebie. Kręcisz się ostatnio po obozie tak bez ładu. Znikasz czasem w nocy i nie jesteś w swoim łóżku. – Gruby rzucił mu ciekawskie spojrzenie.
– No tak. Czasem chodzę sobie spać pod gołym niebem i spędzam trochę czasu, podziwiając gwiazdy i wiesz… kwestionując rzeczywistość i jej sens. Takie tam tylko… Ale to, co ja robię zwykle nawet w obozie. Ale… co do ciebie to widzę, że ostatnio kręcisz się blisko cykora i jej ucznia. Jak tam z wami?
– A jest dobrze. Cykor to mimo wszystko dobra towarzyszka do rozmów, nie? – Gruby machnął ogonem. – Może ma trochę smutne imię, ale całkiem przyjemnie się z nią przebywa.
– Cieszy mnie, że znalazłeś sobie kogoś do towarzystwa. To jest potrzebne każdemu. – Noc przyznał cicho.
– No a ty jeszcze nikogo nie masz, żeby się z nim szlajać. Sam obijasz się od ścian, co?
– Czy ja wiem, czy nie mam. Nawet dobrze rozmawia mi się z Dyniową Skórą. Wilgowa Gorycz jest też całkiem dobry od czasu do czasu. No i ty i Chudy. Ja nie potrzebuję wiele więcej osób do szczęścia. Lubię moją samotność. – przyznał.
– Skoro tak mówisz. Ale miło byłoby widzieć jak rozmawiasz z kimś, więcej niż tylko czasami z jakimś kotem. Znajdźże sobie przyjaciela, co?
– Postaram się, ale nie obiecuję! – Noc miauknął ochoczo, chociaż w głębi serca zmarszczył się na samą myśl o szukaniu kogoś, komu miałby niby wydawać swoje sekrety i zabierać na rozmówki w kąciku. Kogoś na kim mógłby polegać. W końcu nie potrzebuje polegać na nikim jak swoich braciach.
Nocny Śpiewak nie wiedział, czy się cieszyć, czy płakać, kiedy stawił się na poranny patrol i zastał tam tylko Zwęgloną Kukułkę oraz Tygrysią Noc. Kotki rozmawiały cicho, ale przestały, kiedy podszedł.
– Południowy patrol? – Noc zagadnął z uśmiechem.
– Tak. Ale… Ja muszę skończyć nagle do medyka i… nie mamy zastępstwa. – Tygrysia Noc zmarszczył nosek. Noc za nim nie przepadał. Może dlatego, że nie za bardzo się z nim zadawał za poleceniem Ognikowej Słoty.
– Poradzimy sobie we dwoje. Jest początek opadania liści, jest jeszcze mnóstwo zdobyczy! – oświadczyła Kukułka. – Idź do medyka, jeśli musisz.
– Prawda! Na pewno przyniesiemy coś dużego! – Noc pokiwał łebkiem na zgodę, pomimo pewnej irytacji, która urosła w jego sercu. Ale przecież kot nie miał wpływu na to, kiedy poczuje się chory, więc Nocny Śpiewak nic nie powiedział na ten temat. Kukułka miała rację. Jeszcze było wystarczająco zwierzyny, żeby patrol polujący był mniejszy.
– Dziękuję wam. – rudy kocur kiwnął im głową i ruszył powolnym krokiem w kierunku leża medyka. Kukułka i Noc jeszcze chwilę siedzieli w milczeniu, obserwując odchodzącego towarzysza, zanim starszy się w końcu wypowiedział.
– To co? Idziemy? Zanim wszystko schowa się przed słońcem. Jeszcze jest gorąco! – Noc machnął łapą w kierunku wyjścia do obozu. Kotka naprzeciw niego mogła go nie lubić, mogła go nawet nienawidzić, ale obowiązek wobec klanu zobowiązywał go do bycia chociaż uprzejmym.
<Zwęglona Kukułko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz