Przeniosła spojrzenie na Wężynowy Kieł. Kocica lizała jedną ze swoich łap, ukradkiem obserwując swojego syna i odrzutka. Fląderka zastanawiała się, dlaczego kocica pozwalała swojemu synowi rozmawiać z nią, gdy w trakcie ciąży miała okazję posłuchać rozmowy królowej z zastępcą na temat tego, aby szylkretka zmieniła lokum na jakieś inne niż kociarnia. Skąd ta nagła zmiana?
Flaming mimo, że był niewiele mniejszy od Fląderki, która zresztą odstawała wielkością od innych kotów w zbliżonym do jej wieku, z łatwością wgramolił się na jej grzbiet. Szylkretka stłumiła pisk, gdy jego ostre pazurki uczepiły się jej boku.
– W takim razie chcę, abyś od tego momentu woziła mnie na swoim grzbiecie przez cały dzisiejszy dzień i następne kwadry! I masz być na każde moje zawołanie, pokrako!
Kotka odetchnęła z ulgą. Mogła spełnić zachciankę młodego księcia. W dodatku dzięki temu mogła zadbać o to, aby Flaming niepotrzebnie nie brudził, ani nie zranił swoich małych łapek, gdyby nadepnął na ostry kamyk. Przynajmniej do czasu, aż jej nie przerośnie i nie będzie w stanie dźwigać go na swoich plecach.
– D-dobrze. M-może masz ochotę odwiedzić legowisko starszych, książę Flamingu? – spytała, proponując zabranie pointa na zewnątrz legowiska. Na pysku kocurka pojawił się grymas. Tylko dlaczego? – Starsza N-nenufarowy Kielich na pewno ucieszyłaby się z twoich odwiedzin, księciu Flamingu. I mogłaby opowiedzieć ci historię.
– Starsza Nenufarowy Kielich jest nudna. I w dodatku ostatnio, gdy ją odwiedziłem, zasnęła w trakcie opowieści o mojej prapraprababci!
– S-starszym kotom często się zdarza zasnąć podczas rozmowy... – podjęła łagodnie, próbując wytłumaczyć kocurkowi, że starsza kotka wcale nie okazała braku szacunku wobec dziejów przodkini Flaminga.
~ ~ ~
Fląderka miała drobny upominek dla młodego księcia z okazji jego mianowania na ucznia. Właściwie kocurek wciąż był kociakiem, jednak lada dzień na pewno Mandarynkowa Gwiazda zwoła zebranie klanu i wybierze dla swojego wnuka mentora.
Ostrożnie przeniosła białe kwiecie do obozu, które udało jej się zebrać podczas drogi powrotnej z odwiedzin u Centuriowej Łapy. Roślinki, które niosła w pysku, łudząco przypominały kształtem płatków gwiazdy, których tak bardzo pragnął otrzymać Flaming. Nie mogła przynieść mu prawdziwych gwiazd, lecz może takie zadowolą kota, który być może w przyszłości pójdzie w ślady swego ojca i zostanie wybrany na zastępcę?
Flaming wygrzewał się na trawie przed kociarnią. Leniwie otworzył jedno oko, gdy zrozumiał, kto znalazł się u jego boku.
– Nie wzywałem po ciebie, pokrako. Nie widzisz, że zażywam kąpieli słonecznej? Przeszkadzasz mi...
– Przepraszam, że ci przeszkodziłam, książę Flamingu – zawstydzona pochyliła łebek. Słowa, które opuściły jej pyszczek, były niewyraźnie z powodu kwiatów, które trzymała. Ostrożnie odłożyła je przed swoimi łapkami. I już miała ponownie się odezwać, gdy zniecierpliwiony kocurek się wtrącił:
– Co tam masz?
– Prezent z okazji zbliżającego się mianowania. Twojego, książę Flamingu. – Podsunęła w kierunku kocurka bukiet. – W-wyglądają, jak gwiazdy. Ich płatki. Jestem pewna, że wyglądałyby pięknie na twoim futrze, gdybyś miał ochotę się nimi udekorować. Miałbyś Srebrzystą Skórę na swoim ogonie.
<Flaming? Przyjmiesz dar?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz