— Poznałem ostatnio nowego kota. Był taki miły! Okazuje się, że musi codziennie jeść ryby, a wcale ich nawet nie lubi! Może mu się przejadły? Biedak… oddałem mu moją nornicę, żeby nie musiał tego dnia znosić monotonnego dla niego posmaku ryb. W dodatku zamieszkuje tereny blisko dwunożnych, którzy są podobno nieprzewidywalni. Czasami ganiają za kotami z jakimiś dziwnymi, wydłużonymi przedmiotami i coś pokrzykują między sobą. Mam tylko nadzieję, że mu nic się nie stanie, ach! Może porozmawiajmy o czymś milszym... Co u twojej rodziny? Wszyscy zdrowi? Z uzdrowicielem, takim jak ty, z pewnością nic im nie grozi! Nic się nie martw, dowiesz się jeszcze więcej — zaszczebiotał radośnie, przebierając łapkami w ziołach rozłożonych przed sobą.
Brązowa kotka zmrużyła oczy, poruszając spokojnie puchatą kitą. Ostatnio doszła do paru ważnych wniosków i rozmyślała nad tym, czy warto było podzielić się nimi z mentorem. Czy kocur by ją zrozumiał, mając tak wielką wiedzę na temat ziół, tak bardzo ciekawiących ją? Zerknęła na jego pyszczek, skupiony był na łodyżkach dalej, układając je tak, aby się przypadkiem nie myliły.
— Wernyhora, zastanawiałem się ostatnio, dlaczego nie mieszamy kocimiętki z makiem lub miodem? Skoro mak działa przeciwbólowo oraz nasennie i robi to tak sprawnie, to czemu nie połączyć tego z czymś miłym, właśnie w rodzaju kocimiętki lub miodu? Kto nie lubi miodu? Może by im się lepiej i dłużej spało po takim połączeniu? Moglibyśmy może wpłynąć w jakimś stopniu na ich sny. Pacjentom z koszmarami podawać dawkę kocimiętki z makiem, od razu by byli szczęśliwsi — wyjaśniła energicznie, gestykulując łapami. Był to temat dla niej ważny i zdanie biało-czarnego się dla niej liczyło oczywiście tylko w pewnym stopniu, bo wiadomo, że ona miała rację, zawsze, nieważne, czy inni podzielali jej zdanie. Jednak nie dzieliła się swoimi błyskotliwymi pomysłami za każdym razem, dlatego, można by rzec, to była dość wyjątkowa chwila.
Wernyhora zamyślił się na chwilę. Na jego pyszczku pojawił się neutralny wyraz, po chwili rozjaśniony lekkim uśmiechem.
— Kobczyku, ten pomysł nie jest wcale zły, ale spójrz na to w ten sposób; oczywiście dobrze, że pytasz i cieszy mnie twoja pomysłowość, aczkolwiek… każda rzecz w nadmiarze szkodzi. Kocimiętka mogłaby mieć niepożądane działanie w połączeniu z makiem, tak samo, jak i miód, nawet jeśli osobno działają dobrze. Kocimiętka raczej pobudza, dlatego, jeśli miałbym mieszać, to z miodem. Miód jest ciężko pozyskać, jeśli nie ma się określonego, wyrobionego sposobu. Maku jest dużo więcej i ryzykujesz zdecydowanie mniej, zbierając go — zaczął, po czym ujął delikatne kwiecie w łapy. — Uważam, że sam mak wystarczy, żeby kotu spało się dobrze, ale możemy kiedyś przetestować twoją propozycję. Odpowiadając na twoje kolejne pytanie, to… nie poznałem nigdy kota, który nie lubił miodu — uśmiechnął się nawet szerzej, ale nie nazbyt. Kiwnął głową. — Wiesz, mam do ciebie skromną prośbę. Będzie to też okazja na wykazanie się — zaczął nagle, poruszając spokojnie wąsami.
Łaciata kotka postawiła uszy. Czego mógł od niej chcieć? Może chciałby sprawdzić jej do tej pory nabytą wiedzę, czy rzeczywiście go słuchała, a może wyłączała się podczas jego paplaniny? Tak naprawdę to wyłączała się jedynie czasami, próbując w miarę sprawnie przesiewać ważne dla niej informacje. Oczywiście, że wiedziała, że wszystko w nadmiarze szkodzi. Chciała jednak przekonać się, co stanie się z kotem, który zażyje jej pomysłu w dopuszczalnych dawkach, żeby go nie wysłać przypadkiem pod ziemię. Odpowiedź kocura usatysfakcjonowała ją tylko w pewnym stopniu. Chciała wiedzieć, co stałoby się z pacjentem, któremu dałaby i kocimiętkę, i mak. Albo nawet… kocimiętkę i miód. I może mak.
— Otóż ostatnio nie czuję się najlepiej. Jak już rozmawiamy o ziołach… zauważyłeś na pewno, że brzmię inaczej, niż zwykle. Spowodowane jest to chrypką. Wiesz może, jakie zioło by mi na nią pomogło? — zapytał, na co brązowooka od razu się zamyśliła. Co pomagało na chrypę? Musiało być to swego rodzaju podrażnienie gardła, więc może… rozmawiali dopiero co o miodzie. Miód mu pomoże! Rozejrzała się po składziku kocura, doszukując się zapasu miodu. Szkoda, że nie udało mu się zdobyć więcej, jednak tyle musiało wystarczyć. Przedzieliła kawałek dość niedbale, przekładając go na liść, który zawinęła odrobinę i chwyciła w pysk. Wróciła do kocura ze zwitką, kładąc ją przed nim.
— Zjedz miód, pomoże ci na chrypę — poleciła mu, wskazując łapą lek na jego dolegliwość. To było dość proste, nie musiała wcale głowić się nad tym długo.
Kocur zamruczał z zadowoleniem.
— Brawo, Kobczyku! Wiedziałem, że nie będzie to dla ciebie żaden kłopot — powiedział z dumą w głosie, po czym spożył podany mu medykament. Smak miodu był przyjemny, sama Kobczyk mogłaby wziąć trochę dla siebie, ale w danej chwili nie miała na miód jakoś szczególnej ochoty. Poruszyła się nieznacznie. Cieszyła ją pochwała ze strony biało-czarnego, nawet jeśli nie zawsze zgadzała się z jego zdaniem.
[767 słów - trening medyka, wyleczenie postaci NPC]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz