Dawno
Szczęki wojowniczki nie mogły wytrzymać dłużej. Wzorek nie była już małym kociakiem, tylko dziewięcoksiężycową uczennicą. W końcu Płomienne Serce nie miała innego wyboru jak ją puścić. Wzorek potargana i zalana łzami wygięła grzbiet w łuk i nastroszyła futro.
— To wszystko przez ciebie! Czemu mnie nienawidzisz?! — krzyknęła i odbiegła, żeby schować się gdzieś. Jak najdalej od wszystkich.
***
Teraz
Od tamtej pory praktycznie nie rozmawiała z Płomiennym Sercem. Ruda próbowała się do niej czasem dosiadać podczas posiłków, ale Wzorek po prostu zmieniała miejsce. Nie potrzebowała kolejnych zarzutów zachowywania się jak kociak. Mimo wszystko ruda wojowniczka nadal była dla niej ważna. Była dla niej jak starsza siostra. Chciałaby znowu z nią porozmawiać tylko po prostu czuła, że nie może się jej pokazać na oczy. W sumie to nie miała do kogo otworzyć pyska, więc coraz częściej wychodziła z obozu sama. Podczas jednego z takich spacerów, kiedy tropiła zdobycz, zauważyła kota. Bukową Koronę. Przez chwilę stała w bezruchu. Co miała zrobić? Chciała się przywitać. To mogła być jej szansa. Niepewnie podeszła do kocura. Myśli kłębiły jej się w głowie. Jak zacząć? Co zrobić? Zanim zorientowała się, co robi, z jej pyska uciekło jedno słowo.
— Hej…
Było za późno, żeby się wycofać. Spanikowała. Nie mogła uciec! Na to był czas, zanim się zbliżyła. Uśmiechnęła się lekko i uciekła wzrokiem w bok. Bukowa Korona spojrzał na nią.
— Co tu robisz?
No i miała problem. Bo co miała powiedzieć? „A tak sobie przechodziłam i zobaczyłam, że tu stoisz i wiem, że masz partnerkę, ale…”? Klanie Gwiazdy, była okropnym kotem.
— Spaceruję — odpowiedziała, ale tak jakby sama nie była do końca pewna swoich słów. Czekoladowy zmrużył oczy, po czym skinął głową.
— Mhm... — odparł, kołysząc ogonem. — Masz do mnie jakąś sprawę? W końcu zaczęłaś rozmowę.
W trakcie wypowiedzi kocura próbowała oddychać głęboko i wsuwała co chwilę swoje pazury w ziemię. Mimo wszystko jakimś cudem jej to pomogło. Może była w stanie dokończyć tę rozmowę bez ataku paniki.
— Po prostu chcę pogadać.
Buk wykonał kilka kroków w przód, milcząc. Dopiero po chwili zwrócił głowę w jej stronę i mruknął:
— Idziesz?
Stała chwilę, czekając, aż pojawi się w niej to przyjemne uczucie, jak za każdym razem, kiedy rówieśniczki zapraszały ją na spacer, ale nie doczekała się. Nic ciekawego się nie stało. Wzruszyła ramionami lekko zawiedziona.
— W sumie mogę.
Szli przez chwilę w ciszy, ale nie minęło dużo czasu, nim Bukowa Korona zaczął użalać się nad swoimi ranami:
— Parszywe mewy... — fuknął, nie kryjąc irytacji. — Jeszcze przed ich atakiem byłem taki piękny, potężny... — mówił dalej z żalem. Nie wiedziała co powiedzieć. „Przepraszam? Nie… Przykro mi? Nie…” W końcu poddała się. Kiedyś myślała, że Bukowa Korona nadal czuł się świetnie nawet z wszystkimi bliznami, ale teraz poczuła się, jakby została oszukana. Do tego, o czym on gadał? O pięknie i potędze? Czy widział w ogóle kogokolwiek poza czubkiem własnego nosa? Nic dziwnego, że znalazł sobie tylko Foczą Falę. Ta dosłownie pchała mu się pod łapy! Pewnie dlatego nie widział, ile innych jest pięknych kotek w Klanie Klifu. Czy Buk naprawdę był kotem dla niej? Takie zachowanie wręcz ją odpychało!
— Mhm… — mruknęła tylko. Kocur kontynuował, nie zważając na nią.
— Powinniśmy coś z nimi zrobić, zamiast pozwalać się tak upokarzać — mruknął twardo. — Ile kotów już przypłaciło albo prawie przypłaciło życiem przez mewy? A ile kotów zebrało się, by przemyśleć sprawę pozbycia się ich?
Miała mu przerwać i podzielić się swoimi przemyśleniami? Nie… To nigdy nie kończyło się dobrze. Postawiła więc na klasyczną taktykę, której często używała podczas rozmów z Truskawkową Łapą — przytakiwanie. Skinęła głową.
— Zgadzam się.
Buk prychnął pod nosem.
— Ciekawe, kiedy w końcu Judaszowcowa Gwiazda skończy pięć lisich ogonów pod ziemią — zastanowił się na głos. — Mam nadzieję, że jego następca wreszcie pozbędzie się tych mew!
Zaczęło się robić nieciekawie. Wolała nie mieszać się w sprawy rozmów o przywódcach. Bardzo cicho wsunęła się pomiędzy drzewa, opuszczając kocura. Kiedy wracała do obozu, myślała o tym wszystkim. Buk jednak nie był taki, jak myślała. Teraz czuła się nim obrzydzona. Do tego, nawet zanim dowiedziała się, jaki jest, nic nie zaiskrzyło. Czyli po prostu sobie to wmawiała? Czy ona kiedykolwiek znajdzie miłość? Nie miała gdzie. Nie było wśród Klifiaków żadnych innych kocurów w jej wieku. Nie mogła też szukać poza granicami. Stres przygniótłby ją. Pogrążona w smutku z powłóczącymi łapami nagle wpadła na grupę kotek. Psotny Nietoperz, Rozkwitający Aster, Pchełkowy Skok, Drobne Ukojenie i Niebiańska Poświata wychodziły z obozu. Rozmawiały w najlepsze, śmiejąc się i plotkując.
— Hej Wzorek! Idziemy na spacer, chcesz dołączyć? — zaproponowała Psotka. Szylkretka od razu się rozchmurzyła. Uśmiechnęła się i skinęła głową.
***
— Co cię tak trapi Wzorek?
Normalnie w takiej sytuacji odeszłaby bez słowa, ale teraz naprawdę potrzebowała kogoś, komu mogła się wyżalić.
— Chodzi o to, że… Ja nigdy nie znajdę sobie partnera.
Zdezorientowana ruda od razu zaczęła ją pocieszać.
— Bzdura! Przecież jesteś ładna. Czemu nikt miałby cię nie polubić?
Westchnęła ciężko.
— Nie o to chodzi. Ja po prostu nie widzę w kocurach nic ciekawego. Są nudni. A kiedy idę na spacer z taką Psotny Nietoperz, to czuję się wyjątkowo… Co jest ze mną nie tak?
— Wiesz Wzorek, nie każdemu podobają się kocury.
Zastrzygła uszami. Wiedziała, że istnieją związki dwóch kotek. Ale co to miało do niej?
— Co?
<Płomyk? Chodź tłumaczyć Wzorek, że jest lesbijką>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz