!! tw: w dalszej części krótki opis porodu, jak i uwzględnienie śmierci młodych !!
– Jesteś pewna? – spytała, nie do końca rozumiejąc, dlaczego wojowniczka nie chciała podzielić się wielkimi wieściami z kimkolwiek z bliskich, w szczególności z matką i siostrą. Przecież mogła liczyć na ich wsparcie oraz pomoc? Więc dlaczego?
– Skoro tylko ty się zorientowałaś, to znaczy, że jest to początek ciąży. Póki mój brzuch jest jeszcze mały, chce sama nacieszyć się obecnością swoich kociąt, nim będę zmuszona przenieść się do kociarni na sześć-siedem księżyców i słuchać rad matki, o tym, jak powinnam opiekować się młodymi. A, właśnie. Skrzypowi również na razie nic nie mów. Chcę mu sama powiedzieć, gdy będziemy na patrolu.
"Więc naprawdę byli razem. I to właśnie Skrzypiący Skrzyp był ojcem tych kociąt, rozwijających się pod sercem Płomykówki."
– Będziecie wspaniałymi rodzicami.
~~~
W wejściu do Skruszonego Drzewa stanęła Skrzydlata Płomykówka. Na jej pysku malował się grymas, który musiał być spowodowany bólami podbrzusza, na które kocica zaczęła się uskarżać. Albinoska zaprosiła wojowniczkę na wolne posłanie w głębi lecznicy i tuż po tym, gdy kocica się na nim położyła, przystąpiła do badania.
– Szkoda, że kodeks medyków zabrania ci posiadania partnera oraz potomstwa. Medycy również powinni zasługiwać na takie szczęście, na jakie mogą liczyć pozostałe koty. – Srebrzysta zamruczała, rozglądając się po lecznicy, w której oprócz śpiącego Burzowych Chmur na wolnym posłaniu nie było nikogo. – A tak naprawdę chciałabym, aby nasze kocięta były przyjaciółmi, jak my.
– Może do czasu narodzin twoich kociąt uda mi się znaleźć jakiegoś malutkiego kociaka w potrzebie, którego mogłabym przygarnąć... Mógłby ze mną mieszkać w lecznicy, a tam, mógłby mieć swoje małe posłanie – zaśmiała się, spoglądając na korytko, w którym medycy trzymali zioła do suszenia. Oprócz swojego aktualnego zastosowania naczynko mogło również służyć jako kołyska czy zabawka dla młodych i starszych kociąt. – Od jak dawna czujesz ból w podbrzuszu?
– Zaczęło się to wczoraj... pod wieczór, jednak ból był znośny. Dopiero teraz wezbrał na sile.
Łapy Wełnistej Mszycy uciskały lekko nabrzmiały brzuch Skrzydlatej Płomykówki. Wszystko wydawało się w porządku — kocięta powoli były już bardziej ruchliwe, co świadczyło o tym, że się dobrze rozwijają. Okolice gruczołów mlecznych również nie wykazywały żadnych nieprawidłowości. Ciąża wydawać by się mogło, przebiegała dobrze, wręcz wzorcowo. A jednak ten dziwny ból, który doskwierał młodej matce, którego sama cierpiąca, jak i medyczka nie potrafiła wyjaśnić, wzbudzał w albinosce niepokój. W szczególności, że podczas badania kocica nie uskarżała się na ból, który powinien przybrać na sile, gdy naciskała w miejscu bólu.
– To znak, że już pora, abyś przestała pełnić funkcję wojownika i skupiła się w pełni na sobie i swoich kociętach.
Do lecznicy zajrzała Sójczy Błękit, zatrzymując się niedaleko pacjentki i medyczki. Kocica niedługo po medyczce odkryła prawdę o stanie swojej córki. Od kilku wschodów słońca kazała córce przenieść się do kociarni, jednak Płomykówka była głucha na prośby matki, mówiąc, że nie chce siedzieć bezczynnie, skoro się dobrze czuje.
– Sójczy Błękit może mieć rację, Skrzydlata Płomykówko – mruknęła Wełnista Mszyca, dostrzegając, że słowa matki popsuły humor pacjentki. – Nie znalazłam nic, co mogłoby wzbudzić mój niepokój jako medyka. Żadnych nieprawidłowości. Ciąża rozwija się prawidłowo, zarówno dla ciebie, jak i twoich młodych. Za niecały księżyc powinnaś urodzić – tłumaczyła spokojnie, gdy w tym samym czasie kocicę między sobą wymieniły kilka zdań. – Jednak każdy gwałtowniejszy ruch, na który jesteś narażona podczas patrolu łowieckiego czy stres może przyspieszyć poród, jak i wydłużyć akcję porodową. Myślę, że przerwa od pełnienia funkcji wojownika, jak i przeniesienie do kociarni dobrze ci zrobi. W końcu chociaż przez chwilę będziesz miała całe legowisko dla siebie.
Kocica zgodziła się zrezygnować z części zadań pełniących przez wojowników, jednak nie była za tym, aby przenieść się do żłobka. Zamiast tego po badaniu częściej można było ją dostrzec w obozie, pomagającą w legowisku starszych, czy drzemiącą za dnia na swoim posłaniu. Również Skrzydlata Płomykówka pomagała Wełnistej Mszycy przy wyprawach medycznych.
~~~
Uśmiechając się nerwowo, wpatrywała się w pysk kocura, który najprawdopodobniej kupił to, co mu powiedziała. Nim przeszli do innego tematu rozmowy, dotyczącego stanu piszczek, kocur wspomniał, że Płomykówka zrobiła się jakaś okrąglejsza, jednak winę zrzucił na porę nagich drzew i obżarstwo siostry.
~~~
Lotosowy Pąk podsunął siostrze kolejne dekoracje, które miały się znaleźć w futrze kocura. W ciszy obserwował, jak Księżycowy Odłamek kolejny raz przybiera postać księżycowej księżniczki, najprawdziwszego odłamku gwieździstego nieba, czy właściwie srebrzystej skóry.
Wełnista Mszyca ostrożnie zniżyła pysk do głowy kocura i delikatnie musnęła czubkiem nosa jego czoło.
– Ekhm – Lotosowy Pąk odchrząknął. – Nie chcę ci przeszkadzać w upiększaniu Księżyca, ale potrzebuję jego pomocy. Wędrujące Niebo kazał nam przygotować barwniki na kolejną sesję historii... Księżyc nie jest już kociakiem. Nie jest też twoim kociakiem, Wełnista Mszyco... – Lotos westchnął, dając do tyłu uszu, widząc, że medyczka zignorowała jego słowa.
Biały kronikarz się mylił. Księżycowy Odłamek był kociakiem Wełnistej Mszyscy. Został nim w dniu, w którym albinoska postanowiła powitać kocięta Rozkwitającej Szanty i to właśnie błękitne kocię skradło jej serce.
– Mhm. Ale potrzebuje odpoczynku. Spójrz tylko na niego. Wasze głowy muszą zapamiętać tak dużo informacji na temat historii, jak i mieszkańców klanu, w dodatku musicie ją co chwilę uzupełniać. Jak dobrze, że zioło na kaszel pozostaje ziołem na kaszel...
Ostrożnie podniosła się z posadzki Groty Pamięci, nie decydując się wybudzić niebieskiego ze snu. Poprosiła również Lotosowy Pąk, aby pozwolił kocurowi wypocząć i żeby nie był na niego zły. W końcu dużo przeszedł, tak samo, jak Lotos, lecz to właśnie Księżyc miał trudniej. Nie trzeba było go traktować inaczej, ale można było być wyrozumiałym i gdy trzeba było pomóc, nawet w taki mały sposób.
W drodze na powierzchnię zderzyła się głową ze Skrzypiącym Skrzypem. Nieco oszołomiona, dopiero po pięciu uderzeniach serca zrozumiała słowa burego wojownika, który o mało co, nie wytargał jej za sobą z tunelu za futro na piersi, ponieważ coś było nie tak ze Skrzydlatą Płomykówką.
~~~
Poprosiła Skrzypiący Skrzyp o poszukanie jakiegoś patyka, na którym uwagę podczas porodu mogłaby skupić jego partnerka. Również chciała mu znaleźć jakieś zajęcie, ponieść jego obecność nieco ją rozpraszała.
Nie było czasu, aby udać się po Wdzięczną Firletkę czy Zawilcową Koronę. Kocięta pchały się na świat, jednak Skrzydlata Płomykówka, czy właściwie jej ciało, nie była na to gotowe.
~~~
Wełnista Mszyca spuściła wzrok na ziemię i swoje łapy, które zamiast być nieskazitelnie białe, były pokryte szkarłatem. Nie była w stanie spojrzeć w oczy Skrzydlatej Płomykówce. Nie w tej chwili. Zacisnęła zęby, starając się znaleźć odpowiednie słowa, jednak nie była w stanie. Łzy spływały po jej policzkach, a jej cichy głos w myślach błagał przodków, aby tchnęły w życie w tę dwójkę malców, których ruchy potrafiła wyczuć przecież jeszcze kilkanaście wschodów słońca temu. Więc dlaczego...
– Nie obwiniaj się – wymruczał cicho Skrzyp, tym samym sprawiając, że kocica uniosła na niego spojrzenie. Delikatnie musnął pyskiem grzbiet medyczki. Smutek na pysku kocura, jak i jego partnerki łamał serce albinoski.
Bury wojownik zbliżył się do swojej partnerki oraz synów i delikatne dotknął pyskiem boku kocicy. Nim zdecydowali się na pochówek potomstwa na przyklanowym cmentarzu, zdecydowali się nadać synom imiona, aby wiedzieli, kto im wyjdzie naprzeciw, gdy przodkowie wezwą ich do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz