Zgromadzenie – to z Pory Nowych Liści
Zalotna Gwiazda nie wybrała Wilgowej Goryczy na zgromadzenie. Wspaniały plan Cienia, na który bury wpadł tuż po tym, gdy przestał gorączkować, nie doszedł do skutku. Może to i lepiej. W końcu kocur pojął, że jego wspaniałomyślny plan był pełen dziur. Koty z innych klanów być może nie miałyby zamiaru ukarać prawdopodobnego zdrajcy, który Wilgowa Gorycz na pewno był. Musiał być, prawda? Przecież nie raz, nie dwa udał się samotnie na granicę, w dodatku pachniał ziołami. Zielonooki coś kombinował. Coś, co mogło zaszkodzić ich społeczności znajdującymi się pod łapą matki Cienistej Zjawy.
Wojownik siedział samotnie przy brzegu wyspy, a jego spojrzenie utkwione było w Zalotnej Gwieździe. Kocica jako jedyna ze wszystkich liderów wyglądała, jakby znajdowała się na właściwym miejscu. Pozostałe koty, cóż, niestety nie dorównywały jego matce wspaniałości. Większość wyglądała na zmęczoną, bez życia, jakby jedną łapą były w grobie. Dodatkowo na pewno oddawały cześć Klanu Gwiazdy, a nie jedynej prawdziwej wierze w Miejsce, gdzie brak Gwiazd. Śmiał wątpić, aby ta srebrzysta kocica, z którą jego matka właśnie rozmawiała, wyznawała podobną wiarę, co oni. Tym bardziej członkowie jej klanu, gdyż właśnie jeden z Nocniaków wykrzyknął: "Na Klan Gwiazdy! Z jakiego klanu pochodzą te kocięta?!"
Przylizał bure futro na piersi, z rozbawieniem przyglądając się niewychowanym kociętom, wdrapującym się na skałę liderów. Domyślał się, z jakiego klanu pochodziły te koty, a został w tym utwierdzony w momencie, w którym czarny kocur zareagował, starając się doprowadzić najmłodszych członków klanu do porządku. I nie tylko ich.
Przeniósł spojrzenie na dwie inne kotki, które pochodziły z Klanu Nocy prowadzące zażartą dyskusję. Były z nich całkiem urodziwe kocice i prawdopodobnie były w podobnym wieku do Cienia, być może nieco starsze. Starał się podsłuchać ich rozmowy.
"Sojusznicy nie tylko powinni się wspierać, ale również wierzyć w to samo, czyż nie matko?"
Na dobrą sprawę, czy Klan Wilka naprawdę potrzebował sojuszników? Według Cienistej Zjawy klan wręcz rozkwitał pod łapami Zalotki, będąc samowystarczalnym. Nie mieli problemów ze zwierzyną, a klan, jak i kult zasiliło wiele dobrze wytrenowanych kotów. Również sami byli w stanie zagarnąć tereny Klanu Klifu, i to bez pomocy drugiego klanu. Najprawdopodobniej ten cały sojusz został zawarty na prośbę ówczesnego lidera Klanu Nocy, bo wątpił, aby taka propozycja padła z pyska dumnego Wilczaka. Być może było to podczas wojny, a zmniejszona ilość kotów w klanie zmusiła lidera do poproszenia o pomoc wspaniałego Klanu Wilka.
I w tem w głowie kocura pojawiła się nowa myśl. O wiele lepsza od tej dotyczącej Wilgowej Goryczy. Może powinien ją podsunąć matce? Na pewno szylkretowa kocica będzie dumna, że chce się przyczynić do rozwoju kultu. I to na jaką skalę. Sami Przodkowie byliby na pewno wdzięczni, że kocur chciał poszerzyć ich obszar, nad którym mogliby sprawować kontrolę i przemawiać do swoich wiernych. I mogliby również widzieć, czy Klan Nocy dzieli się z nimi wszystkimi informacjami, czy jednak część z nich dla siebie zataja.
Zgromadzenie lada moment miało się zakończyć. Liderzy powoli zwoływali swych podwładnych rozsianych po Bursztynowej Wyspie. Cienista Zjawa podniósł się z miejsca, w którym zapuścił korzenie i bezpośpiechu dołączył do pozostałych członków Klanu Wilka gotowych na powrót na stały ląd.
– Wybacz – mruknął, gdy przypadkiem zderzył się z kotem, którego sierść była biała. Nic specjalnego. W ich klanie również były koty, których ciało zdobiło białe futro, i najpewniej nie poświęciłby kocicy uwagi, gdyby nie jej fioletowe oczy. Tak obce, a zarazem tak znajome. Niczym zaklęty wpatrywał się w nią, nie odrywając spojrzenia od jej pyska. I to nie dlatego, że była ładna. Po prostu próbował sobie o czymś przypomnieć, o czym zapomniał.
– Nie szkodzi – miauknęła cicho, lecz jej wyraz pyska zdradzał obawę i niepokój, gdy stała naprzeciw kocura. Zniżyła głowę, którą skinęła na pożegnanie i udała się do zbiorowiska Burzaków.
Nozdrza kocura wypełnił znajomy zapach, gdy albinoska przemknęła tuż obok niego. Lawenda, wrzosy i ostry zapach ziół, charakterystyczny dla kotów pełniących funkcje medyka. Gwałtownie się odwrócił, starając się zawołać medyczkę, jednak zdał sobie sprawę, że nie zna jej imienia. Mógł również zawołać ją: "Ej ty, biała", jednak z jego gardła wydobył się bliżej nieokreślony dźwięk.
Pierwszym kotem, do którego się zbliżył, chcąc poznać tożsamość kocicy była Kocimiętkowy Wir. Ruda kocica z kikutem zamiast pięknego długiego ogona obserwowała pozostałe koty, przebierając łapami na znak, że jest gotowa do opuszczenia zgromadzenia. Był niemalże pewny, że to właśnie od niej pozna tożsamość medyczki Klanu Burzy.
– Kocimiętkowy Wirze... czy wiesz może, kim jest ta biała kotka?
– Biała kotka... – wymruczała, starając się dostrzec w grupie burzaków kota, o którego pytał Cienista Zjawa. – Aha! Ona! To ta kochanica Wilczego Skowytu! Spotkałam ją jakiś czas temu na granicy. Wypierała się bycia z nim w związku, ale ja wiem swoje! W dodatku jest medyczką! Powinna się wstydzić.
"Kochanica Wilczego Skowytu?"
Kocur zmarszczył pysk, nie będąc przekonany co do słów rudej wojowniczki. Po chwili parsknął, bo ciężko mi było sobie wyobrazić tę dwójkę razem.
– Najwidoczniej nie jest tylko jego kochanicą – zaśmiał się, zdając sobie sprawę, że ta informacja była na dobrą sprawę pomocną. Dostrzegł, że wibrysy rudej zadrgały z niecierpliwością i z ekscytacją. Wyczekująco wpatrywała się w kocura, aby ten podzielił się z nią informacjami. – Jakiś czas temu, porą nagich drzew wpadłem na Wilgową Gorycz. Wracał samotnie z granicy z Klanem Burzy i nie wyglądał na zadowolonego. W dodatku na jego futrze osiadł jej zapach; dokładnie ta sama woń lawendy, wrzosów i innego zielska. Nie da się jej pomylić z żadną inną wonią. – Miał nadzieję, że ruda wojowniczka zacznie rozpowiadać o tym, że Wilga spotyka się z medyczką, i to wcale nie na pogawędki. – Jesteś pewna, że jej członem jest Mszyca, a nie Owca? – Uśmiechnął się.
Czy w tej plotce, którą dzięki Kocimiętce stworzył i pozwolił żyć, było ziarno prawdy? Jeśli tak było to, być może Wilgowa Gorycz miał jeszcze szansę stać się kotem godnym miana Wilczaka, skoro być może chciał doprowadzić do złamania przez medyka tego całego durnego kodeksu nadanego przez ich uwielbiany Klan Gwiazdy.
Tuż po powrocie na tereny klanu, buras skierował swoje kroki do legowiska Zalotnej Gwiazdy. Pokłonił się matce, okazując tym samym szacunek, jakim ją darzył, jak i w związku z rangą, jaką kocica aktualnie pełniła. Cierń podziwiał ją, odkąd ta zaopiekowała się nimi, pomagając mu i jego siostrom dostawać się do klanowych realiów. Zawdzięczał jej na dobrą sprawę wszystko. Zawdzięczał jej życie.
Bury przeniósł spojenie na liliową kocicę, która kryła się w mroku jaskini. Żałosna istota.
– Wybacz matko, że zakłócam twój spokój od razu po powrocie ze zgromadzenia, ale dowiedziałem się na nim czegoś doprawdy interesującego – zamruczał, nie decydując się od razu wyjawić, o co tak naprawdę chodziło. Nie, gdy liliowa kocica również znajdowała się w pomieszczeniu. Wolał poczekać, aż matka ją odprawi. Gdy zostali sami i matka dała mu znać, aby kontynuował, przemówił: – Porą Nagich Drzew, tuż po tym, jak nasz klan się uszczuplił o członków, zauważyłem, że Wilgowa Gorycz, co kwadrę, a nawet częściej udaje się samotnie na granicę z Klanem Burzy. Z góry założyłem, że celem jego wypraw na granice jest kontakt ze zbiegami. Niestety byłem w błędzie, ale jestem pewien, że w przyszłości będzie próbował podjąć próbę kontaktu ze swoim ojcem, bratem lub mentorem. – Zatrzymał się na dłuższą chwilę, by znowu spokojnym głosem kontynuować. – Powodem tajemniczym wymknięć kocura była pewna kotka z Klanu Burzy. Nie widziałem ich razem na własne oczy, ale jej zapach znajdował się na futrze Wilgowej Goryczy, gdy na niego wpadłem. Kiedy zapytałem go wprost, czy wiesz o jego samotniczych wyprawach, nic nie odpowiedział, ukrywając prawdę. Na zgromadzeniu miałem przyjemność wpaść na tę kotkę i udało mi się dowiedzieć, że jest medyczką, a na imię ma Wełnista Mszyca. Śmiem twierdzić, że prawdopodobnie łączy ich relacja partnerska. Być może są w klanie jakieś koty, które mogłyby potwierdzić moje przypuszczenia, może ktoś jeszcze widział ich razem... na granicy lub wcześniejszym zgromadzeniu.
Na razie miał zamiar przedstawić matce jeden z tematów, z którym do niej przyszedł. Gdy sprawa Wilgowej Goryczy i jego schadzek pozostanie wyjaśniona, a kocur być może zostanie wygnany czy też skazany na śmierć, miał zamiar podzielić się z matką pomysłem wobec ich sojuszników, aby zyskali przewagę, gdyby Nocniacy postanowili wbić im pazury w plecy. Lepiej było dmuchać na zimne, aby nie doszło do podobnej sytuacji, która miała miejsce za panowania Nikłej Gwiazdy. No i rolą kultysty było nawracanie zagubionych owieczek, na prawdziwą, jedyną wiarę.
Wojownik siedział samotnie przy brzegu wyspy, a jego spojrzenie utkwione było w Zalotnej Gwieździe. Kocica jako jedyna ze wszystkich liderów wyglądała, jakby znajdowała się na właściwym miejscu. Pozostałe koty, cóż, niestety nie dorównywały jego matce wspaniałości. Większość wyglądała na zmęczoną, bez życia, jakby jedną łapą były w grobie. Dodatkowo na pewno oddawały cześć Klanu Gwiazdy, a nie jedynej prawdziwej wierze w Miejsce, gdzie brak Gwiazd. Śmiał wątpić, aby ta srebrzysta kocica, z którą jego matka właśnie rozmawiała, wyznawała podobną wiarę, co oni. Tym bardziej członkowie jej klanu, gdyż właśnie jeden z Nocniaków wykrzyknął: "Na Klan Gwiazdy! Z jakiego klanu pochodzą te kocięta?!"
Przylizał bure futro na piersi, z rozbawieniem przyglądając się niewychowanym kociętom, wdrapującym się na skałę liderów. Domyślał się, z jakiego klanu pochodziły te koty, a został w tym utwierdzony w momencie, w którym czarny kocur zareagował, starając się doprowadzić najmłodszych członków klanu do porządku. I nie tylko ich.
Przeniósł spojrzenie na dwie inne kotki, które pochodziły z Klanu Nocy prowadzące zażartą dyskusję. Były z nich całkiem urodziwe kocice i prawdopodobnie były w podobnym wieku do Cienia, być może nieco starsze. Starał się podsłuchać ich rozmowy.
"Sojusznicy nie tylko powinni się wspierać, ale również wierzyć w to samo, czyż nie matko?"
Na dobrą sprawę, czy Klan Wilka naprawdę potrzebował sojuszników? Według Cienistej Zjawy klan wręcz rozkwitał pod łapami Zalotki, będąc samowystarczalnym. Nie mieli problemów ze zwierzyną, a klan, jak i kult zasiliło wiele dobrze wytrenowanych kotów. Również sami byli w stanie zagarnąć tereny Klanu Klifu, i to bez pomocy drugiego klanu. Najprawdopodobniej ten cały sojusz został zawarty na prośbę ówczesnego lidera Klanu Nocy, bo wątpił, aby taka propozycja padła z pyska dumnego Wilczaka. Być może było to podczas wojny, a zmniejszona ilość kotów w klanie zmusiła lidera do poproszenia o pomoc wspaniałego Klanu Wilka.
I w tem w głowie kocura pojawiła się nowa myśl. O wiele lepsza od tej dotyczącej Wilgowej Goryczy. Może powinien ją podsunąć matce? Na pewno szylkretowa kocica będzie dumna, że chce się przyczynić do rozwoju kultu. I to na jaką skalę. Sami Przodkowie byliby na pewno wdzięczni, że kocur chciał poszerzyć ich obszar, nad którym mogliby sprawować kontrolę i przemawiać do swoich wiernych. I mogliby również widzieć, czy Klan Nocy dzieli się z nimi wszystkimi informacjami, czy jednak część z nich dla siebie zataja.
Zgromadzenie lada moment miało się zakończyć. Liderzy powoli zwoływali swych podwładnych rozsianych po Bursztynowej Wyspie. Cienista Zjawa podniósł się z miejsca, w którym zapuścił korzenie i bezpośpiechu dołączył do pozostałych członków Klanu Wilka gotowych na powrót na stały ląd.
– Wybacz – mruknął, gdy przypadkiem zderzył się z kotem, którego sierść była biała. Nic specjalnego. W ich klanie również były koty, których ciało zdobiło białe futro, i najpewniej nie poświęciłby kocicy uwagi, gdyby nie jej fioletowe oczy. Tak obce, a zarazem tak znajome. Niczym zaklęty wpatrywał się w nią, nie odrywając spojrzenia od jej pyska. I to nie dlatego, że była ładna. Po prostu próbował sobie o czymś przypomnieć, o czym zapomniał.
– Nie szkodzi – miauknęła cicho, lecz jej wyraz pyska zdradzał obawę i niepokój, gdy stała naprzeciw kocura. Zniżyła głowę, którą skinęła na pożegnanie i udała się do zbiorowiska Burzaków.
Nozdrza kocura wypełnił znajomy zapach, gdy albinoska przemknęła tuż obok niego. Lawenda, wrzosy i ostry zapach ziół, charakterystyczny dla kotów pełniących funkcje medyka. Gwałtownie się odwrócił, starając się zawołać medyczkę, jednak zdał sobie sprawę, że nie zna jej imienia. Mógł również zawołać ją: "Ej ty, biała", jednak z jego gardła wydobył się bliżej nieokreślony dźwięk.
Pierwszym kotem, do którego się zbliżył, chcąc poznać tożsamość kocicy była Kocimiętkowy Wir. Ruda kocica z kikutem zamiast pięknego długiego ogona obserwowała pozostałe koty, przebierając łapami na znak, że jest gotowa do opuszczenia zgromadzenia. Był niemalże pewny, że to właśnie od niej pozna tożsamość medyczki Klanu Burzy.
– Kocimiętkowy Wirze... czy wiesz może, kim jest ta biała kotka?
– Biała kotka... – wymruczała, starając się dostrzec w grupie burzaków kota, o którego pytał Cienista Zjawa. – Aha! Ona! To ta kochanica Wilczego Skowytu! Spotkałam ją jakiś czas temu na granicy. Wypierała się bycia z nim w związku, ale ja wiem swoje! W dodatku jest medyczką! Powinna się wstydzić.
"Kochanica Wilczego Skowytu?"
Kocur zmarszczył pysk, nie będąc przekonany co do słów rudej wojowniczki. Po chwili parsknął, bo ciężko mi było sobie wyobrazić tę dwójkę razem.
– Najwidoczniej nie jest tylko jego kochanicą – zaśmiał się, zdając sobie sprawę, że ta informacja była na dobrą sprawę pomocną. Dostrzegł, że wibrysy rudej zadrgały z niecierpliwością i z ekscytacją. Wyczekująco wpatrywała się w kocura, aby ten podzielił się z nią informacjami. – Jakiś czas temu, porą nagich drzew wpadłem na Wilgową Gorycz. Wracał samotnie z granicy z Klanem Burzy i nie wyglądał na zadowolonego. W dodatku na jego futrze osiadł jej zapach; dokładnie ta sama woń lawendy, wrzosów i innego zielska. Nie da się jej pomylić z żadną inną wonią. – Miał nadzieję, że ruda wojowniczka zacznie rozpowiadać o tym, że Wilga spotyka się z medyczką, i to wcale nie na pogawędki. – Jesteś pewna, że jej członem jest Mszyca, a nie Owca? – Uśmiechnął się.
Czy w tej plotce, którą dzięki Kocimiętce stworzył i pozwolił żyć, było ziarno prawdy? Jeśli tak było to, być może Wilgowa Gorycz miał jeszcze szansę stać się kotem godnym miana Wilczaka, skoro być może chciał doprowadzić do złamania przez medyka tego całego durnego kodeksu nadanego przez ich uwielbiany Klan Gwiazdy.
~~~
Bury przeniósł spojenie na liliową kocicę, która kryła się w mroku jaskini. Żałosna istota.
– Wybacz matko, że zakłócam twój spokój od razu po powrocie ze zgromadzenia, ale dowiedziałem się na nim czegoś doprawdy interesującego – zamruczał, nie decydując się od razu wyjawić, o co tak naprawdę chodziło. Nie, gdy liliowa kocica również znajdowała się w pomieszczeniu. Wolał poczekać, aż matka ją odprawi. Gdy zostali sami i matka dała mu znać, aby kontynuował, przemówił: – Porą Nagich Drzew, tuż po tym, jak nasz klan się uszczuplił o członków, zauważyłem, że Wilgowa Gorycz, co kwadrę, a nawet częściej udaje się samotnie na granicę z Klanem Burzy. Z góry założyłem, że celem jego wypraw na granice jest kontakt ze zbiegami. Niestety byłem w błędzie, ale jestem pewien, że w przyszłości będzie próbował podjąć próbę kontaktu ze swoim ojcem, bratem lub mentorem. – Zatrzymał się na dłuższą chwilę, by znowu spokojnym głosem kontynuować. – Powodem tajemniczym wymknięć kocura była pewna kotka z Klanu Burzy. Nie widziałem ich razem na własne oczy, ale jej zapach znajdował się na futrze Wilgowej Goryczy, gdy na niego wpadłem. Kiedy zapytałem go wprost, czy wiesz o jego samotniczych wyprawach, nic nie odpowiedział, ukrywając prawdę. Na zgromadzeniu miałem przyjemność wpaść na tę kotkę i udało mi się dowiedzieć, że jest medyczką, a na imię ma Wełnista Mszyca. Śmiem twierdzić, że prawdopodobnie łączy ich relacja partnerska. Być może są w klanie jakieś koty, które mogłyby potwierdzić moje przypuszczenia, może ktoś jeszcze widział ich razem... na granicy lub wcześniejszym zgromadzeniu.
Na razie miał zamiar przedstawić matce jeden z tematów, z którym do niej przyszedł. Gdy sprawa Wilgowej Goryczy i jego schadzek pozostanie wyjaśniona, a kocur być może zostanie wygnany czy też skazany na śmierć, miał zamiar podzielić się z matką pomysłem wobec ich sojuszników, aby zyskali przewagę, gdyby Nocniacy postanowili wbić im pazury w plecy. Lepiej było dmuchać na zimne, aby nie doszło do podobnej sytuacji, która miała miejsce za panowania Nikłej Gwiazdy. No i rolą kultysty było nawracanie zagubionych owieczek, na prawdziwą, jedyną wiarę.
<Zalotna Gwiazdo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz