Początek Pory Zielonych Liści
Cienista Zjawa zażywał kąpieli słonecznej niedaleko Ciernistego Drzewa, jak i granicy z terenami niczyimi. Szum rzeki oraz chłodny wiatr targający futrem kocura ukołysał go do snu. Dopiero kroki Jaskółczego Ziela, u której boku kroczył Księżycek, sprawiły, że kocur otworzył jedno z oczu. Kocię, którego lada moment miało zostać uczniem, przypomniało wojownikowi o pewnej kocicy, którą miał okazję spotkać na zgromadzeniu. Poruszył nosem, by chwilę później wykrzywić pysk w grymasie.
Bury czuł niechęć do białofutrych kotów, które swoim umaszczeniem przypominały bardziej wyznawców Klanu Gwiazdy, niżeli Mrocznej Puszczy. Miał nadzieję, że syn Jaskółczego Ziela obierze właściwą ścieżkę, jak jego babka, Borsucza Puszcza. Nie chciał pomyśleć, co by było, gdyby Wilczacy wykarmili kolejnego zdrajcę.
A skoro mowa o zdrajcach. Zastanawiał się, czy jego mentorka również do nich należała. W końcu jej brat, jego syn i siostra byli jednymi z uciekinierów, którzy wbili swe pazury w serce Klanu Wilka. Nawet nie chciał myśleć o tym, co by było, gdyby jego mentorka okazała się zdrajczynią.
Bo nie musiał. Wiedział, co musiałby zrobić. Wiedział, co oczekiwałaby od niego matka, gdyby Lamentująca Toń okazała się zdrajczynią. Wiedział doskonale czego, oczekiwałby od niego kult. Nawet pomimo tego, że to czarna kocica odpowiadała za jego szkolenie, nie miałby oporów przed tym, aby zacisnąć swoją szczękę na jej krtani.
Pokręcił głową, odpędzając tę myśl. W końcu Lamentująca Toń zdobyła rany, jak i straciła tylną łapę podczas starcia z Klanem Klifu. W tamtym momencie była na pewno lojalną wojowniczką, walcząc za klan wraz z resztą wojowników, lecz kocur doskonale zdawał sobie sprawę, że nic nie jest stałe.
Ani obietnice, ani sojusze, ani przekonania.
Podniósł się z trawy, decydując się w końcu coś zrobić z tym promieniującym bólem w stawie, kierując się z powrotem do obozu i lecznicy. Czyżby źle spał? I stąd ten ból? Miała nadzieję, że Cisowe Tchnienie coś poradzi i da mu odpowiednie zioła na jego przypadłość.
Nim wszedł do legowiska medyków, spojrzenie zatrzymał na matce stojącej przed swoim legowiskiem i rozmawiającej z jednym z jej zastępców. Zazdrościł kocurowi zaufania i wyróżnienia, którym obdarzyła go szylkretka.
"Bezpieczniej dla klanu byłoby, gdybym to ja, Ognikowa Słota czy Nadciągający Pomrok oficjalnie wspierali cię i kult, matko."
Skarcił się w myślach, że jakby nie patrzeć, kwestionował wybór kocicy. Jednak kryła się za tym również troska. Obawiał się, czy oba kocury, bracia, nie będą chcieli wcześniej sięgnąć po stanowisko lidera jeszcze za jej życia, które w przeciwieństwie do liderów wybranych przez Gwiezdnych, posiadała tylko jedno.
Wyleczeni: Cienista Zjawa
Bury czuł niechęć do białofutrych kotów, które swoim umaszczeniem przypominały bardziej wyznawców Klanu Gwiazdy, niżeli Mrocznej Puszczy. Miał nadzieję, że syn Jaskółczego Ziela obierze właściwą ścieżkę, jak jego babka, Borsucza Puszcza. Nie chciał pomyśleć, co by było, gdyby Wilczacy wykarmili kolejnego zdrajcę.
A skoro mowa o zdrajcach. Zastanawiał się, czy jego mentorka również do nich należała. W końcu jej brat, jego syn i siostra byli jednymi z uciekinierów, którzy wbili swe pazury w serce Klanu Wilka. Nawet nie chciał myśleć o tym, co by było, gdyby jego mentorka okazała się zdrajczynią.
Bo nie musiał. Wiedział, co musiałby zrobić. Wiedział, co oczekiwałaby od niego matka, gdyby Lamentująca Toń okazała się zdrajczynią. Wiedział doskonale czego, oczekiwałby od niego kult. Nawet pomimo tego, że to czarna kocica odpowiadała za jego szkolenie, nie miałby oporów przed tym, aby zacisnąć swoją szczękę na jej krtani.
Pokręcił głową, odpędzając tę myśl. W końcu Lamentująca Toń zdobyła rany, jak i straciła tylną łapę podczas starcia z Klanem Klifu. W tamtym momencie była na pewno lojalną wojowniczką, walcząc za klan wraz z resztą wojowników, lecz kocur doskonale zdawał sobie sprawę, że nic nie jest stałe.
Ani obietnice, ani sojusze, ani przekonania.
Podniósł się z trawy, decydując się w końcu coś zrobić z tym promieniującym bólem w stawie, kierując się z powrotem do obozu i lecznicy. Czyżby źle spał? I stąd ten ból? Miała nadzieję, że Cisowe Tchnienie coś poradzi i da mu odpowiednie zioła na jego przypadłość.
Nim wszedł do legowiska medyków, spojrzenie zatrzymał na matce stojącej przed swoim legowiskiem i rozmawiającej z jednym z jej zastępców. Zazdrościł kocurowi zaufania i wyróżnienia, którym obdarzyła go szylkretka.
"Bezpieczniej dla klanu byłoby, gdybym to ja, Ognikowa Słota czy Nadciągający Pomrok oficjalnie wspierali cię i kult, matko."
Skarcił się w myślach, że jakby nie patrzeć, kwestionował wybór kocicy. Jednak kryła się za tym również troska. Obawiał się, czy oba kocury, bracia, nie będą chcieli wcześniej sięgnąć po stanowisko lidera jeszcze za jej życia, które w przeciwieństwie do liderów wybranych przez Gwiezdnych, posiadała tylko jedno.
Wyleczeni: Cienista Zjawa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz