Przeszłość, przełom pory nagich drzew i zielonych liści
Czekoladowy, jak co rano opuścił obóz wraz z Żagnicą, kiedy tylko pierwszy patrol zwiadowców powrócił do obozu. Wschód słońca temu van zapowiedział, iż dziś ucznia będzie czekać ciężki trening fizyczny, by później nie narzekał, kiedy tylko ten zacznie protestować przed dalszym ćwiczeniem. W takich momentach najlepszą motywacją były beztroskie słowa wojownika, który stwierdzał, że w takim tempie to Pieczarka będzie musiała go przydzielić do jakiegoś zwiadowcy, by to on wyszkolił Smugę. Młodszy od razu zaciskał zęby, przełykając kolejne słowa, cisnące się na język, by wrócić do wykonywania poleceń mentora.
«★»
Do obozu wrócili jakoś w okolicy Wysokiego Słońca, jednakże obecna pora dnia nie miała znaczenie dla wycieńczonego ucznia. Kocur bez słowa niemal od razu skierował się na kasztanowiec, gdzie czekało na niego ukochane legowisko. Ciężko opadł na mech i nim zdołał zauważyć, jego powieki same się zamknęły, a oddech zwolnił do bardziej miarowego.
Obudził się, dopiero kiedy jego brzuch stwierdził, że to w końcu najwyższy czas coś zjeść. Nieco ospały opuścił posłanie, a następnie drzewo, aby ruszyć w stronę stosu ze zwierzyną. Akurat się złożyło, że po chwili dołączył do niego Wiciokrzew, gdy czekoladowy nadal zastanawiał się nad wyborem.
— Chcesz zno-znowu coś zje-zjeść razem? — Słysząc pytanie, oderwał skupiony wzrok od piszczek, by przenieść je na liliowy pysk uzdrowiciela. Lekki uśmiech pojawił się u Smugi.
— Pewnie, tylko coś w końcu wybiorę, bo ciężko idzie — przyznał, po chwili pochylając się i biorąc chudą wiewiórkę. Te były niemal rarytasami, patrząc na to, jak były szybkie i zwinne na drzewach — zapewne nie jeden zwiadowca mógł mieć problem upolować rude stworzenie.
W tym czasie zielonooki skinął głową i sam wybrał coś dla siebie. Kiedy oboje mieli w pyskach po piszczce, skierowali swoje kroki w bardziej ustronne miejsce w obozie, aby nikomu nie przeszkadzać.
— To jak tam ci dzień mija? — zagaił młodszy, nim wziął pierwszy kęs. — Ja muszę przyznać, że u mnie było zgrzytanie zębami na treningu. Żagnica nie zna litości, szczególnie jeśli chodzi o treningi, mające poprawić moją siłę — dodał po przełknięciu. Uzdrowiciel w ciszy wysłuchiwał krótkiego monologu, aż ten w końcu powiedział ostatnie słowo i spojrzał na Wiciokrzewa nieco ponaglającym wzrokiem. Chciał go w ten sposób zachęcić do rozmowy, nawet jeśli jego odpowiedź zajmie dłużej z powodu jąkania.
<Wiciokrzew? Słucham uważnie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz