Krążył po obozie, nie bardzo wiedząc co ze sobą począć, nie licząc wiecznego unikania Zawilcowej Korony. Słyszał jego kroki aż zbyt wyraźnie, bardzo możliwe, że przez nadmierne wyczulenie. A towarzystwa... czy potrzebował towarzystwa? A jeśli tak, to czyjego? Ilekroć szukał odpowiedniej osoby w głowie, natykał się na jakąś dziwną pustkę, której zdecydowanie nie oczekiwał tam znaleźć. Co więc w tym wypadku miał zrobić? Podejść do Chomik? Wyczuł jej obecność jakiś czas temu, nie tylko przez kroki, ale również, zwyczajnie, przez zapach. No i rozmawiała z kimś chwilę temu, więc mógł po prostu usłyszeć gdzie jest. Starsza kotka nie była kimś, kogo mógł uznać za przyjaciółkę ani za mentorkę, ani nawet za podrzędne zauroczenie. Czym więc była? Na pewno kimś, kogo działań nie mógł zrozumieć i uważał sposób myślenia za wadliwy. Ale co więcej? Na pewno złapał z nią nić porozumienia przez krąg śmierci toczący się po klanie i była ona na tyle specyficzna, że postanowił zostać nieco dłużej. Nie umiał jednak nazwać tego w żaden sposób.
— Hej — przysiadł się nieco niezręcznie obok Chomik — Wypuścili cię — zauważył ze szczerym wydźwiękiem w głosie, jakby rzeczywiście był zdziwiony tym faktem, chociaż niezbyt robiło to na nim wrażenie. Może dlatego, że niezbyt przejmował się klanowym społeczeństwem i wydarzeniami. Trochę jak wchodzenie na serwer gry tylko po to, by zobaczyć jaki jest event i odebrać rekompensatę za lagi i błędy których nawet nie doświadczyłeś.
— Hej — przysiadł się nieco niezręcznie obok Chomik — Wypuścili cię — zauważył ze szczerym wydźwiękiem w głosie, jakby rzeczywiście był zdziwiony tym faktem, chociaż niezbyt robiło to na nim wrażenie. Może dlatego, że niezbyt przejmował się klanowym społeczeństwem i wydarzeniami. Trochę jak wchodzenie na serwer gry tylko po to, by zobaczyć jaki jest event i odebrać rekompensatę za lagi i błędy których nawet nie doświadczyłeś.
— Hmm? Niestety nie, byłam tylko chwilę, jak byłam w żłobku, a teraz to wróciłam do starych obowiązków. Trochę tęsknie za bycie karmicielką, bo mogłam więcej jeść, ale to tak, to na razie muszę się pogodzić z moim losem, który moja pewna część mojej rodziny mi zgotowała.
— Hmmm...~ A to nie tak, że sama się w to wpakowałaś? — spytał lekko, kiwając się nieznacznie do rytmu grającego mu w głowie — Z resztą, nie jest przecież tak źle, zawsze mogli cię wygonić z klanu, a tak to wciąż w razie czego masz jedzenie i dostęp do medyka — zauważył, wyciągając pozytywy.
— Teoretycznie to prawda, ale w praktyce byłoby lepiej, gdyby Przeplatka nie wezwała swojej "wielkiej czwórki". Wiesz nie tylko chce mieć dostęp do medyka i jeść, chciałabym być znowu wolna, sama sobie spacerować po terenach i na coś zapolować. Chcę poczuć się wolna, a w dole mam tylko poczucie ciasnoty i pogardy ze strony innych kotów, które i tak mało mnie obchodzą. Chciałabym po prostu odzyskać swoje dawne przywileje, których już nie mam.
— Przynajmniej Ruda Lisówka jest po twojej stronie — zauważył, gryząc się w język by nie dodać ,,zdaje się". Wszystko o czym mówiła Chomik, było czymś, co sobie sama zgotowała. Czemu miała teraz pretensje? Nie bardzo rozumiał, dlaczego niektórzy nie potrafią poddać samego siebie jakiejkolwiek krytyce i; co prawda, nie mógł powiedzieć tego na głos, ale gdyby był liderem, najpewniej by Chomik wygonił z klanu, przynajmniej teraz, po śmierci Szanty i Kołysanka. Miał dużo czasu do namysłu i chociaż nie lubił myśleć o Wielenim Szlaku, tak po analizie jej czynów doszedł do wniosku, że nie różniła się tak bardzo od Chomik, jak innym mogłoby się zdawać. Obie popełniły, lub próbowały popełnić zbrodnie, nie widząc przy tym nic złego. Przy czym Chomik wykazywała myślenie na zasadzie ,,potknęłam się i obiłam sobie pysk, ale to twoja wina, mimo, że stoisz jakieś dwie długości lisa dalej", albo ,,to twoja wina, że upadłeś na moje wyciągnięte pazury". Mimo wszystko, kontynuował swoje głośne, bezstronne szukanie pozytywów. — Nie pomaga ci to jakoś? Rudy jest fajny, mówi mi o grzybach i kamieniach i o wewnętrznej energii — pochwalił się, nieco rozmarzony — No i masz kociaki... z tego co słyszałem.
— No niby tak, ale to nie sprawi, że nagle wylecę z tej zapchlonej nory. Owszem, posiadanie drugiej połówki jest wspaniałym uczuciem, lecz będąc w dziurze i tak rzadko ją widzisz — prychnęła — A co do kociaków moich, to teraz są uczniami. Moja Śpiewająca Łapa jest taka wybitna! Gdybyś ją tylko poznał... każdego przeciętnego kociaka prześmiguje inteligencją i charyzmą, to wszystko po mnie, a Cicha Łapa, jest po prostu taki cichy i.... małomówny — uroniła aż łezkę, której kocur nie miał jak zobaczyć. Cichą Łapę kojarzył, przychodził czasami do groty i pewnie nie wiedziałby jak ma na imię, gdyby pewnego razu Lotosowy Pąk nie zauważył jego obecności głośno, zwracając przy tym uwagę, że energia ucznia jest tego dnia ciekawie ukształtowana. Natomiast co do córki Chomik... na pewno rozpoznawał jej kroki. Były ciche, ale biły pewnością siebie i kocur nie był pewien, czy chciał ją poznawać. Było w nich coś... dziwnego. Jak wielka, czerwona, ukryta flaga.
— No to nie pozostaje ci nic innego, jak próbować z tej dziury wyjść? Nie wiem, co Królicza Gwiazda ci mówił, nie pamiętam, ale przecież nie będziesz tam siedzieć na wieki, w końcu sobie wypracujesz wyjście i zaufanie czy coś. Myślę, że po prostu chciał żebyś sobie uświadomiła... hm, swój błąd? — spróbował wyjaśnić, wyciągając łapy przed siebie, by się nimi zacząć bawić — No i masz dla kogo... twoja rodzina się rozrasta pomimo straty — jego natomiast się kurczyła. Został bez mamy, bez brata i pozostała mu tak naprawdę tylko jedna osoba, Śniątko. Co prawda była jeszcze wspaniała trójca, ale nie było to to samo i z każdym kolejnym dniem coś się w jego duszy kruszyło.
— Nie oto chodzi młody, ja już dawno wiele razy miałam czas pomyśleć o tym błędzie. Warunek jest taki, że jeśli chcę wyjść z dziury to muszę się poświęcić lub zrobić coś wielkiego. Tylko na razie ani nic się nie pali, ani nikt nas nie napadł. To sobie poczekam na swój chwalebny moment.
— A rodzina? Ci zdrajcy... Nie przypominaj mi o tych kanaliach.
— Zdrajcy...? Ale ja mówię o Rudym i kociakach, to jest ta część co się rozrosła... rozumiesz.... ktoś jeszcze się rozrósł? — przerwa — Znaczy, Świerszczowy Skok chyba miał kociaki ale... nie rozmawiałem. — przyznał nieco zmieszany i zagubiony w własnym toku myśli — A co do ważnego czynu, może jeszcze będzie okazja, wiesz, nie było ostatnio szczególnie spokojnie — mruknął niezbyt energicznie.
— Zdrajcy...? Ale ja mówię o Rudym i kociakach, to jest ta część co się rozrosła... rozumiesz.... ktoś jeszcze się rozrósł? — przerwa — Znaczy, Świerszczowy Skok chyba miał kociaki ale... nie rozmawiałem. — przyznał nieco zmieszany i zagubiony w własnym toku myśli — A co do ważnego czynu, może jeszcze będzie okazja, wiesz, nie było ostatnio szczególnie spokojnie — mruknął niezbyt energicznie.
— A o tym! To tak, co do mojej rodziny to rzeczywiście urośliśmy. Mam nadzieję że tak zostanie na długo, dodatkowych pociech już nie mamy w planach, dwójka to zdecydowanie dużo. No i rzeczywiście, może jak pokonam te lisy to może dostanę moje przywileje w prezencie?
Wzdrygnął się na zmiankę o lisach, mimowolnie spinając i czując, jak sierść na grzbiecie staje mu dęba.
— Albo twoim prezentem będzie chłodny grób i modły — burknął zimno, zaprzestając swojego kiwania. Wiedział, że przegonienie lisów z terenów było ważne, mogło zapobiec śmierci czy zranieniu kolejnych niewinnych kotów, jednak sposób w jaki Chomik podchodziła do sprawy, był daleki od poszanowania swojego życia. Nie chciał się bawić z bohatera narzucającego swoją moralność, kiedy doskonale wiedział, jak w drugą stronę umoralnianie by go irytowało, a mimo to sytuacja w jakiej się znajdował, śmierć Kołysanka i jakaś wewnętrzna uraza nie pozwalały, by tak po prostu to odpuścił. Był zły... naprawdę zirytowany lekkością, z jaką do sprawy podchodziła kocica.
— Przynajmniej lepsze to niż umrzeć w dziurze. Przecież już lepiej brzmi gdy się opowiada jak ktoś umarł walcząc z lisami by chronić klan, niż to że ktoś umarł w dziurze jako więzień a powodem była starość. Dlatego wolę umrzeć w ten sposób.
— Przynajmniej lepsze to niż umrzeć w dziurze. Przecież już lepiej brzmi gdy się opowiada jak ktoś umarł walcząc z lisami by chronić klan, niż to że ktoś umarł w dziurze jako więzień a powodem była starość. Dlatego wolę umrzeć w ten sposób.
Źle te słowa odebrał. I miał wrażenie, że nie chodzi tylko o Kołysanka a też o coś, co zapuściło korzenie dawno temu i nie sposób było tego wyrwać. Czemu koty tak lekko podchodziły do zagrożenia? Czemu nie potrafiły pomyśleć? Tak bardzo niektórym brakowało adrenaliny?
— Więc wolisz zginąć przez rozszarpanie? — spytał niedowierzająco, głuchym tonem — Wolałabyś teraz zostawić swoje kocięta i partnera bo wolisz zginąć przez lisy, niż dać im możliwość przejścia swojego życia ze świadomością, że mają kochającą matkę?
— Nie miałam tego na myśli — podeszła do kocura, kładąc jej łapę na jego łapie. Nie cofnął się od razu, chociaż odruch, który Chomik poczuła, drgnięcie, jakie stworzył, mocno sugerowało, że raczej nie chciał być dotykany i dopiero kiedy ta zmniejszyła nacisk na jego łapę, szybko przysunął ją bliżej ciała.
— Przykro mi z powodu Kołysankowej Łapy, wierzę że srebrna skóra jest dla niego nowym miejscem, gdzie nie będzie samotny.
— O tak, na pewno nie jest — mruknął sceptycznie pod nosem, myśląc o swojej mamie. Z resztą określenie ,,lepsze miejsce" wprawiało go w złość, która jedynie powodowała uderzenie gorąca w okolicach uszu. Znowu te bzdety? ,,Jest tu wciąż z nami, na pewno im lepiej, nie chciałaby, żebyś się tak czuł". Myślał, że akurat od Chomik tego nie usłyszy, jednak ugryzł się w język, żadnej z tych myśli nie mówiąc na głos. Wdech i wydech, głęboko i spokojnie, zanim ogarnęła go panika. Czyżby przesadził? W końcu już miał wystarczająco dużo czasu, by zrozumieć, że Chomik nie jest najlepszym przykładem myślenia nad tym, co mówi. ... Nie, nie przesadził. Miał prawo być zły i doskonale o tym wiedział, jednak nie chciał mieć teraz dramy.
— Hmmm, chyba trochę przesadziłem z reakcją, co? — spytał więc zaraz luźno, melodyjnie, jakby się zamyślał — Przepraszam za to~ Ale naprawdę nie powinnaś mówić takich rzeczy na przykład przy młodszych członkach klanu dobra? — i przy nim najlepiej też nie, jeśli nie chciała, by kolejny kot przestał się do niej odzywać, tym razem uważając możliwą konwersację za wyczerpującą psychicznie.
— Hmmm, chyba trochę przesadziłem z reakcją, co? — spytał więc zaraz luźno, melodyjnie, jakby się zamyślał — Przepraszam za to~ Ale naprawdę nie powinnaś mówić takich rzeczy na przykład przy młodszych członkach klanu dobra? — i przy nim najlepiej też nie, jeśli nie chciała, by kolejny kot przestał się do niej odzywać, tym razem uważając możliwą konwersację za wyczerpującą psychicznie.
<Chomik?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz