Przeszłość, po wspólnym treningu z Cykoriową Łapą
Droga powrotna z treningu dwójki uczennic przebiegała w milczeniu, lecz czekoladowy miał wrażenie, jakby nad młódkami w powietrzu wisiało niewidoczne napięcie, które tylko czekało, by uderzyć. Jednakże się tym stanem nie przejmował, w końcu obie są jeszcze młode i tak naprawdę jakakolwiek sprzeczka może się wywiązać z byle powodu. Kocur pamiętał, jak wystarczyła krótka chwila, by obecnie ze swoim bratem nie miał jakiejś wybitnej relacji — tolerowali swoją obecność jak dwójka zastępców i to im w zupełności wystarczyło. O tym, co było, nie rozmawiali, woląc nie robić widowiska z powodu starych porachunków, nawet jeśli jednooki powstrzymał dawniej brata przed rozmową z Kwaśną Kocanką lub kiedy nieco posprzeczali się o śmierć Warczącego Lisa. Zmarły bicolor długo nie pożył jako wojownik, gdyż na jednym z patroli zmarł przez zmiażdżenie głowy przez o ironio, lisa.
Wkraczając do obozu, został zatrzymany przez Ognikową Słotę, która zdawała się czekać na jego powrót. Zielonooki od razu dostrzegł widoczne niezadowolenie malujące się na jej pysku.
— Czy coś się stało Ognikowa Słoto? — spytał, odchodząc nieco na bok, aby nie przeszkadzać innym Wilczakom, którzy wracali lub opuszczali bezpieczną ostoję.
— Jakim prawem wziąłem moją uczennicę na trening? — Wojowniczka zdecydowanie nie owijała w bawełnę i od razu przeszła do sedna sprawy.
— Blade Lico przekazał Ci wiadomość?
— Niestety — prychnęła, ignorując fakt, iż rozmawia z samym zastępcą. Na ton Słoty, nieco skierował uszy do tyłu i machnął poirytowany ogonem.
— Moje decyzje są równie niepodważalne, co te Kruczego Pióra, bądź Zalotnej Gwiazdy — przypomniał.
— Po co brałeś Cykoriową Łapę ze sobą?
— Moja córka nalegała, nie miałam nic przeciwko. Powinna się cieszyć Ognikowa Słoto, że twoją uczennicę spotkał taki zaszczyt. I zmieniając temat, przećwiczyliśmy walkę, więc mam nadzieję, że podszkolisz swoją podopieczną w tym temacie — oznajmił i nie czekając na odpowiedź brązowookiej, oddalił się w stronę stosu. Miał zamiar coś zjeść, korzystając z chwili czasu dla siebie, nim ktoś znowu zacznie mu zawracać ogon.
Jego wybór padł na wróbla, który musiał zostać upolowany jakiś wschód słońca temu i jakby czekał, aż Pustułkowy Szpon go weźmie i rozpocznie konsumpcję. Następnie ulokował się przy legowisku wojowników, mając idealny widok na swoją przybraną córkę oraz jej nową koleżankę. Cieszył się, że Wąsatka nawiązuje znajomości z innym rówieśnikami, dając mu nieco oddechu, lecz w głębi serca obawiał się, że młódka może skończyć kiedyś jak on — zgorzkniały, nieco wyniosły, niemal bez uczuć. Przecież był zdolny zabić obcego kota bez żadnych zahamowań, by tylko dołączyć do kultu, jednakże tak był wychowywany i od maleńkości opowiadano mu o potędze Mrocznej Puszczy, z którą nie mógł się równać marny Klan Gwiazd. Brązowooka natomiast miała swoje życie przed uratowaniem z rzeki i trafieniem do Klanu Wilka, choć mimo to kocur starał się kotce to, czego nauczyła go Mroczna Wizja zarówno w żłobku, jak i podczas treningów.
Będąc niespodziewanie świadkiem małej sprzeczki pomiędzy uczennicami, z uwagą obserwował swoją latorośl, czekając na jakąkolwiek reakcję lub jej brak. Dopiero kiedy ogon Cykorii zniknął w legowisku uczniów, czekoladowy podniósł swoje cztery litery i biorąc jeszcze nienaruszonego wróbla w zęby, podszedł do Wąsatki, która w tym czasie ciężko opadła na ziemię, wpatrując się nieodgadnionym wzrokiem w piszczkę przed sobą.
— Coś się stało Wąsatkowa Łapo? — spytał, zajmując miejsce obok niej. Na tyle blisko, by móc ją w stanie otulić swoim gęstym ogonem. Zielonooki chyba nigdy do kotki nie zwrócił się określeniem “córka”, jakby nie będąc jeszcze gotowym na ten etap.
— Tato, co ja robię źle… — mruknęła cicho, starając się ukryć fakt, iż jej oczy powoli zachodziły łzami, a ona mimowolnie pociągała nosem.
— Nic nie robisz źle. Niektórzy po prostu nie są nam pisani jako przyjaciele. Jeśli Cykoriowa Łapa faktycznie jest twoją prawdziwą koleżanką, to niedługo jej przejdzie — wyjaśnił. W oczekiwaniu aż młódka się uspokoi, zaczął skubać wróbla z piór, by jedną z lotek podarować czarno-białej, dołączając ją do niewielkiej kolekcji, którą miała za uchem. — Tak w ogóle to skąd masz te pióra? Nie kojarzę, by któryś z ptaków na terenie Klanu Wilka miał takie.
Był ciekaw, czy miały one związek z przeszłością uczennicy, czy może po prostu je gdzieś znalazła, bądź któryś uczeń z innego klanu jej podarował — błagał przodków, by ta ostatnia opcja nie była prawdą.
<Krótkie słowa wsparcia i zmiana tematu. Niech twój ojciec się myli, co do swoich założeń z piórami mewy>
[682 słowa — trening Wąsatkowej Łapy]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz