Westchnął z ulgą, zauważywszy, że nikogo już nie było w legowisku. Musieli wyruszyć na treningi. Otworzył oczy szerzej, zorientowawszy się, że on przecież dzisiaj też miał czego się uczyć! Wyskoczył z nory, niemal nie wpadając na jednego z Nocniaków. Wylądował bardzo niezgrabnie, cudem się nie przewracając.
— Przypalona Łapo, wyspany? — zapytał Zmierzchająca Fala, ruchem ogona polecając młodzikowi, żeby wyszedł tuż za nim. Przypalona Łapa zerknął ze zdziwieniem na Urodziwą Łapę, która posłała mu figlarny uśmiech. Prędko odwrócił wzrok, spozierając na swoje łapy. Miał ochotę zapytać mentora, co będą dzisiaj robić, aczkolwiek nie znalazł w sobie wystarczającej odwagi. Szczególnie że tuż za nim kroczyła Kropiatkowa Skórka. Buraska nie wyglądała na niemiłą, jej pyszczek zdobił aksamitny uśmiech, co odrobinę zbiło z tropu brązowookiego. Zupełnie zapomniał o pytaniu, jakie zadał mu kocur. Chociaż skoro się nie przypomniał, to może nie miało to aż tak wielkiego znaczenia.
Postanowił, że nie będzie się tym przejmował, przynajmniej na tyle, na ile pozwalała mu na to jego głowa. Rozejrzał się dookoła – otaczała ich masa wysepek, każda z nich otulona przez wodę. Po paru uderzeniach serca Zmierzchająca Fala wszedł do jednego ze zbiorników, tafla wody wzburzyła się, obijając delikatnie o brzeg. Przypalona Łapa podążył śladem wojownika, najpierw maczając jedną łapę, a potem wchodząc cały. Lekki, przyjemny chłód rozprzestrzenił się po jego ciele, które zdążyło trochę się nagrzać z powodu upalnych promieni słonecznych.
Łapami chwycił się gruntu sztywno, początkowo lekko ślizgając się na zwilżonej trawie. Wdrapał się wreszcie, mając nadzieję, że nikt nie zwrócił uwagi na jego lekki trud. Bursztynooki czekał już na niego, nachylony nad wodą. Przypalona Łapa przekręcił łebek na bok, oglądając się jeszcze przez ramię, chcąc upewnić się, czy Kropiatkowa Skórka wraz z Urodziwą Łapą również nadążają. Obydwie koteczki wynurzyły się z wody dużo szybciej niż on. Poczuł lekkie, nieprzyjemne ukłucie w sercu, po czym wrócił wzrokiem na swojego mentora.
Przysiadł tuż obok niego, również patrząc w taflę.
— Jeśli się dobrze przyjrzysz, to dostrzeżesz ryby. Nauczę cię dzisiaj, jak na nie polować. Spójrz — kocur palcem wskazał na wodę, na której nie odbijał się jego cień. Łaciaty kocur, gdy tylko dostrzegł własne odbicie w cieczy, zwrócił uwagę na coś jeszcze – w oku mignęła mu ciemna plamka. Ryby? — Kluczowym jest, żebyś pilnował swojego cienia. Ryby są niezwykle wrażliwe na tego typu rzeczy, tak samo, jak na wszelkie wzburzenia w wodzie. Niestety spłoszyłeś tą, ale nic się nie martw. Za moment z pewnością przypłynie kolejna. Oczywiście każdy Nocniak posiada swój własny sposób na polowanie na nie, niektórzy nawet rezygnują z nich, ponieważ za nimi nie przepadają… — rozgadał się, nie odrywając ślepi od wody. — Ryby najbardziej lubią trzymać się albo dna, z którym się doskonale zlewają ze względu na swój kolor, albo brzegu, żeby mieć szybki dostęp do tlenu, a także pożywienia w postaci robaków — wojownik nagle zanurzył łapę w wodzie, wyciągając z niej siłą rybę. Istotka zatrzepotała nad wodą, wijąc się niczym wąż. Zmierzchająca Fala chwycił zdobycz zębiskami, podpierając ją przednimi łapami. Przy całym tym chaosie udało mu się nachlapać na każdego po trochu. Przypalona Łapa zmarszczył nos, gdy krople wody zmoczyły mu pysk na nowo. Wlepił wielkie oczka w zdobycz mentora.
Ryba próbowała zeskoczyć z mokrej trawy, na której ją położono, dusząc się z powodu braku dostępu do cieczy. Kocur przytrzymał ją łapą, ruchem ogona polecając swojemu podopiecznemu, żeby spróbował także coś złowić.
Przypalona Łapa zmrużył ślepia, próbując wypatrzeć w lśniącej tafli rybę. Zanurzył łapę, wysuwając pazury. Jego poduszka dotknęła jakiejś śliskiej powierzchni. Momentalnie próbował wyrzucić ją ponad wodę, chcąc zrobić coś identycznego, co jego mentor. Zamiast widowiskowego wyłowienia, wypchnął zdobycz jedynie na trawę, nieopodal tej, należącej do kocura. Jego łup był dużo mniejszy, co łaciaty dostrzegł od razu. Położył po sobie uszy, niepewnie spozierając w miejsce, w którym jeszcze parę uderzeń serca temu był Zmierzchająca Fala. Zamiast niego dojrzał Urodziwą Łapę.
— Gratulacje, Kasztanku! — miauknęła radośnie, z zachwytem wpatrując się w zdobycz. — Ja też bym chciała coś złapać, pokażesz mi, jak to się robi? — zapytała entuzjastycznie, wbijając wzrok w Przypaloną Łapę.
Łaciaty kocur zmieszał się odrobinę, wracając spojrzeniem na własne łapy, aczkolwiek po paru uderzeniach serca pokiwał niepewnie głową.
— M-musisz uważać, żeby nie rzucać cienia na wodę. Bo to płoszy ryby — mruknął, na co terminatorka pokiwała głową z zapałem.
— O tak? — dopytała, odsuwając się odrobinę, jednak nadal siedziała na tyle blisko, żeby móc dosięgnąć wody.
Kocurek pokiwał głową. Urodziwa Łapa zanurzyła łapę w wodzie, po chwili wyciągając z niej rybę. Zwierzyna wylądowała na trawie, ocierając się o jeden z głazów. Ponadto odrobinę dalej, niż dwie poprzednie, na co szylkretka zareagowała cichym chichotem. Przypalona Łapa postawił czujnie uszy, był pełen podziwu, że poszło jej to z taką łatwością, a nawet nie tłumaczył jej za wiele, o ile cokolwiek.
***
Parę dni później
Przypalona Łapa wrócił z treningu wraz ze swoim mentorem. Dzisiejszy dzień był dla niego męczący, głównie ze względu na nielitościwą pogodę. Nie mógł doczekać się, aż promienie słońca przestaną grzać tak mocno. W końcu nie chciał nabawić się jakichś niedogodności, nie chciał sprawiać nikomu kłopotów.
W pewnym momencie w tłumie kotów dopatrzył Niedźwiedziówkową Łapę. Poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Odkąd został uczniem, matka wcale z nim nie rozmawiała, a on sam także nie starał się o kontakt. Może warto byłoby z nią porozmawiać? W końcu, jakby nie patrzeć, byli rodziną. Z tego, co słyszał od innych, to… rodzina powinna trzymać się razem. Zastrzygł nerwowo wąsami, próbując zebrać w sobie odwagę. Wreszcie podszedł do niej o chwiejnych łapach.
— Mamo? To znaczy… Niedźwiedziówkowa Łapo? — miauknął niepewnie, spoglądając na rodzicielkę. Kocica odwróciła łeb w jego kierunku ze skonfundowaniem. Ciekawe czy zastanawiała się, czego mógł od niej chcieć?
[1116 słów, umiejętność łowienia ryb]
<Mamo, porozmawiasz ze mną?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz