Bardzo, bardzo, bardzo dawno temu
Gdy Słońce nie miał depresji, Szakłak był npc a Pchełka się jąkała
Pchełkowa Łapa stała w osłupieniu zaskoczona, ale również uradowana widokiem brata. Czarny kocurek zaczął natychmiast zasypywać ją lawiną pytań, wszakże niedawno Klan Klifu stoczył wielką walkę. Zapewne brat myślał, że nie przeżyła… ta myśl mocno zasmuciła kotkę. Przypominało jej to zawsze, jaka to straszna strata, iż nie mieszkali razem w jednym klanie. Wieści dochodzą do niego później, jeśli w ogóle.
— W-Wszystko w p-porządku — odpowiedziała cicho. — J-Ja nie walczyłam…ale m-mama tak. I ona… Ona n-nie może już p-pełnić obowiązków wojowniczki… została wieczną królową na własne ż-życzenie.
Kocurek widocznie posmutniał, więc Pchełka otarła się o niego bokiem. Spojrzała na stojącego nieopodal kota, który wpatrywał się w nią, jakby ją znał.
— K-Kto to?
— To nasz kuzyn, Słoneczny Fragment — odpowiedział Szakłakowa Łapa.
Słoneczny Fragment skinął głową w kierunku szylkretki.
— Miło mi cię poznać, Pchełkowa Łapo — odezwał się przyjaźnie, żałując, że nie mieli okazji się spotkać w innych okolicznościach.
Kotka napuszyła ogon. Kuzyn? Więc miała w Klanie Burzy więcej rodziny, niż tylko tatę i brata? Niesamowite...
Przełknęła wielką gulę w gardle, jaka jej stanęła ze strachu i spojrzała wielkimi oczyskami na kocura.
— M-M-mi też — zająkała się. — J-Jesteś bratem taty…?
— Nie. — Na jego pysk wkradł się delikatny uśmiech. — Jestem... jestem synem brata partnerki brata twojego ojca... — Zamyślił się chwilę. — Na dobrą sprawę nazywanie nas kuzynami jest naciągane, bo nie wiążą nas żadne więzy krwi, ale... tak czy siak jesteśmy rodziną. I cieszę się, że mogłem poznać kolejnego jej członka. — Ponownie skinął łebkiem w kierunku Klifiaczki. — Przynajmniej na pewno cała nasza trójka jest kuzynami dla Zawodzącego Echo.
Kotka była zaskoczona dobrym wychowaniem Słonecznego Fragmentu, ale tak pozytywnie. Nie spotkała jeszcze tak dobrze ułożonego kota. Uśmiechnęła się nieśmiało, kiwając głową na jego wytłumaczenie.
— To s-s-s-komplikowane trochę — mruknęła. — J-Jesteście na p-patrolu?
— Nie do końca. Szakłakowa Łapa martwił się o ciebie i resztę waszej rodziny przebywającej w Klanie Klifu. Doszły nas słuchy o wojnie z Klanem Wilka... Żałuję, że nie byliśmy w stanie was wesprzeć na czas. Dowiedzieliśmy się o niej na dobrą sprawę już po fakcie — westchnął. — Na pewno poczuł ulgę, widząc, że jesteś cała i zdrowa. — Przeniósł spojrzenie na czarnego ucznia, widząc, że spotkanie z siostrą poprawiło mu humor i nieco uspokoiło. — Zazdroszczę wam. Nawet jeśli nie żyjecie w tych samych klanach, to troszczycie się o siebie. Ja niestety jestem jedynakiem.
Pchełka nadstawiła uszu. Chociaż oddałaby wszystko, by Szakłak nadal mieszkał razem z nią w Klanie Klifu, po jakimś czasie zrozumiała, że tak widocznie musi być. Gorzka prawda, ciężka do zaakceptowania.
— M-Masz nas i S-Szakłaka — mruknęła cicho, bardzo nieśmiało.
Rozmawiali jeszcze przez dłuższą chwilę, nim wszystkie koty nie musiały wracać do swoich obowiązków. Pchełka złożyła Szakłakowi obietnicę spotkania, po czym się rozeszli. Szylkretka jeszcze obejrzała się za siebie, wodząc wzrokiem za nowo poznanym członkiem rodziny i uśmiechnęła delikatnie. Będzie go wypatrywać na Zgromadzeniach!
Dziękuję za sesje Słońce!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz