Piętno tragedii, jaka wydarzyła się księżyc temu w lisiej norze, zdecydowanie było widoczne u drobnej białej koteczki. Żyła swoim małym świecie, gdzie to wszystko było jedynie okrutnym koszmarem, który ciągnął się dotąd, nie dając momentu na oddech młódce. Niebieskooka była w stanie całe dnie przeleżeć w kącie żłobka, nie racząc nawet pazurem ruszyć, jednakże nikt zbytnio jej nie zmuszał do tego. Inni rozumieli, że Mistral w wieku dwóch księżyców była świadkiem istnej masakry, kiedy to dzikie zwierzę wtargnęło do nory i okrutnie poturbowało jej matkę. Nie było szans, by samotniczka przeżyła, jednak młodsza nie dopuszczała do siebie tego faktu, izolując się od całego świata.
Nawet brat nie był jej w stanie jakkolwiek przekonać do czegoś innej niż skubnięcie piszczki lub parę pociągnięć języka po mokrym mchu. Z dobry miesiąc żyła w zawieszeniu, miała wrażenie, że powoli umiera od środka i jedynym co ją trzymało na tym padole łez, była nadzieją na to, że Tramontana żyje i ich poszukuje.
— Moja droga, powinnaś coś zjeść. — Głos Fruczaka rozbrzmiał nad nią, kiedy tylko czarny podszedł do młódki. W tym czasie Świergotek był pod opieką kogoś innego ze stróżów.
Ta jedynie uniosła na niego swoje matowe spojrzenie, by następnie odłożyć pysk na wysunięte do przodu łapy. Na jednej z nich nadal utrzymał się kolor, niepasujący do śnieżnej bieli jej sierści. Była to wina przeżutego korzenia żywokostu, który do niedawna był regularnie nakłady na zwichniętą kończynę — najczęściej czynił to Poranek, gdyż młódka była dość wrogo nastawiona do liliowego uzdrowiciela, protestując, kiedy ten chciał jej pomóc. Zdecydowanie lepiej dogadywała się z Purchawką oraz Porankiem, nawet jeśli ten drugi mało, co odpowiadał na jej pytania.
— Mistral, nie możesz się głodzić — kontynuował usilnie stróż, obawiając się o znajdkę. Obiecał Wiciokrzewowi, że zajmie się tą dwójką, jednakże chyba nie brał pod uwagę możliwego uporu tej niebieskookiej. — Proszę Cię… Musisz dobrze się odżywiać, inaczej Twój brat zostanie jedynakiem. — Na te słowa biała mimowolnie skierowała wzrok na brata, który był zajęty rozmową z Pumą. Stróż wydawał się przyjaźnie nastawiony do kociaka, co zdecydowanie przyjęło przekonaniu go do siebie, jednak tego typu zagrania nie działały na Mistral.
— Niech będzie… — mruknęła nieco zachrypnięty głosem, który zdradzał, to jak mało piła. W tym czasie na pysku czarnego stróża zawitał delikatny uśmiech z niewielką ilością dumy, że w końcu udało mu się przekonać kotkę do zmiany zdania.
— Już Ci coś moja droga przynoszę — wymruczał, znikając po chwili w wejściu do kociarni. Biała pozwoliła sobie na ciężkie westchnienie, jakby jakakolwiek interakcja z innymi kotami była wyjątkowo dla niej męcząca. W takim momentach zastanawiała się, czy jeśli będzie musiała zostać w Owocowym Lesie i szkolić się pod czyimś okiem, to jaka profesja zapewni jej względny spokój i brak potrzeby tak częstych kontaktów z innymi.
“W sumie uzdrowiciele rozmawiają z innymi, kiedy muszą, a tak to mają względny spokój. A jak nie mówią za dużo, jak Poranek, to inni nie mają problemu z tym, z tego, co widziałam” — przeszło jej przez myśl, nim do kociarni powrócił Fruczak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz