Pchełkowy Skok powitało ostre letnie słońce, które bezwzględnie przebijało się przez taflę wodospadu.
Niechętnie zamrugała oczami, odwracając głowę. Podniosła się, przeciągnęła i szybko polizała zmierzwione w kilku miejscach futro.
Wyszła z legowiska wojowników, by pójść na poranny patrol, ziewając nieznacznie.
Krocząc obok pozostałych kotów rozmyślała, dużo. Miała nadzieję spotkać się niedługo ze swoim bratem, Szakłakiem, by mu o wszystkim opowiedzieć. Zarówno o treningach Tawułowej Łapy jak i postępującej relacji szylkretki z rudym kocurem, bo kotka miała wrażenie, że Mirtowe Lśnienie patrzy na nią bardziej przychylnie, niż wcześniej. Pchełka czuła, że jej brat się ucieszy!
Ah, ileż ona by dała, żeby czarny był razem z nią w Klanie Klifu… mogliby codziennie rozmawiać godzinami o swoich przygodach, wymieniać doświadczeniami i dzielić językami. Czyścić sobie futerka oraz bawić kulkami mchu. Piękne były te marzenia, jednak niemożliwe aktualnie do spełnienia. Być może wojowniczka spotka kocura na Zgromadzeniu, a wtedy na pewno o wszystkim mu opowie!
~*~
Po powrocie, gdy słońce było wysoko na niebie, przekroczyła próg obozu. Od razu dostrzegła ogniście rude futro, a jej ogon zawibrował z radości na jego widok. Wzięła głęboki wdech, nim podeszła do kocura, kiedy był już sam, a inne koty odeszły.
— Mirtowe Lśnienie — szepnęła. — Mogę z Tobą porozmawiać... na osobności?
Jego wargi uniosły się lekko w uprzejmym, powściągliwym uśmiechu. Skinął krótko głową i ruszył w stronę wyjścia, krocząc cicho i pewnie.
— Niezłą mamy dziś pogodę, huh? — mruknął, gdy znaleźli się już za wejściem do obozowiska.
Kotka skinęła mu głową.
Promienie słońca zdawały się wszechobecne i ogrzewały nawet kamienne ściany obozowiska, które zwykle biły chłodem. Powietrze było jasne, niemal ciężkie od ciepła, a wysokie trawy falowały spokojnie pod podmuchami wiatru.
W końcu zatrzymali się w cieniu sosen i świerków. Chłodniejsze powietrze pachniało żywicą i wilgotną korą. Rozejrzał się uważnie po krzewach i pniach, jakby spodziewał się czyjejś obecności. Na moment zamarł, nasłuchując, po czym przeniósł wzrok na towarzyszkę.
— Dobrze… Co dokładnie chciałabyś mi przekazać?
Pchełkowy Skok powiodła za nim wzrokiem dookoła nich. Parne powietrze, które unosiło się, paliło ją w płuca, kiedy wzięła głęboki wdech.
Jej ogonek drgnął nerwowo, podobnie jak wąsy, kiedy układała w głowie zdanie.
— Ja... znalazłam nam trzeciego kota do pomocy — powiedziała cicho, żeby tylko Mirtowe Lśnienie mógł usłyszeć. – To Pietruszkowa Błyskawica. Przedstawiłam jej pokrótce plan, jaki chcemy wykonać, więc już wie co i jak. Pozostaje tylko... dogadać szczegóły.
Pogrzebała łapką w trawie, drżąc aż z emocji. Pietruszka... wydawała jej się idealną kandydatką.
Rudy zastrzygł lekko uszami, słysząc jej słowa. Po dłuższym milczeniu uniósł na rozmówczynię spojrzenie, które wyglądało Pchełce na pełne życzliwości. Uśmiechnęła się delikatnie.
— Cieszę się, że znalazłaś kogoś, kto byłby w stanie nam pomóc — odezwał się łagodnym tonem. — W tych czasach każdy kot gotów działać dla dobra Klanu Klifu jest na wagę złota. Twoja inicjatywa naprawdę zasługuje na pochwałę.
Zrobił krótką pauzę, jakby pozwalając jej przyjąć te słowa. Wojowniczka nie mogła posiąść się z radości, jednak panowała nad sobą, ukazując tylko białe ząbki w uśmiechu.
— Powiedz mi jednak… — dodał po chwili, lekko przechylając głowę. — Jak wiele wyjawiłaś Pietruszkowej Błyskawicy?
Pchełkowemu Skokowi rozbłysły oczęta. Miała dobre przeczucie, wiedziała, że Pietruszka się nada. Była godna zaufania, poza tym Pchełka ją znała od swoich najmłodszych lat!
— Powiedziałam jej, że chcemy zatrzymać Jaskółkę, by nie odbierała żyć i nie mogła zająć miejsca Judaszowcowej Gwiazdy — wyjaśniła potulnie. — I wspomniałam, że chciałabym... b-byś to Ty został L-Liderem.
Mówiąc ostatnie zdanie, spaliła buraka, odwracając zakłopotana wzrok. Gdyby mogła, zapadłaby się pod ziemię. Mówienie takich rzeczy na głos, a w głowie to ogromna różnica! Przecież to niemal jak wyznanie miłosne!
Jego wąsy drgnęły lekko, a on sam zdawał się przetrawiać jej odpowiedź. Kotkę nieco stresowała ta cisza, poniekąd ciężka, wymowna.
— Cieszę się, że wyjawiłaś jej już jakieś szczegóły — odezwał się spokojnie.
Pchełka poczuła natychmiastową ulgę. Odetchnęła spokojnie, co na pewno kocur zauważył. Jego ogon powoli przesunął się po ziemi.
— Ujawniłaś jej, że jestem w to zamieszany? — zapytał po chwili, unosząc lekko głowę.
Kotka zastrzygła uszami. Kiwnęła głową na jego pytanie.
— Tak — miauknęła.
Pogrzebała ponownie łapą w ziemi, jakby zastanawiała się, czy powiedzieć mu to, co planowała. Nie chciała w żaden sposób go urazić czy podważyć kompetencji. Być może była zaślepiona przez uczucie, jakim darzyła kocura. Pietruszka była jej drogą przyjaciółką od dawna, ale jej opinia na temat rudego jako przywódcy... troszkę zabolała Pchełkę. Szylkretka uważała, że to bardzo dobry wybór i była wręcz przekonana, iż Pietruszka się z nią zgodzi. Zamiast tego...
— Tylko ona... m-mówiła, że wolałaby, by to m-medycy wybrali Przywódcę. Żeby zostawić tę decyzję Przodkom...
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Nie rozumiała spojrzenia starszej wojowniczki, ale też się z nim nie kłóciła. Miały prawo mieć odmienne zdania, nawet jeśli Pchełkę to bolało. Być może za bardzo wynosiła Pietruszkę na piedestał, możliwe... że ją za bardzo idealizowała, nie zdając sobie z tego sprawy.
— Aha... I Pietruszka powiedziała, ż-że nie pomoże nam, jeśli będziemy chcieli z-zabić Jaskółkę. O-Ona by chciała ją wygnać.
Mówiąc to, bardzo ściszyła głos. Zaczęła się jąkać, gdy mówiła o tak poważnych rzeczach. Stresowała ją rozmowa o rozlewie krwi.
Widziała, jak kocura ogon powoli przestaje drgać, i ponownie staje się spokojny. Ponowna długa cisza znowu sprawiła, że Pchełka poczuła się nieswojo. Czasami miała wrażenie, iż była zbyt głupia na knucie takich spisków, w czym mocno różniła się od syna lidera. Te nękające ją myśli sprawiały, że brakło jej pewności siebie w wypowiadaniu tych wszystkich informacji, co na pewno nie umknęło kocurowi. Gdy Mirtowe Lśnienie wziął mały wdech, natychmiast nadstawiła uszu.
— Myślę, że Pietruszka z całą pewnością będzie idealnym trzecim kotem — mruknął w końcu spokojnie. — A co do jej warunków… sądzę, że jestem w stanie na nie przystać.
Pchełkowy Skok momentalnie zmieniła nastawienie z niepewnego na pełne ulgi. Jakby pochmurne niebo nad jej głową zostało nagle czystym pięknym nieboskłonem wraz z usłyszeniem słów kocura. Machnęła krótkim ogonkiem i podniosła wyżej głowę, a w jej oczach tańczyły iskry nadziei.
— Pietruszka nie jest złym kotem! Możemy jej ufać, Mirtowe Lśnienie. Jest mi bliska, odkąd byłam mała — odparła, zapewniając o rzetelności kotki.
Ucieszyła ją aprobata jej obiektu westchnień. Rudy kocur był jednak teraz nieco… nieobecny, pogrążony w myślach. Toteż Pchełka wpadła na pomysł.
— C-Czy może chcesz przejść się na spacer? Co u C-Ciebie? — zapytała, troszkę się jąkając, bo jednak nie przywykła do proponowania przechadzek.
Czy… jeśli kocur się zgodzi, to będzie to jak randka?
<Mirtowe Lśnienie? ❤️ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz