dawno temu
Co prawda czekał, jednak nie na to, by młodszy się odezwał, a zwyczajnie sobie poszedł. Nie miał ochoty na pogaduszki, na otwieranie pyska czy inne, zbędne czynności, które tylko zmarnowałyby resztki energii wykorzystywane teraz na wyjście do innych, by zgarnąć jedzenie. Dlatego nic dziwnego, że nie miał ochoty na rozmowy. Szczególnie z kimś, kogo praktycznie nie znał, dlatego też zaklął w myślach, gdy ten się przywitał. Drgnęły mu jedynie uszy, zanim po chwili ciężkiej, dłużącej się ciszy, kiwnął niemrawo głową, niemal niezauważalnie. Zaraz potem chwycił słabo w zęby jakieś pierwsze lepsze stworzenie ze stosu, by od nowa zniknąć z klanowego życia.
Korzystając z ciepłej pogody, gdyż nawet taki nornik jak Księżyc czasem musiał zaczerpnąć słońca (które czasem wręcz go wywoływało na zewnątrz, śpiewając o tym, jaka to kąpiel w nim nie jest przyjemna), młodszy kronikarz postanowił wybrać się na przechadzkę. Nie za blisko granic (szczególnie nie tych wilczych), trzymając się też w zasięgu słuchu przechodzących kotów czy patroli, by w razie czego mieć jakąś obronę. Sam mógł co najwyżej "zapatrzeć" przeciwnika na śmierć, więc fajnie by było mieć jakąś obstawę. Mimo wszystko posiadanie wokół siebie bardziej sprawnych kotów, nie uchroni go przecież od wszystkich niebezpieczeństw. Nikt go nie ostrzeże, jeśli sam wpierw nie zauważy, o pajęczynie rozciągającej się między trawami, schowanej w trawie dziurze, czy też wystającej przeszkodzie, która całkiem skutecznie pozbawiła kocura równowagi, sprawiając, że po nie całej sekundzie walki ten wylądował w trawie, o mało nie przygryzając sobie języka, a na pewno obijając brodę.
– Ow. – jęknął, próbując się dość niezdarnie zebrać i doprowadzić do porządku – Ał... ał, ała... ugh, puszczaj. Co to za... – umilkł. Jego łapa, którą próbował poszukać przyczyny swojej wywrotki natrafiła na coś gładkiego, chłodnego i całkiem ciekawego w konstrukcji. Rozpoznawał kształt, w końcu miał już do czynienia z mniejszymi jego wariantami, a to było... to było wielkie! I najwyraźniej całkiem świeże, bo śmierdziało jakimś zwierzem, szczególnie u nasady, gdzie unosiła się słaba woń krwi. Czyżby natrafił na poroże? O tak, to na pewno poroże! Jego pysk nagle jakby się odmłodził (wcale nie był stary! Chociaż mentalnie można powiedzieć, że był gdzieś pomiędzy 6 a 60...) a nad głową zaczęły tańczyć gwiazdki ekscytacji i pasji, gdy badał z uwagą przedmiot, uwalniając go z traw. Musiał to mieć. Nie ważne gdzie, po prostu musiał. Było fajne, ciekawe, gładkie, o jeju, jakie to było GŁADKIE. Ciekawe! Bo to nie było tak... całkiem, gładkie, miało wgłębienia przy nasadzie, rowki, wypustki, mógł niemal zobaczyć to wszystko w głowie, pomimo braku wizji. Czyżby to ta chciwość, o której wspominali w biblii? Być może, bo o ile byłby zbyt leniwy i niezbyt zaangażowany, tak teraz można go było zobaczyć w rzadkim stadium wejścia w trans inspiracji. Zaraz zabrał się do odgarniania reszty i próby przeciągnięcia kości do groty. Na pewno jakoś się zmieści, jeśli wepchnie ją przez największe wejście, do którego niestety było nieco daleko. Ale da radę. Nawet nie wiedział, że ma tyle siły. Krok za krokiem, szarpiąc się z trawami i łodygami, zatapiając w piasku i wrzosach, targał swoją "zdobycz", ani myśląc jej puścić. Można by pomyśleć, że byłby gotów stanąć do walki nawet z lisami, chociaż wraz z czasem i dłuższą szarpaniną, jego siły znacznie opadły, chociaż pasja wciąż płonęła żywym ogniem. Niestety jednak, ogień ten nie był w stanie nagle uzbroić biednego patykowatego kronikarza w dodatkowy zasób mięśni. Jej istnienie co prawda dodawało +10 do siły i wytrzymałości, ale na krótką metę więc teraz... teraz stłamszony bengal przemieszczał się coraz to wolniej... i wolniej... Chyba, że... chwila, ktoś się zbliża? Zawęszył, słuch wytężył i w głowie jego pojawił się pomysł.
– Ber... Berberysowa Łapo, to ty? – spomiędzy traw wyłoniła się niebieska głowa, gdy już się upewnił, że to nie wróg ani inny zwierz, a klanowy towarzysz – Słuchaj, cześć, um... nie chcesz mi pomóc? - spytał nieco zziajany, zadowolony i brudny, stojący nad porożem.
– Emm... Tak, co się stało Księżycowy Odłamku? W czym ci pomóc?
Syn Świerszczowego Skoku podszedł bliżej i nachylił się by obejrzeć najnowszą zdobycz.
– No tak, z tym. To. – wskazał krótkim ruchem głowy w dół na kość – Chcę to zawlec do Groty. Ale, WHEW, jest ciężkie i ciągle zahacza się o trawę. Kark mnie już boli, znaczy, teoretycznie dałbym radę gdybym musiał, ale skoro już cię zlokalizowałem... – przyznał nieco marudnym tonem, chociaż wciąż jeszcze czuć było w nim ekscytację. Tak, rzeczywiście gdyby chciał to dałby radę, przez upartą potrzebę dokończenia zadania które go interesuje, ale ta trawa zaczęła go irytować po pewnym czasie. No i jeszcze była sprawa z tym, czy w ogóle to poroże przeciśnie się przez, bądź co bądź, najszersze przejście do groty, ale wciąż ciasną przestrzeń, która była raczej ciężka do przebycia dla mało elastycznego obiektu.
– Jasne, tylko czy zmieści się to w grocie? – młodszy podszedł bliżej poroża, starając się go unieść na barkach, jednak kość była dość ciężka – Już rozumiem dlaczego miałeś z tym problem... – mruknął pod nosem.
– Jasne, przecież jest tam dużo miejsca. Nie byłeś tam jeszcze?
Berberysowa Łapa prychnął lekko sfrustrowany, kiedy poroże znów zahaczyło ostrymi wypustkami o trawę. Przekręcił kość na tą gładszą stronę i bez problemu zaczął ciągnąć ją w stronę obozu.
– Może i byłem... – mruknął mniej pewnie, przystając na chwilę przerwy – Byłem tam na chwilę, jednak moje życie głównie się kręci poza obozem, wokół treningów oraz rywalizacji z rodzeństwem.
– Może? Nie uczestniczyłeś w ceremoniach? Kociaki też tam często przyprowadzają... – zainteresował się Księżyc, zaraz potem dodając – Pomóc ci to ciągnąć albo nieść?
– Ostatnią ceremonią, w której uczestniczyłem była ceremonia dorosłości Zwiewnego Maku i nie nastałem się tam jakoś długo... Raczej unikałem przebywania w niej – przyznał – Możesz wziąć poroże od tyłu. Zamiast sunąć, po prostu je zaniesiemy, będzie szybciej.
– Czemu, nie lubisz być pod ziemią? – spytał znów zaintrygowany, podchodząc do tyłu poroża z krótkim ,,dobra", próbując chwycić je w odpowiednim miejscu. Natomiast co do ceremonii, to sam uwielbiał grotę głównie przez energię jaką dawała i przez koty, z jakimi mu się kojarzyła, w dodatku szybko przyzwyczaił się do chłodu, który doceniał szczególnie latem. Niemniej niektórzy mogli rzeczywiście nie być fanami. Rozumiał to, w końcu sam pamiętał swoje pierwsze odczucia, gdy wchodził do tuneli.
– Raczej źle mi się kojarzy... Najchętniej przeszedłbym do ceremonii dorosłości, najlepiej przed Ciernistą Łapą, po tym już nigdy nie wracał do niej. Jedynym wyjątkiem byłyby jakieś zasługi lub przydzielenie mi ucznia.
Tymczasem kronikarz już trzymał poroże w zębach, które nie było świetnym dodatkiem do rozmowy.
– Śle? – próbował wymamrotać wyraźnie – Szemu. Ktoś tam umar? – było to raczej pytanie retoryczne i przede wszystkim nie jego interes i pewnie gdyby nie chodziło o grotę to by się nie zainteresował zwyczajnie akceptując inne zdanie, ale chciał poznać co inni w niej widzą.
– No i mosze ci się uda. Mi się udało pszed Śniakiem, a nie fidzę. – no i zmarnował pół roku na gnicie w dziurze. Może Śniąca Łapa przez ten czas również zdychał na swój sposób, chociaż zawsze był największym leniem z trójki rodzeństwa.
– Nie, nikt jeszcze nie umarł z mojej rodziny, żebym to jakoś bardziej przeżywał. Po prostu, Zwiewny Mak wraz z Trzmielim Pyłkiem zostali wcześniej mianowani przed mną. Mam wrażenie, że nigdy nie zadowolę ambicji ojca. Patrzy na mnie jakoś inaczej...
– Mhm – znaczy, sam ojca nie miał, więc za bardzo nie miał jak się wypowiedzieć, ani zrozumieć, a mama traktowała ich wszystkich tak samo. – Mosze spytaj sfojej mentolki ile ci jeszcze sostało do shobienia – zaproponował – Albo czego oczekuje.
– I chyba tak zrobię, wiesz? W legowisku uczniów są praktycznie same kociaki. To upokarzające, że ja nadal tkwię w tamtym miejscu – prychnął zdegustowany.
– Wciąsz jest tam tfój brat, nie? – zauważył srebrny – I Śniak. I Chomik. I ta niepszyjemna kotka i ta obca kotka. Więc chyba nie jest tak śle.... A! A nie! Szekaj, nie to wejście, musimy nieco skhęcić... w le... tak, tak stahczy.... – pociągnął nieco poroże w bok, dając przy okazji znać głową, o który kierunek chodzi. Akurat drogi do tuneli znał jak własną kieszeń, dlatego gdy przeszli przez jeden, konkretny, znajomy punkt, mógł jasno stwierdzić, że nieco zboczyli z kursu.
– Właśnie, jest tam mój brat, który ciągle dostaje pod łapy jakieś zasługi. Jakbym miał szansę, też bym mógł uratować jakieś biedne kocięta! – Księżyc z ulgą zarejestrował, że uczeń usłuchał jego słów i już po chwili mógł normalnie mówić, gdy rozpoznał powierzchnię i zapachy.
– Jedna zasługa a ciągłe zasługi to chyba różnica co – wypluł kość i mlasnął kilka razy, by sobie doprowadzić szczękę do porządku. Dobrze było znów mówić poprawnie – No i to nie tak, że tylko on jako jedyny znalazł jakieś kociaki. Podrostki chętnie podrzucane są klanom więc... no i możesz zrobić coś innego, też, chyba... Nie wiem, przechwala się tym jakoś? Jeśli tak to czaję, może to być wnerwiające. Wiesz, Śniak- znaczy, Śniąca Łapa znalazł za...mmm... ekhm, zabójcę, no, wiesz przecież. Ale to nie tak, że w tym przypadku było się czym chwalić... – zaczął mamrotać słabo pod nosem i się lekko zacinać, chcąc szybko zejść z tematu – Jak cię denerwuje to zawsze możesz mu napluć do legowiska w czym problem – dodał już bardziej pewnie, podchodząc do wejścia by zmierzyć go łapami.
– Chyba tak zrobię lub wrzucę mu ostu i kamieni do posłania. Powinien się trochę pomęczyć, a ja trochę się z niego pośmieje – zamilkł obserwując, jak Księżycowy Odłamek próbuje wymacać przejście – Wiesz, ja widzę, może przejdzie tędy to poroże.
– Wiesz, a ja nie, ale fajnie jest mieć trochę samodzielności. – odpowiedział tamten, chociaż nie brzmiał przy tym na zdenerwowanego. Już wystarczy, że byłby frajerem nawet, gdyby widział. Teraz ma co prawda jakieś usprawiedliwienie, ale trzeba było próbować, tak. Po chwili stanął i westchnął. – Mówisz?... – może trzeba dać temu szansę.
– Rozumiem – westchnął jeszcze uczeń, zanim Księżyc chwycił róg. Z niesmakiem się skrzywił przez resztki zapachu jaki ten wydzielał i pociągnął go w tył, aż do momentu, w którym sam nie wszedł do środka tunelu i... został zatrzymany. Przez poroże. Zahaczyło o coś, czy może po prostu się nie mieściło? Pociągnął raz i drugi, ryjąc łapami w ziemi, a gdy to się nie udało, musiał wypchnąć kość na zewnątrz, co poszło o wiele łatwiej.
– Huh.
– Jedna wypustka jest zbyt szeroka i blokuje się przy korzeniu – odezwał się tłumaczący głos, pochodzący od tego bardziej uzdolnionego w widzeniu kota.
– Mh – jedyny komentarz. Wypustka, dobra. Damy radę. Wymacał róg, wymacał korzeń, po czym zostając (tym razem) na zewnątrz, od złej strony niestety, spróbował przypasować jakoś poroże do wejścia. W jedną, w drugą, może po boku?
– No właź... – wydusił, łapami opierając się o dwie porożowe odnogi, próbując wepchnąć je do środka. Co jeszcze? Był obserwowany, nie mógł tego wbić do środka a trafienie na wypustkę (czy też jej brak) było jak szukanie palcem kawałka jedzenia które utknęło między zębami a możesz wyczuć je językiem.
– Ty... szczurze... niemyty... AAAH – poddał się. Stanął obok w ciszy i pewnie gdyby mógł wpatrywałby się pusto w to skalanie boskie. Zamiast tego kopnął parszystwo kilka razy (czy też pobił łapą), zanim klapnął zrezygnowany obok, najpierw zwieszając głowę w dół, potem unosząc ją ku niebu, by od czasu do czasu pokręcić nią w tą... czy w tamtą.
– Wiesz co... – zaczął po chwili milczenia, powracając głowę do prawidłowej pozycji – Może po prostu... wejdę do środka, pociągnę róg... a ty go od zewnątrz ukierunkujesz w odpowiedni sposób. – Taaaa.... może trzeba to było zrobić od razu.
– Może się udać... – rozległy się odgłosy kroków, świadczące o tym, że uczeń podszedł we wskazane miejsce i wyraźnie czeka na polecenia. – Jak coś jestem gotów.
– Dobra, to ustaw tak, jak powinno być i jak coś to... nie wiem, manewruj, a ja ciągnę. Gotowy? Raz, dwa... – na trzy, będąc już w tunelu i trzymając w zębach poroże, zaparł się znów łapami, chcąc wciągnąć całość do środka. I wtedy, nagle... ŁUP! Coś zaskoczyło. Najpierw z wolna, potem z rozpędem, poroże przecisnęło się do środka, a srebrny wraz z utratą siły oporu rzeczy którą ciągnął, poleciał na plecy, tracąc równowagę.
– Przeszło! – zawołał, unosząc się szybko do przysiadu – Przeszło? – spytał jeszcze, by się upewnić.
– Przeszło! – zamruczał głos z drugiej strony uradowany, potwierdzając słowa starszego. Zostało potem tylko przeciśnięcie się przez tunel modląc o to, by nie został nagle zablokowany. Dopiero po dotarciu na miejsce niebieski poczuł ulgę i satysfakcję z wykonania misji, którą sam sobie nałożył. Pewnie tunel jest teraz trochę... w nieładzie, ale zawsze można było go znowu uklepać!
– Gdzie chciałbyś to poroże położyć? Rozumiem, że jest to jako dekoracja do Groty.
– Dekoracja... albo... albo do zapasów? – zamyślił się, z uśmiechem na pysku, wciąż szczęśliwy – To nie tak, że poroża rosną po deszczu jak grzyby i przez przypadek na nie nadepniesz – zauważył, po czym zamilkł na moment. – Pewnie dekoracja byłaby dobra... Wróżka na pewno wiedziałaby, co z tym zrobić – mruknął bardziej do siebie niż do Berberysu, który usiadł obok.
– Czyli to dla Wełnistej Mszycy? Ona lubi takie rzeczy? – szturchnął łapką poroże, które wydało z siebie charakterystyczny, pusty odgłos podczas lekkiego zakołysania — Na patrolach mogę się rozglądać, za kośćmi oraz innymi ciekawymi rzeczami. Myślałem, że kotki wolą bardziej kwiaty by później stroić nimi sierść lub posłania...
– Huh? Nie, nie myślałem o tym w ten sposób – przyznał Księżyc, nieco zaskoczony – Po prostu umie dekorować i ma taki zmysł i jej w tym ufam... I przede wszystkim ma oczy. Zdrowe, znaczy. I pewnie by chciała się tym zająć – zamilkł na moment – I w sumie to co ma płeć do zainteresowań. Jestem pewien, że jakbym był kotką to wciąż lubiłbym kości. Bo teraz lubię, z resztą kwiatki też. Chociaż pewnie niektórzy nie lubią kości, rzeczywiście... Ale poroże to taka zewnętrzna kość? Więc... hm.
– Niezbyt rozmawiałem na temat kotek i płci... Wydają się delikatniejsze, więc myślałem, że bardziej lubią takie rzeczy, jak kwiatki. Ich futro wydaje się być bardziej zadbane, wyczesane i nawet dbają o piękny jej zapach. – zauważył po chwili ciszy, która uniosła się ciężej w powietrzu. A przynajmniej Księżycowi się taka wydawała. – Wełnista Mszyca ładnie pachnie. W sumie to wszyscy medycy ładnie pachną ziołami, jednak ona chyba najładniej... – mruknął niezręcznie.
,,Że niby śmierdzę?"
Przeszło kronikowi mu przez myśl, automatycznie przystawiając łapę dyskretnie do swojego nosa, by ją powąchać. Nie no... to nie tak, że śmierdział, co? Niby słyszał, że do własnego zapachu się kot przyzwyczaja, więc nie mógł ocenić tego obiektywnie. Cóż, do najlepszych przedstawicieli męskości nie należał, przypominał bardziej kotkę niż kocura, a przynajmniej tak słyszał od swojego brata i Skrzypu, chociaż akurat Śniątka nie powinien słuchać. Niemniej.... Chwila.
,,Pachnie najładniej"?
Na moment zamarł, czując nieprzyjemny skurcz w klatce piersiowej. Co znaczy ,,najładniej". Co to, był blisko niej? Znaczy, to nie tak, że trzeba siedzieć przy drugim kocie, wsadzać nos w jego sierść i go ostentacyjnie wąchać jak creep, żeby poczuć jego zapach, ale wciąż stwierdzenie niezbyt mu się spodobało. Co to, panika? Oprócz paniki może jakaś złość na siebie, że reaguje w taki sposób?
,,Przestań" zabrzmiało echem w jego głowie. Ale jak miał przestać, co miał przestać? Nie mógł przecież zatrzymać od tak tego, jak reaguje jego serce.
– Tak. M. Chyba masz rację – mruknął końcowo dość niemrawo, jakby nie był pewien tego, co mówi – Znacie się jakoś bliżej? A, no i, no i ten, to nie tak, że kocury śmierdzą... nie wszystkie, znaczy. – spróbował przyczepić się tego tematu, by nie wyglądać i nie brzmieć zbyt podejrzanie.
– Nie znamy się dobrze. Raczej mijamy się w obozie, tylko tyle. A ty dobrze znasz Wełnistą Mszycę?
Odkiwnął na pytanie krótko głową, czując lekkie uczucie ulgi, wraz ze wzrastającą irytacją na samego siebie.
– To moja przyjaciółka, w sumie odkąd pamiętam. Chociaż ciężko by było, gdybyśmy się nie znali, byliśmy razem w żłobku. – wyjaśnił tonem ubarwionym w lekkość.
Co prawda czekał, jednak nie na to, by młodszy się odezwał, a zwyczajnie sobie poszedł. Nie miał ochoty na pogaduszki, na otwieranie pyska czy inne, zbędne czynności, które tylko zmarnowałyby resztki energii wykorzystywane teraz na wyjście do innych, by zgarnąć jedzenie. Dlatego nic dziwnego, że nie miał ochoty na rozmowy. Szczególnie z kimś, kogo praktycznie nie znał, dlatego też zaklął w myślach, gdy ten się przywitał. Drgnęły mu jedynie uszy, zanim po chwili ciężkiej, dłużącej się ciszy, kiwnął niemrawo głową, niemal niezauważalnie. Zaraz potem chwycił słabo w zęby jakieś pierwsze lepsze stworzenie ze stosu, by od nowa zniknąć z klanowego życia.
┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----
wiosna
Korzystając z ciepłej pogody, gdyż nawet taki nornik jak Księżyc czasem musiał zaczerpnąć słońca (które czasem wręcz go wywoływało na zewnątrz, śpiewając o tym, jaka to kąpiel w nim nie jest przyjemna), młodszy kronikarz postanowił wybrać się na przechadzkę. Nie za blisko granic (szczególnie nie tych wilczych), trzymając się też w zasięgu słuchu przechodzących kotów czy patroli, by w razie czego mieć jakąś obronę. Sam mógł co najwyżej "zapatrzeć" przeciwnika na śmierć, więc fajnie by było mieć jakąś obstawę. Mimo wszystko posiadanie wokół siebie bardziej sprawnych kotów, nie uchroni go przecież od wszystkich niebezpieczeństw. Nikt go nie ostrzeże, jeśli sam wpierw nie zauważy, o pajęczynie rozciągającej się między trawami, schowanej w trawie dziurze, czy też wystającej przeszkodzie, która całkiem skutecznie pozbawiła kocura równowagi, sprawiając, że po nie całej sekundzie walki ten wylądował w trawie, o mało nie przygryzając sobie języka, a na pewno obijając brodę.
– Ow. – jęknął, próbując się dość niezdarnie zebrać i doprowadzić do porządku – Ał... ał, ała... ugh, puszczaj. Co to za... – umilkł. Jego łapa, którą próbował poszukać przyczyny swojej wywrotki natrafiła na coś gładkiego, chłodnego i całkiem ciekawego w konstrukcji. Rozpoznawał kształt, w końcu miał już do czynienia z mniejszymi jego wariantami, a to było... to było wielkie! I najwyraźniej całkiem świeże, bo śmierdziało jakimś zwierzem, szczególnie u nasady, gdzie unosiła się słaba woń krwi. Czyżby natrafił na poroże? O tak, to na pewno poroże! Jego pysk nagle jakby się odmłodził (wcale nie był stary! Chociaż mentalnie można powiedzieć, że był gdzieś pomiędzy 6 a 60...) a nad głową zaczęły tańczyć gwiazdki ekscytacji i pasji, gdy badał z uwagą przedmiot, uwalniając go z traw. Musiał to mieć. Nie ważne gdzie, po prostu musiał. Było fajne, ciekawe, gładkie, o jeju, jakie to było GŁADKIE. Ciekawe! Bo to nie było tak... całkiem, gładkie, miało wgłębienia przy nasadzie, rowki, wypustki, mógł niemal zobaczyć to wszystko w głowie, pomimo braku wizji. Czyżby to ta chciwość, o której wspominali w biblii? Być może, bo o ile byłby zbyt leniwy i niezbyt zaangażowany, tak teraz można go było zobaczyć w rzadkim stadium wejścia w trans inspiracji. Zaraz zabrał się do odgarniania reszty i próby przeciągnięcia kości do groty. Na pewno jakoś się zmieści, jeśli wepchnie ją przez największe wejście, do którego niestety było nieco daleko. Ale da radę. Nawet nie wiedział, że ma tyle siły. Krok za krokiem, szarpiąc się z trawami i łodygami, zatapiając w piasku i wrzosach, targał swoją "zdobycz", ani myśląc jej puścić. Można by pomyśleć, że byłby gotów stanąć do walki nawet z lisami, chociaż wraz z czasem i dłuższą szarpaniną, jego siły znacznie opadły, chociaż pasja wciąż płonęła żywym ogniem. Niestety jednak, ogień ten nie był w stanie nagle uzbroić biednego patykowatego kronikarza w dodatkowy zasób mięśni. Jej istnienie co prawda dodawało +10 do siły i wytrzymałości, ale na krótką metę więc teraz... teraz stłamszony bengal przemieszczał się coraz to wolniej... i wolniej... Chyba, że... chwila, ktoś się zbliża? Zawęszył, słuch wytężył i w głowie jego pojawił się pomysł.
– Ber... Berberysowa Łapo, to ty? – spomiędzy traw wyłoniła się niebieska głowa, gdy już się upewnił, że to nie wróg ani inny zwierz, a klanowy towarzysz – Słuchaj, cześć, um... nie chcesz mi pomóc? - spytał nieco zziajany, zadowolony i brudny, stojący nad porożem.
– Emm... Tak, co się stało Księżycowy Odłamku? W czym ci pomóc?
Syn Świerszczowego Skoku podszedł bliżej i nachylił się by obejrzeć najnowszą zdobycz.
– No tak, z tym. To. – wskazał krótkim ruchem głowy w dół na kość – Chcę to zawlec do Groty. Ale, WHEW, jest ciężkie i ciągle zahacza się o trawę. Kark mnie już boli, znaczy, teoretycznie dałbym radę gdybym musiał, ale skoro już cię zlokalizowałem... – przyznał nieco marudnym tonem, chociaż wciąż jeszcze czuć było w nim ekscytację. Tak, rzeczywiście gdyby chciał to dałby radę, przez upartą potrzebę dokończenia zadania które go interesuje, ale ta trawa zaczęła go irytować po pewnym czasie. No i jeszcze była sprawa z tym, czy w ogóle to poroże przeciśnie się przez, bądź co bądź, najszersze przejście do groty, ale wciąż ciasną przestrzeń, która była raczej ciężka do przebycia dla mało elastycznego obiektu.
– Jasne, tylko czy zmieści się to w grocie? – młodszy podszedł bliżej poroża, starając się go unieść na barkach, jednak kość była dość ciężka – Już rozumiem dlaczego miałeś z tym problem... – mruknął pod nosem.
– Jasne, przecież jest tam dużo miejsca. Nie byłeś tam jeszcze?
Berberysowa Łapa prychnął lekko sfrustrowany, kiedy poroże znów zahaczyło ostrymi wypustkami o trawę. Przekręcił kość na tą gładszą stronę i bez problemu zaczął ciągnąć ją w stronę obozu.
– Może i byłem... – mruknął mniej pewnie, przystając na chwilę przerwy – Byłem tam na chwilę, jednak moje życie głównie się kręci poza obozem, wokół treningów oraz rywalizacji z rodzeństwem.
– Może? Nie uczestniczyłeś w ceremoniach? Kociaki też tam często przyprowadzają... – zainteresował się Księżyc, zaraz potem dodając – Pomóc ci to ciągnąć albo nieść?
– Ostatnią ceremonią, w której uczestniczyłem była ceremonia dorosłości Zwiewnego Maku i nie nastałem się tam jakoś długo... Raczej unikałem przebywania w niej – przyznał – Możesz wziąć poroże od tyłu. Zamiast sunąć, po prostu je zaniesiemy, będzie szybciej.
– Czemu, nie lubisz być pod ziemią? – spytał znów zaintrygowany, podchodząc do tyłu poroża z krótkim ,,dobra", próbując chwycić je w odpowiednim miejscu. Natomiast co do ceremonii, to sam uwielbiał grotę głównie przez energię jaką dawała i przez koty, z jakimi mu się kojarzyła, w dodatku szybko przyzwyczaił się do chłodu, który doceniał szczególnie latem. Niemniej niektórzy mogli rzeczywiście nie być fanami. Rozumiał to, w końcu sam pamiętał swoje pierwsze odczucia, gdy wchodził do tuneli.
– Raczej źle mi się kojarzy... Najchętniej przeszedłbym do ceremonii dorosłości, najlepiej przed Ciernistą Łapą, po tym już nigdy nie wracał do niej. Jedynym wyjątkiem byłyby jakieś zasługi lub przydzielenie mi ucznia.
Tymczasem kronikarz już trzymał poroże w zębach, które nie było świetnym dodatkiem do rozmowy.
– Śle? – próbował wymamrotać wyraźnie – Szemu. Ktoś tam umar? – było to raczej pytanie retoryczne i przede wszystkim nie jego interes i pewnie gdyby nie chodziło o grotę to by się nie zainteresował zwyczajnie akceptując inne zdanie, ale chciał poznać co inni w niej widzą.
– No i mosze ci się uda. Mi się udało pszed Śniakiem, a nie fidzę. – no i zmarnował pół roku na gnicie w dziurze. Może Śniąca Łapa przez ten czas również zdychał na swój sposób, chociaż zawsze był największym leniem z trójki rodzeństwa.
– Nie, nikt jeszcze nie umarł z mojej rodziny, żebym to jakoś bardziej przeżywał. Po prostu, Zwiewny Mak wraz z Trzmielim Pyłkiem zostali wcześniej mianowani przed mną. Mam wrażenie, że nigdy nie zadowolę ambicji ojca. Patrzy na mnie jakoś inaczej...
– Mhm – znaczy, sam ojca nie miał, więc za bardzo nie miał jak się wypowiedzieć, ani zrozumieć, a mama traktowała ich wszystkich tak samo. – Mosze spytaj sfojej mentolki ile ci jeszcze sostało do shobienia – zaproponował – Albo czego oczekuje.
– I chyba tak zrobię, wiesz? W legowisku uczniów są praktycznie same kociaki. To upokarzające, że ja nadal tkwię w tamtym miejscu – prychnął zdegustowany.
– Wciąsz jest tam tfój brat, nie? – zauważył srebrny – I Śniak. I Chomik. I ta niepszyjemna kotka i ta obca kotka. Więc chyba nie jest tak śle.... A! A nie! Szekaj, nie to wejście, musimy nieco skhęcić... w le... tak, tak stahczy.... – pociągnął nieco poroże w bok, dając przy okazji znać głową, o który kierunek chodzi. Akurat drogi do tuneli znał jak własną kieszeń, dlatego gdy przeszli przez jeden, konkretny, znajomy punkt, mógł jasno stwierdzić, że nieco zboczyli z kursu.
– Właśnie, jest tam mój brat, który ciągle dostaje pod łapy jakieś zasługi. Jakbym miał szansę, też bym mógł uratować jakieś biedne kocięta! – Księżyc z ulgą zarejestrował, że uczeń usłuchał jego słów i już po chwili mógł normalnie mówić, gdy rozpoznał powierzchnię i zapachy.
– Jedna zasługa a ciągłe zasługi to chyba różnica co – wypluł kość i mlasnął kilka razy, by sobie doprowadzić szczękę do porządku. Dobrze było znów mówić poprawnie – No i to nie tak, że tylko on jako jedyny znalazł jakieś kociaki. Podrostki chętnie podrzucane są klanom więc... no i możesz zrobić coś innego, też, chyba... Nie wiem, przechwala się tym jakoś? Jeśli tak to czaję, może to być wnerwiające. Wiesz, Śniak- znaczy, Śniąca Łapa znalazł za...mmm... ekhm, zabójcę, no, wiesz przecież. Ale to nie tak, że w tym przypadku było się czym chwalić... – zaczął mamrotać słabo pod nosem i się lekko zacinać, chcąc szybko zejść z tematu – Jak cię denerwuje to zawsze możesz mu napluć do legowiska w czym problem – dodał już bardziej pewnie, podchodząc do wejścia by zmierzyć go łapami.
– Chyba tak zrobię lub wrzucę mu ostu i kamieni do posłania. Powinien się trochę pomęczyć, a ja trochę się z niego pośmieje – zamilkł obserwując, jak Księżycowy Odłamek próbuje wymacać przejście – Wiesz, ja widzę, może przejdzie tędy to poroże.
– Wiesz, a ja nie, ale fajnie jest mieć trochę samodzielności. – odpowiedział tamten, chociaż nie brzmiał przy tym na zdenerwowanego. Już wystarczy, że byłby frajerem nawet, gdyby widział. Teraz ma co prawda jakieś usprawiedliwienie, ale trzeba było próbować, tak. Po chwili stanął i westchnął. – Mówisz?... – może trzeba dać temu szansę.
– Rozumiem – westchnął jeszcze uczeń, zanim Księżyc chwycił róg. Z niesmakiem się skrzywił przez resztki zapachu jaki ten wydzielał i pociągnął go w tył, aż do momentu, w którym sam nie wszedł do środka tunelu i... został zatrzymany. Przez poroże. Zahaczyło o coś, czy może po prostu się nie mieściło? Pociągnął raz i drugi, ryjąc łapami w ziemi, a gdy to się nie udało, musiał wypchnąć kość na zewnątrz, co poszło o wiele łatwiej.
– Huh.
– Jedna wypustka jest zbyt szeroka i blokuje się przy korzeniu – odezwał się tłumaczący głos, pochodzący od tego bardziej uzdolnionego w widzeniu kota.
– Mh – jedyny komentarz. Wypustka, dobra. Damy radę. Wymacał róg, wymacał korzeń, po czym zostając (tym razem) na zewnątrz, od złej strony niestety, spróbował przypasować jakoś poroże do wejścia. W jedną, w drugą, może po boku?
– No właź... – wydusił, łapami opierając się o dwie porożowe odnogi, próbując wepchnąć je do środka. Co jeszcze? Był obserwowany, nie mógł tego wbić do środka a trafienie na wypustkę (czy też jej brak) było jak szukanie palcem kawałka jedzenia które utknęło między zębami a możesz wyczuć je językiem.
– Ty... szczurze... niemyty... AAAH – poddał się. Stanął obok w ciszy i pewnie gdyby mógł wpatrywałby się pusto w to skalanie boskie. Zamiast tego kopnął parszystwo kilka razy (czy też pobił łapą), zanim klapnął zrezygnowany obok, najpierw zwieszając głowę w dół, potem unosząc ją ku niebu, by od czasu do czasu pokręcić nią w tą... czy w tamtą.
– Wiesz co... – zaczął po chwili milczenia, powracając głowę do prawidłowej pozycji – Może po prostu... wejdę do środka, pociągnę róg... a ty go od zewnątrz ukierunkujesz w odpowiedni sposób. – Taaaa.... może trzeba to było zrobić od razu.
– Może się udać... – rozległy się odgłosy kroków, świadczące o tym, że uczeń podszedł we wskazane miejsce i wyraźnie czeka na polecenia. – Jak coś jestem gotów.
– Dobra, to ustaw tak, jak powinno być i jak coś to... nie wiem, manewruj, a ja ciągnę. Gotowy? Raz, dwa... – na trzy, będąc już w tunelu i trzymając w zębach poroże, zaparł się znów łapami, chcąc wciągnąć całość do środka. I wtedy, nagle... ŁUP! Coś zaskoczyło. Najpierw z wolna, potem z rozpędem, poroże przecisnęło się do środka, a srebrny wraz z utratą siły oporu rzeczy którą ciągnął, poleciał na plecy, tracąc równowagę.
– Przeszło! – zawołał, unosząc się szybko do przysiadu – Przeszło? – spytał jeszcze, by się upewnić.
– Przeszło! – zamruczał głos z drugiej strony uradowany, potwierdzając słowa starszego. Zostało potem tylko przeciśnięcie się przez tunel modląc o to, by nie został nagle zablokowany. Dopiero po dotarciu na miejsce niebieski poczuł ulgę i satysfakcję z wykonania misji, którą sam sobie nałożył. Pewnie tunel jest teraz trochę... w nieładzie, ale zawsze można było go znowu uklepać!
– Gdzie chciałbyś to poroże położyć? Rozumiem, że jest to jako dekoracja do Groty.
– Dekoracja... albo... albo do zapasów? – zamyślił się, z uśmiechem na pysku, wciąż szczęśliwy – To nie tak, że poroża rosną po deszczu jak grzyby i przez przypadek na nie nadepniesz – zauważył, po czym zamilkł na moment. – Pewnie dekoracja byłaby dobra... Wróżka na pewno wiedziałaby, co z tym zrobić – mruknął bardziej do siebie niż do Berberysu, który usiadł obok.
– Czyli to dla Wełnistej Mszycy? Ona lubi takie rzeczy? – szturchnął łapką poroże, które wydało z siebie charakterystyczny, pusty odgłos podczas lekkiego zakołysania — Na patrolach mogę się rozglądać, za kośćmi oraz innymi ciekawymi rzeczami. Myślałem, że kotki wolą bardziej kwiaty by później stroić nimi sierść lub posłania...
– Huh? Nie, nie myślałem o tym w ten sposób – przyznał Księżyc, nieco zaskoczony – Po prostu umie dekorować i ma taki zmysł i jej w tym ufam... I przede wszystkim ma oczy. Zdrowe, znaczy. I pewnie by chciała się tym zająć – zamilkł na moment – I w sumie to co ma płeć do zainteresowań. Jestem pewien, że jakbym był kotką to wciąż lubiłbym kości. Bo teraz lubię, z resztą kwiatki też. Chociaż pewnie niektórzy nie lubią kości, rzeczywiście... Ale poroże to taka zewnętrzna kość? Więc... hm.
– Niezbyt rozmawiałem na temat kotek i płci... Wydają się delikatniejsze, więc myślałem, że bardziej lubią takie rzeczy, jak kwiatki. Ich futro wydaje się być bardziej zadbane, wyczesane i nawet dbają o piękny jej zapach. – zauważył po chwili ciszy, która uniosła się ciężej w powietrzu. A przynajmniej Księżycowi się taka wydawała. – Wełnista Mszyca ładnie pachnie. W sumie to wszyscy medycy ładnie pachną ziołami, jednak ona chyba najładniej... – mruknął niezręcznie.
,,Że niby śmierdzę?"
Przeszło kronikowi mu przez myśl, automatycznie przystawiając łapę dyskretnie do swojego nosa, by ją powąchać. Nie no... to nie tak, że śmierdział, co? Niby słyszał, że do własnego zapachu się kot przyzwyczaja, więc nie mógł ocenić tego obiektywnie. Cóż, do najlepszych przedstawicieli męskości nie należał, przypominał bardziej kotkę niż kocura, a przynajmniej tak słyszał od swojego brata i Skrzypu, chociaż akurat Śniątka nie powinien słuchać. Niemniej.... Chwila.
,,Pachnie najładniej"?
Na moment zamarł, czując nieprzyjemny skurcz w klatce piersiowej. Co znaczy ,,najładniej". Co to, był blisko niej? Znaczy, to nie tak, że trzeba siedzieć przy drugim kocie, wsadzać nos w jego sierść i go ostentacyjnie wąchać jak creep, żeby poczuć jego zapach, ale wciąż stwierdzenie niezbyt mu się spodobało. Co to, panika? Oprócz paniki może jakaś złość na siebie, że reaguje w taki sposób?
,,Przestań" zabrzmiało echem w jego głowie. Ale jak miał przestać, co miał przestać? Nie mógł przecież zatrzymać od tak tego, jak reaguje jego serce.
– Tak. M. Chyba masz rację – mruknął końcowo dość niemrawo, jakby nie był pewien tego, co mówi – Znacie się jakoś bliżej? A, no i, no i ten, to nie tak, że kocury śmierdzą... nie wszystkie, znaczy. – spróbował przyczepić się tego tematu, by nie wyglądać i nie brzmieć zbyt podejrzanie.
– Nie znamy się dobrze. Raczej mijamy się w obozie, tylko tyle. A ty dobrze znasz Wełnistą Mszycę?
Odkiwnął na pytanie krótko głową, czując lekkie uczucie ulgi, wraz ze wzrastającą irytacją na samego siebie.
– To moja przyjaciółka, w sumie odkąd pamiętam. Chociaż ciężko by było, gdybyśmy się nie znali, byliśmy razem w żłobku. – wyjaśnił tonem ubarwionym w lekkość.
<Berberys?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz