— Czy ty chociaż raz możesz nie mieć do mnie wiecznego problemu? — burknęła rozgniewana Truskawka, mierząc płowego morderczym wzrokiem. Wracali z polowania. Wszyscy w klanie zdawali się wiedzieć, że o ile Mirtowe Lśnienie nigdy nie olałby kompletnie ich doszkalania, tak nie traktował ich, jak normalnych terminatorów. Dawni Owocniacy już dawno zakończyli swoją wczesną edukację, a więc polowanie czy patrole nie wymagały nadzoru innych. Różnica między nimi była wyłącznie taka, że Truskawkowa Łapa i Wędrująca Łapa nie mieli jeszcze oficjalnego imienia.
— Nie miałbym do ciebie wiecznie problemu, gdybyś wiecznie się nie zachowywała, jakbyś potraciła wszelkie rozumy! Ile ty masz księżyców? Pięć czy pięćdziesiąt?! — odgryzł się kocur, marszcząc brwi.
— To chyba ty jesteś głupi, jak nie pamiętasz, łajzo... To, że ja nie mam zamiaru siedzieć cicho z boku, robić dokładnie wszystkiego tak, jak nam każą, jak ty, to nie znaczy, że jestem zidiociałą kretynką!
— To nie jest Owocowy Las. Te koty niczego nie muszą nam gwarantować, jeśli chcą, to wyrzucą nas za obóz i będą mieć do tego pełne prawo, a ty nie potrafisz nawet trzymać ozora za zębami i nerwów w ryzach — powiedział pouczająco, co tylko jeszcze bardziej nakręciło siostrę.
— Ale do czego ty teraz, tak w ogóle nawiązujesz?! — zapytała wściekle, stając na środku. Obóz był nieco pustawy. Wiele kotów wykorzystało piękny wieczór na późne łowy. Zwierzyna dopiero zaczynała się budzić, a więc okazja była znakomita. Inni byli już dawno po ostatnim posiłku i układali się do wczesnego spoczynku, aby zapolować z samego rana.
— Do tego, że albo kłócisz się z uczniami, którzy są od ciebie trzy lub cztery razy młodsi, albo wręcz włazisz na grzbiet Mirtowego Lśnienia. Jeśli już masz obierać jakąkolwiek taktykę, dlaczego mają cię tutaj nienawidzić, to trzymaj się jednej. Tak przynajmniej ułatwisz wszystkim tworzenie sobie o tobie opinii.
— Oh! No tak! Tobie zawsze wchodzi o jedno! — Wykrzyczała, unosząc kąciki pyska w niedowierzaniu. — Dalej jesteś zły za sytuacje z Lnem, więc nie możesz przełknąć faktu, że może mi się podobać inny kocur, co?!
— Nie mogę przełknąć tego, jaka jesteś bezmózga, to na pewno.
— Ty masz problem, Wędrująca Łapo.
— Ja? Ja mama problem? — Podniósł brwi. — To ty masz jakąś niezdrową obsesję na punkcie samej siebie i potrzeby atencji. Nie ważne czy złej, czy dobrej!
— A weź, idź się zrzuć z klifu, co! — wrzasnęła, odwracając się do brata ogonem. Płowy kocur otworzył jeszcze ostatni raz pysk, aby coś powiedzieć, ale doszedł do wniosku, że jest to kompletnie bez sensu i jedynie machnął na siostrę łapą. Odszedł do legowiska uczniów.
Terminatorka szurała ogonem po ziemi, kierując się w stronę stosu ze zwierzyną. Zabrała z kupki małą nornicę i szemrząc coś pod nosem, zabrała ją na bok, gdzie siedziała samotnie inna wojowniczka. Truskawka była świadoma, że ruda wszystko słyszała, ale miała zamiar to wykorzystać. Wierzyła szczerze, że to jej brat jest mysim zadkiem. Rozżarzona Pieśń nieco podskoczyła, kiedy rudawe ciało klapło zaraz obok niej. Nie czekając na jakieś przywitania, Miłostka zaczęła mówić.
— Niezły z gbur z tego mojego brata, co? — burknęła. — Pewna jestem, że gdyby się tak wiecznie nie marszczył, to miałby już jakąś uroczą kotkę u boku, ale pewnie zmarnuję wszystkie dobre geny ojca i skończy jako samotny staruch.
<Żar?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz