Liliowy wojownik po pierwszych paru dniach bycia uwięzionym bezpodstawnie na wyspie zaczynał odchodzić od zmysłów. Zaczął analizować swoje dziewiętnastoksiężycowe życie, starając się nie pominąć choćby jednego dnia i nawet subtelnego gestu, jak zwykłe machnięcie ogonem. Wszystko mogło się okazać kluczem do rozwiązania tej dziwacznej zagadki, która dotyczyła tylko ich rodziny. Zdawał sobie sprawę, że w ich kręgu była aż dwójka czekotów, jednak czy to był powód, by ich odcinać od wszystkiego? Może to była wina ucieczki Stokrotki i Bulwy? Niedawna rozmowa z Borówką?
Zirytowany swoją bezsilnością, machnął wściekle ogonem, krążąc w tę i z powrotem po wyspie w linii prostej. Jak tak dalej pójdzie, to można spekulować, że Konwalia wręcz wydepta dziurę, w której będzie nadal chodzić zagłębiony we własnych myślach. W tym czasie reszta także próbowała szukać odpowiedzi, co takiego musieli uczynić, aby zostać uznani za zagrożenie dla klanu. A co ważniejsze czemu nie ma z nimi Korzennej i Słodkiej Łapy. Przecież obie kotki także były częścią rodziny, a mimo wszystko nadal nie pojawiły się na wyspie. Wszystko to powodowało, że niepokój o młódki się nasilał, a nikt jak na razie nie był łaskaw udzielić im odpowiedzi na pytania. Strażnicy milczeli jak skała, a jedynymi kotami, które nawiązywały jakąkolwiek rozmowę z więźniami, to była Fląderka, która przynosiła im pożywienie, oraz parę innych. Jednakże to nie obchodziło niebieskookiego.
Niespodziewanie się zatrzymał, kiedy tylko w głowie dotarł do niedawnego sezonu nagich drzew i spotkania czarnego samotnika na patrolu przy granicy.
“Po zauważeniu ciemnej sylwetki po drugiej stronie rzeki, zdecydował podejść.
— Czego tu poszukujesz? — Rozległ się jego głos i wydawało mu się, że niechcący przestraszył nieznajomego, który cudem powstrzymał się przed podskoczeniem na nagły dźwięk słów Nocniaka. Pewnym było to, że niebieskooki dostrzegł minimalne drżenie łap ciemniejszego, jednakże nie mógł być pewnym przyczyny tejże reakcji ciała. Najbardziej było prawdopodobne zimo, gdyż zielonooki miał nieco krótszą sierść od niego, a jego postura była raczej mizerna.
Początkowe błądzenie wzrokiem za właścicielem głosu ustało, kiedy tylko przestraszone spojrzenie dużych oczu padło na Konwaliową Mieliznę.
— Ja? Ja… n-niczego — odparł, zawijając ogon pod siebie, zapewne z zimna. — Tak się tylko szwendam… z nudów — oznajmił, uśmiechając się nerwowo, co spowodowało ściągnięcie podejrzliwie brwi u wojownika. — A ty? Szukasz czegoś?
— Nie szukam niczego, granice swego klanu patroluje. A ty dość blisko nich jesteś — oznajmił Nocniak, lustrując wzrokiem kocura.
— Jesteś z Klanu Klifu? Nie… z Klanu Nocy? — zaczął zgadywać. Co raczej nie spowodowało pozytywnej reakcji ze strony liliowego, gdyż samo uznanie go za Klifiaka było drobną obrazą. — Jak masz na imię?
— Z Klanu Nocy — przyznał, rozwiewając wszelkie wątpliwości raz na zawsze. — Zwą mnie Konwaliowa Mielizna, a ty nieznajomy? Samotnyś? Jak brzmi twa godność? — dopytywał, wypowiadając się w swój charakterystyczny sposób.
— Osetek… — przedstawił się. — Żyję na własną łapę, jak widać… — wymamrotał, spoglądając na swoją sylwetkę, zapewne chcąc dać do zrozumienia, że gdyby był z klanu, to by nie wyglądał tak marnie. Konwalia nieco podejrzliwie zmrużył oczy, jakby nieco nie dowierzając słowom zielonookiego.
— Mam nadzieję, że cię nie zobaczę na naszym terenie, kiedy to będziesz polować — mruknął, na co Osetek pokręcił głową.
— Ależ w życiu! — zaprzeczył. — Nie zamierzam od was kraść. Mam tu w zasięgu… wystarczająco dużo terytorium, by znaleźć coś, czym można by się było najeść… — odparł, choć jego głos nie brzmiał na tyle przekonująco. Bardziej to brzmiało, jakby sam w to zbytnio nie wierzył. — No, w każdym razie nie poszedłem na spacer po to, by przypominać sobie o mojej nędzy… Chciałem raczej odciągnąć swój umysł od tych wszystkich negatywnych myśli, rozumiesz?
— Chyba aż zbyt dobrze — przyznał, przypominając sobie, że mija kolejny sezon, kiedy jego siostry pozostają uczniami. Obawiał się, że jeśli to się nie zmieni, to kotki mogą doświadczyć nieprzyjemnych skutków przez brak postępów w szkoleniu.”
Konwalia zastanawiał się, czy to może dawna rozmowa mogła być przyczyną oskarżeń. Jednak w takim razie, co by tu robiła Borówkowa Słodycz z Rysim Borem i Rozpromienionym Skowronkiem. Czyżby mieli na swoim sumieniu inne przewinienia, które mogły być podstawą do uznania ich za zdrajców i zagrożenie dla reszty Nocniaków? Liliowy odnosił wrażenie, że im dłużej na tym się rozwodzi, tym bardziej błądzi i finalnie stoi w miejscu.
“Łatwiej, by było, gdyby ktoś w końcu łaskawie wytłumaczył, na jakiej podstawie nas tu trzymają…” — westchnął ciężko, kierując się do sitowia, które rzucały, chociaż minimalny dzień na tej przeklętej wyspie.
<Chyba już się nie spotkamy Osetku, bo Mandi ma problem do mojej rodziny i nas przetrzymuje z własnych widzimisię…>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz