Dawno temu
— Gest gestem, tylko szkoda, że ci nie pozwolili, żebyś przyniósł mi swój podarek.
Widać, jak byli jej wdzięczni Burzacy.
Przypomniała sobie, że dzisiaj musiała dla nich polować na króliki. Było to irytujące, gdyż Pozłacana Pszenica i Kozi Przesmyk musieli ją śledzić. Przez to polowanie na króliki było katorgą, a jeszcze potem musiała zadbać o starszych, tych śmierdzieli, do których i tak rzadko kto zaglądał. Jeszcze tak jej się odwdzięczali? Gdyby nie jej kara to nikt by ich nie odwiedzał.
Ale co tam. Pomyślała, że chętnie opowie Księżycowej Łapie swoją wersję wydarzeń.
— Skoro jednak zdecydowałeś się mnie odwiedzić, to chętnie ci opowiem moją wspaniałą wersję zdarzeń. — Poprawiła grzywkę, by dobrze wyglądać. — Od czego zacząć?
Wiedziała, że kocur jest kronikarzem, więc może coś ugra dla siebie?
— Jednak powiesz? — Na pysku kocura pojawiła się szczera ekscytacja. — Ojej, to dobrze. To tak, ach... Może najpierw opowiedz mi, dlaczego doszło do tej sytuacji? I jak to wszystko przebiegło po kolei, ze szczegółami, żebym mógł z tego coś zrozumieć i zadać kolejne pytania! Ktoś cię nakłonił, czy to był twój pomysł? I jak się czujesz z niepowodzeniem? — mówił. — Wujek nie lubił Norniczego Śladu… — Zamyślił się na moment, przykładając łapę do pyska w głębokim zdumieniu. — W sumie z nią też bym chętnie teraz porozmawiał... szkoda — wymruczał cicho uczeń, niby do siebie.
Zastanawiała się jak odpowiedzieć na pytania, by jej odpowiedzi brzmiały ciekawie.
— Co do pomysłodawcy… Był to pomysł mojej matki, Norniczego Śladu. — Szkoda, że nie mogła swoich myśli swobodnie przelać na słowa, bo oczywiście jakiś rudzielec musiał pilnować tej dziury. Czy oni nie mieli co robić? Klanie Gwiazdy, a ona już miała taką wspaniałą wersję zdarzeń na języku! Oczywiście, niektórzy zawsze muszą psuć zabawę.
— Co do mojego niepowodzenia… No cóż, wypadki się zdarzają. Nie jestem jakoś smutna czy coś, tylko sądzę, że ten tunel powinien być większy, jak na mnie przystało. — Była całkiem duża, więc tlen się nie mieścił w tej dziurze, a duszność tu przekraczał zenit. — Właściwie, skoro chcesz wiedzieć więcej na temat mojej zbrodni, to czy jesteś ciekawy tego, co naprawdę zabiło Norniczy Ślad? Bo ci tyle powiem, że sama się nie utopiła, tylko ktoś jej pomógł... O ile chcesz wiedzieć kto... — Ostatnie zdania wypowiedziała tak, żeby to ślepe coś przed nią usłyszało, ale niekoniecznie ta ruda kupa futra, która szwendała się nieopodal. Jedyne, co chciała, to święty spokój od strażników, bo bez tej swobody, odpowiedzi na pytania były nudne.
Kocur, który do tej pory siedział w milczeniu, a o którego życiu świadczyło jedynie natarczywe bawienie się łapami, przy ostatnim pytaniu poruszył się, zdradzając zainteresowanie.
— Tak! — rzekł z uśmiechem, chociaż zaraz nieco się zmieszał. — Znaczy, tak, proszę… — dodał już ciszej, nieco pochylając głowę w dół. Zdawać by się mogło, że to pytanie nie powinno wzbudzać tyle ekscytacji w niewinnym, młodym kocie.
Srebrna szylkretka śledziła wzrokiem ekscytację młodej ślepoty. Wręcz lekko się uśmiechnęła. Kto by pomyślał, że jednak nie jest nudnym opowiadaczem historii?
— Skoro tak tego pragniesz, to opowiem ci o moim ostatecznym pojedynku... — zamilkła na moment, po czym zaczęła opowiadać od początku:
— Byłam więc ja przeciwko Przeplatkowemu Wiankowi, Opadającemu Rumiankowi i Zawilcowej Koronie. I jeśli spytasz mnie, czemu nie wymieniłam Motylkowej Łączki, to powiem ci, że jej nie liczę, bo zaliczyła zawał, jak tylko zaczęło się coś dziać. Oraz oczywiście – z tyłu mnie byli Norniczy Ślad i Świerszczowy Skok. Ja z przodu walczyłam dzielnie z Rumiankiem. Tak go załatwiłam mymi kopniakami, że prawie padł, ale on oczywiście na mnie skoczył i usłyszałam chrupnięcie. Myślałam, że to moje kości! Obróciłam się błyskawicznie, spychając tego chudzielca, a wtedy moim oczom ukazał się widok Świerszcza, który już wbijał pazury w moją matkę, topiąc ją. Zareagowałam za późno, bo z Nornicy zdążyło ulecieć już życie. Zostałam tylko ja i nie zgadniesz, co ze mną zrobili! Postanowili mnie oszczędzić, dlatego że byłam dla nich zbyt potężna, by mnie zgładzić! Nie bez powodów kiedyś nazywałam się Nieustraszonym Chomikiem. — Gdzieś w tle rozległo się rozbawione prychnięcie, którego Chomik usłyszeć nie mogła. Jednak czujne ucho Księżyca zaraz je zarejestrowało, poruszając się w kierunku Skrzydlatej Płomykówki. Całe jego ciało jednak wciąż było w tej samej pozycji, a na pysku zamiast ekscytacji pojawiło się głębokie zamyślenie i powaga, jak gdyby wszystko analizował. Jego jasna sierść na karku uniosła się nagle, lecz zaraz opadła.
— Ciekawe — zaczął, jak gdyby rozmawiał o pogodzie, a nie o morderstwie. Chociaż gdzieś pod koniec, jakby się zastanowić, coś drgnęło w jego głosie. — Świerszczowy Skok wydaje się miły... Ma normalny krok, chociaż może rzeczywiście się nieco zmienił... Czy... czy wy się nawzajem w swojej rodzinie nienawidzicie? Czemu Świerszczowy Krok to zrobił? I czemu pani z Norniczym Śladem... Mieliście konkretny cel? Nie rozumiem, po co?
Kotka przez chwilę myślała nad jego pytaniami. Czuła się, jakby walczyła o życie, mając z tyłu głowy, że Skrzydlata Płomykówka mogła wszystko usłyszeć i wydać liderowi coś nieodpowiedniego.
— Wiesz, nasze relacje rodzinne są dość skomplikowane. Norniczy Ślad zawsze wolała mnie i Mysią Łapę, Świerszczem zawsze jakoś gardziła. Nie zwracałam na to jakiejś wielkiej uwagi. Byłam zajęta treningami.
W sumie już dawniej miała go gdzieś i nim gardziła, a teraz tylko jej nienawiść do niego wzrosła. Jedynie czego chciała teraz to jego śmierci, a potem pozbycia się Przeplatkowego Wianka.
Patrzyła na Księżycową Łapę, który miał zmieszany wyraz pyska. Czy powiedziała coś nie tak? Przecież chciał wiedzieć o Świerszczowym Skoku, to mu o nim powiedziała, choć sądziła, że to ona była sto razy ciekawsza od Świerszcza.
— To znaczy… nie znasz powodu, dla którego chcieliście zabić Przeplatkowy Wianek? — zapytał. — I chyba matka nie powinna dyskryminować żadnego ze swoich kociąt. To niezdrowe, nie widzisz? Moja mama wszystkim poświęca tyle samo uwagi.
Kotka przekręciła oczami.
— To tak głupio brzmi! Oczywiście, że nie planowałam tego z Norniczym Śladem dla samego zabicia, bo wtedy brudzenie sobie łap krwią byłoby niedorzeczne. — Co on miał w głowie? Bo na pewno nie rozum. — Powód jest bardziej skomplikowany i złożony…
Kotce zaczęło się nudzić. Myślała, że Księżycowa Łapa będzie prosił o opowieści o walkach, które stoczyła, a nie o problemach rodzinnych. To drugie brzmiało dużo nudniej od tego pierwszego.
— Złożony? Ale w jaki sposób, nadal nie rozumiem — westchnął kocur.
— Oczywiście, że złożony! Zabili moją matkę! Dodatkowo ta mysia strawa nie była głupia i przewidziała nasz plan, biorąc grupę kotów ze sobą. Nie wiedzieliśmy o tym. Ale cóż trzeba żyć z porażkami, nie wszystko się udaje – burknęła więźniarka.
— Aha. — Syn Rozkwitającej Szanty brzmiał na nieusatysfakcjonowanego odpowiedzią kotki, ale Chomik nie obchodziło, co sądził na ten temat. Ona sama była w środku zdarzeń, więc wiedziała lepiej.
— Chcesz coś jeszcze od siebie dodać? Teraz nie wiem do końca, o co spytać, ale... no wiesz. Może jeszcze potem wrócę, pewnie ci się nudzi — dodał potem uczeń.
— Raczej już nic nie mam do powiedzenia. To tyle na razie. — Nuda! Tak chciała opowieści o walkach, bitwach. Czy prosiła o zbyt wiele? Na Klan Gwiazdy! Naprawdę sądziła, że ten kropkowany kot będzie śmieszniejszy, a nie był.
Kocur na szczęście odszedł, a ona już nie musiała słyszeć tych nieciekawych pytań.
***
Kilka godzin później
Chomik szła ze Skowronim Odłamkiem do legowiska starszyzny, by zająć się ich stanem skóry, na której często gnieździły się pasożyty.
— Musisz trzeć mysią żółć tam, gdzie zauważysz kleszcza. Może i jest Pora Nagich Drzew, ale przez to, że śnieg nie pada zbyt często, to kleszcze wciąż mogą być aktywne — powiedział starszy medyk, po czym wziął trochę żółci i podszedł do Brzęczkowego Trelu, zajmując się jej futrem. Kotka za to wzięła swój mech nasączony żółcią i podeszła do Kukułczego Skrzydła i następnie przyjrzała się jego futru, by zlokalizować kleszcze. Czuła już na sobie ciężki wzrok starszego kocura o kamiennej twarzy. Wyglądało to, jakby chciał ją zamordować wzrokiem. Wtedy sobie przypomniała, że już mniejszy stres przeżywała, gadając z Księżycową Łapą. Nawet można powiedzieć, że tamta rozmowa była dużo przyjemniejsza. Praca jednak sama się nie zrobi, więc dalej czyściła futro czarno-białego starszego.
<Spotkamy się może jeszcze, Księżycowa Łapo? Bo nie mam z kogo cisnąć beki>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz