Bardzo szybko dotarła do niego jego nowa sytuacja. Już Błotnista Gwiazda o to zadbał.
Gdy tylko pierwsze promienie Złotego Wilka przedarły się nad horyzont, mentor osobiście pojawił się legowisku uczniów. Bezceremonialnie szturchnął śpiącego kocura i warknął:
- Wstawaj, śpiąca królewno. Przed tobą dużo pracy.
- Najpierw pójdziesz po nowe liście i mech do legowiska starszyzny - zaczął lider - Posprzątasz tam, wymienisz posłanie i pójdziesz na polowanie. Nie waż się wracać bez przynajmniej trzech piszczek. Zaniesiesz je Gęsiemu Pióru. Później zapytasz medyczek, czy czegoś potrzebują. Jeśli nie, pójdziesz po piszczki dla starszyzny. Jeśli któreś z nich powie mi później, że jest głodne… - groźba zawisła w powietrzu. - Powinieneś zdążyć do Szczytowania Słońca. Później przyjdziesz po nowe zadania, będę u siebie. - Nie upewniając się, że kocur wszystko zapamiętał, Błotnista Gwiazda wyszedł.
Wilcza Łapa otworzył oczy.
- No chyba cię… - widząc wpatrzone w siebie okrągłe oczy leżącej obok uczennicy, w ostatniej chwili ugryzł się w język - lisy pokąsały, pokrako.
Nie było opcji, żeby zdążył na czas. Najchętniej po prostu zignorował by tę pstrokatą gnidę i poszedł spać, w końcu po co zabierać się za coś, czego i tak nie da się zrobić? Bardzo szybko odezwała się jednak jego cholerna duma. Pokaże tej gogusiowatej pokrace, że musi się mocniej postarać, żeby go zagiąć.
- Zasłużyłeś na to - szepnął jakiś głos w jego głowie - To sprawiedliwa kara.
Spuścił łeb i w milczeniu podniósł się z posłania. Wyszedł z legowiska próbując przypomnieć sobie litanię zadań do wykonania.
Po chwili animusz mu wrócił. To wszystko nie oznaczało, że musi być miły dla nowego mentora, prawda?
O ile z liśćmi nie było problemu (kocur wybrał te suche, nie mając zamiaru odgrywać się na starszych), tak szukanie mchu okazało się być najgłupszą robotą, jaką kiedykolwiek dostał. Mogąc posługiwać się tylko wzrokiem (mech nie pachniał jakoś specjalnie) czuł się strasznie głupio. W końcu, gdy już miał ochotę dać sobie spokój, znalazł dużą ciemnozieloną połać. Zabrał tyle, ile był w stanie, starając się zapamiętać to miejsce. Nie wątpił, że będzie musiał tu wrócić…
- Wilcze Serce! - pyszczek szylkretki rozjaśnił uśmiech. - Czy raczej Wilcza Łapo, bardzo mi przykro - dodała. Jasne. Nic nie ukryje się przed Wróblim Śpiewem, prawda?
- Ciebie też miło widzieć - odburknął. Nie miał ochoty na rozmowę, szczególnie z nią. Równie dobrze mógłby stanąć na środku obozu i zacząć krzyczeć, tyle samo kotów będzie wiedziało o tym, co powie.
- Wilku, ja… Przepraszam - w jej oczach dostrzegł autentyczny smutek. Jakaś część niego chciała podejść bliżej, przytulić się do puchatego futra i powiedzieć, że nic się nie stało. Ale nie mógł. Nie mógł pozwolić, żeby znowu go zraniła.
- Nic się nie stało - zajął się sprzątaniem legowiska. Nadal na nią nie patrzył.
- Przecież widzę, że to nieprawda. Przestałeś przychodzić, ostatnio w ogóle zniknąłeś. Twoje oczy mówią wszystko. - Położyła łapę na jego łapie. - Jeśli masz jakiś problem, zawsze możesz mi powiedzieć.
- Żeby wiedział o tym cały klan? Podziękuję.
- Chciałam ci pomóc… - Spuściła wzrok. Zamilkła, w końcu uśmiechnęła się, patrząc mu w oczy - Proszę, pozwól sobie pomóc.
- Poradzę sobie sam - uwolnił swoją łapę spod jej. Kotka jeszcze chwilę śledziła jego ruchy, dopóki nie wyszedł.
Jak na złość, gdy poszedł na polowanie, wszystkie potencjalne zdobycze gdzieś zniknęły. Tropił długo, słońce zdążyło już zbliżyć się do najwyższego punktu na niebie. Bijąc ogonem na boki, przemierzał las, węsząc i nasłuchując. W końcu udało mu się dopaść jakiegoś gryzonia. Nie wyglądał imponująco… Zacisnął zęby. Zakopał zdobycz i ruszył dalej. Trochę szczęścia jednak miał, kawałek dalej znalazł rannego ptaka. Kocur nie wiedział, co to za gatunek i zgadywał, że gdyby nie niewładne skrzydło, nigdy by go nie upolował. Wytropił i dopadł jeszcze jednego gryzonia i zaniósł wszystko do legowiska królowych.
Rzucił wszystko przed czekoladową kotką.
- Z pozdrowieniami od Błotnistej Gwiazdy. - Nie zważając na zaskoczenie karmicielki, wyszedł. Prosto na polowanie. Miał dość. Uwielbiał polować, kochał czuć wiatr igrający na jego futrze, szybsze bicie serca za każdym razem, gdy zbliżał się do niczego nie przeczuwającej ofiary, drobne kości pękające pod jego kłami i wiotczejące w pysku ciała. Wszystko przypominało mu szczęśliwe chwile spędzone z Rodziną. Ale to… Szukając kolejnych ofiar czuł irytację, powoli zmieniającą się w złość. Stawało się jasne, że nie zdążył. Ba, cudem będzie, jeśli wyrobi się ze wszystkim do zachodu słońca…
I oczywiście nie zdążył. Wściekły, zaniósł zdobycze starszyźnie. Wróblowy Śpiew podziękowała promiennie, jak gdyby nigdy nic się nie stało, co zdenerwowało go jeszcze bardziej. Ledwo panował nad sierścią, gdy szedł do medyczek, modląc się w duchu, żeby nic dla niego nie miały. Wilki na niebie miały go jeszcze w swojej opiece, bo na całe szczęście Burzowe Futro spała, a Turkawie Skrzydło, widząc w jakim jest stanie, szybko go odesłała. Wszedł do legowiska lidera. Nawet nie próbował hamować złości.
- Ooo, a któż to wrócił? Spóźniłeś się jakieś… - lider udawał, że się zastanawia - pół wschodu słońca.
- Zrobiłem wszystko, co kazałeś - warknął uczeń, obnażając kły. - Mimo że bardzo się starałeś, żebym nie dał rady.
Błotnista Gwiazda się zaśmiał.
- Wszystko? W Porze Szczytowania Słońca miałeś przyjść po drugą połowę zadań.
Chwilę mierzyli się wzrokiem. Brzuch Wilczej Łapy zaburczał donośnie.
- Idź już - rozkazał mentor. - Resztę zrobisz jutro. - W jego oczach błysnęła złośliwość.
Kocur stał jeszcze chwilę, gotowy do ataku. W końcu tylko warknął i wyszedł, kierując się do stosu ze zwierzyną. Nawet nie miał czasu, żeby cokolwiek zjeść.
Nie miał problemu z zaśnięciem. A rano, gdy promienie Złotego Wilka przebiły się przez horyzont, przyszedł po niego Błotnista Gwiazda.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz