Do pobudki z niespokojnego, lecz niezwykle głębokiego snu niespodziewanie zmusił go haust wody. Błyskawicznie otworzył oczy, głośno kaszląc. Płyn napłynął mu do lekko otwartego pyszczka. Był zmoczony i dostrzętnie przerażony. Minęła chwila, aż kociak zdołał ochłonąć i wyzbyć się niepożądanej cieczy z organizmu. Dopiero wtedy był w stanie spojrzeć, co też sprawiło mu taką przykrą i straszną niespodziankę. Uniósł wzrok do góry… i zamarł. To była T A kotka! Ta nieprzyjemna i okropna Pani Sroczy Żar, która śmiertelnie go wystraszyła i chciała, by dołączył do tego całego Klanu Klifu! Pisnął i rzucił się do ucieczki. Przynajmniej… chciał się rzucić, ponieważ tylna łapkę niechybnie oplątały jeżyny, w których to się umościł. Każda próba wyszarpnięcia się z pułapki sprawiała, że kolce coraz bardziej go raniły, poczuł, że kilka z nich rozdarło mu skórę. To koniec! Został tutaj, uwięziony z nią! Wtedy, ku przerażeniu Łabądka, wojowniczka podeszła bliżej.
— No, już — miauknęła. — Odplączę cię, młody.
Instynktownie zastygł bez ruchu, gdy cętkowana zabrała się za "rozwiązywanie jego problemu". Syczała co jakiś czas, gdy roślina kuła ją w łapy, lecz w końcu skończyła! Był wolny! Spojrzał na nią niepewnie. Nie wiedział, czy ma dziękować, czy od razu uciekać. Nastąpiła chwila ponurej ciszy, którą jednak "Pani Straszydło" szybko postanowiła przerwać.
— Dobra Łabądku, dalej. Zabieram cię do klanu — oznajmiła ochoczo, przymierzając się do złapania syna Marzenki, który bądź co bądź, najmniejszy już nie był.
— A-ale p-proszę p-pani! J-ja n-nie chcę! — wyjąkał z lękiem malującym się na mordce. Nie dało się ukryć, że po prostu się jej bał. Wstanął, gotowy na kolejną ucieczkę od tego potwora w kociej skórze. Dopiero wtedy, odkrył coś absolutnie przerażającego. Z drobnych rozcięć na tylnej kończynie sączyła się krew. Jego. Własna. Krew. Momentalnie zrobiło mu się niedobrze. Jeszcze nigdy w życiu nie widział tej czerwonej mazi wypływającej z n i e g o. Jeszcze raz spojrzał na klanowiczkę, następnie na rany. A potem… potem, to już nic nie pamiętał.
— No, już — miauknęła. — Odplączę cię, młody.
Instynktownie zastygł bez ruchu, gdy cętkowana zabrała się za "rozwiązywanie jego problemu". Syczała co jakiś czas, gdy roślina kuła ją w łapy, lecz w końcu skończyła! Był wolny! Spojrzał na nią niepewnie. Nie wiedział, czy ma dziękować, czy od razu uciekać. Nastąpiła chwila ponurej ciszy, którą jednak "Pani Straszydło" szybko postanowiła przerwać.
— Dobra Łabądku, dalej. Zabieram cię do klanu — oznajmiła ochoczo, przymierzając się do złapania syna Marzenki, który bądź co bądź, najmniejszy już nie był.
— A-ale p-proszę p-pani! J-ja n-nie chcę! — wyjąkał z lękiem malującym się na mordce. Nie dało się ukryć, że po prostu się jej bał. Wstanął, gotowy na kolejną ucieczkę od tego potwora w kociej skórze. Dopiero wtedy, odkrył coś absolutnie przerażającego. Z drobnych rozcięć na tylnej kończynie sączyła się krew. Jego. Własna. Krew. Momentalnie zrobiło mu się niedobrze. Jeszcze nigdy w życiu nie widział tej czerwonej mazi wypływającej z n i e g o. Jeszcze raz spojrzał na klanowiczkę, następnie na rany. A potem… potem, to już nic nie pamiętał.
***
Zbudził się w absolutnie nieznanym mu miejscu. W powietrzu unosił się wyjątkowo zmieszany zapach ziół, który wręcz przyprawiał o mdłości. Niektóre z nich rozpoznawał. W ich norce Szpon trzymała trochę medykamentów, tak na wszelki wypadek. Sama też uczyła swoich podopiecznych ich występowania i użycia. Point był co najmniej wygłoszony. Nie wiedział, jak i dlaczego się tu znalazł. Wtedy, podszedł do niego pręgowany, niebiesko-biały kocur.
— Och, obudziłeś się - stwierdził. On był znaczne przyjemniejszy od tamtej kocicy - pod względem wyglądu, głosu, i w ogóle wszystkiego.
— Po-po-powie m-mi pan? G-gdzie je-je-jestem? I-i K-kim pa-pan jest? — zapytał powoli, nieśmiało spoglądając na obcego.
— W obozie Klanu Klifu. Ja jestem Sokole Skrzydło, asystent medyka tegoż klanu.
Znieruchomiał. Klan Klifu?! To oznaczało, że to nikczemne stworzenie zabrało go ze sobą, gdy stracił przytomność! Nerwowo obejrzał się na na swój tył. Noga była delikatnie obłożona pajęczynami, już nie krwawiła. Młodzik cichutko odetchnął z ulgą.
— T-to c-co te-te-raz? C-co mi zro-zrobicie? — Cały drgał, wypowiadając to pytanie. Pręgowany dziko wydawał się przyjazny, ale może to tylko przykrywka? Przecież to, co mówiła Sroka o tej grupce wcale nie musiało być prawdą! Była to w końcu jedyna dorosła, której mimo wszystko nie do końca ufał.
— Nie zrobimy ci nic złego, obiecuję. Prawdopodobnie zaraz po tym, gdy dojdziesz do siebie, zostaniesz mianowany na ucznia - będziesz szkolił się na wojownika.
Po tych słowach, do środka weszła o n a. Maluch natychmiast wytrzeszczył ślepia i pochylił łeb. Znowu chciała go ochlapać? Niespodziewanie złapać? A może coś innego? Jej obecność tak strasznie go przeraziła, że absolutnie zapomniał o informacji, która dawała jasno fakt automatycznego przyjęcia go tutaj.
— Och, obudziłeś się - stwierdził. On był znaczne przyjemniejszy od tamtej kocicy - pod względem wyglądu, głosu, i w ogóle wszystkiego.
— Po-po-powie m-mi pan? G-gdzie je-je-jestem? I-i K-kim pa-pan jest? — zapytał powoli, nieśmiało spoglądając na obcego.
— W obozie Klanu Klifu. Ja jestem Sokole Skrzydło, asystent medyka tegoż klanu.
Znieruchomiał. Klan Klifu?! To oznaczało, że to nikczemne stworzenie zabrało go ze sobą, gdy stracił przytomność! Nerwowo obejrzał się na na swój tył. Noga była delikatnie obłożona pajęczynami, już nie krwawiła. Młodzik cichutko odetchnął z ulgą.
— T-to c-co te-te-raz? C-co mi zro-zrobicie? — Cały drgał, wypowiadając to pytanie. Pręgowany dziko wydawał się przyjazny, ale może to tylko przykrywka? Przecież to, co mówiła Sroka o tej grupce wcale nie musiało być prawdą! Była to w końcu jedyna dorosła, której mimo wszystko nie do końca ufał.
— Nie zrobimy ci nic złego, obiecuję. Prawdopodobnie zaraz po tym, gdy dojdziesz do siebie, zostaniesz mianowany na ucznia - będziesz szkolił się na wojownika.
Po tych słowach, do środka weszła o n a. Maluch natychmiast wytrzeszczył ślepia i pochylił łeb. Znowu chciała go ochlapać? Niespodziewanie złapać? A może coś innego? Jej obecność tak strasznie go przeraziła, że absolutnie zapomniał o informacji, która dawała jasno fakt automatycznego przyjęcia go tutaj.
<Sroczy Żar?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz