— Hej, Różeńcu, chcesz to dojeść? — zapytała kocura, który siedział nieco dalej wraz z Słonecznym Okiem. Kompletnie nie przejęła się tym, że wcięła im się prosto w środek jakiejś przyjemnej rozmowy. Parka od razu odwróciła się w jej kierunku, a nieco wybity z rytmu srebrny w końcu odezwał się niepewnie.
— O-oh... Tak, jasne, czemu nie. Podzielimy się, co? — zapytał liliowego, który spoglądał na Różeńcowe Serce nieco z góry, nieco zbyt ciepło i dogłębnie, jak na zwykłego przyjaciela.
— O-oh... Tak, jasne, czemu nie. Podzielimy się, co? — zapytał liliowego, który spoglądał na Różeńcowe Serce nieco z góry, nieco zbyt ciepło i dogłębnie, jak na zwykłego przyjaciela.
— Mhm — mruknął starszy wojownik. Szylkretka skinęła głową i kopnęła skorupiaka w ich kierunku. Od razu potem odwróciła głowę i zaczęła wpatrywać się w różne koty po kolei. Widziała Tygrysią Łapę, który wracał ze Świergoczącym Potokiem z treningu; ta chwilowa zmiana lidera na pewno wyjdzie mu na dobre. Dostrzegła końcówkę puchatego ogona Foczej Fali, który wystawał z kociarni; mały Złamanek czaił się na niego mimo widma złości wiecznie skwaszonej matki.
"Kto nazywa tak paskudnie swojego kociaka? I że jeszcze nie zmieniła mu imienia na coś milszego, kiedy stał się jedynakiem" — pomyślała i zadrgały jej wąsy. Było to dla niej całkowicie niezrozumiałe. Ona i jej rodzeństwo mieli takie miłe imiona... Uważała, że imię to w pewnym sensie brama do wnętrza kota i coś, co prowadzi go przez życie w odpowiednim tempie i po odpowiedniej ścieżce. Do czego niby ma doprowadzić to nieszczęsnego malucha jego żałosna nazwa? Do połamania kręgosłupa?
— Hej, Truskawkowe Pole! Chcesz pójść ze mną na spacer? Chcę zebrać dla siebie jakieś kwiaty, zanim Pora Nagich Liści zamrozi je wszystkie — zapytała nagle Wzorzysta Dal, pojawiając się niemal znikąd. Truskawka zlękła się na moment, ale prędko odzyskała zimną krew i swój nonszalancki wyraz pyska i postawę. Przekrzywiła leniwie łebek, patrząc na koleżankę spod ciemnych rzęs.
— Hm... No nie wiem… — mruknęła przeciągle, przyglądając się teraz swoim pazurkom.
— Hm... No nie wiem… — mruknęła przeciągle, przyglądając się teraz swoim pazurkom.
— Znaczy jeśli jesteś czymś zajęta-
— Ale skoro tak nalegasz, mój mały Wzorku — wcięła się w zdanie młodszej wojowniczki, wstając i przeciągając się bez jakiegokolwiek pośpiechu. Przy wypinaniu piersi, kiedy jej zad był blisko ziemi, a plecy rozciągały się, przesunęła ogonem pod żuchwą Dali. — Kwiaty to miły pomysł. A pogoda jest ładna, aż żal siedzieć w obozie.
— To prawda! Aż niemożliwym wydaję się, że zaraz wszystko przykryje śnieg — wymruczała kotka, ale zielonooka nawet nie zerknęła w jej kierunku. Oczy skakały jej między innymi kotami, szukając jednego z dwóch futerek, które ją interesowały. Jedno miało odbijać się ogniście, drugie zaś przypominało kamień obrośnięty jasnym, kremowym porostem.
— Tak, tak... Idzie chłod… — rzuciła jedynie, a po tym przez dłuższą chwilę zapanowała cisza. W milczeniu wyszły z obozu, a następnie skierowały się wzdłuż wysokiej linii brzegowej. Chłodny wiatr przypominał o mrozie, który za niedługo ich nawiedzi. W końcu starsza przerwała milczenie. — Hej! Dużo czasu spędzasz w obozie, prawda? Lubisz patrzeć na koty i inne takie, co?
— Nie mam ucznia, więc mam sporo wolnego czasu… Ale ty też, więc nie wiem, czy jest duża różnica… — Zamyśliła się nieco.
— Nie mam ucznia, więc mam sporo wolnego czasu… Ale ty też, więc nie wiem, czy jest duża różnica… — Zamyśliła się nieco.
— No tak, tak, ale ja też pomagam się uczyć innym kotom, jak się wspinać, wiesz. To trochę, jakbym była mentorką wszystkich uczniów wojowników na raz. To bardzo męczące, a do tego muszę polować, chodzić na patrole i inne takie. Wiesz, nikt nie jest taki zdolny, jeśli chodzi o polowanie na ptaki czy wiewiórki, więc muszę to wykorzystać. To bardzo przyjemne, kiedy inni to zauważają. Bardzo ci polecam mieć coś, w czym jesteś najlepsza; to najbardziej satysfakcjonujące uczucie, jakie można mieć — powiedziała z udawaną niewinnością i szczerością.
"Szkoda tylko, że ty takiej nie masz" — dodała w głowie, ale nigdy nie powiedziałaby tego wprost. Na pyszczku wciąż widniał przesłodzony uśmieszek.
— T-tak, to musi być bardzo miłe — szepnęła Wzorzysta Dal, kiedy powoli docierały do obniżenia terenu. Miały tu odbić w prawo, aby nie schodzić na plaże, gdzie poszukiwanie kwiatów byłoby bez sensu.
— T-tak, to musi być bardzo miłe — szepnęła Wzorzysta Dal, kiedy powoli docierały do obniżenia terenu. Miały tu odbić w prawo, aby nie schodzić na plaże, gdzie poszukiwanie kwiatów byłoby bez sensu.
— No, ale nie do tego zmierzałam. Chciałam się zapytać, czy może podejrzałaś jakieś nowe… motyle miłości, które latałyby wokół naszych towarzyszy? — zapytała, a kiedy niebieska szylkretka zaczęła się zastanawiać, dodała: — Bo wiesz... Wszyscy wiedzą, że Różeniec i Słoneczne Oko jedzą sobie codziennie razem, co wprawia tego strasznego, wkurzającego Pasterza w szał, ale wiesz... Może coś więcej, coś innego..? Może wiesz coś o Pchełkowym Skoku? W końcu to taka… ładna i miła i pomocna kotka. Na pewno wpadła komuś w oczko, co? — zapytała, a pozytywne cechy owej wojowniczki z trudem przeszły jej przez gardło. Pytanie było bez sensu, bo wiedziała, że o ile nie są partnerstwem, to wojowniczka z zawiniętymi uszkami ciągle kręci się wokół Mirtowego Lśnienia, który miał przecież zakochać się w samej Truskawce, a nie w jakiejś… wywłoce. Chciała się dowiedzieć czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc w odsunięciu tej przeszkody ze swojej drogi.
<Wzorka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz