Przeszłość
Zwiewny Mak przeciągnęła się przed legowiskiem. Dzień był dość ciepły jak na porę nagich drzew. Można było jednak zauważyć, że niedługo nadejdzie odwilż, a wraz z nią pora nowych liści. Zwierzyna powoli wracała, słońce coraz częściej ujawniało się na błękitnym niebie, a na drzewach widniały młode pąki.
Wojowniczka podreptała do wojowników zbierających się wokół zastępcy, który wyznaczał patrole.
— Zwiewny Maku, poprowadzisz patrol graniczny wraz z twoją uczennicą oraz Pozłacaną Pszenicą — rzekł Zawodzące Echo, patrząc na młodą kotkę.
Zwiewny Mak skinęła głową i ruchem ogona przywołała do siebie Pszenicę oraz Baziową Łapę.
— Chodźcie! Sprawdzimy granicę — miauknęła. Był to jej pierwszy raz, gdy prowadziła patrol graniczny. Jej serce biło szybciej niż zwykle. Prosiła Klan Gwiazdy, aby wszystko się powiodło. Wyprowadziła mały patrol z obozu.
***
Zwiewny Mak wraz z Baziową Łapą oraz Pozłacaną Pszenicą wracały do obozu po udanym patrolu. Sprawdziły granicę, a do tego na koniec, gdy już miały zamiar zawrócić, uczennica zaskoczyła obie wojowniczki, gdy upolowała ptaka.
Kotki, rozmawiając o różnych ostatnich zdarzeniach, radośnie weszły do obozu. Jednak to, co zastały, złamało serce Zwiewnego Maku.
Gdy stanęła w wejściu, jej oczom ukazała się tragiczna scena: ciało młodego, rudego ucznia, otoczone najbliższymi mu kotami. Zwiewny Mak z trwogą rozpoznała jej najdroższego przyjaciela leżącego tam, zimnego, nieżywego. W jej oczach ukazał się paniczny błysk. Czy to naprawdę był Kołysankowa Łapa? Kot, który był dla niej jak starszy brat? Z którym się wychowywała…?
Jej łapy zatrzęsły się. Kotka upadła, dysząc. Nie mogła wstać. Nie mogła znieść myśli, że on naprawdę nie żyje. Przed jej oczami ukazały się czarne plamy, które po krótkiej chwili ogarnęły całą jej wizję. Wojowniczka, przepełniona bólem, zemdlała.
***
Obudziła się w swoim legowisku. Od razu przypomniała sobie o Kołysankowej Łapie. Nie myśląc za dużo, wybiegła na polanę. Kocur dalej tam leżał. Starsi przygotowywali się do pogrzebu.
— Nie! Dajcie mi przejść! Błagam was, pozwólcie mi do niego podejść! — zajęczała Mak. Starsze koty odsunęły się, a wojowniczka, że stęknięciem upadła obok zmarłego.
— Proszę, Klanie Gwiazdy…dajcie mu wrócić. Powinien żyć jeszcze długo…bardzo długo! — wyjęczała kotka, zanurzając pysk wykrzywiony bólem w zimnym futrze ucznia.
— Dlaczego! Och, dlaczego umarłeś, mój najdroższy przyjacielu? — zaszlochała, wylizując jego futro po raz ostatni. Potem pozwoliła starszym przejść. To naprawdę się działo. Kołysanek…nie żył.
Zwiewny Mak zatoczyła się z powrotem do legowiska, po czym padła na posłanie, szlochając cicho. Odczuwała żałobę większą niż kiedykolwiek. Jak Klan Gwiazdy mógł na to pozwolić?
Inni próbowali wszystkiego, by ją pocieszyć: przynosili zwierzynę, oferowali mały spacer po terenie lub zmienienie mchu w legowisku. Nic nie działało. Mak przyniosła sobie kawałek ze starego legowiska Kołysanka i przytuliła do siebie mech przepełniony zapachem zmarłego.
***
Mak wyczołgała się z gniazda. Był wieczór. Jej oczy były szkliste, przepełnione bólem. Postanowiła odwiedzić grób zmarłego ucznia.
W drodze urwała piękny kwiat. Był duży i pachniał cudownie. Gdy dotarła do grobu, upuściła kwiat na mogiłę.
— Mój drogi… — wyszeptała wojowniczka i ułożyła się obok grobu.
Jej pyszczek otarł się o niedawno zasypany grób przyjaciela. Kotka zamknęła oczy i pozwoliła sobie zasnąć…
Nastała noc. Wojowniczka usiadła obok grobu i skierowała spojrzenie na księżyc. Był wielki i jaśniał białym, rażącym światłem. Zorientowała się, że jest we śnie. Rozejrzała się, szukając znajomego pyszczka Kołysanka. Jednak wokół nikogo nie było. Zimny, mocny wiatr wiał i Zwiewny Mak zadrżała. Czyżby przyjaciel ją opuścił? Czy winił ją za coś? Może jej nie lubił? Nastroszyła sierść. Chciała opuścić to puste, zimne miejsce. Zauważyła, że jej łapy stają się przeźroczyste.
“Budzę się”, pomyślała. Mak otworzyła szeroko oczy. Słońce świeciło już nad drzewami. Kotka otrzepała brudne od ziemi futro. Kołysanek na pewno jej nie opuścił. Może wciąż jest w drodze do klanu Gwiazdy? Może nie pozwolono mu jej odwiedzić? Jedno kotka wiedziała — on zawsze będzie razem z nią, będzie patrzeć z góry na swój klan, który opuścił zbyt wcześnie. Wojowniczka przygładziła ziemię na grobie ogonem i odeszła.
***
Zaginięcie Rybkowej Łapy
Zwiewny Mak z paniką przeszukiwała obóz. Rybkowa Łapa zaginęła!
Wojowniczka poczuła, że dla niej to za wiele…najpierw śmierć Kołysankowej Łapy, teraz zaginęła jej przyjaciółka…
Wojowniczka wyszła do lasu i po chwili odnalazła trop uczennicy. Szła za nim dość długą chwilę, aż zaczęła zbliżać się do drogi grzmotu — przerażającej ścieżki potworów.
Obok drogi wyczuła pomieszane zapachy Rybki oraz dwunożnej…
Jednak na szczęście — albo i nieszczęście — trop szedł dalej, aż do…lisiej nory? Zwiewny Mak z paniką podążyła dalej. Na tropie było widać krew. Wiele krwi. Wojowniczka sprintowała dalej aż w końcu ją znalazła — zakrwawioną, pół żywą z połową ogona. Bez wahania złapała bezmyślną uczennicę za luźną skórę na karku i zawlokła ją do obozu.
“Niech Klan Gwiazdy na cię w swojej opiece”, pomyślała błagalnie.
***
Teraźniejszość
Zwiewny Mak z wysoko postawionym ogonem weszła do obozu. Z jej pyska wisiał ogromny królik. Jej żal po Kołysankowej Łapie powoli zanikał. Oczywiście wciąż za nim tęskniła — i zawsze będzie, lecz teraz jeszcze bardziej chciała być jak najlepszą wojowniczką dla swego klanu. Musiała udowodnić współklanowiczom, że pomimo żalu po Kołysanku i strachu o Rybkową Łapę umie być lojalną i dobrą wojowniczką.
“Lojalną?”, pomyślała. “Zdradzam klan, spotykając się z Czajką. Jednak nikomu to nie zaszkodzi i nikt się o tym nie dowie.”
Jej były mentor, Cyklonowe Oko, spojrzał na Zwiewny Mak z podziwem. Podbiegł do niej.
— Świetna zdobycz! — wymruczał, na co Mak odpowiedziała mu także mruczeniem. — Jestem z ciebie dumny, Zwiewny Maku. Pomimo ostatnio przeżytego strachu i żałoby świetnie sobie poradziłaś. Jestem zaszczycony, że mogłem być twoim mentorem.
Zwiewny Mak zawstydzona polizała się po piersi, jednak w głębi duszy była szczęśliwa, że były mentor jest z niej dumny.
— Dziękuję, Cyklonowe Oko. Jestem bardzo szczęśliwa, że tak sądzisz! — zamiauczała, po czym odeszłaby odłożyć królika na rosnący stos zdobyczy. Niedługo nadejdzie pora zielonych liści a wraz z nią ciepło i obfitość zwierzyny. Jej klan pewnie wzbogaci się o nowe kociaki — co tak naprawdę już się stało — a koty będą silne i dobrze wyżywione. Wszyscy cieszyli się na nadchodzące ciepło. W końcu, kto by się nie cieszył na dobre rzeczy?
Gdy niebo zaczęło ciemnieć, przybierać odcienie granatu, wojowniczka skierowała kroki do legowiska. Przy jej posłaniu wciąż leżał skrawek mchu z gniazda Kołysanka, przesiąknięty zapachem kocura — tak jej bliskiego, że można by było uznać, że to jej brat.
Zwiewny Mak ułożyła się wygodnie na posłaniu. Jej oddech stał się głęboki i wolny. Kotka zasnęła, przy łapach leżał mech z zapachem zmarłego. Jej serce zabolało, gdy wyczuła jego zapach…
***
Następnego dnia
Młoda wojowniczka wyszła z legowiska. Wciąż wyczuwała ból, lecz nie był on tak mocny, jak na początku.
Zwiewny Mak przyglądała się dwóm niedawno znalezionym przez klan kociakom — Gadożerowi oraz Lodówce — gdy rozmawiali o czymś. Jej myśl powędrowały do czasów, gdy ona sama była młodziutką koteczką, znaną jako Mak i bawiła się ze swoim rodzeństwem, przyglądała się ceremonii mianowania Kołysankowej Łapy, a potem sama dostała uczniowskie imię… przypomniała sobie, jak cieszyła się na swoją pierwszą wycieczkę do lasu, na zachwyt po pierwszej złapanej zdobyczy… i poczuła, że to wszystko — każda upolowana zdobycz, każdy przepędzony włóczęga lub każda złapana kulka z mchu — krok po kroku doprowadziły ją do dorosłości. Jej oczy rozbłysły. Wszystkie te rzeczy pomogły jej w stanie się dobrą wojowniczką. I ona nie może poddać się z powodu straty Kołysanka. Nie podda się. Nigdy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz