BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 22 marca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

10 marca 2026

Od Wędrującej Łapy (Wędrującego Wibrysa) CD. Truskawkowej Łapy (Truskawkowego Pola)

dawno temu
Jagnięca Łapa okazała się jedną z naprawdę nielicznych, którzy od samego początku nie próbowali w żaden sposób umniejszać im z powodu ich pochodzenia. W pełni zadbała o to, by pod względem zdrowia niczego im nie brakowało i by jak najszybciej wrócili do formy.
Jego stan wymagał zdecydowanie więcej uwagi niż Miłostki, co było dla niego niezwykle irytujące, zważywszy na to, że to przecież on uważał się za tę rozsądniejszą jednostkę, a więc wszelkie choróbska powinny omijać go szerokim łukiem, choćby z czystego szacunku dla jego ostrożności.
Niedola długo go nie opuszczała, co zdawało się tak naprawdę znacznie bardziej przeszkadzać jego siostrze, niż jemu samemu. Do tego stopnia, że przy pierwszej możliwej okazji, pointka opuściła go w towarzystwie ich niby-mentora. Niby, bo trudno było mówić o jakimkolwiek szkoleniu, skoro niezbędną wiedzę mieli już w posiadaniu od dawien dawna.
Mimo wszystko nie dręczyło go poczucie winy z powodu bezczynności. Lubił siedzieć w miejscu i nic nie robić — miał to po ojcu. Nie taka jednak była jego rola, by spać całymi dniami, gdy powinni zadbać o to, by jak najlepiej prezentować się w nowym miejscu. Na razie cały ten ciężar spoczął na barkach Truskawkowej Łapy.
Gdy tylko stale towarzyszące mu uczucie chłodu pozostało jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem, wziął się do roboty. Pierwotna niemożność samodzielnego opuszczania obozu niezwykle go zniechęcała. O ile pierwsze wyprawy w towarzystwie Motorowego Lśnienia wydawały się czymś logicznym — w końcu musieli zapoznać się z terenami — tak każdy kolejny raz wywoływał w nim narastający ból głowy.
Rudy okazał się jednak całkiem znośny. Spokojny, momentami co najwyżej sprawiał wrażenie lekko znużonego faktem, że ciągnie się za nim dwójka przerośniętych uczniaków. Mimo wszystko dało się go tolerować. Ewidentnie wojownik starał się trzymać ich na dystans, ale Wędrująca Łapa nie miał go za co winić. Nie był przecież jedynym, który nieszczególnie darzyli ich dwójkę zaufaniem.
Płowy błędnie założył, iż przeniesienie do legowiska uczniów poprawi ich sytuację. Czuł się tam niedopasowany jak bocian wśród zgrai kaczek. Ponadto, pomimo zmiany imienia, Miłostka bywała Miłostką, wdając się zbyt często w zbędne dyskusje.
Obiecał sobie, że nie będzie już pilnował jej na każdym kroku. Nie było tu żadnego odpowiednika Lnu, przez którego musiałby się o nią zamartwiać. Zresztą, byli na tyle dorośli, iż naprawdę musiał dać jej więcej przestrzeni. Liczył na spokojne i bezpieczne życie dla nich obojga, ale nie podobało mu się, że gdy tylko ona coś odwalała, wszyscy od razu mogli skojarzyć to z nim.
Bo byli rodzeństwem. Bo przyszli tu razem.
Bo oboje ośmielili się zapragnąć oddychać tym samym powietrzem co „prawdziwi” Klifiacy.

***

Leniwie przeciągnął się w przymałym posłaniu, nie mając odwagi ubiegać się o więcej materiału na jego rozbudowanie. Ostatnie blaski słońca zadawały się powoli gasnąć nad ternami, co tylko pogłębiało jego senność. I gdy już zdawał się począć pochrapywać, ruda pointka niespodziewanie zawisła nad nim z miną sugerującą, że całe zło tego świata jest jego winą.
Uśmiechnął się lekko, widząc, jak uchyla pysk.
— Chyba wkrótce dadzą nam uzyskać miano wojowników, nie sądzisz? — Ubiegł ją w pół słowa, łapą trącając poszarpane futro na jej boku.
— Moglibyśmy mieć je już dawno, ale ktoś postanowił być wiecznie chory — prychnęła, odtrącając jego kończynę. — Ja tu oszaleję przez ciebie. Pewnie chcą nas mianować za jednym razem, a przez twoją słabość się to tylko przeciąga.
— Gdybym nie musiał ciągle dodatkowo stresować się twoją głupotą, to moje zdrowie miałoby się lepiej — stwierdził. — Tak to cierpiałem za nas dwóch.
— Ja też byłam chora, ale jakoś potrafiłam wyzdrowieć w tempie normalnego kota. Nie każdy jest takim niedorajdą jak ty — fuknęła.
— Jeśli ja jestem niedorajdą, to ty jesteś mysim móżdżkiem — skwitował, czując w tym momencie, że wzrok zebranych w legowisku kotów spoczywa na nich zbyt uważnie. — Dobra, cichutko. Już pora dla kociaków do spania.
Oczywiście nie były to słowa, które mogłyby uspokoić kotkę. Wręcz przeciwnie, czego był w pełni świadomy, nadto ją rozjuszyły.
— Ty się dobrze czujesz? — Skrzywiła się. — Kociaków? Masz na myśli siebie? Gratuluję samoświadomości.
— Mentalnie nadal nie wyszłaś ze żłobka — zauważył, wzruszając ramionami.
— Wyszłam. I to zdecydowanie szybciej niż ty.
To była ciężka decyzja, ale od razu zdecydował się zamilknąć, pozwalając jej żyć w satysfakcji z wygranego pojedynku słownego. Nie obyło się jednak bez jej powtarzalnych komentarzy o sukcesie, toteż bardzo poważnie zaczął rozważać spanie na środku obozu, byleby odpocząć od niej na dłuższą chwilę.
Chłodny kamień pod łapami wydawał się w tej chwili znacznie przyjemniejszy niż dalsze słuchanie jej triumfalnych wywodów.

***

Dni mijały szybciej, niż mógłby się spodziewać. W końcu treningi z Mirtowym Lśnieniem zmieniły się w pełnoprawne, nieraz samodzielne wypady na polowania. Rudzielec wydawał się dobrym nauczycielem, ale będąc w tym wieku, dla Wędrującej Łapy było to wręcz upokarzające — bycie zmuszonym do podążania za kimś krok w krok.
Odkąd tu trafili, lider zdawał się nie opuszczać swojego legowiska. Toteż zdziwiło ich niezmiernie, gdy ten przerażający starzec, ledwo co, bez żadnych uprzedzeń, wyczłapał się ze swojej groty. W żadnych czeluściach myśli Sekrecikowych ten kocur nie był w stanie wyglądać nawet za młodu na tyle dostojnie, by jego ojciec, ten stary, poczciwy Miodek, miał z kimś takim sympatyzować. Może w tych wszystkich opowieściach chodziło mu o kogoś innego?
— Miejmy to już z głowy — westchnął brązowy, powoli przewracając oczami. — Ta dwójka już zbyt długo rozpycha się wśród uczniaków.
Nie było nawet pewności, czy słowa te miały zostać jedynie wyburczane pod nosem, ale każdy kot w centrum obozu z pewnością był w stanie je usłyszeć.
Mimowolnie Wędrująca Łapa i Truskawkowa Łapa spojrzeli po sobie. Nie było nikogo, do kogo ten opis pasowałby bardziej niż do nich, nawet jeśli brzmiał uwłaczająco.
A jednak w tych słowach kryła się nadzieja. Zmiana, do której dążyli, odkąd tylko zapadła chaotyczna decyzja o opuszczeniu Owocowego Lasu. Przynajmniej dla niego była ona gwałtowna, bo nigdy tak naprawdę nie kwestionował, od kiedy pointka planowała już swoją ucieczkę.
— Wędrująca Łapo, Truskawkowa Łapo, wystąpcie.
Starszy kocur zdawał się zachwiać, próbując ustać na mównicy, ale jego mina nadal pozostawała groźna.
— Zgodnie z tym, co do mnie doszło, poznaliście już dostatecznie wszelkie zasady klanu i kodeksu. Nie ma co przedłużać — chrząknął. — Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tych uczniów. Trenowali pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ich wam jako kolejnych wojowników.
Na moment nad obozem zapadła cisza, przerywana jedynie odległym, rytmicznym dźwiękiem uderzania fal o skały.
W końcu lider przekierował na nich łaskawie swój wzrok.
— Czy przysięgacie przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam — wyrwało się jako pierwszej Truskawce, która zdecydowanie bardziej miała dość bycia uczniem i nie mogła doczekać się tego momentu.
— Przysięgam — powtórzył za nią płowy.
Byli już świadkami mianowań innych, a jednak wciąż było w tym coś... dziwnie uroczystego. Cztery klany prowadziły się według tych samych zasad, a społeczeństwo, w którym ich dwójce przyszło się wychowywać, patrzyło na to zupełnie inaczej.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję wam imiona wojowników. Od tej pory będziecie znani jako Wędrujący Wibrys i Truskawkowe Pole.
Zdawałoby się, że wypowiadana wielokrotnie formuła powinna mieć dalszy ciąg, ale Judaszowiec najwyraźniej raczył ją pominąć. W końcu ich mianowanie było jedynie formalnością.
Tak samo, jak przy ich przybyciu, ze strony tłumu nie było słychać żadnego entuzjazmu, choć większość kotów zdawała się już przywyknąć do ich obecności, co i tak mogli uznawać za względny sukces.
Skinęli jedynie głowami, świadomi, że zgodnie z wolą Gwiezdnych nie wolno im było teraz wymienić ani jednego słowa. Mieli spędzić wartę przy granicach obozu w milczeniu, aż do porannego wyjścia pierwszego patrolu.
Wieczór powoli zapadał nad klifem. Nie wiedział, czy tak właściwie nie będą to najpiękniejsze chwile jego życia. Przez tak długi czas nie usłyszy ani na moment biadolenia ze strony siostry.
Jedynym, do czego wciąż nie potrafił przywyknąć, były ich nowe imiona. Nawet gdy zwracał się do rudej nadanym tu mianem, w jego głowie pozostawała tą parszywą, niewdzięczną Miłostką, z którą przeżył zdecydowanie za dużo.
Gdy zajęli swoje miejsca na tę noc, wbił spojrzenie w dal, próbując udawać, że widok morza jest niezwykle wzruszający i że to naprawdę wspaniałe, iż będzie mógł oglądać je od teraz, każdego dnia, aż do końca swojego życia.
Ciemna tafla wody połyskiwała w oddali, a fale rozbijały się ponuro o częściowo zatopione skały. Wzdrygnął się i tylko raz ukradkiem zerknął w stronę kotki. Pysk miała skierowany w zupełnie inną stronę, więc nie był w stanie odczytać jego wyrazu.
Czy była zadowolona, że oficjalnie zostali wojownikami w tym miejscu? Z pewnością miała mu za złe, że tak długo to trwało, ale na to akurat nie miał większego wpływu.
Zmarszczył nos.
A może jednak żałowała porzucenia Owocowego Lasu?
Wyprostował się gwałtownie, jakby sama myśl sprawiła mu ból.
Nie. To z pewnością by się nie wydarzyło.

***
teraźniejszość
Nie mógł zdecydować, czy rutyna była czymś miłym, czy okropnym. Czasem lubił tę monotonię i spokój, innym razem zaczynało go to przytłaczać.
Zastrzygł uchem, przysłuchując się tematowi rozmów siedzących na uboczu wojowników. Wspominali co rusz o dwunożnych, widzianych już po raz kolejny nieopodal plaży. Poniekąd go to zaintrygowało, a gdy tak o tym myślał, doszedł do wniosku, że nigdy nie miał bezpośredniego kontaktu ze wspominanymi istotami.
Od czasu mianowania wyjątkowo unikali się z Truskawkowym Polem. Nie było to celowe. Każde z nich chciało skosztować życia na własną łapę. Fakt, że ich posłania pozostawały blisko siebie, sprawiał jednak, że i tak widywali się z bliska częściej, niż by chcieli.
Wieczorami. Bo rankami, gdy wstawał, jego siostry nigdy nie było. Nie przeszkadzało mu, że wypadał przy niej na mniej pracowitego. Starał się zawsze jak mógł, by dorównać ilością upolowanej zwierzyny innym kotom z patrolu, próbując przy tym nie myśleć, ile piszczek naniosła tego dnia do obozu Truskawka.
Wspomnianą kotkę znalazł w przeciwległym od legowisk kącie jaskini. W pełni pochłonięta pielęgnacją swojego futra zdawała się nawet nie zauważyć, gdy ruszył wprost w jej kierunku.
— Już się tak nie upiększaj. Z twoim charakterkiem i tak mało który wytrzyma — rzucił zaczepnie.
Gdyby zaszedł do niej z czymś miłym do powiedzenia, to by znaczyło jedno. Zachorował. Ewentualnie to nie byłby on, tylko ktoś niezwykle do niego podobny.
W jej spojrzeniu momentalnie wyłapał poddenerwowanie.
— Na twój krzywy pysk za to żadna by nie wytrzymała, patrząc nawet chwilę bez zwrócenia posiłku — stwierdziła, wyjątkowo spokojnym jak na nią tonem. — Masz jakąś sprawę, czy przyszedłeś denerwować mnie dla zasady? Naprawdę, Wędrujący Wibrysie, liczyłam, że wydoroślałeś... Nawet zmiana otoczenia ci nie pomogła. Dla ciebie nie ma już ratunku. — Pokręciła głową z rezygnacją.
Przez moment między nimi zawisła znajoma cisza. Ta sama, która od księżyców poprzedzała kolejne, coraz to bardziej dziecinne docinki.
Uśmiechnął się lekko.
Tęsknił czasem za tym.
— Akurat przybyłem w innym celu — mruknął, mrużąc oczy. — Wyciągam wręcz do ciebie pomocną łapkę w zaoferowaniu ciekawszej formy spędzenia czasu. Skoro i tak nie uganiasz się chwilowo za nikim, to chodź. Chciałbym coś zobaczyć.
Skrzywiła się.
— Co zobaczyć? Chcesz znowu założyć się o jakąś głupotę i ujrzeć po raz kolejny swoją dramatyczną porażkę? Pewnie, jestem chętna — rzuciła z zadowoleniem.
Parsknął.
— To potem — uznał. — Teraz chciałbym zobaczyć jakiegoś dwunożnego.
Pointka zdawała się z początku oszołomiona.
Najpewniej tym, że to, co mówił, mogło być dla niej rzeczywiście interesujące.
— No i? — mruknęła. — Nie słyszałeś, że ktoś już widział ich nad wodą? To kwestia krótkiego spaceru. Już mógłbyś ruszyć to tłuste... 
— Przyszedłem z braterskiej serdeczności zaoferować ci miły, wspólny wypad. Nie mieliśmy jeszcze okazji uczcić naszej pełnoprawnej przynależności do klanu — zauważył, patrząc na nią wyczekująco.
— Nie, nie musisz się martwić, że nie umiem znaleźć sobie innego towarzystwa niż własna siostra. Mam taki kaprys, by być dzisiaj dla ciebie... miłym.

<Truskawkowe Ciastko Pole?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz