— WSZYSTKICH WAS ZABIJE! — krzyknęła, udając drapieżne zwierzę.
— Nie pozwolimy ci na to, obślizgły potworze! — odpowiedziała Lawenda.
— Przegonimy cię! — wtórował jej brat.
No cóż, sam zwierz się nie przegoni, później pomyśli, co zrobić, a teraz dołączy do rodzeństwa.
— Odsiecz nadchodzi! — rzekła w lekkim biegu.
Dzień schylał się ku końcowi, słońce pięknie odbijało się w tafli wody. Liliowej koteczce cały ten czas zleciał na zabawie; może jak na razie nic nie wymyśliła, ale za to potwór nie zagraża Klanowi Nocy! Zza żłobka słychać było głos Złocistego Widlika:
— Kociaki! Do spania!
Lilia posłusznie podreptała w stronę żłobka, gdy nagle coś przykuło jej uwagę.
—Nenufarowy Kielichu, to dla ciebie — powiedział do niej nieznajomy dla koteczki kot i podał jej małe zawiniątko.
— Dziękuję ci — wychrypiała biało-szara kocica — Przekaż Różanej Woni, że już mi lepiej.
— Tak zrobię. Dobranoc, Nenufarowy Kielichu! — rzekł i podreptał w stronę legowiska medyczki.
— Dobranoc, Klekocząca Łapo! — Potem starsza wylizała coś z pakunku i zwinęła się w kłębek.
No tak! Pomoc starszym to obowiązek każdego ucznia!
"Jak ja na to wcześniej nie wpadłam?" — pomyślała.
— Lilia! Zobaczyłaś latającego jeża, że tak się przyglądasz? — Na głos piastuna podskoczyła i pocwałowała do żłobka.
— Przepraszam, Złocisty Widliku! — wysapała i ślizgiem zatrzymała się przy posłaniu. Wygładziła mech i położyła się na nim. Przed zaśnięciem patrzyła na krzątającego się piastuna.
"Kiedy dorosnę, będę jak on" — pomyślała, zamykając swoje małe oczka.
— Nie pozwolimy ci na to, obślizgły potworze! — odpowiedziała Lawenda.
— Przegonimy cię! — wtórował jej brat.
No cóż, sam zwierz się nie przegoni, później pomyśli, co zrobić, a teraz dołączy do rodzeństwa.
— Odsiecz nadchodzi! — rzekła w lekkim biegu.
Dzień schylał się ku końcowi, słońce pięknie odbijało się w tafli wody. Liliowej koteczce cały ten czas zleciał na zabawie; może jak na razie nic nie wymyśliła, ale za to potwór nie zagraża Klanowi Nocy! Zza żłobka słychać było głos Złocistego Widlika:
— Kociaki! Do spania!
Lilia posłusznie podreptała w stronę żłobka, gdy nagle coś przykuło jej uwagę.
—Nenufarowy Kielichu, to dla ciebie — powiedział do niej nieznajomy dla koteczki kot i podał jej małe zawiniątko.
— Dziękuję ci — wychrypiała biało-szara kocica — Przekaż Różanej Woni, że już mi lepiej.
— Tak zrobię. Dobranoc, Nenufarowy Kielichu! — rzekł i podreptał w stronę legowiska medyczki.
— Dobranoc, Klekocząca Łapo! — Potem starsza wylizała coś z pakunku i zwinęła się w kłębek.
No tak! Pomoc starszym to obowiązek każdego ucznia!
"Jak ja na to wcześniej nie wpadłam?" — pomyślała.
— Lilia! Zobaczyłaś latającego jeża, że tak się przyglądasz? — Na głos piastuna podskoczyła i pocwałowała do żłobka.
— Przepraszam, Złocisty Widliku! — wysapała i ślizgiem zatrzymała się przy posłaniu. Wygładziła mech i położyła się na nim. Przed zaśnięciem patrzyła na krzątającego się piastuna.
"Kiedy dorosnę, będę jak on" — pomyślała, zamykając swoje małe oczka.
* * *
— Halo? — miauknęła do pnia — Jest tam kto?
Wyszła z niego starsza o oklapniętych uszach i dwukolorowym nosku.
— O — powiedziała z nieco ochrypniętym, ale ciepłym głosem — Witaj kociaku.
Koteczka skinęła główką na znak przywitania, była troszkę oszołomiona, ale nie przestraszona.
— Jak masz na imię? — spytała biało-czarna kotka.
— Jestem Lilia — odpowiedziała uprzejmie.
— A ja Nenufarowy Kielich — zamruczała.
— Tutaj śpisz? — rzekł liliowy kociak, wychylając się, by spojrzeć na pień.
— Tak, chciałabyś go zobaczyć od środka?
— A mogę? — Lilia zrobiła wielkie oczka z ekscytacji.
— Oczywiście.
Nenufarowy Kielich weszła do pnia, a kociak poszedł za nią. Na pierwszy rzut oka zobaczyła otwór, przez które wpadały ciepłe promienie słońca oraz pajęczyny.
— Po co one tu są? — spytała, pokazując na białe nicie.
— Łapią nieproszone owady — odpowiedziała i weszła do zielonego pomieszczenia z bylicy. Wokół czuć było ostry zapach, który nie wiedziała, skąd pochodzi oraz mięty (wiedziała, że to ona po tym, jak jedną skosztowała na wypadek, gdyby Lawenda zaraziła ją kaszlem, a trzeba było się zabezpieczyć przed tą okropną odmianą, o której słyszała, co skończyło się zbesztaniem przez Gąbczastą Perłę). Mech był świeży, zielony i miękki jak w żłobku. Zaczęła się po nim tarzać, sprawiając rozbawienie na pysku starszej. Kiedy to zobaczyła, przestała, siadła i zapytała:
— Czy potrzebujesz w czymś pomocy?
— Nie dziękuję — odpowiedziała Nenufarowy Kielich. A niech to! Jednak widząc jej minę, dodała: — Ale czy chcesz dotrzymać mi towarzystwa?
— Pewnie! — Kociak przysiadł bliżej kotki.
— Może opowiem Ci coś o Sroczej Gwieździe? — spytała starsza.
— Znałaś ją osobiście?! — Lilia otworzyła szerzej oczy. Znała Sroczą Gwiazdę z różnych opowieści.
— Tak, urodziłam się, gdy ona panowała nad rządami.
Koteczka z wielkim skupieniem przysłuchiwała się jej opowieściom, o zdradzie, miłości i grozy. Nawet nie czuła upływu czasu, A było już po wysokim słońcu.
— Wtedy skoczyłam na niego z wściekłością w oczach i... — Nenufarowy Kielich urwała, kiedy weszła do legowiska Różana Woń.
— Witaj, Nenufarowy Kielichu, jak zdrowie?
— Nie bolą mnie już stawy, dziękuję — odpowiedziała medyczce.
— O, Lilio, Szafirek ciebie szukała, nawet zajrzała do mojego legowiska z pytaniem, czy tu przypadkiem ciebie nie ma.
— Nie miała pojęcia, o co jej chodziło, ale czuła w kościach, że to kolejny "świetny" pomysł ze Szkwałem i Lawendą.
— Pójdę do niej. Dziękuję, Nenufarowy Kielichu, do widzenia!
— Do widzenia, Lilio! — Machnęła uchem — Możesz do mnie przychodzić, jeśli chcesz.
Kociak machnął ogonem i wyszedł z legowiska w kierunku żłobka.
— Szafirek! — krzyknęła — Tu jestem! Chodź!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz