Weszła do kociarni, przyzwyczajając się prędko do półmroku. Skinęła głową w kierunku kotki, która obecnie ich pilnowała.
— Mogę wejść? — zapytała się jej, licząc na twierdzącą odpowiedź.
Jaskółcze Ziele potrzebowała chwili na zastanowienie się, nie trwało to jednak długo. Zmarszczyła brwi, po paru uderzeniach serca wreszcie kiwając głową.
— Jasne. Wchodź.
Vanka posłała jej wdzięczny uśmiech, idąc spokojnym krokiem w stronę dwóch kociąt. Wyglądało na to, że zajęte były obecnie sobą. Rozmawiały po cichutku, robiąc duże oczka, przepełnione czystą, kocięcą radością. Żółtooka poczuła ciepłe uczucie rozpływające się po jej piersi. Jeszcze niedawno ona też właśnie tak wyglądała. Gdy Kryształka zerknęła w jej kierunku, szarawa pomachała jej przyjaźnie łapką na powitanie. Po paru uderzeniach serca znalazła się tuż obok nich, jednak starała się zrobić to tak, żeby ich nie wystraszyć.
— Cześć, jestem Kalinowa Łapa, a wy? Jak się nazywacie? — miauknęła przyjaźnie, poruszając spokojnie ogonkiem. Mocno pachniała świeżo skoszoną trawą, jakby wytarzała się w wielu jej źdźbłach. Mała Węgielek zmarszczyła nosek, jakby było to dla niej w danym momencie zbyt wiele.
— Ja jestem Kryształka, a to moja siostra, Węgielek! — powiedziała piskliwym głosikiem jedna z nich, wskazując łapką to na siebie, to na swoją bliską tuż przed sobą. Kryształka była drobna, jej futerko przypominało bardziej piórko, musiało być niesamowicie mięciutkie, aksamitne wręcz. Była drobniutka oraz chuda. Węgielek zaś posiadała na sobie mocno przebijające się kolory – od pręgowanej czerni, po jasny rudawy, a może kremowy. Obydwie wydawały się tak spokojne, że ciężko było uwierzyć, iż były dalej kociętami. Ciekawe co mogło na to wpłynąć? A może od początku po prostu takie były? Każdy miał inny charakter, inne cechy, nie dało się spotkać kota, który byłby dokładnie taki sam, jak drugi pod każdym względem.
— Słyszałyście już o takiej zabawie? Policzę do dziesięciu i nie będę patrzeć, a wy musicie ukryć się jak najszybciej. I moim zadaniem będzie znalezienie was, a waszym ukrycie się jak najlepiej, żebym was jak najdłużej nie mogła znaleźć. Co wy na to? — zapytała z uśmieszkiem.
Kryształka otworzyła szerzej oczka, patrząc po chwili na swoją siostrę, Węgielek. Szylkretka zamyśliła się na jakiś czas, wreszcie kiwając twierdząco głową. — Możemy się pobawić.
— Wspaniale! Zatem zaczynam! — oznajmiła vanka, odwracając się do nich tyłem, w stronę ściany kociarni. Zamknęła oczy. — Raz, dwa, trzy, cztery — do jej uszu doleciało chaotyczne szurnięcie i po tym nic. — Pięć, sześć, siedem, osiem — nasłuchiwała dalej, jednak od teraz nie słyszała już więcej dźwięków łapek. Szybkie były! — Dziewięć… dziesięć! Szukam — miauknęła głośno, odwracając się do zaciekawionej ciemnej karmicielki. Kalinowa Łapa posłała jej rozpromienienie, rozglądając się za dwójką kociąt. Najpierw zaczęła sprawdzać każdy kąt kociarni – było ich sporo, jednak w żadnym z nich nie mogła dojrzeć rodzeństwa. Każdy był pusty, oprócz tego, że w niektórych przesiadywały jakieś nieznane jej muchy czy owady wszelkiego rodzaju. Później zaczęła sprawdzać legowiska – i zanim się obejrzała, znalazła obydwie koteczki.
[688 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz