Przed ostatnim zgromadzeniem
Rudzikowe Skrzydełko myła swoje srebrne futerko, siedząc zaraz obok żłobka i przysłuchując się okolicznym rozmowom. Jakiś czas temu była na polowaniu, więc przed zgromadzeniem miała nareszcie chwilę dla siebie. Zdążyła nawet zjeść wspólnie z Płomykówką królika! Porozmawiały i z ich rozmowy wynikało, że Skrzydlata Płomykówka znalazła kogoś, z kim była naprawdę blisko. Kotka zaczęła za to być sceptyczna w momencie, w którym Rudzik napomknęła o tym, że Skrzypiący Skrzyp mógłby być jej partnerem. Wtedy z kolei Płomykówka zaczęła nawet wyglądać na obrażoną. Dokładka tylko zwierzynę i zostawiła siostrę samą. Rudzik siedziała więc, nie wiedząc co o tym myśleć. Po chwili jednak pokręciła głową, pozbywając się tych myśli. W końcu dziś miało być zgromadzenie. Od razu zaczęła rozmyślać czy dziś wydarzy się coś interesującego.
“Ciekawe czy dziś spotkam kogoś znajomego. Może Gąbczastą Perłę? Lub moją przyjaciółkę Astercię?” samo myślenie o tym wprawiało kotkę w niemałą ekscytację. I rozmyślałby tak nad tym jeszcze do zgromadzenia, gdyby jakiś upierdliwy kociak nie wylądował właśnie na jej ogonie. Podskoczyła nerwowo i zamachnęła się ogonem, aby pozbyć się uporczywego pasożyta. Ten jednak sam odskoczył na bok. Stało, więc przed nią, a może raczej za nią dwójka wyprostowanych kociąt. Widziała ich nieco złośliwe uśmieszki i wiedziała, że to zaraz źle się skończy. Uśmiechnęła się lekko w stronę kociąt i odwróciła w ich stronę.
— Dzień dobry! Czy możesz nas zabrać na zgromadzenie? Proooosimyyyy! — odezwał się jeden z nich, dalej z tym samym uśmieszkiem na pysku.
Słysząc Króliczą Gwiazdę wyprowadzającego koty z obozu, machnęła łapą, aby każde z kociąt siedziało cicho. Po chwili zwróciła się do nich.
— Dzień dobry? — uśmiechnęła się, lekko przechylając rudy łebek. — Na zgromadzenie? Nie jestem pewna maluchy... — zaczęła lekko rozbawiona, choć wiedziała, że nie muszą jej nawet przekonywać.
Pamiętała, gdy jako kocie bardzo chciała wyjść na zgromadzenie wraz z innymi. Jedna taka podróż chyba nie zaszkodzi…?
Widziała również, jak drugie z kociąt patrzy na nią, a następnie na swojego brata.
— Zabierz nas! Przyszli wojownicy muszą wiedzieć, jak wygląda zgromadzenie, co nie? A jak kiedyś zostanę przywódcą, to muszę wiedzieć, co mam gadać! — miauknął prędko kociak, najwyraźniej bez chwili zastanowienia.
— Oh to na pewno. Powinniście się jednak dowiedzieć tego raczej już jako uczniowie... — mruknęła cicho, tak jakby te ostatnie pół szarej komórki próbowało jej przemówić do rozsądku. — Ile macie księżyców? Jesteście wystarczająco duzi na taką przygodę? — zapytała z drobnym uśmiechem na pyszczku.
— Yyy... Tak, tak! Jesteśmy baaaardzo duzi! Co nie, Aminek? — szturchnął barkiem braciszka, który skinął potwierdzająco główką. — Mamy już po... yyy... sześć księżyców! Doookładnie! Tylko ten leniwy starszy nie chce nas mianować! — dodał, a Rudzik skrzywiła się lekko, słysząc, jak kociak określił Króliczą Gwiazdę. — Dlatego... eee... musimy mu pokazać, że jesteśmy już duzi i że możemy już zostać mianowani! — uśmiechnął się promiennie. — Dlatego to ciebie wybraliśmy, abyś nam pomogła!
Po tych słowach nastała krótka ciszy, którą kocię najwyraźniej pozostawiło kotce, aby miała te kilka odbić serca na myślenie.
— Proooszę...? — odezwał się znowu z niewinną, słodką minką.
— Leniwy starszy? — mruknęła jakby do siebie, po czym parsknęła śmiechem zaskoczona, mentalnie przybijając sobie piątkę z własnym czołem. — Pierze ty chyba nie mówisz o Króliczej Gwieździe! — zawołała nerwowo, jednak ściszonym tonem głosu.
— Aha... bo on tak się nazywa? Ten na górze tego kamienia, który śpi większość czasu? — zapytał, wskazując głową na słup. — No dobra... no to ten Królicza Gwiazda nie chce nas mianować! — poprawił się.
— Ciszej! Co jak jest stary, ale ma dobry słuch? — pacnął brata w pysk. — Króliki mają duże uszy! — dodał kocurek.
Po tym nastąpiła kolejna chwila ciszy, jednak jeden z kociąt postanowił odezwać się ponownie.
— Musieliśmy znaleźć odpowiednią osobę, no a ty wyglądasz... ten, odpowiednio! — wyszczerzył ząbki. — Co ci się stało z uszami? — miauknął drugi kociak, najwyraźniej zaciekawiony wywiniętymi uszkami srebrnej kotki.
— Co mi się stało z uszami? — powtórzyła pytanie kociaka trochę zdziwiona. — Mam tak od zawsze. Spokojnie to nie boli ani nic — uśmiechnęła się lekko.
— Coś mi się wydaje, że nie macie sześciu księżyców... Ale dobra niech wam będzie. Tylko trzy zasady. Nie oddalacie się. Unikajcie wzroku tych, których znacie lub ich kojarzycie. Wszyscy mają myśleć, że macie te sześć czy nawet siedem księżyców. Zrozumiano? — miauknęła, mając ochotę westchnąć cierpiętniczo. Przecież gdyby się nie zgodziła i tak by poszli... A tak to może chociaż nie zaginą.
— Zrozumiano! — miauknął Pierze, kiwając w energicznie głową.
— To co? Idziemy? Tylko bądźcie w miarę cicho, proszę, nie chcę, żeby ktoś dowiedział się, że jesteście ze mną jeszcze zanim dotrzemy na miejsce... — westchnęła nieco zmęczona.
— Wtopię się w twoje futro i nikt mnie nie zauważy! Na pewno! — spojrzał na dół na brata z uśmiechem. — Wskakuj na rumaka, Aminek! — miauknął, co spowodowało ciche parsknięcie ze strony wojowniczki.
— Będziemy cicho jak, um.. szczury! Albo te, jak one się nazywały... króliki! — miauknął, następnie wspiął się na kotkę. Rudzik poczuła, jak ciągnie ją za futro, co było powodem jej cichego przekleństwa, ale mimo to nie zrzuciła żadnego z kociąt z grzbietu.
— Dobra! Już! Cisza, idziemy! — miauknęła i pokierowała się nareszcie w stronę zgromadzenia. Miała szczerą nadzieję, że Klan Burzy nie dotarł jeszcze aż tak daleko i że się nie zgubią.
Na zgromadzeniu
Gdy już byli na miejscu poczuła ruch na swoim grzbiecie, przez który nagle przypomniała sobie, że przyniosła ze sobą kocięta. Nagle miała ochotę przyłożyć sobie w czoło. Postanowiła poczekać, aż z niej zejdą, a następnie jak najszybciej oddaliła się od miejsca zbrodni.
W końcu przez przypadek wpadła na czarnego kocura, który wyglądał na rozbawionego srebrną kotką. Z kolei zdenerwowana Rudzik nie była pewna co myśleć na jego temat.
— Dzień dobry — mruknęła, wzdychając ciężko. — To będzie ciężkie zgromadzenie — dodała po chwili, a niebieskooki spojrzał na nią wyraźnie zainteresowany.
— Ach tak? Dlaczego tak uważasz? — mruknął.
— Sam się wkrótce przekonasz — odparła, przestępując nerwowo z łapy na łapę, tak jakby nagle przygniotło ją poczucie winy.
— Hmm… Zobaczymy — miauknął po chwili ciszy, patrząc na rudą kotkę. — Jestem Mysi Postrach. Czyżbyś przyniosła ze sobą problemy? — zapytał.
— Rudzikowe Skrzydełko. I niewykluczone — zaśmiała się gorzko, a następnie kiwnęła mu głową. — Muszę kogoś znaleźć, do zobaczenia — mruknęła na odchodne.
Trochę później
Nastąpił chaos. Nie spodziewała się, że kocięta, które przyniosła ze sobą na zgromadzenie, mogą wyrządzić tyle szkody sobie, a także jej samej. Siedziała z boku, przyglądając się nerwowo sytuacji. Zawsze mogła przecież udawać, że to nie jej sprawa.
Po powrocie do obozu
Jednak nie mogła udawać, że to nie jej sprawa. Gdy tylko wróciła Królicza Gwiazda oraz Zawodzące Echo rozpoczęli przesłuchanie. Ktoś szybko poinformował, że była to właśnie Rudzik. Wezwana kotka stawiła się u przywódcy, aby dowiedzieć się o swojej zmianie imienia. Od tej pory miała być Kocięcym Rozumkiem. Imię powinno uwłaczać wojowniczce, jednak w rzeczywistości nie uważała, że jest złe. Przynajmniej było trafne. Usłyszała również, że od tej pory będzie spała w legowisku uczniów, a żaden patrol nie odbędzie się bez niej. Miała ochotę zaoponować, jak zrobiłby to prawdziwy kociak, jednak ten raz pozostała cicho i po prostu kiwnęła głową.
Aktualnie
Ledwo zdążyła usiąść chwilę po porannym patrolu, a już słyszała nawoływanie na następny. Podniosła się z ziemi odrobinę chwiejnie i pobiegła w stronę kota wołającego jej imię.
— Już! Obecna, jestem! — miauknęła na jednym wydechu, a następnie zemdlała.
Nie pamiętała, co działo się dalej, ale obudziła się dopiero po chwili w legowisku medyka. Spojrzała na szylkretową kotkę siedzącą nieopodal i mruknęła cicho coś pod nosem.
— Ja przepraszam za problem. Ja już sobie idę — szepnęła, a następnie podniosła się szybko, co doprowadziło do jej kolejnego upadku. Po chwili można było usłyszeć burczenie brzucha kotki, przez co się skuliła. — Zapomniałam, żeby zjeść! — zawołała, a następnie wybiegła z legowiska medyka, nie chcąc zawracać im głowy. W końcu jako kocię była tam już wystarczająco często. Naprawdę nie chciała teraz nikomu się narzucać. Wzięła najmniejszą mysz ze stosu zwierzyny i schowała się z nią za jednym z legowisk. Było jej wstyd nawet jeść. Nie chciała z nikim rozmawiać. Można by powiedzieć, że tragicznie znosiła swoją karę, jednak nadal nie wyglądała, jakby poszła po rozum do głowy. Była po prostu tak samo chaotyczna, ale mniej stabilna, obecna tu i teraz. Słysząc jak ktoś znowu ją woła, podniosła się z miejsca już znacznie mniej chwiejnie.
— Już zaraz! Już idę! — miauknęła, wychodząc ze swojej kryjówki, aby wyjść na kolejny patrol, który zapewne teraz już doprowadzi ją do utraty życia. Ewentualnie do kolejnej zwykłej utraty tchu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz